ktak

Właściwie bez wiodącego tematu, takie tam pisanie co mi do głowy przyjdzie

Wpisy z okresu: 9.2013

Urodziny na wesoło

Urodziny na wesoło
Moja Żona miała urodziny, wiadomo 20-ste. Przyszły dzieci z prezentami, był obiad zupka z dyni, polędwiczki i torcik ze znanej cukierni. Naprawdę miło.
Wieczorem po uroczystości leżąc w łóżeczku zacząłem sobie wyobrażać jakby wyglądały takie urodziny na PRZESTRZENI wieków.
Wiadomo ,że za czasów epoki lodowcowej nikt nie pamiętał o takich rocznicach, a jubilat, jedyne co mógł przypadkowo dostać to kością w głowę , No i do tego cudownie, bo nie było np. ataku sąsiednich plemion , czy drapieżnego tygryska szablozębego / w ogóle nie podobny do Tygryska z Kubusia Puchatka/. A tak dzień jak co dzień, w jaskini twardo spać ,zimno, czasem wilgotno i ogólnie do dupy.
Lata mijały i dopiero w początkach cywilizacji , w Europie to w Grecji i Rzymie zaczęto świętować. I co to były za imprezy. Bachanalia na cześć. Czy to biedny czy bogaty obalał winko z przysmakami a potem orgietki do rana. A jak to dobrze robiło na przyrost demograficzny. No ci to się umieli bawić , lepiej niż teraz na Ibizie. Potem mroczne wieki gdy co prawda znali daty urodzin, ale tak kombinowali przy kalendarzu ,że teraz mamy prawie każdego świętego po kilka razy w roku więc chyba chodziło o to by te urodziny / a dawniej było ,że ktoś się rodził na np.św Józefa/ to obchodzić jak najczęściej. Księża się chcieli złapać na krzywy ryj na darmowe picie. Potem Francuziki i Hiszpanie, a także częściowo Włosi zaczęli z okazji urodzin wyprawiać coraz bardziej skomplikowane imprezy i w końcu okazało się ,że to przerost formy nad treścią i wszystko przeniosło się do lokali z napojami rozweselającymi. Ludzie obowiązkowo upijali się, co teraz powolutku zanika , teraz się upijają dla przyjemności. Coraz częściej Facebook przypomina –dziś urodziny ….. I co robisz? Posyłasz mu posta lub kartkę z serwisu życzeniowego, zamiast kupić porządną np. flaszkę i dać w gaz z jubilatem? To mi uświadamia ,że picie do ekranu to nie to samo co z żywymi, a wyobraźnia podpowiada upiorny scenariusz , jak z kraniku w komputerze do podstawionego tam kieliszka leje się napój nieznanego pochodzenia, a z ekranu jakiś facet macha mi i drze się, Stachu Twoje zdrowie ,a na komórkę dostaje wiadomość ,że moje konto obciążono sumą X za drinka jaki piję z przyjacielem. A najgorsze jest to ,że ta nieznana mi kreatura z ekranu drze się do mnie „no, kurwa z kumplem się nie napijesz?” . Ja go nie znam , zapytać głupio , kasy z konta szkoda. Frajda jak nie wiem.
I tak pobieżnie przelatując te urodzinowe zwyczaje waham się pomiędzy Rzymem a urodzinami a’la Ludwik 14- ale tam to były takie brudy ,że na trzeźwo się nie dało, te pchły, ten smród przenikający przez te pudry i wody, Fe. No to może XIX wiek, myć się specjalnie nie myli ale lubili się kąpać ,a bawili się na całego bez zbędnego zawracania głowy.
Optimum to chyba z dumą popatrzeć na swoją drugą połowę , wypić toast i cieszyć się życiem do następnych urodzin. I tak trzymać.

Moja na grzybach

Moja na grzybach
Wczoraj rannym świtem moja żoneczka udała się z siostrą na grzyby. Przebudziła mnie aby się pożegnać przed wyjściem. Otwieram oko i cóż ja widzę. Włoski ślicznie ułożone , usteczka pod warstwą ochronną, kurteczka ocieplana ale przewiewna, Oko zrobione, a w oku błysk.
Ten błysk dla mnie znaczył no pokaż się, to cię chwycę za korzeń, a potem zerżnę. Dopiero po ułamku sekundy zorientowałem się ,że to nie chodzi o mnie, tylko o grzybka. Odetchnąłem z ulgą , bo to nigdy nie wiadomo. Machnęła rączką , trzasnęła drzwiami i tyle jej było.
Minął jakiś czas i moja komórka wydała charakterystyczne pi,pi. Dostałem SMS’a , a właściwie MMS’a ,a na zdjęciu moja Pani z siostrunią dzierżą w dłoniach po zerwanym grzybie i podpis – 3minuty po przyjeździe. Myślę sobie nieźle. Patrzę na minki siostrzyczek, a to skrzyżowanie żółwi ninja z Brucem Lee przed walką. Ogary pójdą w las .
Wtedy pomyślałem o grzybkach. Te młode ledwo dwa dni temu wyrosłe z brązowymi od rosy kapelusikami próbujące się ogrzać w słoneczku, tak aby dożyć późnej starości , to znaczy siedmiu dni. Te maleństwa czują jak trzęsienie ziemi zbliżające się kroki / lekkie przecież/ dwóch istot z nożami o morderczych zamiarach. Jak im muszą drżeć korzonki , jak dzwonić kapelusiki jak usiłują , a nie mogą schować się pod mech. I ta gonitwa myśli , może przejdą obok i nie zauważą, czy też niezbyt fair, to może wezmą sąsiada zamiast mnie. Na koniec dramat wyciągnięta, wypielęgnowana dłoń chwyta korzeń, a druga ścina jednym zdecydowanym ruchem. I po egzekucji. Brrrrrrrrrrrrrrr.
Kilka godzin potem, do domu wraca moje szczęście z miną zdobywcy i opowiada mi o swoich sukcesach. A na koniec ja wszystko skrobię, a ona marynuje , dusi itp.
Jak mówi stare przysłowie szczęście grzybiarza to nieszczęście grzybka. I vice versa.

Dzisiaj na smutno

Dzisiaj na smutno
Moja żona pojechała raniutko na grzybki, więc jak wstałem to trochę dłużej niż zwykle patrzyłem na śpieszące do pracy urzędniczki. Dziś nie patrzyłem na te ustawione, kadrowe, księgowe i inne, ale na te które idą do pracy ze spuszczonymi głowami.
Pierwsze co mnie zastanowiło to to dlaczego wszystkie są ubrane na ciemno- myślę, może Prezes wykitował, czy co? Ale trochę śpiochy usunąłem z oczu i okazało się ,że one nie są na czarno tylko na ciemno. I że nie tylko one ale i oni. Też na ciemno. Głowy pospuszczane, pewnie jak tak chodzą codziennie to znają wszystkie dziury w jezdni.
Zacząłem kombinować co oni tak myślą idąc, nie śpiesząc do tej pracy? Przecież nie sądzę ,że tak biegną do tych zajęć typu – tu trzeba spiąć , tu wpisać w rubryczkę itp. Może kombinują ,że dziś ich przełożony dostanie zawału lub kopa w górę i zostaną wezwani by zająć jego/jej miejsce? W skrytości ducha pewnie połowa tak kombinuje. Ale to nie od nich zależy czy im się powiedzie, bo przecież mogą wezwać koleżankę/kolegę z sąsiedniego biurka. Co zrobić ? I ta druga połowa kombinuje jak tu osłabić wizerunek zagrażającego kolegi w oczach szefostwa. Ohydne ale prawdziwe.
Następne pytanko, przecież wśród tych ludzi są tacy , którzy nie muszą przewalać tych papierów, którzy są uzdolnieni do np. haftu krzyżykowego czy modelarstwa lotniczego, kuchni czy seksu tantrycznego, wędkarstwa czy zbierania grzybów. Co ich do cholery trzyma przy tych papierach? Pewnie kasa i kompleksy. I myślę jak sprawić aby kobitka od haftu krzyżykowego mogła zarabiać w tym co lubi? Liczba trudności nie jest wielka, no może zbyt wielka za to strach i brak wiary olbrzymi.
A kurde szkoda

Kobitki malowane

Kobitki malowane
Nie potrafię patrzeć bez myślenia i jak durny zastanawiam się nad tym co widzę. Któregoś dnia moje domowe szczęście włączyło TV i oglądało program o operacjach plastycznych współ płciowych istot. Rzucałem na to okiem , bo zasadniczo jak się niejednokrotnie przekonałem te cechy urody jakie panie poprawiają z punktu widzenia mężczyzny nie mają znaczenia. Ot choćby biust jak mawiał Franciszek Starowiejski „cyc nie kutas stać nie musi”. Panie myślą o tym inaczej, a ja myślę ,że one się dają kroić aby dopiec koleżankom a nie jak twierdzą podobać się chłopom. Podobała mi się natomiast pewna poprawa pewności siebie jaką kobitki uzyskiwały po takich zabiegach. To też niestety okazało się mrzonką , bo po wyjściu z kliniki zadowolenie z poprawy elementu x ustępowało kompleksom z powodu elementu y. I tak w koło Macieju, jak ucho OK. to dolna warga ma zły kształt, jak włosy się kręcą to wiadomo ,że dużo lepsze są proste itp. Itd.
Ale wśród tych damskich programów pojawiły się programy , które oglądam tyłem do odbiornika , te o wizażystach. Najczęściej słyszę komentarze o rozświetlaniu/ cudowne słowo/twarzy czy o pokrywaniu niedoskonałości. Dla mnie pokrywanie tak , a niedoskonałości nie dostrzegam. Jako inżynier zacząłem się zastanawiać ,że skoro taka jest zasada ,że czarne czy ciemne wyszczupla to dlaczego kobitom z kinolem jak ręka kulturysty nie pudruje się noska na czarno choćby po bokach , a takim z noskiem jak przecinek / na pewno kłopoty z oddychaniem i mała przepustowość powietrza/ nie pociągnąć noska na biało i go rozświetlić? A już te laski ze szczęką jak bokser- no olbrzymie możliwości, a jednak nie. Potem dzika myśl ,że te kolczyki na końcach uszu na tle tej bladej skórki no nawet z kryształkiem Swarowskiego no nie prezentują się zbyt okazale. A gdyby koniuszek uszka pomalować na taki kolor jak wnętrza pudełeczek od jubilerów np. granatowe, zielone czy czerwone?
Myślałem o tym przed zaśnięciem i na koniec stanął mi przed oczami obraz takiego wymalowanego zgodnie z moimi światłymi pomysłami babopawiana. I strach mnie chwycił w ramiona a nie jestem zbyt strachliwy. Strach wywołała myśl ,że podchodząc do lustra taka wymazana istota zobaczyłaby dwa razy tyle miejsc do korekty. Zgiń przepadnij maro nieczysta.

Życie z punktu widzenia komara

Życie z punktu widzenia komara
Tak naprawdę to nie życie , to koszmar. Oczywiste jest to ,że komar nie jest komarem z własnego wyboru i trudno sobie wyobrazić stworzenie myślące komar to brzmi dumnie. Najwyżej komar to brzmi durnie.
Jak wygląda takie życie komara/ muchy podobnie/ ? Świt, śpi takie bydlę pod liściem więc kombinuje by mu kropla rosy nie przerwała snu lub jakiś nocny polujący wojownik go nie wpieprzył a , więc o spokojnym śnie nie może być mowy. Więc świt, łąka się budzi ptaki prężą piórka i chętnie by coś przetrąciły na śniadanko. A taki zestaw 30-50 komarków to i pożywne to i lekko strawne. Marzenie.
Komar też głodny ale się spod liścia nie wzbija , bo przecież ptaki. A tu obok pojawia się coś cieplutkiego , to myszka, więc hop na nią wbija żądełko i pije dławiąc się , bo wie ,że czasu nie ma dużo i co wciągnie to jego. Smaku poczuć nie zdąży, o delektowaniu się też nie ma mowy. A dookoła tyle krwawych smaków a to pisa , sarnia, krowia , końska itp. Dla komara poznawanie tych smaków to senne marzenie. Takie jedzenie dla kosmonautów, byle były własności odżywcze. Zdobycie tego pokarmu jest bardzo niebezpieczne , połowa komarów ginie w czasie spożywania. Giną straszliwe od packi , od udaru obtarcia o korę itp. Żaden komar nie ginie w cywilizowany sposób na zawał, wylew, czy choćby AIDS. Są to gwałtowne zdarzenia jak śmierć przez połknięcie, zlizanie czy wciągnięcie pod wodę i utopienie.
I po co takie życie w stresie i olbrzymim niebezpieczeństwie? Przedłużenie gatunku? Jakież to trzeba mieć wyrzuty sumienia będąc komarem aby dawać życie dzieciom i skazywać je na tak traumatyczne życie tylko po to by swoim dzieciom zgotowały podobny los?
To co mnie bardzo smuci to to ,że dokoła sporo ludzi żyjących jak komary , takimi samymi priorytetami. Pociesza zaś to ,że i ci ludzie i komary mózg mają śladowy.

Rozważania nad fasolką po bretońsku
Moja kochana żoneczka zrobiła mi na obiad fasolkę po bretońsku , ale musiała gdzieś wyjść więc jadłem sam. W trakcie konsumpcji zrodziło się wiele znaków zapytania. Jeden był natury podstawowej- co to w ogóle jest fasolka po bretońsku? Odpowiedź niby oczywista a mnie zaskoczyła. Otóż dla każdego coś trochę innego. Bo to danie ma charakter indywidualny – jedni wrzucają fasolę Jaś inni czerwoną, inni kilka rodzajów fasoli z puszek , inni gotują uprzednio namoczoną fasolkę. I niby fasola to fasola ale nie taka sama. Dalej sos pomidorowy , i tu też wariantów do woli od stołówkowego czyli sok pomidorowy z wodą poprzez kupne sosy i tu hulaj dusza, włoskie meksykańskie itp. , dalej domowe mikstury na bazie przecierku lub zmiksowanych pomidorków a dodatki od prostych sól ,pieprz , cukier , po czubrice , harrisy czy zathary. Oczywiście po drodze cała gama ziółek. No i na koniec nadzionko czyli najczęściej kiełbaska . I tu też paróweczki , parówkowe , surowe , podgotowane, kiełbasy zwyczajne , smakowe podduszone , podsmażane, krojone w większe czy mniejsze kawałki.
Z tego zestawu da się stworzyć dosłownie tysiące potraw o jednej wspólnej i wdzięcznej nazwie o której jak mi wiadomo w Bretonii nic nie wiedzą. Ale jest w tej potrawie coś czego trudniej się doszukać w innych. Otóż ona ma charakter domowy , jedyny dla każdej rodziny, społeczności. Czyli jest to potrawa oddająca indywidualizm mikro środowiska. I niech tak zostanie gdybym zobaczył MCFasolkę po bretońsku to byłby koniec świata i zabicie wszelkiej indywidualności i TOLERANCJI. Bo z dumą i bez zazdrości możemy powiedzieć ,że każdy ma taką fasolkę jaką sobie zrobi a i tak moja jest najlepsza . I niech tak zostanie bo jaka fasolka takie społeczeństwo.
Takie ulotne myśli mam po fasolce

Jednak nawet G nie jest stałe

Jednak nawet G nie jest stałe
Jedna z największych świętości fizyki okazała się być nie taka znów święta. Otóż okazało się ,że stała grawitacji słynne G nie jest stała tylko się zmienia. A więc zmieniają się siły przyciągania między planetami, przyspieszenie ziemskie itp. Itd.
Fizycy rwą włosy z głowy , bo im się zawalił świat w który święcie wierzyli. A swoją drogą fizyk to bardzo szczególny rodzaj człowieka. To osobniki , które nie jedzą tylko przyjmują pokarm nie czując smaku- no chyba ,że jest potrzebny do badań. Nie ubierają się tylko osłaniają swoje ciała przed działaniem warunków pogodowych. Nie patrzą tylko obserwują i tylko to co ich interesuje. Uczucia okazują wyłącznie wynikom swoich badań. Szczególną grupę podobną fizykom tworzą informatycy choć Ci nie są już tak jednorodni. Mam koleżankę informatyczkę , która kiedyś mając złamaną nogę jadła przez miesiąc ryż z dżemem zanim ktoś wpadł do niej do domu i się zorientował ,że lodówka jest pusta. Telefon miała, ale jedzenie nieważne. Inny mój pracownik we wstępnym okresie wprowadzania komputerów próbował przy pomocy myślników narysować tabelkę i zawsze mu zostawało pół myślnika na zewnątrz tabelki. Nagle zniknął z pracy, odnalazł się po kilku dniach krzycząc eureka wiem i był bardzo zaskoczony brakiem entuzjazmu.
Wracając do G fizycy rwą włosy bo nie wiedzą czy wszechświat się schodzi czy rozjeżdża. O tym czy to dla nas dobrze czy źle nikt nie myśli, bo i po co? Zaraz się okaże ,że linie proste są naprawdę krzywe a wielu twierdzi ,że słynne E=mc2 to też lipa. Z punktu widzenia laika nasuwa się pytanie to jak to wszystko się kupy trzyma?
I tu odpowiedź za którą mam nadzieję otrzymać Nobla – BO ŚWIAT OPIERA SIĘ NIE NA E, CZY NA G ,ALE NA D. Niestety. A może to i lepiej i przyjemniej?

Stefan

Stefan
Stefan poczuł ,że coś zaczyna uciskać jedną połowę jego ciała . Ucisk stawał się coraz bardziej dokuczliwy, coraz większy. Żebra Stefana trzeszczały płuco traciło objętość. Stefan oblał się zimnym potem i walczył . Oddychał płytko za to coraz szybciej. Zaczynał się dusić. Olbrzymi ciężar przytłaczał go tak ,że nie mógł się ruszyć. Stracił czucie w przygniecionej ręce. Obezwładniający ból dołączył po chwili w oczach zrobiło mu się ciemno, spływający pot jedynie pogarszał sytuację. Stefan oddychał jak szczytujący sprinter a mimo to miał uczucie ,że jedno z jego płuc zapada się. Narastający ból i niedotlenienie spowodowały, że wydawało mu się ,ze na jego umęczone ciało powoli najeżdża walec drogowy. Zdał sobie sprawę ,że to już długo nie potrwa. Przerażony usiłował się jeszcze zerwać do pionu…. Obudził się, ale jego bohaterskie wysiłki na nic się zdały. Ból w klatce i brak oddechu nie minął. Stefan obrócił głowę w stronę z której dochodził ból. W poświacie wstającego dnia najpierw dostrzegł wałki na głowie pokryte kunsztowną siateczką, potem błyszczącą od kremów „to idzie młodość” ale lekko trąconą zębem czasu twarz. Rozchylone na kształt popielniczki usta w rytm oddechu błyskały plombami z amalgamatu, a pożółkłe od tytoniu zęby dodawały upiornego wyglądu. Obfite ponad miarę ciało obleczone w barchan dysząc głośno przygniatało Stefana całym swoim ciężarem.
Stefan jakimś cudem uwolnił się z morderczego nacisku i leżąc na skraju łóżka , a właściwie na desce go ograniczającej oddał się wspomnieniom. Wiedział ,że już nie zaśnie a gdyby nawet to głośne pochrapywania Barchanu nie dadzą mu zasnąć. Właśnie dlatego co wieczór oddawał się opilstwu by , nieprzytomny zasnąć i obudzić się dopiero rano. Tej nocy wspominał jak Barchan był sporą ale bardzo ponętną świetnie obdarzoną przez naturę dziewczyną. Wspominał pierwsze uniesienia gdy to piękne ciało zasłaniało mu resztę świata. Nie zrażało go to ,że młody barchan leżał w czasie tych figli jak kłoda, bo Stefan był oszalały ze szczęścia ,że ją ma. Rozmawiali mało , bo jak się potem okazało Barchan miał wyjątkowo mało do powiedzenia. Za to w ględzeniu była mistrzem. Usta jej się zamykały jedynie gdy spała. No może nie zamykały, bo otwarte na kształt popielniczki tylko nie gadały. Wszyscy koledzy zazdrościli Stefanowi ,że wyrwał taką seksbombę , a Barchanowi chodziło o to by nie zostać starą panną. Dzieci z tego związku nie było, dni wlokły się beznadziejnie jeden za drugim.
Dochodziła siódma , gdy Stefan wyślizgnął się z łóżka. Poszedł do łazienki, dokładnie się ogolił, włożył garnitur , najlepsze buty, koszule ,krawat. I po cichu wyszedł z domu. Szedł przez poranne miasto ,aż doszedł do ulicy , gdzie drogowcy kładli świeży asfalt. Stanął i patrzył jak nadjeżdża walec. Gdy był on tuż przy nim, odwrócił uwagę operatora i padł jak ścięty w gorący asfalt. Walec najechał na niego, a on uśmiechał się słysząc jak pękają mu żebra. Ostatnia myśl jaką miał to- nawet nie będzie miała jak mnie pochować. I zmarł w poczuciu winy ale z uśmiechem na ustach.

Proszek do prania

Proszek do prania
Wczoraj coś jadłem i drobinka jedzenia spadła Mo na sweterek. Zrobiła się mała tłusta plamka. Kochana żoneczka najpierw sobie pożartowała jaki to ja niby sprawny jestem i jak potrafię zachować czystość, ale to mnie już chyba mało bierze bo się powtarza. Potem zaś zarządziła strip tease ze sweterka i udała się do innego pomieszczenia gdzie specjalnym środkiem nasączyła zaplamione miejsce. Zadałem sobie pewnie głupie pytanie –to po co są proszki do prania? No chyba z zasady do usuwania plam , a ta była jak najbardziej standardowa. To dlaczego nie usunie jej proszek?
Z czasów młodości pamiętam pralkę Franię, tarę i mydło Jeleń. Mama normalnie prała w pralce Frani a jak była jakaś szczególnie upierdliwa plama to tarka i Jeleń załatwiały sprawę.
Pogrążyłem się w zadumie , próbując dociec po co zatem proszki do prania jak nie do prania. Przez chwilę myślałem ,że wiem –do nadawania odzieży zapachu, ale okazało się ,że znów się pomyliłem. Do tego są inne środki dodatkowo wlewane do prania, potem dodatkowo Vanish do usuwania plam.
Do czego do cholery służy PROSZEK DO PRANIA? Ktoś mi powiedział ,że do odświeżania. I znowu czarna dziura niezrozumienia. Jeśli coś trzeba odświeżyć to znaczy ,że jest brudne czyli trzeba wyprać a proszek nie pierze. A jak nie jest brudne to można nosić , ewentualnie prasując , bo pogniecione. Nic z tego nie rozumiem, może mnie ktoś oświeci, bo płacąc za mydło Jeleń wiedziałem po co i za co płacę, a teraz to nie wiem ani po co ani za co.

E-mail

E-mail
Dostałem dziś e-mail, a w temacie było ”Krzysztof, zostań testerką perfum” Byłem trochę zaskoczony, bo nikt mnie nigdy nie podejrzewał o jakiś wyostrzony węch. Moje osobiste zdanie o zapachach, właściwie sprowadzało się do binarnej formy tak lub nie, a tu taka odpowiedzialna propozycja.
Już chciałem się zabrać za czytanie treści maila, ale w tyle głowy błysnęło światełko. Oni chcą abym został testerką. Wiedzą ,że jestem mężczyzną, bo piszą do mnie Krzysztof ,a to imię męskie. Ale namawiają mnie żebym został testerką. I tu zimne dreszcze po plecach a wyobraźnia podrzuca obrazy. Najpierw jak mi go usuwają , potem jak mi dorabiają biust/ to odrywanie mięśni od żeber aby zrobić miejsce pod implant, brrr/. Na koniec nacinanie tego, co zostało, aby zrobić to czego nigdy nie miałem.Ten ptaszek , te jajeczka w metalowej nerce oblane krwią-potworne. Oblałem się zimnym potem i koniecznie chciałem wyłączyć wyobraźnię, ale ta podrzucała mi następne obrazki, jak po wszystkim z ułożoną na mej łysiejącej głowie misterną fryzurą siedzę na stołeczku z brodą/ a noszę ją z dumą od trzydziestu lat/ przysypaną puderkiem . Pewnie ją musiałem zgolić, a puder przykrywał odrosty. Rzęsa wyciągnięta jakimś tuszem i do tego usta napomadowane do immentu tym gównem , którego smak mnie odrzuca. I taki „śliczny” z nowymi cyckami siedzę na stołeczku popijam kawę z filiżaneczki z uroczym różowym wzorkiem, a na stole przede mną flakoniczki w różnych kolorach z numerkami dla niepoznaki . Malutkie bibułki na które swoją dłonią z polakierowanymi pazurami zakraplam z kolejnej buteleczki. Potem pomachanie bibułką i głęboki wdech. Zapach wbija się w moje płuca, we łbie zaczyna wirować i co ja do cholery mam zrobić , zachwycić się, czy tak, jak pewnie wymagają zleceniodawcy określić „ wspaniały zapach na wiosenne przedpołudnie, na wyjście z przyjaciółką do kawiarni ”. Ja bym tej kawy po czymś takim nie tknął. Okropna wizja i nie ma kurwa takiej kwoty za jaką bym się dał w to wkręcić.
Treści maila nie przeczytałem , tylko od razu go skasowałem. Trzeba mieć godność.