ktak

Właściwie bez wiodącego tematu, takie tam pisanie co mi do głowy przyjdzie

Kula

2 komentarzy

Kula

To jest przedziwna sprawa z tą kulą. Najdoskonalszy kształt, najtrudniejszy do uzyskania, a jednak bardzo pożądany. Może właśnie dlatego. Oczywiście nie chodzi mi o takie rzeczy jak sylwetka w tym kształcie na chudych nóżkach , czy uformowane w paluszkach pewne wstydliwe kulki potocznie zwane babami/ swoją drogą ciekawa zbieżność nazw/.Te naturalne zostawmy w spokoju, zajmijmy się tymi mniej ludzkimi. Wiele nasion ma kształt kuli. Ciekawe dlaczego, na przykład groch czy mak mają takie nasiona. Bo już fasola czy sezam lub czarnuszka, nie. W czym to pomaga lub przeszkadza, bo natura takich rzeczy nie produkuje bezmyślnie. Ja nie wiem , ale to co wiem o kuli to to ,że ma największą wytrzymałość ze wszystkich dostępnych kształtów. Chodzi o wytrzymałość na zgniatanie i stąd pierwsze batyskafy czy sputniki miały ten kształt. Oczywiście wspaniale się toczy, ale nie sposób sterować drogą jaką się toczy. Jest więc jakby niezależna. I chyba to właśnie tak fascynuje ludzi , bo wszelkiego rodzaju piłki to przecież ulubione zabawki ludzi i ludziom się wydaje ,że potrafią nimi sterować, nogą, ręką, głową, czy kijem. Nie jest to do końca prawda. Istnieje też groźniejsze oblicze kuli. Są to na przykład kule do starych armat i całkiem współczesny śrut. Te mordercze zastosowania niestety nie tracą na atrakcyjności. Są też bardzo wykwintne formy kuli, takie jak na przykład kawior. Ileż to osób uwielbia miażdżyć w zębach te małe czarne czy czerwone  kulki, czując jak się rozrywają pod naciskiem zębów. Jako osoba , która kawioru nie lubi, podaję tę opinie jako zasłyszaną. Niszczenie kulek to podobno ponad połowa frajdy z jedzenia kawioru. Są też takie prawie chemiczne uwarunkowania gdzie kulki tworzą się samoistnie, ot na przykład produkcja groszku ptysiowego, czy pewnego rodzaju cukierków. I na koniec najbardziej spektakularna kula w przyrodzie to wystraszony jeż. Można by o tym jeszcze długo np. bańki mydlane, ale co by nie mówić kula to bardzo popularny i bardzo złożony kształt. Prosty i fascynujący.a

Odgłos

4 komentarzy

Odgłos

Był wieczór  i sam nie wiem jak znalazłem się na wielkim cmentarzu. Oczywiście byłem sam. Wokół cienie krzyży i jakiś taki spokój. Usiadłem na ławeczce obok jakiegoś grobu, delektowałem się ciszą i stojącym rześkim powietrzem. Przez jakiś czas tak się uspokoiłem ,że nie od razu do mnie dotarło ,że w niewielkiej odległości słyszę jakieś dźwięki. Dobiegały one spod sąsiedniej płyty, były rytmiczne i jakby znane. Wtem płyta drgnęła. Byłem tak spokojny, że nawet przez moment nie poczułem strachu. Może dlatego ,że ten dźwięk jest nierozerwalnie związany z cmentarzem. Płyta się odsuwała , a ja cierpliwie czekałem co będzie dalej. Płyta stanęła i spod niej wyszedł stworek człowiekopodobny wysokości tak około 40 cm. Popatrzył na mnie taki trochę skrzywiony i pyta. Lubisz muzę? Ja ,że nawet bardzo. A on do mnie , to się przysuń, coś Ci pokażę.Za namową spojrzałem do wnętrza grobu a tam na wieku starej trumny leżały cztery czaszki i dwa piszczele, trochę głębiej dostrzegłem klatkę piersiową z żebrami. Mały powiedział, to mój warsztat. Jak to, zdziwiłem się. Posłuchaj, powiedział i jak zaczął wywijać piszczelami i walić w czerepy oraz żebra. Naprawdę niezły był. Wszystko zestrojone, jakby dobrane. Jak skończył biłem mu brawo i pytam , kto mu tak świetnie instrumenty zestroił. Ja sam , ale nie stroiłem tylko szukałem odpowiednio brzmiących. Czy ty masz pojęcie ile czasu mi to zajęło zanim skompletowałem instrument? Najmniejszego pojęcia nie mam odpowiedziałem, a on ,że prawie 60 lat. Powalił mnie tą informacją, po czym zagrał raz jeszcze i zaprosił na codzienne koncerty. Płyta się nasunęła, a ja trwałem osłupiały.  Pomyślałem ,że to pewnie zmarły perkusista , taki niezrealizowany. Wstałem i idąc do domu myślałem ,że jak się ma prawdziwą pasję to i śmierć nie jest przeszkodą w jej realizacji.

Jabłka

6 komentarzy

Jabłka

Polskie jabłka są chyba najlepsze na świecie, a może ja nie jadłem lepszych. Nasuwa mi się w związku z nimi garść refleksji. Dawniej na początku lata królowały jabłka o nazwie papierówka. Aromatyczne o żółto zielonej skórce , niezbyt twarde z uporem godnym lepszej sprawy były wmuszane w każde dziecko. I warto było , bo smak zostawał w buzi na długo. Rosło tych jabłoni wiele, a i chętnych na jabłka było dużo. Potem przychodziły kosztele, jabłka pyszne, aromatyczne, pełne soku, no cudeńka. Równolegle pojawiały się antonówki idealne na szarlotki i do tak zwanych jabłek w cieście. Kwaskowate, ale pyszne. Były też koksy i szare renety, te ostatnie idealnie się przechowywały więc można je było jeść i w zimie. Ale w tamtych czasach marzono o pomarańczach czy bananach, jabłka były swojskie, a więc w ogóle nie ekskluzywne. Pyszne były jabłka malinówki. Dodatkowo pijało się napój o nazwie „Płynny owoc” ,oczywiście w smaku jabłka. Bardzo popularne były też kompoty z jabłek. Dzieciaki z lubością wyjadały rozgotowane jabłuszka. Szczytem zaś deseru , było jabłko pieczone z cynamonem. Gorące, parzyło usta, ale dzieciaki wciągały ten delikates aż miło. Do dziś przetrwało danie pod tytułem ryż z jabłkiem chętnie podawane w szkolnych stołówkach. Natomiast zupełnie zmieniła się podaż gatunków jabłek. Teraz na straganach zamiast wyżej wymienionych mamy lobo, szampiony, ligole czy goldeny. Trochę jednak inne. Mnie brakuje takich indywidualnych cech owoców. Dawniej z zawiązanymi oczami poznawało się jabłka po smaku, a teraz o to trudno. Mało tego słyszę o próbach robienia wina z jabłek. Cydr rozumiem, tak samo calvados czyli przepędzone przez rurę pseudowino jabłkowe, ale żeby robić z jabłek wino? Toż to winogrona powinny się obrazić. Nasze babcie robiły wino z porzeczek, ale nigdy z jabłek. Chociaż to może tak było w okręgu z którego pochodzę, a na przykład na Śląsku czy w Małopolsce było inaczej?

Takie tam marzenie

6 komentarzy

Takie tam marzenie

Dzisiaj w nocy miałem sen, dla mnie to dość dziwne , bo zwykle nie miewam. Śniło mi się co następuje. Był piękny letni dzień , a ja odziany jedynie w slipy i koszulkę szedłem po pomoście w kierunku ostatniej łodzi po lewej strony. Wytrzepałem nogi i wszedłem na pokład. Uzbroiłem łódkę w żagle, ale tylko dwa, bo przewidywałem ,że popływam sam, opuściłem miecz i odbiłem od pomostu. Szybko postawiłem grota / większy żagiel/ i poczułem jak wiatr zaczyna pchać łódź. Wiaterek był średni, ale w miarę stały mimo ,że było to na jeziorze. Płynąłem tak przez chwilę i zapragnąłem aby łódka popłynęła szybciej. Zrobiłem coś czego właściwie robić nie wolno, postawiłem jeszcze foka / żagiel mniejszy/zarówno fał grota/ żagiel większy od którego lina nazywa się fał/ jak i lina od foka czyli szot zmieściły mi się w ręku. Drugą ręką trzymałem ster. Naciągnąłem żagle/ poprawnie wybrałem/ i łódka pofrunęła. Zaparty nogami o skrzynkę mieczową czułem każdym kawałkiem ciała wszystkie zmiany natężenia wiatru, każdą falę. Doznałem uczucia uniesienia, było super leciałem tak szybko, aż do krańca jeziora. To jest tak jakby człowiek i łódź razem odbierały żywioł jakim jest wiatr i wykorzystywały go w sposób jaki chcą. Aby płynąć z powrotem musiałem zrobić zwrot, polegający na przerzuceniu żagli na drugą stronę i zmiany jednego szota na drugi. Czynność zasadniczo prosta, więc odpowiednio się ustawiłem i szybkim ruchem przestawiłem ster. Łódka posłusznie przeszła linię wiatru, a ja rzuciłem się do napinania żagli złapałem szot i strasznie się grzmotnąłem o burtę. Zrobiło mi się ciemno w oczach i na chwilę nie wiedziałem co się stało. Okazało się ,że leżę w łóżku, a ręką przywaliłem w nocną szafkę i rośnie na niej guz. Nic to , ale jak można było przerwać taki piękny sen. Do rana próbowałem zasnąć i dopaść tej łódki ale nie pamiętam , by mi się udało. A bardzo szkoda.

Rozstania

6 komentarzy

Rozstania

To taki moment dziwny. Nie chodzi mi o zerwanie znajomości , czy rozwód. Jest jakiś taki dziwny moment kiedy ktoś bliski wsiada do, na przykład autobusu czy pociągu i ten rusza. Odprowadziliśmy odjeżdżającego na peron, dopilnowaliśmy ,żeby wsiadł ,zajął miejsce, Stoimy na peronie, a bliski w pojeździe macha nam przez szybę. I wtedy jest blisko, jest jakieś takie wspólne podniecenie przed podróżą . Potem następuje lekko nerwowe oczekiwanie na ten moment kiedy pojazd ruszy. Nie bardzo wiadomo jak się zachować. Mamusie po raz kolejny sprawdzają czy milusiński wziął pastę do zębów  i pidżamkę. Zakochani na peronie raz po raz przesyłają sobie buziaki, bezgłośnie zapewniają o swoich uczuciach. Samotni odwracają głowy od peronu , bo im zwyczajnie przykro ,że nikt ich nie odprowadza. Czynności te powtarzane są po wielokroć , aż w końcu tracą swój sens i stają się tylko powtarzanymi w kółko zestawami gestów i słów. Potem następuje ten moment, gwizdek lub syk zamykanych drzwi i dla ludzi , którzy dotąd byli razem tory życia zaczynają się rozdzielać. Oczywiście dalej ich łączą wzajemne uczucia, lecz powoli zanika poczucie bliskości. I robi się głupio, że zostaje się samemu i że na ponowne spotkanie i złączenie we wspólnym życiu trzeba będzie poczekać jakiś czas. Oczywiście są tacy co to stojąc na peronie robią minę męczennika a w głębi ducha myślą , o rany super, tydzień spokoju, nikt mi nie będzie mi się kręcił po domu czy zwracał uwagę. Niby piękne ale czy naprawdę? A większość czuje się w tym i w wielu następnych momentach bardzo dziwnie, jak bez ręki. Niby coś zwykłego i każdy to przeżywał, ale to nic miłego. Nie wiem czy to dobór naturalny, przyzwyczajenie czy zwykłe lenistwo, ale rozstania są do dupy.

Oczy

2 komentarzy

Oczy

Dzwoniłem dziś do notariusza, a raczej Pani notariusz i umówiłem się na jutro. Kazała przynieść dokumenty , bo jak stwierdziła na piękne oczy nic mi nie załatwi. Samokrytycznie , może nawet ciut przesadnie, stwierdziłem ,że nie mam pięknych oczu czym Panią rozbawiłem. Dodałem ,że one są na tyle nieciekawe ,że z nich nic nie wyczyta. I tu się zaczęło , a skąd Pan wie? Może ja mam takie własności, że czytam i z tych mniej ciekawych. Ale łaskawa, no myślałem ,że się popłaczę, tak mnie wzruszyła. Powiedziałem zatem ok, przyjmijmy ,że Pani to umie to po co mnie Pani prosiła o dokumenty. Ona niezrażona, że to nie dla niej tylko dla urzędów zamieszanych w załatwienie sprawy i że ona to jednym spojrzeniem ogarnia i wie czy może załatwić dany akt czy nie. Samo słowo akt mnie trochę uaktywniło, a jak usłyszałem ,że do aktu trzeba stanąć, to mi trochę przeszło. Przez głowę przeleciało, mierz zamiary na siły a nie odwrotnie. A Pani notariusz ,ze swadą opisuje jak to będzie jak stanę. Skoncentrowałem się ,zebrałem rozbiegane myśli i zacząłem słuchać. A tu rozczarowanie, żadne tam , co myślałem tylko mam siedzieć na baczność i słuchać jak ona czyta. Nie bardzo mnie to porwało , bo kobita specjalnych zdolności aktorskich nie miała. Ale nie o tym chciałem, tylko wciąż zadziwia mnie to czytanie z oczu. Co można wyczytać patrząc na czyjąś tęczówkę, bo do siatkówki wzrok nie sięga? Może chodzi o rogówkę czyli błonę pokrywającą gałkę oczną? Cholera wie, ja tam mogę patrzeć w oczy godzinami i nic tam nie zobaczę , poza tym , że źrenice reagują na światło. Wychodzi więc na to , że to jeszcze jedna babska sztuczka wytrenowana na biednych dzieciach. Inaczej skąd by było to słynne- widzę po oczach ,że kłamiesz synku?

Jałowiec

4 komentarzy

Jałowiec

Taki niby dziwny krzak, niby drzewo. Charakterystyczny tym ,że jego pień jest bardzo twardy i idealnie nadaje się na maczugę. Tylko jak na przykład w warunkach wczesnego średniowiecza taką cholerę wyciągnąć z ziemi a potem tę maczugę wystrugać. Robili tak ,że ostrymi kamieniami typu krzemień podcinali korzenie . Dla średniego jałowca to około dwóch tygodni pracy. Gdy go wyciągnęli z ziemi to zaczynali suszenie. Gałązki wysychały i stawały się ciut bardziej łamliwe, a pień tracił na wadze, ale nie na twardości. Po miesiącu przychodził czas na opalanie. Wsadzali krzak do ognia aby się zajęły suche gałązki. Przez pewien czas się to wszystko paliło potem gasili i znowu krzemieniem szlifowali, aby w końcu uzyskać gładki pień. To co najmniej jeszcze miesiąc. Potem ostatnia czynność obcięcie części wystającej ponad uchwyt. O tu już potrzeba było dużej precyzji w paleniu, ale byli fachowcy. Tak uzyskana pała była praktycznie odporna na ciosy mieczem, pomagała strzaskać tarcze i zbroje rycerzy, krótko mówiąc pełniła taką rolę jak w Japonii katana, czyli samurajski miecz. Tyle ,że trzeba było dużej siły aby jej używać. Ale to nie wszystko o jałowcu, bo posiadał on jeszcze jeden skarb, a mianowicie jagody. Te owoce mają bardzo charakterystyczny zapach i chętnie są używane przez kucharzy do dosmaczania potraw. Dla mnie jednak najbardziej charakterystyczne zastosowanie tych jagód to dodanie ich do alkoholu. Za komuny była na rynku taka wódka , która nazywała się Jałowcówka. Niech się inne produkty schowają, była super. Z gatunku to właściwie był gin, ale za to jaki. Żadne zachodnie wynalazki nie miały tego bukietu jak ta właśnie wódeczka , a w koktajlach z soczkami, czy tonicem dawała super efekt. Szkoda ,że zaprzestano produkcji. Jest pewnie jeszcze kilka zastosowań jałowca , o których nie pisałem , ale przechodząc obok niego w lesie dobrze pamiętać jak jest pożyteczny.

Walka

6 komentarzy

Walka

Mam w sobie dużo dobra, jestem dobry, łagodny, wyrozumiały, potulny , może i troszkę romantyczny. Słowem nie żaden bokser, tylko poeta, czuły i delikatny. Ale jest we mnie i trochę zła. Bywam łakomy, mam dość słaby charakter, nie potrafię trwać w postanowieniach. Tak , odsłoniłem swoje miękkie oblicze. Pytanie po co? Bo obiektywnie troszkę za dużo ważę i powinienem się trzymać ustaleń dietetyków, ale nie zawsze mi to wychodzi. To taka walka dobrego ze złym w moim wykonaniu. Rano robiłem sobie jajeczniczkę. Uwielbiam taką na cieniutkim boczku , mało tłuszczu, a posmak jest. Rozgrzałem patelnię i kładę ten boczek, jeden , drugi, a potem trzeci plasterek i wtedy włącza się to moje dobro, poczujesz kochany, wystarczy, ale zło mówi, a tam jeszcze jeden czy dwa nie zrobią różnicy, a czujesz jak skwierczy? Potem podsunięta przez szatana myśl, to bułeczkę weź bez masełka, wyjdzie na to samo. Przegrywam , dokładam czwarty i piąty kawałeczek boczusia , szósty to mi sam wypadł, więc nie kładłem z powrotem do opakowania, aby nie mieszać użytych ze świeżymi. On skwierczy, a ja przekładam na drugą stronę , widzę jak się kurczy, jak się rumieni, a wydziela z siebie zapach cudowny. Ślinotok sprawia ,że wyrzuty sumienia tak nie bolą , wbijam jajeczka , lekko solę, przekładam na talerz , w przelocie chwytam bułeczkę i jem. POEZJA. Nadgryzioną bułeczką wycieram raz za razem talerzyk, aby nie utracić nic z tego smaku. W czasie jedzenia nie , ale potem wyrzuty sumienia ,że może trochę przesadziłem z boczkiem psują lekko pozostający w ustach smak, ale obietnica / solenna/ ,że w ciągu dnia się poprawię sprawia ,że wyrzuty mijają. Podbudowany mocnym postanowieniem poprawy, słyszę jak Szefowa woła mnie na kawę. Małe kubeczki z parującym napojem, a obok…. Wafelki. Zapala się nie wolno, ale już wewnątrz walka trwa w najlepsze, może chociaż pół. I co? Znowu przegrywam. Tak wygląda codzienna walka dobra ze złem, rozsądku z głupotą. I zawsze wygrywa ciemna strona mocy, bo nawet jak wygra ta lepsza, to satysfakcja z tego powodu wątpliwa.  Jak żyć w takich warunkach, jak żyć?

 

Obserwacja

2 komentarzy

Obserwacje

Coraz częściej do mnie dociera ,że ludzie po 50-tce mają problem z rzeczywistością. No, może z dostosowaniem się do niej. Cały rozwój technologii jest nastawiony na młodych, którzy mając nie obarczony dawnymi standardami umysł łykają szybko nowinki i pojęcia typu hub , net, wi-fi itp.. Dla tych starszych to problem. Bo oni znają termin centrala telefoniczna, a nie hub, drut do telefonu i cała ta instalacja, a nie sieć. A z harcerstwa alfabet Morsa. I tak dalej. Skażony dawnymi pojęciami umysł musi się więc przestawiać na nowe pojęcia. I tu jest trudność. Producenci natomiast z lubością używają pojęć  najnowocześniejszych, aby zdobyć klientów. A przecież nową lodówkę, czy telewizor chętnie nabędą starsi , tyle ,że się boją. Po co komu takie rozbudowane menu? Jaka jest korzyść z dołączenia subwoofera do odbiornika telewizyjnego, a w ogóle po co ten dekoder? Pytań wiele, a nie ma kto odpowiedzieć na nie. Myślę ,że jest zatem fajna nisza rynkowa dla kogoś , kto chciałby tłumaczyć nowy sprzęt grupie starszych klientów. O co chodzi? A gdyby tak na tym pierwszy raz włączanym odbiorniku tv ukazała się krok po kroku w zrozumiałym języku dla starszych instrukcja podłączenia go do tegoż dekodera. Gdyby nauczyć starszych korzystania z nowoczesnej mikrofali czy nawet w sposób zrozumiały z pralki, lodówki czy odkurzacza, to chyba byłoby to z pożytkiem dla wszystkich. To przecież najczęściej grupa o stałych dochodach/ możliwe , pewne raty/, łatwa do sprofilowania reklamowo / wiadomo Woltaren itp./. Dla sprzedających cud, miód, ultramaryna. Tyle ,że nie kupują bo się boją i trzeba ich odstresować. Biznes murowany.

Olimpiada

Olimpiada

Dzieje się i nawet nie wypada o tym nie napisać. Na początek to rozbudzono apetyty , ach ileż to medali zdobędziemy, chyba ciężarówkę trzeba będzie na lotnisko przysyłać po ten grad. Z drugiej strony tylko narzekania na złe warunki, na braki nawet jeszcze parę dni przed oficjalnym otwarciem. Zresztą trwają one do dziś. Trochę z boku wygląda to tak jakbyśmy byli nie wiadomo kim i wstrętni Brazylijczycy robią wszystko abyśmy przegrywali, bo to albo trasa nie taka , albo źle ktoś sędziuje, albo samolot nie doleciał. Tak czy owak dostajemy w zadek aż kurz leci. Nie mam wątpliwości ,że nasi zdobędą jeszcze kilka medali i bardzo im tego życzę, ale nie mogę słuchać dziennikarzy, którzy z dnia na dzień z piekła do nieba. Ciągle czatują na sensację , z byle czego robią problem, a potem się do niego ustosunkowują. Na to nakłada się pozorna niewinność naszych sportowców, gdzie każdy się jakoś wspomaga , a to witaminkami, a to dietą, a to czymś od doktora. Taki jest dzisiejszy sport, ludzie go uprawiający wychodzą poza granice możliwości organizmu i bez jakiegoś wspomagania nie daliby rady. Mowa o zupełnej czystości jest bez sensu, bo aby poprawiać wyniki trzeba by hodować nową  rasę ludzi , takie idealne organizmy. I kto wie czy przy pomocy inżynierii genetycznej nie będą wymieniać genów na lepsze . Czasem tak myślę ,ze jak rozpracują do końca ten nasz ludzki genom to będzie można wymieniać co się chce, na co tam człowiekowi przyjdzie ochota. Powstanie giełda ludzi sprzedających geny skoczka w dal , kierowcy czy fizyka jądrowego. Na Allegro będą ogłoszenia typu-„Gen Rasputina , produkt chiński gwarantowany, licytujcie.” Oczywiście zaporowa cena kup teraz. I jak tak będą wymieniali te geny to czy olimpiada będzie miała sens? Co to z tego zostanie, zawody przeszczepów? I co to będzie miało wspólnego z tak zwaną sportową rywalizacją? Sam nie wiem ale wydaje się ,że to idzie w tym kierunku. Z amatorstwem Pierra de Cubertain dawno zerwano, teraz czas na zerwanie z naturą.