ktak

Właściwie bez wiodącego tematu, takie tam pisanie co mi do głowy przyjdzie

Wiosna

8 komentarzy

Wiosna

Wokół wiosna szaleje, wysokie temperatury powodują szybki wzrost wiosennych pędów, rozkwitanie wiosennych kwiatów i w ogóle coraz weselszy nastrój. Jak już wspominałem, ja też tak jakby żywszy trochę. Zatem fajnie jest. Z innych miłych rzeczy spadają rachunki za prąd i gaz. Poważny pozytyw. Jak ja to lubię , już czekam na nowalijki , na te świeżutkie szczypiorki, pomidorki czy papryczki. O owocach nie wspomnę. Jest też coś negatywnego, zapasy nalewek się kończą, a spijanie z dna grozi zatruciem, więc trzeba uważać. Łza kręci się w oku. W samochodzie musiałem się przeprosić z okularami słonecznymi, bo ostro dawało w oczy. Czas na zmianę obuwia i pożegnanie z zimowymi ubrankami. I tego mi w ogóle nie żal. Wiosna kwitnie jajami….wielkanocnymi i baziami. Fajny czas. W lasach budzą się niedźwiedzie, choć mieszkam koło lasu to mi to nie grozi, w sensie spotkania, ale już dziki to co innego. Mnie się bardzo podoba jak drzewka najpierw lekko matowieją wypuszczając malutkie pączki i wtedy trudno ostro zobaczyć gałązki potem to wrażenie jeszcze się rozbudowuje wraz ze wzrostem listków , aż do chwili gdy wzrok daje rozróżnić listki i gałązki osobno. W tak zwanym międzyczasie mam wrażenie , że coś mi się stało z oczami. Jak odzyskam ostrość widzenia to wiosna już pełną gębą szaleje. I aż by się chciało zakrzyknąć za znanym bohaterem literackim- chwilo trwaj. A tu kicha.

Widzenie

4 komentarzy

Widzenie

Zenek poczuł ,że się obudził, ale powieki miał jeszcze ciężkie. Była niedziela rano i przez firankę w sypialni przebijały się promienie słoneczne. Zenek nie chciał jeszcze otwierać oczu i wtedy pojawiła się ona. Siedziała przy toaletce, w lekko prześwitującym peniuarze. Miała pięknie ułożone włosy, leciutko usztywnione lakierem do włosów, przez które poranne promienie słońca przebijały się jakby zawijając się na końcu. Wyglądała cudownie i ta jej podświetlona twarz, o skórze niewidocznie zmatowionej pudrem w karnacji skóry. Oczy podkreślone nienachalną kreską i usta połyskujące szminką w subtelnym zmysłowym kolorze. Zjawiskowe włosy opadały na ramiona pięknie zaokrąglone pod peniuarem, a pod światło ledwo dostrzegalnie rysowały się sążniste piersi / właściwie nie wiem co to znaczy, ale pasuje do opisu – uwaga autora/. Noga założona na nogę wabiła wydepilowaną linią. Zenek pomyślał , cudo jakieś niesamowite. I właśnie wtedy usłyszał jak do sypialni weszła jego żona, w gustownej bawełnianej koszulce, lekko potargana przed poranną toaletą z buzią uśmiechniętą od ucha do ucha i wesoło puściła do niego oczko. Taka wesoła lwica. Odwzajemnił jej ten ciepły gest, zapytał czy aby należycie wypoczęła w nocy i zamyślił się. Konstatacja była taka, ta lala z widzenia może i była na pierwszy rzut oka ładniejsza , ale moja bez makijażu jest dużo lepsza , a jak się lekko podmaluje, to miód i malina. Niech więc ta z widzenia się schowa. I w poczuciu dobrego wyboru znów zapadł w niedzielny poranny sen. 

To lubię

10 komentarzy

To lubię

Dzisiaj wstałem o szóstej rano nowego czasu , a więc o piątej starego. Pytacie po co, w niedzielę? Bo dzisiaj zaczyna się sezon sportu któremu od wielu lat wiernie kibicuję. Chodzi o Formułę 1. Moja Żona szału dostaje jak ja to oglądam , zadaje pytania w stylu- co w tym jest ? Huk i paru wariatów kręci się dookoła. I na pewno dla osoby niewciągniętej w arkana tego sportu tak to wygląda. Jednak interesując się tym co się tam dzieje i trochę z tego rozumiejąc , emocje są ogromne. Mozolne odrabianie dystansu  na każdym kółku po te dwie sekundy, gdy goniony ma już dobrze zużyte opony. Pytanie czy go dojdzie czy nie jak, będą wyglądały posunięcia taktyczne zespołu? Jaki rodzaj ogumienia dobiorą? A jak będzie padać? Każda zmiana opon o spora strata więc trzeba przewidywać , ryzykować. I setki różnych pytań do każdego startującego zawodnika. Każdy punkt jest ważny a ich zdobywanie to ogromnie ciężka praca. Wysiłek fizyczny i psychiczny. Olbrzymia koncentracja przez dwie godziny. I ten światek uzależnia , zarówno startujących jak i tych co oglądają. Nasz jedyny jak do tej pory startujący w F1zawodnik czyli Robert Kubica w jednym z wywiadów powiedział ,że od czasu wypadku, jaki uniemożliwił mu starty gdy odbywa się wyścig on fizycznie cierpi , że go tam nie ma ,że nie może brać udziału. Ja też jestem opętany tym szaleństwem i idę oglądać.

PS.Nie warto było.

Niedoceniona radość

Po kilku tygodniach przykucia do domu zacząłem się wreszcie ruszać poza. Matko , jakie to wspaniałe uczucie. Wyjść na powietrze, stanąć przed drzwiami klatki schodowej i wciągnąć w płuca powietrze. Takie świeże, nieogrzane. Domyślam si e ,że tak się czuje na przykład brzoza, gdy w niej zaczynają krążyć soki. Na wiosnę, po zimie. Stanąłem więc tak a potem kroczek po kroczku do garażu , a tam mój ukochany srebrny rumak stoi i czeka gotowy do jazdy. Gdy uruchomiłem silnik , wydawało mi się ,że aż pisnął z radości ,że bezczynność się skończyła. Delikatnie wrzuciłem drive i auto leciutko zadrżało jak koń wyścigowy tuż przed startem. Nacisnąłem leciutko gaz i auto ruszyło. Co za piękne uczucie, cichutko toczyło się po drodze, spokojnie wybierało nierówności, a jak czułem, że w każdej chwili mogę przycisnąć i skoczy do przodu. Wyjechałem na główną drogę i lekko dep na gaz, bioderka wciśnięte w fotel , droga spod kół ucieka a we mnie się falą wielką jak tsunami wlewa uczucie wolności i niezależności. Karcę siebie sam, nie podskakuj zbyt wcześnie, bo to jeszcze nie do końca wiadomo. Radość jednak przytłacza i myśli , może i nie wszystko się uda ale jeździć będę mógł przebija się z gonitwy myśli. I jest to fajne, oczekiwane uczucie. Bo niby prozaiczna czynność, a jednak bogata w konsekwencje. A już dla mężczyzny to jak tlen. Jadę sobie i mogę jechać jak mi się podoba, drogą jaką sobie sam wybiorę i tak jak będę chciał. Jedyne co mnie ogranicza to stan drogi i przepisy o ruchu drogowym. Szczególnie to drugie jest krępujące, ale jak się je łamie to taka drobna nutka ryzyka też życie wzbogaca. Na krótko zatem gaz do dechy, może nas nie złapią. Albowiem szybkość bardzo mocno kojarzy się z wolnością. Jak dobrze, hurra.

Wnuczek

Brak komentarzy

Wnuczek

Dzisiaj zamieściłem na FB filmik mojego wnuka ze żłobka. Młody tańczy do melodii puszczonej przez Panią. Jakiś czas temu, trochę przez przypadek, odkryłem ,że bardzo dobrze reaguje na muzykę. Od tamtego czasu najpierw ja , potem rodzice puszczali mu muzykę, a on zasłuchiwał się w niej. Wybierał sobie ulubione kawałki i słuchał. Potem obserwował klipy i wyłapywał taneczne gesty śpiewających. Na przykład załapał jak rękami ruszają słynne hiszpańskie siostry śpiewając Ketchup. Czas mija młody nie ustaje w słuchaniu i oglądaniu muzyki, a jego zdolności ruchowe są coraz lepsze. W związku z tym małpuje coraz więcej gestów, a wszystko robi z gracją w rytm muzyki. Czasem nawet próbuje śpiewać, ale na to chyba jeszcze za wcześnie. Co mnie też cieszy, to jak w żłobku robią jakąś zabawę w rytm muzyki to pamięta jakie układy taneczne do jakiego podkładu były przewidziane. Ale najważniejsze jest to ,że sprawia mu to wielką radość. Do tego jest bardzo pogodny i wesoły. Sprawdza się więc powiedzenie ,że muzyka łagodzi obyczaje. Myślę ,ze jeśli te dzisiejsze czasy będzie pamiętał, to będą to miłe wspomnienia. A mnie i tak rozpiera duma.

Skleroza

4 komentarzy

Skleroza

To mi się zdarzyło pierwszy raz. Napisałem w niedzielę tekst, tak aby go opublikować wieczorkiem i zwyczajnie zapomniałem. Od razu jak sobie to uświadomiłem, zacząłem szukać przyczyn. Pijany nie byłem, zresztą to mi się właściwie nie zdarza. Może jakieś dolegliwości gastryczne? Ale nie, wszystko normalnie. To co? Może zmęczony byłem. No troszkę byłem , bo podjąłem pierwsze próby powrotu do normalnego życia. Ale żeby tak się zapomnieć? Nie, na pewno nie. Zostają inne możliwości na przykład niewłaściwa dieta powodująca lekką sklerozę / w podtekście zaniki pamięcią/. Podobno jest tak ,że człowiekowi z wiekiem obumierają kolejno komórki mózgowe, inne jeszcze żywe przejmują ich rolę i tak aż do wyczerpania zapasów. Wtedy zaczynają się wyłączenia mniej, a potem coraz ważniejszych funkcji życiowych. Jak sobie to uświadomiłem ,że być może mi się wyłącza pamięć, byłem bliski płaczu. To mną wstrząsnęło, ale dowodów jakby trochę mało. A uczynny organizm zaczął podrzucać , że na przykład dwa, trzy dni temu nie mogłem sobie przypomnieć nazwy jakiejś dobrze mi znanej miejscowości, a tydzień temu zapomniałem imienia swojego pradziadka. Żonę, dzieci i wnuki pamiętam , to znaczy nie jest tragicznie. Potem zaś do mnie dotarło ,że jakieś dwa lata temu poszedłem spać nie umywszy zębów, ale potem znowu myłem i doszedłem do wniosku, że zgubiła mnie rutyna, czyli coś automatycznego. I tyle, bo mózg ma jeszcze spore rezerwy.

Niedzielna niespodzianka

Dziś rano leżałem sobie w łóżeczku śpiąc smacznie. A nie jest to stan łatwy do osiągnięcia. Nasz miejscowy duszpasterz jest co by nie mówić fanatykiem dzwonów i codziennie co mniej więcej półtorej godziny używa tego instrumentu informując całą okolicę o początku następnego nabożeństwa. A jest to człowiek pracowity bo zaczyna od 6 rano a kończy o 21. Wracając do dziś jak pisałem leżę sobie śpiąc smacznie i tak przez sen słyszę jak dzwoni. Zwykle wali w spiż około 30-60 sekund. Zacząłem myśleć o czymś, co by mnie na ten krótki czas odciągnęło myślowo od dźwięku. Minuta minęła, a dźwięk nie zanikał. Myślałem ,że może to w związku ze zbliżającymi się świętami. Mijała minuta za minutą a dzwony ciągle biły. No i się zaczęło , myśli się uwolniły i dalej sobie wyobrażać co się dzieje w świątyni. Toż to ani nabożeństwa prowadzić ani nic innego robić nie można. Wyobraziłem sobie najpierw zemstę Kwasimodo, jak to oszalały Kościelny wali w dzwony na złość proboszczowi. Te szydercze uśmiechy i niemoc dość obszernego sługi bożego, nie do pogodzenia z bieganiem ku dzwonom. Potem do głowy mi przyszło ,że to się pewnie włącza elektrycznie i ,że usterka przełącznika spowodowała poranny raban. W jakimś momencie dźwięk się jednak zmienił , co kazało mi domyślać się ,ze być może Kościelny zwyczajnie napędza dzwony ręcznie i ,że wplątał się w liny. Kombinowałem jak to ksiądz prosi gospodynie by weszła na drabinę i odczepiła nieszczęsnego, a ona się boczy , wstydzi wyprasza księdza ze świątyni. Po jakiejś pół godzinie dźwięk dzwonu raptownie ustał. Od razu dwie hipotezy, pierwsza , dzwon spadł  i druga  Kościelny wspinając się po sznurze dzwona dotarł do serca i uchwycił owe i tak wisi tłumiąc drgania. A potem inna myśl- ileż to głupich myśli napędzić może zwykła awaria dzwonu i przerwany sen.

Sprostowanie

4 komentarzy

Sprostowanie

Wczorajszy wpis to był żart sprowokowany przez moją Żonę i właściwie jej autorstwa. Wszystkich zaniepokojonych pragnę przekonać jak jest naprawdę opisem dnia dzisiejszego.

W środku nocy, gdzieś tak koło 10-tej rano otworzyłem oczy leżąc na adamaszkowej poduszce, w cudownie wywietrzonym i słonecznym pokoju. Nade mną stała moja ukochana Żona z tacą w ręku, a na tacy stały, herbatka, kawka i kakao. Wybierz na co masz ochotę kochany- usłyszałem. Następnie miękka delikatna dłoń przeczesała moje wzburzone po śnie włosy, a na czole wylądował buziak. Wstawałem i Żoneczka podała mi kule. Udałem się powolutku do łazienki, gdzie pomogła mi się rozebrać i wejść pod prysznic. Myła mnie naturalną gąbką, przy pomocy delikatnych środków firmy Old Spice. Spłukała, pomogła wyjść, a następnie natarła moje gorące i świeżo umyte ciało wszelkiego rodzaju olejkami i maściami na szybsze gojenie się pozrywanych elementów. Potem pomogła mi się ubrać i odprowadziła na wygodny fotel. Wręczyła mi kartkę z wypisanymi przysmakami śniadaniowymi, a gdy dokonałem wyboru, przyniosła mi leki jakie zazwyczaj codziennie biorę. Zanim skończyłem je brać pojawiło się śniadanko. Spożyłem, a potem po kilkudziesięciominutowym odpoczynku zostałem zaproszony na taras. Tam troszkę rehabilitacyjnego spaceru i odpoczynek na wymoszczonym kocykiem fotelu. Powrót do domu i masaż obolałej kończyny. Aby nie wzbudzać zazdrości skrócę tę opowieść i powiem ,że zasypiam leciutko drapany za uszkiem słuchając słowiczego , cichutkiego śpiewu ukochanej. Aż nie chce się zdrowieć.

PS A jak poznać adamaszek?

Wstyd mi

4 komentarzy

Wstyd mi

Od długiego czasu utrzymuję Was, kochani czytelnicy w błędnym mniemaniu o tym, co się dzieje w moim domu. Żyć w kłamstwie jest trudno i nie mogąc już dłużej, zdecydowałem się ujawnić całą prawdę. Opiszę zwyczajnie swój, na przykład poniedziałek. Po całonocnych bólach nogi już o 5.00 chciałem się zwlec z łóżka. Kule dzięki którym w ogóle mogę się poruszać, znikły. Zamiast tego usłyszałem z drugiego pokoju głośne -Leż i nie kręć się , bo mnie budzisz. Zacisnąłem pęcherz i zastygłem w bezruchu. Ból pulsował w nodze, a i pęcherz nieznośnie domagał się opróżnienia. Parę godzin później usłyszałem zbawcze – No dobra, wyłaź. Osunąłem się na ziemię i popełzłem do WC, wspiąłem się na sedes / zdobyłem szczyt/, a potem po różnych figurach okupionych bólem wczołagałem się pod prysznic. Oddychałem szybko i starałem się dosięgnąć kranów. Byłem zbyt niski, czekałem aż przyjdzie moja „opiekunka”. Przyszła ujęła w dłoń słuchawkę i puściła zimną wodę. Potem dawaj wymuszać na mnie różne przyrzeczenia. Na koniec łaskawie dała mi się umyć i spłukała mnie letnią wodą. Na podłogę łazienki poleciał ręcznik i ubranie. Znowu gimnastyka, potem przeczołgałem się na kanapkę. Tam mogłem w miarę wygodnie chwilę odpocząć, ale byłem głodny. Na podłodze, cztery metry od kanapki zobaczyłem talerzyk z malutką kostką pieczywa. Doczołgałem się, zżarłem i dalej zobaczyłem następną itd. No i posiłek zdrowo strawisz- usłyszałem. Prawie bez tchu zwaliłem się na kanapkę. Tak było do około 10-tej rano , ale dalej nie było lepiej. Ile potu kosztowało umycie zębów i użycie dezodorantu, nie wspomnę. W tych warunkach dochodzę do zdrowia i tylko to ,że taki tryb zawiera elementy rehabilitacji, pozwala mi mieć nadzieje na ewentualne wyzdrowienie. A moją Żonę niniejszym serdecznie pozdrawiam.

PS. Ulżyło mi.

Cholera mnie bierze

Cholera mnie bierze

Nie chcę nikomu głowy zawracać swoim stanem zdrowia, ale coś się niedobrze dzieje. Od czterech tygodni mam zerwane więzadło w kolanie i jak szanowny doktor stwierdził już teraz powinno być dobrze. Nic z tego, od co najmniej tygodnia jest coraz gorzej. I to boli mnie nie tam gdzie bolało tylko w innych miejscach. Te mało interesujące dolegliwości powodują kłopoty ze snem, całodzienne bóle oraz coraz trudniejsze opieranie się na tej chorej nodze. Wkurzyłem się ,że jest coraz gorzej  i udałem się do lekarza. Pomacał pooglądał i zapisał badania inne niż te przeswietlenia jakie miałem. Przychodnia prywatna daleko od domu a transport z bolącą girą nie należy do moich ulubionych rozrywek. Chciałem sprawę załatwić od razu ale się okazało ,że nie da rady i przyślą mi termin e-mailem. I co mi po tej nowoczesnej obsłudze jak boli i się czeka? Zaczynam się też martwić swoim nastawieniem , bo po prawie czterech tygodniach leżenia szlag jasny mnie trafia i gdybym tylko mógł to wyfrunąłbym z domu zakosztować „wolności”. Ale cholera nie mogę i tak się wewnętrznie rzucam jak tygrys w klatce, staram się Żony nie drażnić , nie narzekać. A w środku Etna. Kiedy się to skończy. I nie piszę tego aby mi ktokolwiek współczuł tylko by wykazać bezsilność człowieka wobec losu.