ktak

Właściwie bez wiodącego tematu, takie tam pisanie co mi do głowy przyjdzie

Kobiety

6 komentarzy

Kobiety

Moja Siostra w rozmowie z moją Żoną zwróciła uwagę na bardzo charakterystyczny element w zachowaniu się Polek. Gdy jej , znaczy Polce , ktoś powie ,że ładnie wygląda to Ona zaraz odpowiada , ale ta bluzka ma już dwa lata , e tam, źle mi się dziś włosy układają, czy coś równie głupiego. Nigdy nie odpowie dziękuję ,miło ,że tak uważasz. Dlaczego tak jest? Panie są bardzo mało pewne swoich wartości i to zarówno fizycznych jak i intelektualnych czy emocjonalnych. A szkoda, bo mają być z czego dumne. Nawet tak drobne sprawy jak przyrządzanie posiłku i uwaga biesiadnika , że to dobre powoduje odpowiedź ,że może i tak ale gdyby …….. to byłoby lepsze. Masochistki, czy co? Chyba troszkę tak. I tym bardziej jestem dumny i popieram ten czarny protest , to wkurzenie się na próby narzucania siłą światopoglądu, a wreszcie dysponowania życiem kobiet. Drogie Panie , szacun. Pogonię jeszcze swoje pracownice do tego protestu, bo domowe to pójdą bez proszenia. Ja sam jestem może mało kobiecy, ale już szukam po szafach jakiegoś czarnego wdzianka. Na poważnie zaś straszliwie wkurzają mnie próby narzucania poglądów wynikających z religii, wierzeń czy zamierzchłych obyczajów wszystkim członkom społeczeństwa na zasadzie nakazu.  Jeden z prześladowanych przez Episkopat księży powiedział słusznie, że rolą Kościoła nie jest wywieranie nacisku na rządzących, aby ustanawiali prawa zakazujące czegoś czego Kościół nie chce. Rolą Kościoła jest takie nauczanie wiernych , by tego nie robili. Inaczej gdyby dopuścić regułę ,że każdy obrządek , zwyczaj czy wierzenie ma mieć prawną moc , to nikt by nie nazwał córki Marzanna, bo wiosną by ją tracił w odmętach. A biskupi niech się wreszcie nauczą historii i niech do nich dotrze, że lata prohibicji w USA nic nie dały , bo ludzie jak pili tak pili i teraz też tak będzie, że nawet narzeczone księży będą jeździły na Słowację w wiadomym celu. Ludzi trzeba przekonywać do antykoncepcji, nauczać w szkołach, a nie w sposób głupi walczyć z pleniącą się ciemnotą, której Kościół sam jest winien. I ten zgiełk ze strony pań w wieku poprodukcyjnym oraz tych panów co już nie mogą. Wstrętne. A prawdziwym niezakłamanym kobietom należy się szacunek. I ja go tą chociaż drogą przekazuję.

Elon Musk

4 komentarzy

Elon Musk

Bardzo mi ten facet imponuje. Ma odwagę i umie spojrzeć w przyszłość, bez samoograniczania się. Do tego jest wizjonerem. Jego projekty są mi intelektualnie bardzo bliskie i może dlatego mu kibicuję. A jakie to projekty? Na przykład samochód Tesla. Auto elektryczne zrobione jakby wbrew koncernom paliwowym, a samo to jest niezwykle trudne. Przecież samochody elektryczne podcinają potrzebę zasilania ich benzyną i obalają mit o niemożności zastąpienia wydobywców ropy. A siły to bardzo potężne i mocno zainteresowane swoją pozycją. A auta Tesli powstały, i sprzedają się coraz lepiej. Poza wszystkim są bardzo fajne. Teraz wprowadza się do nich system zdalnego prowadzenia , więc kierowca będzie mógł zapisać gdzie chce dojechać, a auto go tam zawiezie. Inny projekt Muska to SpaceX budowa i obsługa rakiet kosmicznych. Celem jest znaczna redukcja kosztów. Już dziś obsługują one / te rakiety/ komunikację na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Musk zakończył z sukcesem start , obsługę na orbicie i ponowne lądowania rakiety na Ziemi tak aby można ją było użyć ponownie- czytaj wielokrotnie. Do tego działający i ciągle rozwijający się projekt PayPal, czy próby z pociągiem przyszłości w rurze próżniowej. W tych dniach Musk ogłosił też swój program eksploracji Marsa. Chce tam wysłać około setkę osób, jak od razu zaznaczył, gotowych pogodzić się z ryzykiem śmierci i co 26 miesięcy wysyłać tam rakietę. Ludzie maja zbudować na planecie bazę i potem ją rozbudowywać prowadząc prace badawcze i przygotowując plan przeniesienia tam z ziemi części naszej cywilizacji. Z innych źródeł wiem ,że taki plan przystosowania Marsa do zasiedlenia jest już opracowany i cały proces ma zająć około stu lat, ale w rezultacie mają tam zapanować warunki pozwalające ludziom swobodnie żyć i funkcjonować. Imponujące wizje, a osoba Muska daje podstawy aby w ich spełnienie wierzyć. Gdybym był młodszy zrobiłbym wszystko by brać udział w takich projektach, ale teraz już za późno.

Oktoberfest

6 komentarzy

Oktoberfest

Lata temu byłem ostatni raz na piwnym festiwalu pod nazwą Oktoberfest w Monachium. Na początku przy wejściu na teren bardzo mi się to podobało. Liczne stoiska , ot takie do postrzelania z wiatrówki, jakieś gry zręcznościowe , jakieś pamiątki. Taka zwykła turystyczna tandeta. Potem rozejrzałem się wśród olbrzymich naprawdę namiotów należących do bawarskich browarów i wszedłem do tego o nazwie Loewenbrau / to nie jest poprawna pisownia ale nie mam niemieckiej klawiatury/. W środku namiotu, około tysiąca osób przy prostych stołach siedziało na ławach z desek. Podłoga wysypana była drewnianymi wiórkami, a na środku namiotu stało podwyższenie rzęsiście oświetlone. Na nim zespół muzyczny w charakterystycznych lederhosen, czyli szortach ze skóry, który grał bawarskie kawałki typu „Oj żebyś  Ty wiedziała jak mi się chce…”. W namiocie było siwo od dymu z papierosów, a pachniało piwem i moczem , bo wielu biesiadników wcale nie wychodziło aby pozbyć się nadmiaru płynu w organizmie. Towarzystwo nieźle zalane kiwało się w rytm muzyki i darło się w niebogłosy. Kufle w dłoniach i ryk. Byli tak podnieceni i zapaleni, że gdyby ktoś ryknął – nach osten, to by poszli. Oczywiście z kuflami w dłoniach. Wypiłem piwo , potem zgodnie z zaleceniem kelnerki od której chciałem kupić kufel, ukradłem go na pamiątkę i lekko zniesmaczony opuściłem teren festynu. Po drodze spotkałem wielu nawalonych jak stodoły, ale bez agresji. Tak mi się wtedy zdawało ,że ten browar w którego namiocie byłem to był ulubionym browarem Adolfa  i okazało się ,że tak. Wiele lat później miałem okazję być na kolacji w ulubionej i historycznej piwiarni Adolfa, gdzie serwowano to samo piwo z niebieskim lwem i muszę przyznać ,że ponownie ogarnęła mnie atmosfera tego namiotu, choć goście nie dawali powodu do takich skojarzeń. Wtedy dotarło do mnie ,że to są jakieś prześwity z antyniemieckiego wychowania jakiemu byliśmy poddawani przez lata swojej młodości. Że nie potrafię odróżnić stereotypu i wzorca jaki mi wpajano od prawdziwego obywatela Niemiec. Ta piwiarnia w Monachium naprawdę niewiele różni się od tej jaką zarządza Kompania Piwna na Starym Mieście w Warszawie i wielu innych podobnych lokali w kraju. Chodzi bowiem o spożywanie, a nie o historię, ale Polakom to ciężko zrozumieć. Tym starszym.

Domowa rutyna

4 komentarzy

Domowa rutyna

Moja domowa straż zdrowotna od pewnego czasu stosuje pastozmian. Chodzi o to ,że wieczorem ząbki mam myć pastą proszkliwo, a rano wybielającą. Abstrahujmy od tego czy ja wierzę w te własności owych past, ale kuracja dobrana jest w sposób głęboko przemyślany, bo tak wieczorkiem  powinno mi się regenerować to szklane okucie zębów. Fakt jest to parę godzin braku aktywności w jamie ustnej. Ale czy na pewno? Otóż dnia któregoś położyłem steraną głowę na poduszce i miałem ochotę na sen, ale umysł jeszcze pracował / trzecia zmiana czy co?/ i zaczęły mnie nachodzić marzenia o tym ,że urządzam sobie spory barek. Jestem w sklepie i dobieram trunki. Najłatwiej mi poszło z rumami i ginami. Tam jest zaledwie kilku znaczących przedstawicieli, więc nabyłem po skrzynce, potem wódki i tu zdradziłem swój patriotyzm, bo zakupiłem wszystkich po trochu gatunków Niemiroff’a, potem whisky i tylko whisky  szkocka lub irlandzka. A więc gatunki codzienne typu Johnny Walker i takie do smakowania typu single malt. Mocniejsze trunki wstępnie załatwione, potem kilka likierów jakie lubią panie, a dalej słodkie madery czy też malagi, oraz likiery i takie jak to nazywam wstępniaki typu Campari czy porto. Potem wina i piwa. Mógłbym tak długo, ale chodzi o to ,że tak w tym letargu dobierając trunki dostałem prawdziwego realnego ślinotoku, który przywrócił mnie do rzeczywistości i podważył działanie pasty proszkliwo, bo przecież kwasu wydzieliłem ,że hej. Za to rano szorowanie wybielającą, ale czy to coś daje? Białe naprawdę zęby mają dzieciaki gdy im się wyrżną mleczaki, a potem to już całe życie wpadamy w ecru. Bardziej lub mniej, ale jednak. Nie ma dorosłego co ma mlecznobiałe zęby. Przecież białych kolorów jest też do cholery i jeszcze troszkę, pytanie więc jaki odcień chcemy , a nade wszystko możemy osiągnąć? Odpowiedź jest prosta – idealny, ale co to znaczy to już nie wie nikt. Czyli jak zawsze, chodzi o to by gonić króliczka, a nie o to by go dopaść. A producenci pasty mogliby wynaleźć gatunek antydziura zamiast wszystkich innych, ale jak na tym trudno zarobić. Ludzie się rzucą wyszorują dziury i po interesie. Lepiej utrzymać stały popyt, niestety kosztem naszych zębów.

A gdyby tak

6 komentarzy

A gdyby tak

Jest taki twór , który nazywa się satelita geostacjonarny. To wszystkie te satelity  telekomunikacyjne. Zasada jest taka ,że w odległości kilkudziesięciu tysięcy kilometrów od ziemi one się utrzymują w stałej wobec ziemi pozycji i odbijają wysłaną z ziemi wiązkę sygnału telewizyjnego/radiowego/ telekomunikacyjnego na określony obszar naszego globu. Czyli jak to zgrabnie ujęto, pokrywają sygnałem część ziemi, na przykład Europę. Aby to działało muszą mieć stałe parametry odległości od Ziemi . Są więc nieustannie kontrolowane z naziemnych centrów sterowania i pozycja ich jest korygowana poprzez automat, lub przez rozkaz z Ziemi. Na bardzo krótko włączają się na satelicie silniczki korekcyjne i wszystko gra. A gdyby tak na tej samej wysokości przy pomocy tych samych sposobów sterowania zawiesić satelitę, który by koncentrował energię słoneczną, a potem jedną wiązką przesyłać ją na ziemię? Straty przy przejściu przez atmosferę byłyby minimalne, a źródło czyli Słońce, bardzo stabilne. Skupić by promienie słoneczne można przy pomocy albo rozwiniętego naokoło satelity parasola ułożonego na kształt soczewki, albo poprzez rozkładanie dookoła baterii słonecznych lub raczej przetworników energii na prąd, a potem wysterowanie lasera, który w formie skoncentrowanej wiązki prześle promień na powierzchnię ziemi. Tutaj można sobie wyobrazić wiele rozwiązań jak choćby pole satelitów z których każdy by rozpinał dookoła siebie baterie słoneczne wyposażone tak aby mógł do nich dołączyć kolejny wprowadzony na orbitę satelita wraz ze swoimi bateriami. W ten sposób można zbudować całe pole chłonące energię słoneczną i praktycznie bez strat przesyłać ją na Ziemie. Satelity dla wykonywania tego pola byłyby typowe, a więc powstałoby pole do znacznego zmniejszania kosztów. Mając rozwiązane te problemy uzyskujemy praktycznie stałe źródło energii. I takie wizje mi latają po głowie.

Eksperymenty

4 komentarzy

Eksperymenty

Chyba jestem nienormalny, zamiast z wiekiem przygasać mam wrażenie ,że pod piecem jakim jestem ogień buzuje. Ciągle przychodzi mi do głowy coś nowego, coś dla poprawienia tego co jest, lub coś dla urozmaicenia. A robić się nie chce i tak widzę, jak moje pomysły sprzed lat ktoś wprowadza w życie , a ja ciągle mam nowe świeże. Ot pierwszy z brzegu, patrzyłem na cebulę dymkę i tak myślałem ,że ta dziura w środku zielonej łodyżki to się marnuje. Gdyby do środka coś może o innym smaku włożyć to mogłoby to być smaczne i ładnie wyglądać. Ale co, ale jak, brzmiało pytanie. Na przykład dobrze doprawiona pasta jajeczna wprowadzona w rurkę szczypioru za pomocą takiej większej strzykawki jak do tortowego kremu. Potem napełnioną rurkę do lodówki i jak stężeje, pokroić pod kątem na kawałki i podawać na przystawkę. Smaczne i niespotykane. Tak mi się wydaje. Nadzionko oczywiście można zmieniać, a technologia wytworzenia pozostaje stała. A już zrobić mi się nie chciało, bo ja bardzo słabo zręczny jestem. Żona też podważyła sens moich wymysłów więc poszło w zapomnienie. Na przykład by pozostać w temacie jedzenia , można zrobić chipsy kiełbasiane. Pokroić kiełbaskę np. podwawelską, w cienkie plasterki i albo podsmażyć po obu stronach, albo grillować , tak aby nabrała kruchości nie tracąc smaku. Idealne do piwa. Ale nie tylko kulinarne pomysły mam. Jakiś czas temu wymyśliłem system transportu miejskiego znacznie tańszy niż obecnie stosowane, a taki zindywidualizowany. Straszna kasa potrzebna , ale budowa szybka , na powierzchni i wygoda stosowania, każdy kurs bez przesiadki. Nie mam szans na realizację tego pomysłu, bo i kasy na to nie mam, a i sił coraz mniej. Będzie się więc dymić z tej mojej czachy chyba po kres dni moich i tak trochę żal ,że bezproduktywnie.

Anthony

6 komentarzy

Anthony

Jest taki kucharz podróżnik Anthony Bourdain. Jeździ po całym świecie, próbuje jedzenia i wyraża swoją opinie na jego temat. Robi to w sposób zwisowy, bez uprzedzeń posługując się dość „popularnym” językiem. Poza tym nie wylewa za kołnierz, a nawet jakby wykazuje pewną skłonność do tego typu napojów.  Przy tym nie poszukuje on jedzenia wykwintnego , takiego strasznie wyszukanego, tylko zwykłego żarcia na co dzień. Je wiele popularnych rzeczy tak charakterystycznych dla regionu w jakim przebywa. Chyba najbardziej ukochał Azję i Amerykę Południową. Wielu ciekawostek można się dowiedzieć przy okazji. Ostatnio widziałem jak przez dzień cały posuwał się pod prąd rzeką na Borneo. Miał odwiedzić znajomych sprzed wielu lat , którym obiecał ,że znowu przyjedzie. Jego najlepszy kumpel z wioski niestety w międzyczasie zmarł, ale dzielny Tony przyjechał na święto plonów. Ja do tej pory myślałem ,że największe rozpasanie alkoholowe jest  we wschodniej Europie, ale to co wyprawiali Borneańczycy to przechodzi wszelkie wyobrażenia. Mieszka całe plemię w ciekawym budynku , bo od jakby olbrzymiej i długiej świetlicy odchodzą drzwi do poszczególnych pokojów dla rodzin i członków plemienia. Na tej świetlicy odbywają się bachanalia jakich mało. Królują trzy rodzaje alkoholu, piwo i to jest w puszkach ze sklepu, oraz własnej roboty wino ryżowe i coś co powstaje po przepędzeniu tego wina przez destylator, czyli jak to zwą domowa whisky. Uczestnicy biesiady piją to wszystko na zmianę i w sposób ciągły. I to szklaneczkmi. Niezależnie kobiety czy mężczyźni i jak przekroczą granicę to padają na podłogę , co całej reszcie nie przeszkadza dalej się raczyć. Gdy taki uśpiony delikwent się przebudzi , już nad nim pochyla się pomocna dłoń z następną szklaneczką czegoś mocniejszego. To wszystko przy dźwiękach upiornego karaoke i tak przez trzy doby. Chłopy, baby i dzieci. Na zabój. Jak na to patrzyłem to miałem wrażenie ,że nawet dobrze wytrenowany Rosjanin by nie wytrzymał. Zatem na pytanie czy można się dobrze bawić bez alkoholu, na Borneo mówią , że absolutnie nie. A biedny Bourdain po tej przygodzie wyglądał jak po poważnym wypadku samochodowym. Nieprzywykły i tyle. A i nigdy nie mówmy ,ze już bardziej nie można. Z całą pewnością można.

Trzy głowy

6 komentarzy

Trzy głowy

Brałem jakiś czas temu udział w demonstracji i obok mnie szedł przypadkowo Wiktor Zborowski. Wiem kto to, ale ani gościa znam, ani nie mam jakichś szczególnych upodobań do granych przez niego postaci, chociaż nic jego sztuce zarzucić nie mogę. Śmiać mi się zachciało , bo od razu jak go zobaczyłem to mi się przypomniał Longinus Podbipięta  i jego słynne trzy głowy ścięte za jednym sztychem. Myśl jak to myśl, biegnie szybko i bez ograniczeń i od razu wpadło mi do głowy jakie to trzy głowy dałyby dzisiaj satysfakcję Longinusowi. Z punktu widzenia ślubowania powinny to być głowy pogańskie, ale skąd wziąć trzech islamskich terrorystów, aby się tak ustawili? Zadanie typu mission impossible. A myśl niespokojna drąży , że jakby ten czyn nie pod ślubowanie, a pod potrzeby narodu? I tu zakres możliwych zestawów ofiar jest o wiele bogatszy i mocno uwarunkowany od tego kto sobie czego od Ojczyzny życzy. I tak na przykład zwolennicy obecnej władzy byliby zainteresowani ścięciem trójki Tusk, Kopacz, Niesiołowski, opozycja stawiałaby na trójkę Kaczyński, Duda, Szydło. Klerykałowie na trójcę Miller, Czarzasty , Senyszyn, a z kolei antyklerykałowie trio Rydzyk, Głódź , Dziwisz. Można te listy dalej rozwijać ,ale wtedy do głowy przychodzi ,że gdyby tak tę w końcu garstkę ludzi , nie ściąć, a jedynie odciąć od władzy, to jakaż by to była zmiana jakościowa. Zaleźlibyśmy się w zupełnie innym krajobrazie ambicji i innych oparach absurdu. Myśl powędrowała w kierunku pytania dlaczego tak jest ,że nikt nie jest zadowolony? Odpowiedź jest w miarę prosta, ludzie wykonujący zawody służebne wobec innych przeszli pewną przemianę. Zamiast podstawą swego działania zrobić dobro tych , którym służą, z instrumentów jakie mają robią sobie broń do walk wewnętrznych między grupami i ten tak zwany suweren w ogóle się nie liczy. Gdyby według takiej filozofii postępowali inżynierowie to żaden most by nie stanął , bo skonfliktowane, czy rywalizujące grupy dokładały by starań i wiedzy inżynierskiej, by most przeciwnika runął.  Z tego ostatniego zdania można wysnuć wniosek dlaczego nie uważam za elitę , polityków, prawników , urzędników itp.

Jimmy Page

6 komentarzy

Jimmy Page

Dla wielu to zagadka , kto to taki i pewnie nie wyjaśni tego podpowiedź ,że to gitarzysta grupy Led Zeppelin. Mało tego, to facet uznany za jednego z dziesięciu najlepszych gitarzystów na świecie i to po wielokroć wybrany. Jego solo do utworu Stairway to Haven to podobno czołowe osiągnięcie w świecie gitarzystów. Ja osobiście bardzo lubię go słuchać , choć nie wybrałbym go na króla tej specjalności. Imponuje mi on jako muzyk niezwykle wszechstronny i skromny. Jego kariera to i udział w bardzo znanym kiedyś zespole Yardbirds i wspomniany Led Zeppelin, ale również projekty solowe, czy w duetach. Ważnym elementem jego twórczości były sesje muzyczne z wieloma bardzo znanymi wykonawcami od Toma Jonesa do Rolling Stonesów. Wspominam o nim, bo ostatnio wysłuchałem wywiadu jakiego Jimmy udzielił przy okazji wydania archiwów BBC z nagrań zespołu Led Zeppelin. Opowiadał jak wyglądały te nagrania w świecie nagrywania na magnetofony wielościeżkowe, pod jaką presją musieli nagrywać, bo BBC liczyło sobie za każdą minutę. Ten nacisk powodował ogromne skupienie muzyków, a co za tym idzie wspinali się oni na szczyty swoich możliwości. Potem producent wybierał najlepsze według niego wersje na płyty , ale w archiwach pozostawało jeszcze wiele bardzo dobrego materiału. I teraz go wydano. Na jednej sesji nagrywali od trzech do pięciu utworów w kilka dni. Była to niezwykle intensywna praca wielogodzinna. I tu parę słów dygresji. Mało kto z ludzi , którzy lubią muzykę zdaje sobie sprawę jak wielki wpływ na ostateczne brzmienie utworu ma producent. Wielu artystów wręcz twierdzi ,że jest on częścią twórczą nagrywanego utworu. Na przykład Beatlesi nagrywając z Georgem Martinem cenili go niezwykle wysoko i bardzo rzadko kwestionowali jego wręcz wizje jak ma się prezentować dany utwór. Bo to producent odpowiada za zmiksowanie utworu, balansowanie poszczególnych instrumentów względem siebie, brzmienia a czasem wręcz układ utworu, czyli jak on się zaczyna jak przebieg i jak się kończy. Czyli robi z muzyki produkt. Te umiejętności przynależały producentów , którzy wynajmowali pod koniec lat sześćdziesiątych studia BBC i robili z prostych melodyjek przynoszonych tam, perełki sceny muzycznej. Po tamtych działaniach pozostały archiwa po które coraz częściej sięgają wielbiciele muzyki. A takich studiów już prawie nie ma, bo w dobie cyfrowej produkcji wielu muzyków buduje sobie własne studia , czy im to wychodzi na zdrowie? To już całkiem osobna sprawa.

Sabina i Marceli

Sabina i Marceli

Są tacy co są zawsze smutni. Pytanie brzmi, czy i oni mogą znaleźć szczęście. Mogą, ale przypadkiem. A oto przykład. Sabina była wśród koleżanek znana jako typowa malkontentka , do wszystkiego podchodziła z dystansem i niedowierzaniem. Koleżanki śmiały się ,że nawet jak zakładała całkiem nową sukienkę, to i tak była smutna , bo miała przekonanie ,że zaraz ją poplami, rozerwie, uświni/ niepotrzebne skreślić/. Trudno było z niej wykrzesać choćby odrobinę radości. Marceli z kolei był piękny , ale nieobecny. Na głowie burza loków, jasnych jak u greckich bogów i tylko obfite owłosienie torsu powodowało ,że jednak to podobieństwo nie było tak wyraźne. Co do usposobienia to był jeszcze bardziej wycofany niż Sabina. Chyba przypadkiem któregoś piątku znaleźli się razem w łóżku . Leżeli nago i nie z jakiejś chuci straszliwej , bo obydwoje wiedzieli ,że to się nie ma prawa udać. Leżeli tak w siebie wtuleni, aby wspólnie połączyć się w bólu, popłakać i poużalać się. Słone łzy z oczu Sabiny kapały na tors Marcelego , a i on sam wpółsiedząc dodawał parę kropel od siebie. Ich rozgrzane ciała powodowały ,że woda z łez parowała, a sól zostawała na futrze Marcelego. Dla nich jednak świat nie istniał, byli jakby zjednoczeni w cierpieniu. Tak zespoleni zasnęli, ale i przez sen płakali, więc rano zastał ich dziwny widok. Otóż klata Marcelego pokryta była grubą warstwą soli, która zastygła na włosach nieszczęśnika. Sabina najpierw młotkiem, potem dłutem próbowała go uwolnić , ale koniec końców pojechali do szpitala. Tam dyplomowana pielęgniarka Danuta, najpierw przywaliła Marcelemu w sam środek skorupy słusznym kawałkiem metalu, a gdy ta popękała zaczęła kawałek po kawałku praktycznie depilować jego klatę. W kącie gabinetu łkała Sabina, na stole opatrunkowym wył Marceli, a nad nim z zadowoloną miną siostra Danuta. Cyrk ,że hej. Ogołociwszy Marcelego z włosów Danuta lekko przemyła mu klatę, złagodziła ból , spojrzała na niego i w niemym zachwycie zastygła na moment- Apollo, krzyknęła po chwili. Zrzuciła fartuch, chwyciła Marcelego za rękę i zaciągnęła go do sąsiedniego budynku, gdzie akurat odbywały się wybory Mistera Dzielnicy. Marceli wygrał w cuglach, a ponieważ w jury były same kobiety, to dało to Sabinie dodatkową motywację do płaczu. Marcelemu też , ale tym razem był to płacz szczęścia. Płaczem bowiem można też wyrażać radość , jakby ktoś nie wiedział.