ktak

Właściwie bez wiodącego tematu, takie tam pisanie co mi do głowy przyjdzie

Niepokój

4 komentarzy

Niepokój

Ostatnio niepokoi mnie to ,że jestem coraz starszy. I to nie z powodu np. nietrzymania moczu, którego akurat nie mam, ale z powodu rozjeżdżania się mojego sposobu patrzenia na świat ze sposobem innych , młodszych. Gryzie mnie to ,że sposoby jakich nie akceptuję i nie dopuszczam w swoim postepowaniu zaczynają stawać się standardem. Przy kwestiach spornych nie dopuszczam prób oszukiwania kontrpartnera, obiecywania czegoś, czego z góry wiem ,że nie dotrzymam. Nie stosuję takich metod i nie mogę zrozumieć jak można coś takiego robić. Jestem z tej szkoły, że ważne dla mnie jest to co do kogo mówię i nie będę się tego wypierał. Dlatego denerwują mnie wypowiedzi typu tak, mówiłem ,że dam ale przecież nie mówiłem ,że wszystkim itp. I co ciekawe dla wielu ludzi taki sposób zdobywania upatrzonych celów jest akceptowalny. Ja do nich nie należę i dlatego myślę ,że niedobrze ,że jestem coraz starszy. Człowiek czuje się jak średniowieczny rycerz w np. XIX wieku. Zwyczajnie niedostosowany, lub jak jakiś kosmita z innej galaktyki. Może ktoś powiedzieć , dziadku czas do piachu i może z punktu widzenia biologii ma rację. Ja się już do rozmnażania na dużą skalę nie nadaję. Jedyne na co się mogę przydać, to albo preparat dla studentów medycyny, głównie po to by zbadali DNA starego niedostosowanego dziadka, lub na pomnik. Nie ,nie jako bohater, czy coś takiego, tylko jako ofiara własnego niedostosowania. Co z tego ,że widzę błędy młodych usiłujących z kopniaka otworzyć drzwi do szczęścia i mówię im , spokojnie klucz do zamka jest gdzie indziej. Nie słuchają , tak zresztą jak ja za młodu. Chcę oszczędzić rozczarowań, a zdaje się przysparzam trosk. Pewnie za moimi plecami gadają , patrz jak się zestarzał i truje. Dzieciaki was też to czeka i to nieuchronnie , a przy tym tempie rozwoju jeszcze szybciej niż mnie. Bo mnie zostaje niepokój.

Służący Jaśnie Pana

Charles był na służbie. Zajęcie było na one czasy o tyle dobre , że miał dach nad głową, jedzenie i względne ciepło. Ponieważ był na służbie u księcia, więc dookoła był dwór, dużo ludzi i z tego powodu się nie nudził. Zakres jego obowiązków też nie należał do zbyt wielkich. Był mianowicie perukowym. Do jego obowiązków należało utrzymywanie peruk jaśnie pana w stanie gotowym do użycia. Miał własny pokoik na te ozdoby i musiał dopilnować, aby każda z peruk była sowicie napudrowana, skropiona perfumami, oraz odwszona. Z tym ostatnim było dużo roboty , bo to robactwo chyba upatrzyło sobie księcia. Tak go obsiadły, a że jaśnie pan miał wstręt do mycia to się rozzuchwalały i pod perukami było im zwyczajnie dobrze. Co się Charles naszukał ich , zatłukł na  kowadełku. Po prostu pogrom. Wiedział ,że nawet jakby ze dwie, trzy zostawił to książę i tak nie zwróci na to uwagi , bo już przy zakładaniu peruki nowe weszki ją oblezą. Ale co tam, Charles wykonywał swoją pracę sumiennie. Zajmowało mu to parę godzin rano , aż do chwili gdy się książę przebudził. Wtedy zakładał pierwszą perukę , a wieczorem zmieniał włosy przed kolejnym balem. Wieczorną perukę Charles obrabiał rano , bo książę sypiał do południa, a poranną po obiedzie. Zostawało mu więc sporo czasu na włóczenie się po zamku. Bardzo lubił się wślizgnąć do pralni i patrzeć na kobiety piorące ciuchy dworzan. Było na co popatrzeć, a i czasem coś więcej. Ogólnie jednak kobiety go goniły , bo nie chciały wszy. On sam ich nie miał , golił głowę na zero i w zasadzie na tamte standardy był bardzo czysty. Niestety nie znajdowało to poklasku wśród pań. Czas mijał i Charles zaczął się zastanawiać, czy tak do końca dni będzie się tylko tymi perukami zajmować? Nie tak to sobie wyobrażał. Zaczął w wolnych chwilach bawić się w przeczesywanie peruk, głównie dlatego by stworzyć ciągi komunikacyjne dla weszek. Łatwiej je było wtedy wyłapać. Inaczej kręcił loki, inaczej układał grzywki. Księciu się to bardzo podobało i nosił kreacje Charlesa z upodobaniem. Cały dwór zaczął prosić Charlesa o układanie peruk, a on nie ustawał i wymyślał coraz nowe fryzury. Wreszcie będąc w odwiedzinach u księcia, król się tym zainteresował i kazał Charlesa sprowadzić do siebie. Charles kreował dalej fryzury, lata mijały, a on by kimś w rodzaju przewodnika po koafiurach dworzan. Kreował modę. Nic dziwnego , że w końcu znalazł żonę, miał dzieci i zmarł w wieku 70 lat. Aha jeszcze jedno nazywał się Charles Dior.

Sen

6 komentarzy

Sen

To jakże potrzebne zjawisko nie zawsze przychodzi do człowieka. Za młodu podobno nie można spać z miłości, no ale zacznijmy wcześniej . Niemowlaki jak się drą po nocach to jest szereg sposobów na to by spały. Mnie osobiście podoba się ten starosłowiański , że w płótno zawija się trochę cukru, potem zakręca i na chwilkę w spirytus i daje się dziecku do ssania. Podobno efekt murowany, można też jak mawiał mój kumpel polulać nad gazem, też zasypiają. Oczywiście żartuję. Za to ten brak snu z miłości to po niektórych z młodzieży widać. Podkrążone oczęta , ledwo skrywane ziewanie i w ogóle brak przytomności. A jak już tę miłość przetrawią, to zaczynają się bezsenne noce, najpierw związane z konsumpcją związku, potem związane ze skutkami konsumpcji , a potem jak już dzieci podrosną to bezsenność wywołuje pytanie skąd ja na to wszystko wezmę. Jak wykarmić , ubrać i dogodzić. Potem sen utrudniają najpierw oczekiwanie na skutki podjętych decyzji, potem przetrawianie ich skutków. W tym mniej więcej etapie życia okazuje się ,że partnerka czy partner chrapie , albo głośno oddycha. Gdy dzieci wyjdą z domu słabo sypiamy z powodów zdrowotnych , bądź na skutek fizycznego zużycia. I im dalej w las tym więcej drzew, czyli problem narasta. Uspokoić rozbiegane myśli, obniżyć tętno i Morfeuszu przybywaj. A ten dziadyga się nie spieszy. I co robić? Dla tych bardziej skłonnych do leków są tabletki na sen. Podobno trochę działają. Inni się odurzają i zapadają w ciężki, głęboki sen. Są też zwolennicy medycyny naturalnej i diety. Ci pierwsi to przed snem kakao, lub ciepłe mleczko wypijają, a ci drudzy to nic nie jedzą parę godzin przed pójściem do łóżka. Jakby nie patrzeć to się okazuje ,że sen mimo ,ze naturalny jako element ładowania baterii, nie do końca jest łatwo osiągalny, a nawet jak jest, to tylko czasowo, bo w zależności od wieku, zużycia , stanu psychicznego itp. Wcale być nie musi. Dlatego jak mamy czas i ochotę , główka na poduszkę i lulu czego wszystkim życzę.

Książki

5 komentarzy

Książki

Dzisiaj obrazoburczo. Takie sobie zadałem pytanie, jak często zaglądam do już przeczytanych książek. Odpowiedź jest następująca, prawie nigdy. Zatem, po co je trzymać? Dla wielu ludzi odpowiedź jest prosta , aby mieć. Albo, a jak ktoś z rodziny będzie chciał? Przeczytać, oczywiście. Do tego dochodzą znane argumenty o zapachu farby drukarskiej, o intymnym obcowaniu z książką. Mało kto mówi o odkurzaniu nieruszanych tomów , czy „zagracaniu” mieszkania. Kiedyś książki to był właściwie jedyny kanał łączący ludzi z kulturą. Kiedyś zastępowały one wyobraźnię i pozwalały uciekać gdzieś daleko , do granic niewyobrażalnych dla czytelnika. Dzisiaj wyobraźnia jest zredukowana do odbioru wizualnych efektów specjalnych i co ciekawe bardzo rozwija się świat wirtualny, czyli taki jakiego nie ma. Tworzona jest rzeczywistość równoległa na przykład przez gwiazdy You Tube. Ludzie tworzą filmiki o wysokiej jakości technicznej, z oderwanymi od życia scenami, czy pokazują to życie w krzywym zwierciadle. Niby to samo co książka, ale jak się popatrzy przez ilość odbiorców, to dysproporcja jest porażająca. Filmik potrafi obejrzeć na przykład kilkaset tysięcy ludzi , gdy książka w nakładzie dwa tysiące to już prawie przebój. Rodzi się zatem pytanie o kanał dystrybucji kultury.  Jak dotrzeć do człowieka, bo to też się zmieniło i to nie spragnieni kultury biegają za nią, tylko trzeba o nich zabiegać. I tu przykładem świecą teatry, jest ich znacznie więcej niż dawniej, formuła przekazu najczęściej klasyczna do bólu, a widownie pełne. Bilety nie są tanie, a co wieczór komplet widzów. Wielkiej reklamy nie ma , ot gdzieś ktoś coś wspomni, a publika przychodzi. To duża zagadka dla speców od marketingu, bo na dwa razy droższą imprezę w jednym mieście przychodzi tyle ludzi ile liczy nakład dwukrotnie tańszej książki. A książki mają zwykle przemyślaną strategię marketingową. Niby książkę można przeczytać dwa czy trzy razy, może ją przeczytać wiele osób, ale trudno powiedzieć, że wygrywa z teatrem. Może dlatego ,że , a szkoda, to już schodząca muza, tak jak zszedł popularny niegdyś wodewil? Mnie się wydaje ,że książka jest potrzebna tylko w obecnej formie mało wygodna w użyciu, a przekonanie większości ludzi do e-booka jest bardzo trudne. Tak czy inaczej trzymam kciuki.

Obowiązkowy strój

Co jakiś czas słyszę ,że do pracy powinno się chodzić elegancko ubranym. Słyszę to od kobiet , dla których wygląd chłopa jest bardzo ważny. Wydaje mi się ,że one chcą na własne oczy zobaczyć księcia z bajki. Sam mam w tym temacie ambiwalentne odczucia. Dużo mądrych słów słyszałem od facetów w sweterkach, a straszne ilości głupot i komunałów od tych w garniturkach i krawatach. Zastanawiam się zwyczajnie, czy aby nie jest wręcz przeciwnie ,że ubranie faceta do pracy w garnitur powoduje automatyczne zaliczenie go do grupy tych powtarzających komunały , nie umiejących myśleć samodzielnie? Na bank nie chodzi o wszystkich, ale jednak krawat to stygmat. Patrzę czasem na prezentacje najbardziej kreatywnych ludzi na świecie i najczęściej występują w koszulkach, golfikach czy sweterkach. Ale za to jak występują, ile ciekawych spraw potrafią poruszyć. I właśnie dlatego , nie żebym się śmiał do nich zaliczyć, ja też w sweterku do pracy chadzam. A krawacik dobry jest dla polityków, ambasadorów i wszystkich tych co występują oficjalnie w jakimś sztywnym towarzystwie. Dla wielu mężczyzn taki strój jest zwyczajnie mocno krępujący, niemiły, a przez to odbija się to na ich wydajności i kreatywności. No bo co to za praca gdy człowieka dusi krawat czy marynarka pije pod pachą? Taka sama jak bieganie w szpilkach po schodach, najlepiej jeszcze śliskich. Nie ma chyba nic głupszego, ale się nosi, bo noga ładniej wygląda. Modelki rozumiem, ale mądre panie? Czy jest przymus , by mądra musiała być jak modelka? Nie ma tak jak i na odwrót. I to patologiczne myślenie o wartości wyglądu zewnętrznego nie może determinować oceny człowieka. Bo tak jak MacDonald nie jest restauracją tak i taki wychuchany chłopczyk nie jest intelektualistą. Ważne aby był czysty i mądrze gadał.

Koledzy, gdzie?

4 komentarzy

Koledzy, gdzie?

Taki mamy problem. Razem z kumplami spotykamy się raz na kwartał w jakiejś knajpeczce, aby powspominać dawne czasy, dać w palnik i w ogóle, aby się troszkę oderwać od szarej codzienności. Jak się okazuje nad całym życiem mężczyzny wisi pytanie. Gdzie to robić? I tak jest od wczesnych lat młodzieńczych, bo najpierw się szukało miejsca na igraszki z dziewczętami, na popijawy z kolesiami, potem się szukało miejsca do zamieszkania z Żoną i popijawy z koleżkami, Potem zamiana starego lokum na większe, bo dzieci , a problem popijaw z kolegami też ciągle obecny.  Na chwilę obecną pytanie gdzie obejmuje dwa tematy , gdzie się podziać na stare lata i gdzie się napić z kolegami. Ta krótka analiza życia pozwala zauważyć ,że w życiu samca temat gdzie się wybrać z kolegami jest obecny stale przez długie lata. Ta obecność nie pozwala do niego podchodzić byle jak. Za młodu to wystarczało minimum odosobnienia i napoje byle mocne, ale z czasem to podlegało ewolucji. Nigdy zasadniczo nie chodziło o to by się upodlić, choć niestety się zdarzało, ale raczej by sobie poprawić humor, pogadać. A dla tych czynności nie jest wszystko jedno gdzie się sączy i co się sączy. Nas na tych spotkaniach jest z reguły ośmiu i każdy ma swoje preferencje alkoholowe i kulinarne. Tylko jeden z nas pija zwykle wódkę, pięciu z reguły wino, a dwóch piwo z tym ,że jeden bezalkoholowe , bo mieszka poza miastem i jako kierowca nie nadużywa. Drugi piwosz to ja. Z jedzeniem bywa różnie, są tacy co muszą zjeść, inni nie. Ale jedno musi być, możliwość aby pogadać. Jest też problem cen. Winopijcy nie bardzo chcą płacić za butelkę byle jakiego wina 70 zł , cena 40 zł jest do przyjęcia , bo braki w winie pokrywa miłe towarzystwo. I tu powstaje problem jak znaleźć dla takich wymagań stosowna knajpkę. Czyli wraca pytanie gdzie? To wcale nie jest łatwe zadanie i mimo, że mamy w towarzystwie wybitnych znawców knajpingu to są problemy. I to wiszące nad głową pytanie gdzie, będzie nam pewnie zatruwać radość życia do końca dni. I bardzo dobrze, bo to znaczy ,że jeszcze się chce.

Psy

4 komentarzy

Psy

Czy psy mówią? Cholera wie, ale szczekając chyba sobie przekazują jakieś informacje. Na przykład , nie podchodź , bo ugryzę, a wtedy adresat, albo się odszczekuje w szczeku typu – grozić to możesz swoim kolegom , czy też- a może ja Ciebie. Może jest też wersja łagodna typu- no dobra idę sobie. Tego nie wiemy, ale wiadomo ,że pies szczeka mając coś na celu. Szczeka aby zwrócić na siebie uwagę i tu są możliwe trzy komunikaty: pobaw się ze mną, daj jeść , wyjdźmy na spacer. Trzeba dobrze znać swojego psa, aby wiedzieć o czym on szczeka. Są też komunikaty o zupełnie innym znaczeniu. Komunikaty miłosne. Gdy pies wyczuwa sukę w rui , to nieważne ,że dzieli ich rasa , wzrost czy temperament, on jakby kwili do niej, maleńka jaka Ty śliczna jesteś , jak uroczo trzymasz ten ogonek / nawet do bokserki/, czy bardziej wyrafinowane typu ale z Ciebie laska. Psy łańcuchowe w swojej większości używają prostego szczeku maleńka zrobię co zechcesz tylko podejdź. Ciekawie jest z tym szczekaniem na osiedlach. Gdy pod oknami znajomego pieska wesoło szczeka suczka gotowa na wszystko to szczeka, chodź do mnie książę, a on z drugiego pietra przez drzwi , no nie mogę bo mnie zamknęli, ale tęsknię jak nie wiem. Ona na to ja też, wyjdź proszę , a on odszczekuje , to może wieczorem? I tak się zdarza ,że wieczorem wychodzą o podobnej porze, a wtedy zazdrosna Pani trzyma biednego pieska na uwięzi, a on ciągnie podszczekując do najmilszej, już lecę. Z tym ,że z nieznanych przyczyn Pani mu nie pozwala. Może zazdrość? Nie wiem, ale psy mają przez to problemy psychiczne typu depresja, suczki niekryte też cierpią i wyją po nocach , oj jakbym chciała. A państwo nieczuli, bo pies i tak kocha i wybaczy. Ale sami państwo dokazują ile wlezie , a biednemu zwierzęciu nie wolno? Potem się dziwią ,że wyje po nocach. A co ma robić? I tak go wykastrują. I właśnie stąd wywodzi się określenie psi los.

Okna

10 komentarzy

Okna

Patrzę rano przez okno i coraz więcej widzę. Roślinność gubi liście i igły na zimę, a ja widzę coraz więcej przez to samo okno. A jeszcze sobie odsunę firankę. Wtedy świat za oknem jest bezwstydnie goły, ale czy przez to ciekawszy? Myślę ,że zima tak obdziera nas z intymności , że nawet jak za oknem jest śnieg na gałęziach to się to za oknem zlewa w nieopisywalny obraz tła jakiegoś, bez wyrazu. Ktoś powie , a co jak się śnieg tak uroczo skrzy w promieniach słońca? No może wtedy troszkę atmosfery to wprowadza , ale niestety takich dni jest mało, a i jak są to się z zimnem kojarzą. Więc co z tego ,że się skrzy? Świat za oknem zwyczajnie banalnieje i nie ma się czym zachwycać. To morze zaciągnąć zasłony? Można i wtedy od razy jakby cieplej, można odpalić kominek, czy zapalić nastrojowe światełka. I tu wychodzi nasza przewaga nad Holendrami, bo tam nikt nie zasłania okien. Tradycja dość stara , bo parę setek lat temu uważano ,że jak ktoś zasłania okna to spiskuje przeciw władzy. Więc nie zasłaniali, a i tak spiskowali, ale odruch został. U nas w kraju nikt takich przepisów nie wydał więc zasłaniamy ile wlezie. A to żeby sąsiad nie zobaczył nas w gaciach po kąpieli albo , by nie wypatrzył u nas nowego telewizora, bo wtedy na pewno przyjdą i ukradną. Kto nie wiadomo, ale przyjdą , a jak go wyniosą jak ma 50 cali nie wiadomo ,ale na pewno zabiorą. Więc zasłaniamy. I nie jest prawdą ,że dla nastroju. W tej sytuacji marzy mi się chwila gdy z dnia na dzień drzewka będą się pokrywać zieloną mgiełka, że listki z dnia na dzień będą większe i za oknem będzie na co patrzeć, bo telewizor sąsiadów mnie nie interesuje. Dziwak ze mnie. Tak samo uważam ,ze z łazienki do pokoju mogę przejść w gaciach , a i na golasa mi się zdarzało. I szczerze powiem , nie bardzo mnie interesuje co sądzi sąsiad o poemacie mego ciała. Ja kocham swobodę. Okna zaś są nie po to by mnie krępować a po to by zasilać pomieszczenia w światło i dawać piękny kojący widok.

Lody

8 komentarzy

Lody

Czy należy jeść lody przez cały rok? Podobno tak , bo jak stwierdzili japońscy naukowcy to bardzo poprawia możliwość koncentracji. Szczególnie jeśli te lody je się z rana. Czyli coś dla Małysza , zamiast bułki z bananem, lody. Japońscy naukowcy fascynują mnie nie od dzisiaj, a tematy jakie badają jeszcze bardziej. Japończycy mają dziwną cechę, sami nic odkrywczego w sensie naukowym nie wymyślą, ale są za to mistrzami w rozwijaniu istniejących odkryć. Ilość zastosowań jakie im przychodzą do głowy, nawet najprostszych zjawisk jest przeogromna, a skłonności do eksperymentów jeszcze bardziej nieposkromione. Ot pierwszy z brzegu przykład to hodowla wołowiny prowadzona w ten sposób, aby krowy nie piły wody tylko piwo , albo rozwodnioną sake. Wtedy mięso nabiera z czasem kruchości, a warstewki tłuszczu są bardzo cienkie i równomiernie rozłożone. Czyli wołowina pijanej krowy jako produkt, została wprowadzona na rynek i jest jedną z najdroższych wołowin świata.  Nie bardzo jestem w stanie oceniać wszystkie działania japońskich naukowców , ale ot takie rzeczy, jak wynaleziony w Japonii kieszonkowi odtwarzacz kaset, tak zwany Walkman, to typowy przykład. Nie Japończycy wymyślili magnetofon, ale właśnie oni go wykorzystali w wielu urządzeniach. Mało to co prawda naukowe, ale daje wyobrażenie o zjawisku. Tak samo jak z produkcją mieczy samurajskich o nazwie katana. To nie Japończycy wymyślili stal kutą i hartowaną, ale właśnie oni potrafili tak zrobić miecz by składał się on z setek warstw takiej stali.  Jak się dorwali do technologii produkcji lodów to robią lody o wszystkich możliwych smakach. Nawet o smaku boczku czy ryby. A wracając do początku to myślę ,że te zdolności mają po tym jak jedzą codziennie ryż i surowe ryby z wodorostami czyli sushi. Bo jak należało wykazać, kto codziennie je surowe, ten jest kreatywny, i za to fundamentalne odkrycie powinienem dostać stopień naukowy jakiegoś uniwersytetu w Japonii. Mogę nawet wziąć profesurę, a co tam. Jest jeszcze dużo rzeczy do udowodnienia.

Dewaluacja

6 komentarzy

Dewaluacja

To smutna historia ale wychodzi na to ,że najbardziej na wartości tracą książki. Po 30 latach półkowania książka traci na wartości SZEŚĆDZIESIĘCIOKROTNIE. I to jest minimum. Ciekawe są bowiem nie wszystkie książki w tak zwanym wtórnym obiegu. Warto trzymać np. pierwsze wydania , bądź znane tytuły wydane w bardzo małym nakładzie. Do tego ci co się zajmują obrotem książkami mówią ,że w ogóle idą trochę książki po 3-5 zł, a droższe leżą . Mówią też o spadku czytelnictwa, o braku zainteresowania bibliotek z powodu braku miejsca i spadku ilości czytelników. Młodsi podobno prawie w ogóle nie czytają książek w tradycyjnej formie , a jeśli czytają to na tabletach czy smartfonach. Książki w cenach 30-40 zł nadają się na prezent i tak właśnie najczęściej są kupowane. Ten stary księgarniany biznes powoli zamiera, spadają nakłady wydawanych książek. Co ciekawe przy stosunkowo niskim koszcie wytworzenia/ bez praw autorskich/ ludzie coraz chętniej wydają książki w małych nakładach własnym sumptem. Jeśli sprzedadzą sami około setki książek to każda następna to czysty zysk. Może rzeczywiście to jest najlepsza forma rozwoju dla początkujących pisarzy, bo pomija się te wszystkie hurtownie i detale gdzie cena astronomicznie leci w górę , ale traci się to co daje wydawca, a więc marketing, przygotowanie do druku i redakcję książki. Co ciekawe za tym trendem idzie inny. Otóż w mieszkaniach oddawanych do zamieszkania brakuje miejsc na regały z książkami i ich posiadanie jest trudne do realizacji. Dużo częściej w mieszkaniach młodych można znaleźć CD niż książkę. I ja nie mówię o tomikach poezji, tylko o zwykłych nawet romansidłach. Dotyczy to tak na oko ponad 95% młodych ludzi. Jeszcze coś dla dzieci jest ok, ale tak dla własnej przyjemności to VOD czy coś z Youtube’a. Z tych źródeł korzysta wielu młodych i nie muszą być to strzelanki czy mdłe romansidła. Drogowskaz dla twórców, gdzie działać aby trafić do odbiorów. Takie mamy czasy.