ktak

Właściwie bez wiodącego tematu, takie tam pisanie co mi do głowy przyjdzie

Nowinki

9 komentarzy

Nowinki

Moja Córka będąc w sklepie sportowym zrobiła fajne zdjęcie . Przy stoisku z trenażerami stoją dwie siostry zakonne i sprzedawca. Dyskutują o czymś. Zdjęcie śmieszne, ale ma jedną cechę , jest prawdziwe. Co zatem mogą te siostry znaleźć w takim stoisku? Może szukają prezentu dla generała zaprzyjaźnionego zakonu męskiego? Może ma urodziny? Wątpię , bo z reguły bracia nie są fanatykami ćwiczeń fizycznych. Jak to napisałem to mi zaraz do głowy przyszło, że to może nowy sposób na pokutę. I to by mi się podobało ,zamiast leżenia krzyżem mogliby bracia i siostry ćwiczyć na Atlasie. I tu pozwolę sobie na mały żart ,że na przykład do rowerka można by podłączyć dynamo i mamy prąd. I to za darmo, a dodatkowo pokuta spełniona i mierzalna. Nikt nie udaje, bo od tego prądu nie ma. Tak samo mogłyby ćwiczyć siostry. Ponieważ nikt nie jest bez grzechu to odpowiednia ilość takich rowerów dała by niezależność energetyczną siedzibie zakonu. Chyba warto, bo i oszczędnie i zgodnie z celami zakonu. Ten przykład przekonuje mnie ,że dodatkowo takie ćwiczenia pozwoliłyby przedłużyć życie braci i sióstr. Mało tego, byliby zdrowsi. Patrząc na te klasztorne sprawy z punktu widzenia dzisiejszej rzeczywistości można znaleźć dużo więcej zastosowań dzisiejszego stanu techniki na pozytywną realizacje celów zakonu. Nie bardzo , jako ateista , chcę się na ten temat wypowiadać , ale to chyba dobry temat do przemyśleń.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Przerwa

5 komentarzy

Kochani czytelnicy

Mocno sie pochorowałem a dodatkowo musiałem sie przeprowadzić, ale obiecuję w tym tygodniu wznowię pisanie

Imiona

Imiona

Czasem zastanawiam się czemu z potocznej mowy znikły staropolskie imiona? Czy jaki Alanek może zastąpić Bożysława ? I coś mi to nie gra, a wyobraźmy sobie jak pięknie by było gdyby zamiast dzisiejszych przezwisk mielibyśmy staropolskie imiona. Ot taki Zyndram z Błaszczakowa. To prawie żandarm i wszystko pasuje. Poważne odpowiedzialne stanowisko, podparte stosownym imieniem. Albo Powała z Szydłowa, przecież nikt nie wie co pod tą broszką jest, a wój dzielny z twarzą srogą, odpowiedzialny i surowy. Do tego idealny w Radzie słucha wszystkich. W razie czego pojedzie na czele wojska, ale rozkazów nie wyda. Czy też znany i ceniony Zawisza z Maciarek, postrach wrogów wszelakich , głosiciel rewolucyjnych zmian i znawca taktyk wojennych. Dalej Jurand z Waszczykowic, nie może się z nikim dogadać, a jednocześnie ma wysokie mniemanie o swojej pozycji. Gościsław z Kuchciny człowiek gościnny i oddany wszystkim dookoła. Tak można charakteryzować wielu, ale dojdźmy do tego najważniejszego Mścisława z Żoliborza, który choć postawy mizernej , urody żadnej, umysł ma opętany wieloma przedziwnymi ideami. Wśród uprzednio wymienionych budzi przerażenie i nie bez podstaw znany jest z bezwzględności. W dążeniu do celu skłonny poświęcić wszystko i wszystkich. Zapomina jednak ,że tylko prawdziwie zgrana i zaprzyjaźniona drużyna jest trudna do pokonania. Z tą „drużyną” Malborka nie zdobędzie.

Anatomia schorzenia

Anatomia schorzenia

Jak określają to lekarze wirusówka, cokolwiek by to znaczyło. Zaczęło się od kochanego wnusia , który to świństwo przyniósł ze żłobka. Pozornie norma , ale nasze rodzinne panie stwierdziły jednogłośnie ,że takie od dzieci wirusy są najgorsze. Ale od początku, jak cudowny wietrzyk letni przyszedł najpierw kaszelek. Taki delikatny, subtelny, nawet przyjemny. Do niego po dniu dołączył jak gołąbek do pary katarek. Ten nie był już taki rozkoszny , bo jednak wycieranie nosa i blokada oddechu to nic za czym można by tęsknić. Z tym ,że ten stan był jeszcze całkiem znośny i spokojnie do wytrzymania. Potem zaczęły narastać bóle. Najpierw krótkie bóle mięśni, potem ból ogarniający szczęki, jakby ból zębów. Na tym przyjemności się zakończyły. Kompletny brak sił , zmęczenie po paru ruchach. Doszły też zawroty głowy i duże problemy ze snem. Apetyt zanikał i tylko cały czas pić się chce. Usta wysychają na podeszwę. Czasem odnosiłem wrażenie ,że jestem mało przytomny. Taka mała choróbka. Proszę nie traktować tego wpisu jako narzekania czy potrzeby dopieszczenia. Sytuacja jest dla mnie poniekąd nowa , bo od kilku lat w ogóle nie chorowałem. Jak zawsze niedyspozycja przyszła w najmniej korzystnym momencie , bo właśnie teraz mam się przeprowadzać. Mamy termin i cały czas kombinuję jak to zrobić aby zdążyć. Zobaczymy co się stanie? Bardzo jestem ciekawy. 

Zabawa

Zabawa

Wielu z nas myśli ,że takie przeżywanie sylwestra w chorobie jest smutne. Tak być nie musi. Nawet kichając można się świetnie bawić. A było tak. Zaczęliśmy od Rutinoscurbinu. Dwa paluszki wyciągnięte , tableteczka w górę i łapiemy ustami. Na początku słabo szło, ale potem jak nabraliśmy wprawy, to mogliśmy mecz rozegrać. Wtedy przyszło opamiętanie , bo przesada z tym specyfikiem, nie jest wskazana. Sika się na żółto. Potem Scorbolamid. Tu były zawody w łapaniu tableteczki ustami na talerzyku. Niby proste, ale jak człowiekiem targają konwulsje kaszlu, to nie bardzo. Potem Groprinosin i tu wymyśliliśmy zawody , kto szybciej połknie bez popijania. Nie chwaląc się wygrałem, a co. Septolete rozpuszczaliśmy w ustach na czas, ale był zakaż gryzienia i tu był remis. Tacy wysportowani daliśmy sobie po szklanie Theraflu. Tu raczej panował nastrój sjesty, powolnej degustacji i prób doszukania się aromatu. Bukietu jednak nie udało się znaleźć, być może z powodu kataru. Potem zaczęły się chwile dla dorosłych. Smarowanie Vicoraub. Co za gama doznań i u smarującego i u smarowanego. Cudownie. Na koniec inhalacje z Amolu. Siedzenie z ręcznikiem na głowie nad parującą miseczką z kroplami. Kręciło się w głowie. To naprawdę niezapomniany Sylwester. Uważam ,że jak się chce to bawić się można w każdych warunkach. Mało tego, można się świetnie bawić bez alkoholu i w stanie lekkiego zamroczenia chorobą. Kłopot jest jeden , mimo intensywnej terapii stan chorobowy nie ustępuje. Więc co? Replay.

Pierwszy taki Sylwester

Pierwszy taki Sylwester

Zwykle gdzieś wychodzimy , czy też ktoś przychodzi, ale nie w tym roku. Byliśmy sami we dwójkę, a czas nam umilał katar i kaszel. Cudownie było. Szaleństwa taneczne typu, tak sobie chromolę palcami po stole. Noworocznie drinki, a u nas w tym sezonie królowało Teraflu. Bo to i kolor, ciekawy smak i bukiet nie do podrobienia. I tak trochę z musu toast o północy winkiem, a życzenia ? No były, tyle ,że nawet buzi było ciężko. Potem cudowna, niezapomniana noc Sylwestrowa. A to konwulsje z kaszelku , a to z noska. Więc wstawaliśmy, noc była przerywana, pełna niespodzianek. Zasychało w ustach od oddychania przez nie , więc trzeba było popijać. W łóżku niestety tylko wodę. Potem przepiękny poranek noworoczny. Szaro, buro , nie ma na co patrzeć, ale duch jest. Konwulsje z kaszlu a jakże dociągnęły do rana, no może nosek troszkę spokojniejszy. Noworoczne uroczyste śniadanie, toż to rytuał. W tym roku Żona stwierdziła ,że jedyne co może przyjąć to mleko z płatkami. Ja tam skończyłem świąteczny pasztecik i schabik. Na malutkich kanapeczkach leżały resztki tych dwóch cudownych potraw, a ja tłumiąc kaszel próbowałem pogryźć i połknąć. I mam w Nowym Roku pierwszy sukces. Połknąłem i utrzymałem. Moja Pani równie bohatersko wyszła ze spotkania z płatkami na mleku. Można zatem stwierdzić ,ze nasz Nowy Rok to właściwie pasmo sukcesów. Duma mnie rozpiera. Wszystkim moim czytelnikom, życzę aby sobie też tak świetnie radzili z wszelkimi przeciwnościami , a będziecie szczęśliwi. I jeszcze zdrówka.

Meandry umysłu

Meandry umysłu

Tak, chodzi o mój umysł. W głowie rodzą się myśli zasadniczo niczym nieusprawiedliwione. Jeszcze bym zrozumiał gdybym myślał o czymś związanym z moimi aktywnościami, ale to co mi się zdarzyło? Poszedłem wczoraj, nie było już dzisiaj, spać. Położyłem się na podusi, otuliłem kołderką, zamknąłem oczki i wtedy zaczął mi się on ukazywać. Z początku w częściach pozornie do siebie niedopasowanych, bo najpierw jakby wąziutkie lejki nawet dość gęsto jeden od drugiego, potem coś na kształt roweru, gdzie pasażer siedzi w środku wielkiego koła, potem plastikowo przejrzyste pojemniki z ziarnek, a na koniec ekran cyfrowy z mnóstwem światełek. Powoli wytwory wyobraźni zaczęły się łączyć. Najpierw okazało się ,ze te lejki osadzone są dookoła tego wielkiego koła , z tym ,że na zewnątrz. Potem się okazało ,ze to koło ma napęd i jest ciężkie, Dalej ,z plastikowych pojemników ziarenka spływały w dół w kierunku lejków. Aby nie trzymać dalej czytelnika w oczekiwaniu, wyszedł mi z tego siewnik, który jadąc po ziemi wbijał własnym ciężarem w ziemię rzeczone lejki. Gdy były one najgłębiej wbite z plastikowego dozownika spływało w dół ziarenko, lub dwa, a ciągnięty przez ten siewnik walec zasypywał dziurkę. Cały proces bez orania , bronowania itp. Oczywiście tak mi się wydawało, bo ja się na rolnictwie w ogóle nie znam i i nawet mi do głowy nie przyszło po trzeźwemu ,że to cudo może działać. To co mnie zastanawia to fakt ,że takie myśli w ogóle powstały w moim mózgu. Z jakich powodów , czy na skutek jakiegoś bodźca coś się zaczęło w mojej głowie układać z dziedziny jaką się nigdy w życiu nie interesowałem. Cholera , a może koniec bliski jak mnie ciągnie do gleby? Nie wiem, ale nad tym nie mam kontroli, tak jak nad umysłem.

Poświętne wyżerki

Poświętne wyżerki

Nie wiem jak Wy, ale mnie sprawia radość jak tak dwa, trzy dni po świętach zjem na śniadanie ostatki sałatki i kawałki świątecznych wędlin i mięs. Takie śniadanie ma w sobie coś wzniosłego, a z drugiej strony śmiesznego. Na stole rozłożone salaterki i półmiseczki, a my siedzimy przy tym stole w normalnych ubraniach, a cała uwaga koncentruje się na jedzonku. Co dziwne, najmniejszym zainteresowaniem cieszy się chlebek. A na spodzie główki zaczyna rozkwitać nieśmiała z początku myśl. A jakby tak zamiast pieczonego schabiku, taki leciutki , puszysty twarożek? I Twarogowy  Potwór zaczyna usuwać z naszej głowy , te wszystkie śledziki, karpiki czy inne schaby karkowe, czy boczki. Po dniu do twarożku dochodzi Niepowstrzymana Chuć na żółty serek. Nastroje mleczne coraz dobitniej dają o sobie znać, bo zaczyna nas nachodzić chętka na mleczko z płatkami, albo z kaszką manną. Nie ,nie nie dochodzimy do Bebiko, ale jak widać idziemy w tę stronę. Nasuwa się wniosek ,że żywieniowo podążamy jakby w kierunku noworodka. Całe szczęście ,że przychodzi Sylwester. I ta noc działa jak catarsis. Wraca ochota na dania konkretne, bo chodzi nam głównie o to , by coś w tę szaloną noc popijać. Te szalone bąbelki kierują nasz apetyt w stronę dań lżejszych, ale nie mlecznych i gdy już odchorujemy szampańską zabawę powracamy na nowy rok na dobrze znane i utarte ścieżki naszego apetytu i codziennej diety. A już było tak blisko , by się od tego oderwać, no cóż może za rok. Ale po jakiego diabła?

Rachunki

Rachunki

Pewne rzeczy mnie jako komuś kto ma w miarę ścisły, żeby nie powiedzieć ściśnięty umysł, nie bardzo się zgrywają. Otóż znowu usłyszałem, o tym , że jak muzułmanin pójdzie do nieba tam na niego czeka ok. 40 dziewic. Abstrahując od atrakcyjności tej propozycji i od sposobu wykorzystania tej , jakby to nie nazwać oferty, zastanawiam się nad sposobem realizacji tej obietnicy. Z jednej strony widzę oczami wyobraźni ten sznur wstępujących do raju zmarłych muzułman, a z drugiej strony tę tłuszczę tych dziewic. Okutane w swoje stroje stoją i czekają. Jak wygląda wybór? Nie wiem nie doczytałem , ale pójdźmy dalej. Takie dziewice niestety się w tym słowa znaczeniu zużywają. Więc po jakimś czasie rzeczony muzułmanin zużyje wszystkie. Skąd je brać zatem dla następnych czekających w kolejce? Bo ten co zużył może powiedzmy statystycznie z dziesięć zmajstrować, a gdzie reszta? Może poddają repasacji, przepraszam za wulgaryzm , ale to dla rozwiązania problemu? Raczej nie sądzę , by Prorok to pochwalał. Mnie się wydaje ,że ich ktoś zwyczajnie w konia robi, bo na tą skalę jest to niemożliwe aby tych niepokalanych starczyło. I tu jawi się druga strona tego medalu. Czyli rola kobiet. Pewnie jest jakaś , może wcale niemała ilość pań , które sobie taką swoja pozycje cenią, ale z mojego punktu widzenia pogarda dla kobiet wynikająca z tego mitu czy jak to nazwać, jest ogromna. Traktowanie instrumentalne to nic. Kobieta w tym świetle jest zwyczajnie bezprzedmiotowa i to wynika jedynie z jej płci. Ja tego nie rozumiem.

Świąteczne dylematy

Świąteczne dylematy

Zasadniczo Święta mamy za sobą. Każdy po swojemu, a jednak te właśnie były trochę inne. Począwszy od tego ,że niektórzy spędzali ja w proteście w Sali sejmowej wspomagani z zewnątrz dobrym i złym słowem. Byli tacy dla których pokazanie solidarności z protestującymi było bardzo ważne, byli tacy co uważali  za najważniejsze uczestnictwo w tradycyjnych obchodach. Papież przemawiał do wiernych w skromnym stroju zaledwie z wyszywanymi na białym  krzyżami, za to nasz kardynał z Krakowa ociekał złotem i chyba trudno mu było chodzić. Kto dawał lepszy przykład wiary? Do tych tak zwanych niewyjaśnianych spraw były tragiczne wydarzenia jak choćby rosyjski samolot z chórem Aleksandrowa, czy przedwczesna śmierć Georga Michela. Podobne historie pewnie się zdarzały w latach przeszłych, ale  chyba nie tak licznie . Pewnie było dużo dyskusji przy stołach, czy wręcz kłótni. Dlatego najfajniej było obserwować dzieci, ich niekłamany zachwyt nad prezentami, nieudawaną radość i satysfakcję z trafionych prezentów jaką odczuwali zwykle dorośli. Bardzo wzruszające są także wspomnienia tych naszych młodych dzieci czy wnuków, po raz pierwszy  czynnie uczestniczących w ceremonii obdarowywania. Przeznaczyły pewnie na to swoje skromne oszczędności, pomyślały co kto lubi i postarali się mu zrobić przyjemność. Wspaniała sprawa. I takie święta lubię najbardziej. Szkoda tylko ,że ktoś kiedyś te delikatne osoby jakimi są młodzi ludzie sprowadzi na ziemię i co tu mówić , nauczy ,że bycie dobrym nie zawsze się opłaca. Może to sentymentalne z mojej strony , ale bardzo mi z tego powodu przykro, że się tyle dobra zmarnuje.