ktak

Właściwie bez wiodącego tematu, takie tam pisanie co mi do głowy przyjdzie

Zmiany

Brak komentarzy

Zmiany

Od pewnego czasu daje się zauważyć rozkwit knajpek wszelkiego rodzaju. Nie chodzi mi o to, by roztrząsać jakie smaki gdzie można dostać, a raczej o taki socjologiczny walor . Coraz więcej ludzi lubi sobie usiąść i zjeść lub wypić coś na ulicy. Cały czas nie ma w tym nic dziwnego, ale na przykład wielkie zbiorowiska restauracyjnych ogródków jakie powstały na Rynku Starego Miasta parę lat temu dziwiły. Bo jak to, przecież to konkurencja, klientów będą sobie podbierać . I co się okazało ,że wręcz przeciwnie, że wszyscy mają ruch. Idąc za tym przykładem na Krakowskim Przedmieściu też stoi ogródek przy ogródku i wszystko gra. Moda przeniosła się na inne regiony jak Powiśle, czy Wspólną czy Emilii Plater. To samo jest na osiedlach i przedmieściach. I mamy tu chyba do czynienia ze zjawiskiem polegającym na tym ,że konkurencja nie ogranicza, a wręcz rozszerza liczbę klientów. Ktoś powie , a co to za odkrycie , przecież salon Skody i obok salon Toyoty też przyciągają i nie ma tak , że kupuje się tylko jeden model auta czy jeden zestaw obiadowy. Otóż sprzedaje się więcej i samochodów i zestawów obiadowych i tym się właśnie różnią czasy obecne od siermiężnych czasów sprzed 1989 roku. To taki wyznacznik rewolucji obyczajowej jaka u nas nastąpiła i jakiej nikt nam nie odbierze mimo chęci spychania nas z powrotem w objęcia ograniczeń.

Może fanaberia

Wraz z wiekiem człowiek częściej patrzy w tył i zastanawia się, co po sobie zostawi. Myśl rzec można stara jak świat, ale wynikają z niej dosyć niespodziewane konsekwencje. Kierując mianowicie pytanie to do siebie, najczęstsza odpowiedź brzmi nic. Takie stwierdzenie dobija , bo to przecież parę latek minęło, człowiek się narobił i NIC? Zaczynają się porównania, że taki Einstein , Eiffel czy w końcu Curie Skłodowska to jednak coś , a ty nic. Dół coraz czarniejszy, głupoty przychodzą do głowy, że jak miałem dwa lata , to mówiłem wierszyk. Ale kto to pamięta? Trzeba czegoś najlepiej materialnego, dużego i trudnego do zniszczenia, aby się upamiętnić.  Mnie wpadł do głowy niejaki Cheops. Facecik ogólnie znany , a ślad jaki po sobie zostawił przyciąga już parę ładnych latek. Więc myśl śmiała , może sobie walnę piramidkę? I zapłodniona tą myślą główka zaczyna pracować. Na początek czy budować od dołu, czyli najpierw podstawę, czy może od góry i pod wierzchołek podsuwać następne bloki? Oczywiście metoda pierwsza. Pytanie drugie , z czego? Wiąże się z tym pytanie trzecie, gdzie? I oczywiście pytanie czwarte, ile mam na to czasu? Im więcej pytań tym gorzej to wygląda, bo nie mam stosownego miejsca, nie posiadam kamieniołomów i potrzebnych sił i środków. Czasu też jakby nie za wiele. To może troszkę uprościć zadanie, kołacze się myśl w głowie? Zbudować piramidkę z kostki Bauma , gdzieś na podwórku? No nie , wyglądałoby to jak składowisko, to co robić? Pożyczę sobie od wnuczka trochę klocków Lego i zrobię kolorową wesołą piramidkę. No cóż , jaki Cheops, taka piramida i znowu przełknąłem cos gorzkiego.

Sen

9 komentarzy

Sen

Miałem fajny sen, wpadli do mnie do domu Rolling Stonesi. Nie wszyscy , nie było perkusisty Charliego Wattsa. Usiedliśmy na tarasie, pogoda była znakomita, a i napitki w postaci piwka do przyjęcia. Ciekawostka, każdy z trzech Stonesów jest wielokrotnie ojcem, zawsze powyżej piątki potomków. Jak to u muzyków tego nurtu są to dzieci z różnymi paniami, więc liczna grupa jest rodzeństwem lub rodzeństwem przyrodnim. Zaczęliśmy opowiadać o dzieciakach . Mick opowiadał z wielka dumą o córce Elizabeth, o jej urodzie i karierze w filmie i modelingu. Duma z niego biła aż miło. Opowiadał chwilę, a potem do tej jego tyrady włączył się Keith, który z kolei w swoim stylu zachwalał córkę Theodorę. Oczywiście bardzo ją kocha, ale nie mógł zrozumieć jak dziewczyna o urodzie odziedziczonej po takim ojcu, może robić karierę w modelingu. Na to Mick stwierdził ,że uroda Keitha jest tak oryginalna ,że podobieństwo to plus. Śmialiśmy się i wtedy zabrał głos Ron, , który stwierdził , mówcie co chcecie, ale ja najbardziej kocham moje swoje trzyletnie bliźniaczki. Tu należy wspomnieć ,ze Ron ma 72 lata. Ja siedziałem cicho , bo co tam ja mogłem powiedzieć o swojej raptem dwójce dzieci, ale cała ta rozmowa po raz kolejny uświadomiła mi ,że nawet najbardziej znani i zblazowani wydawałoby się ludzie mają bardzo podobne emocje. Szkoda ,że się obudziłem.

Pisanie

2 komentarzy

Pisanie

Od chyba tysięcy lat rodzaj ludzki chciał coś zapisać. Pytanie po co? Jest to pytanie uzasadnione, bo przecież pisać można sensownie tylko wtedy , kiedy ktoś to potrafi odczytać. Czyli pisanie wynikało z chęci przekazania jakiejś treści komuś na odległość. Inaczej mówiąc nadawca i odbiorca nie znajdowali się w tym samym czasie w tym samym miejscu. Mało tego musieli znać ten sam schemat przekazywania informacji czyli alfabet. Do tego dochodziło pytanie jak ci dwaj mają się odnaleźć. Pierwsze teksty były wykuwane w kamieniu, więc funkcja ich była troszkę inna. Przeczytać informacje mógł każdy , kto do niej dotarł i znal język. Potomkiem kamienia jest więc w linii prostej blog, bo i tu może dotrzeć każdy , kto ma kompa i dostęp do sieci, oraz zna język. Przekazywanie informacji adresowanej do kogoś odbywało się przez posłańców i na początku posłaniec przekazywał wiadomości ustnie , a potem na glinianych tabliczkach, by wreszcie dotrzeć do wiadomości na papirusie. Problemem było zawsze odnalezienie odbiorcy. Były próby z gołębiami , posłańcami konnymi itp. Aż koniec końców doszło do pisania emaili. Jak się na to wszystko popatrzy z perspektywy tysięcy lat to potrzeby w zakresie komunikacji informacyjnej się nie zmieniły a jedynie sposoby uległy drobnej aktualizacji. Pytanie zatem brzmi, czy ludzkie społeczeństwo jest tak zastałe w oczekiwaniach komunikacyjnych? Czy doszliśmy do kresu potrzeb i czy w przyszłości zmieniać się będą jedynie techniki przekazywania?

Nareszcie czuję wiosnę.

Ja się różnie budzę i o czwartej i o szóstej i o innych porach też. Muszę autorytatywnie stwierdzić ,że wiosna jest wyczuwalna o dowolnej porze. Na dworze króluje zieleń , choć na przykład orzech z jakiego od lat zbieramy orzechy mieć ich w tym roku nie będzie , bo kwiatostany zmarniały. Przetrwały czereśnie i grusze i śliwy. Rozwijają się konwalie i pięknie idą w górę kwiaty. Zasadzone na tarasie pomidorki i papryczki też nie wytrzymały konfrontacji z chłodem. Kupimy nowe i na przekór naturze będziemy jedli własne- no bez przesady, raczej próbowali. Ja, jak co roku piszę, uwielbiam ten okres , kiedy do menu wchodzą nowalijki. Na przykład zwykle jedliśmy zielone szparagi gotowane , a tym razem zostały upieczone. Musze przyznać ,ze są nawet lepsze , bo nie zaginęła ich kruchość . Inne znaki wiosny to takie mieszanki, pomidorów, papryk, cebulki i na przykład cukinii z ziółkami z niewielkim dodatkiem plasterków podwawelskiej. To na oliwie podsmażane puszcza sosik, jest zdrowe i pyszne. Można oczywiście tego nie smażyć i wychodzi pyszna chrupiąca surówka idealna na przykład do grilla. Wiosna daje zresztą dużo więcej możliwości. Mój kolega na przykład specjalizuje się w twarożkach. Oczywiście na bazie śmietankowych, własnoręcznie je doprawia. Używa ziółek  sproszkowanych i świeżych warzyw. Jego Żona zachwycona , bo co weekend inne śniadanko jej szykuje, Lekkie i smakowite. Ślinka mi leci więc kończę, a wam Życzę radości z tej wiosenki.

Mam za swoje

8 komentarzy

Mam za swoje

Niestety wiele razy w swoim życiu nabierałem innych, zawsze bez złośliwości, a tylko dla zabawy i chyba tak to było odbierane , bo jakoś nikt się na te moje wygłupy nie skarżył. Za to powstało inne zjawisko, mało kto mi teraz wierzy. Choćbym się zaklinał i przyrzekał na dowolne sprawy , wiary brak. Wczoraj w Tajemnicach Alkowy opisywałem przez co przeszedłem noc wcześniej. Jakaż była reakcja mojej Żony? Nawet przez chwilę mi nie uwierzyła zarzucając konfabulację, celowe sprowadzanie na nią niewinną wyrzutów sumienia itp. Na nic moje podkrążone oczęta , niewinne uśmiechy, czy łomotanie po klatce piersiowej. Wiary brak, a oskarżenia się mnożą, że ja niby chcę moje szczęście przygwoździć poczuciem winy, mało tego , chcę aby ona nie mogła zasnąć powodowana troską o mnie. Przecież się bałem ,że spadnę i Ona na to nie pozwoli, bobym się potłukł i trzeba by się mną opiekować , a tak to i śniadanko zrobię i herbatkę podam, a i żarcik od czasu do czasu rzucę. Skutek będzie taki, obawiam się, że dojdzie do wniosku ,że powinienem opuścić pracownię , spać gdzie indziej , bez możliwości ingerencji z Jej strony. Z drugiej jednak strony wielokrotnie słyszałem ,że mój miarowy oddech usypia ją najlepiej na świecie, a budzi się gdy oddycham cichutko. Wiadomo co podejrzewa, ale ja jestem twardy i nie zejdę tak szybko. Z tym ,że rozrzut opinii jest duży i naprawdę nie wiem czego się spodziewać, bo kto zrozumie kobietę? Na bank nie ja.

Tajemnica alkowy

Moją muza życia i ukochana małżonka nie jest z tych wielkich kobiet dominujących swoich chłopów, a raczej z tych drobnych myszeczek , które i tak chłopów dominują. Ja z kolei jestem osiłkiem 180 cm i całkiem słusznej wagi. W sypialni mamy pracownię 2m na 1,8 m. Wygodnie , przestrzennie i tak jak trzeba. Śpimy na dwóch niezależnych materacach tak, aby akrobacje związane z moim przekręceniem się z boku na bok nie burzyły lekkiego jak mgiełka snu mojego szczęścia. I jest fajnie. Ale dziś w nocy nastąpiło cos czego się nie spodziewałem. Chciałem zapaść w sen i jak zwykle poszedłem spać dwie godzinki po Żonie , około 2 w nocy. Szczęście moje spało snem dziecka oddychając miarowo. Wzruszyłem się. Położyłem się jak zwykle po mojej stronie łózka , kiedy poczułem napór na plecy . Maleństwo się rozpychało. Nie pozostało mi nic innego jak przesunąć się na brzeg łóżka i leżąc na boku próbować zasnąć. Ale to nie jest łatwe tak balansując na samym brzeżku materaca dobre 60 cm nad ziemią. Z jednej strony perspektywa upadku z wysokości, a z drugiej zakłócenie spokojnego snu kobiecie , która na takowy zasłużyła. Leżałem więc pomiędzy strachem, a czułością i trwałem. Około czwartej wstałem, godzinka przy kompie i znowu na równoważnię,  bo w alkowie sytuacja bez zmian i tak do 6.30. Wtedy po żoninej stronie nastąpiła zmiana pozycji. Zasnąłem koło siódmej i spałem do dziesiątej , ale było warto. Może nie bardzo się wyspałem , ale to uczucie uszanowania czyjegoś spokoju i wypoczynku- fortunę warte. Poczułem się lepszym człowiekiem, choć nie było lekko do tego dojść.

Odzew

8 komentarzy

Odzew

Wczoraj celowo pomieszałem filozofię z matematyka zastanawiając się jaki będzie odzew. Okazuje się , ku mojemu wielkiemu przekonaniu, że matematykę lubią tylko niektórzy. Pociesza mnie jedynie to ,że damskie piersi również. Jak widać określa to ramy niechęci czytelników co  do zakresu zainteresowań. Czyli prościej mówiąc, coś między cycuszkami, a całką jest w porządku. Ale z kolei interesujące są raczej skrajności, środek to nuda. Czyli ważniejsze komu się stała krzywda niż to ,że się komuś dobrze dzieje. I co ja mam w tej sytuacji robić? Obserwować świat i zdawać relacje ze skrajności tego co na co dzień? Wtedy byłbym dziennikarzem, a nie jestem i wcale mi do tego zawodu nie jest blisko. To może wymyślać jakieś historyjki z bardzo skrajnymi momentami, tak aby wypaść poza codzienną rutynę? Wtedy bym został pisarzem, a nie jestem i pewnie nigdy nie będę. To jak się pisemnie określić? Mnie by chyba najbardziej odpowiadał taki bajarz co to coś opowiada. Pamiętam jak w rzymskim Colosseum opowiadałem mojemu synowi, podówczas lat osiem, bratankowi lat dziewięć, oraz jego ośmioletniej siostrze jak to się w tym „teatrze” odbywało, to bardzo ich to interesowało. Szczególnie jak im wmawiałem ,że prąd był przed naszą erą. Innym razem opowiadałem książkę w czeskiej knajpce pod gołym niebem i też mnie ludzie słuchali. A były to czasy komuny i treść miała zdecydowanie nie proradziecki charakter. Ale mnie ludzie słuchali. I tak myślę ,że to chyba moje przeznaczenie, opowiadać, najlepiej zmyślone historie. A gdyby tak zamiast siedzieć po godzinach w domu pojechać na przykład do Zakopanego czy Sopotu i siedząc spokojnie opowiadać zmyślone historyjki. Taka myśl.

Pojęcia

10 komentarzy

Pojęciaa

Są takie zwroty i pojęcia , które się potocznie przywołuje, a nie maja one żadnego uzasadnienia. Pierwsza z brzegu na przykład zbyt wysoka pensja. Coś takiego nie istnieje mimo ,że bardzo często się na to powołujemy. Zbyt wysoka dla kogoś tak , ale zbyt wysoka dla nas to już nie. Czyli mamy do czynienia z relatywizmem , ale nie dość ,że jakiejś wartości, ale wręcz z jej istnieniem. Przecież ważne jest czy coś jest, czy go nie ma. W żadnym też wypadku nie może relatywna ocena czegoś wpływać na to czy to coś jest, czy nie. Następny z brzegu przykład, zbyt szybki samochód. Znowu ten sam problem osądu i relatywizmu. Zawsze może być szybszy powiedzą jedni, a drudzy wręcz przeciwnie, że nie powinien być szybszy. Inne przykłady to zbyt duża porcja na obiad, zbyt wiele drinków po obiedzie. Problem ustalenia granicy, wręcz jej powołania wpływa na realne znaczenie pojęcia. Do miana legendy urastają też zbyt duże piersi kobiet. Dla chłopów to pojęcie abstrakcyjne , jeśli są duże to mogą być jeszcze większe i to bez określania granicy. Dla kobiet ta granica istnieje i jest to granica wytrzymałości kręgosłupa i wygody na co dzień. Ale w trakcie rozważań poruszyliśmy problem granicy. Niewielu z Was prawdopodobnie pamięta ,że matematyka zna pojęcie granicy funkcji. Najczęściej chodzi o wartość do jakiej zbliża się funkcja w nieskończoności. I chyba takie właśnie wyjaśnienie tych pozornych rozbieżności można przyjąć. Otóż granica istnieje, ale gdzieś w dalekiej nieskończoności. Czyli cos może istnieć gdzieś poza sferą naszej wyobraźni. /Oczywiście mam na myśli piersi ha ha ha/

Te oczęta

7 komentarzy

Te oczęta

Kiedyś , a było to dawno czytałem książke pt.”Płeć mózgu”. Napisało to dwoje dziennikarzy angielskich opisując jak widzą , czują ,słyszą itp. rzeczywistość tę samą kobiety i mężczyźni. Bardzo to wszystko prawdziwie napisali i wiem ,że mózgi mamy sporo inne/ co nie znaczy gorsze, lepsze/. Są jednak sprawy , które nie przestają mnie dziwić. Ot choćby typowa męska przywara. Chłopy zdejmują w domu skarpetki i bardzo często ,żeby nie powiedzieć zawsze przyrzekają sobie ,że je za chwilę sprzątną. I choćby je nie wiem gdzie tymczasowo włożyli, to kobieta po wejściu do pomieszczenia gdzie chłop przebywa w ciągu 2 sekund powie- a skarpety odłóż do …. I nie poznaje tego po upojnym zapaszku, tylko wchodząc do pokoju ona już to wie. Jeszcze ciekawiej jest gdy na przykład kobieta wydaje przyjęcie. Załóżmy dziesięć potraw, żaden tam rekord, ale pewna ilość już jest. Nie stanowi dla niej problemu ,że nie podała na przykład grzybków marynowanych, ale wchodząc do pokoju gdzie nakryty jest stół w pierwszej sekundzie stwierdza, brak jakiegoś sztućca. I nie budzi to zdziwienia , że ona wśród tych dziewięciu potraw z dodatkami typu kwiatki ,świeczki nie zauważy braku grzybków, ale ten nieszczęsny brakujący np. widelec widzi natychmiast. I to jest własność , której nawet zaawansowani badacze nie rozumieją , a kobiety używają jej na co dzień z niekłamanym wdziękiem. Na bank to nas od siebie różni, bo chłop nawet stojąc obok kotlecika zapyta – a gdzie jest jedzenie?