ktak

Właściwie bez wiodącego tematu, takie tam pisanie co mi do głowy przyjdzie

Wpisy z okresu: 10.2013

Pieski, kotki

Kotki, pieski
Przyszedł dziś do mnie kumpel i powiedział, że zdechł mu kot i musi go pogrzebać. Jak szedłem do pracy to mam przed oknami taki piękny zielony trawnik i jak to usłyszałem to w porywie chciałem mu zaproponować, żeby pochował go na tym trawniku. Ale przecież on ma dom z ogrodem i ma gdzie pochować zwierze. Ja sam pochowałem swoją ukochaną suczkę za magazynem i do dziś znamy to miejsce tylko we dwóch. Koleżka się rozkręcił zaproponował mi otwarcie cmentarza dla zwierząt, krematorium dla milusińskich. Nie za bardzo chce mi się na ten temat myśleć, bo nie bardzo wiem, jaki może być stosunek do zwierząt po śmierci. Nie mam zdania na ten temat, co mi się dosyć rzadko zdarza.
A za to ta trawa zielona.Ta która jest pod oknem przez wiosnę i lato zmieniła trochę kolor, ale cały czas jest zielona, przyjdzie śnieg i ona zostanie zielonkawa a potem na wiosnę zaczną z niej wyrastać nowe pędy. Ale póki co jest zielona jesiennie. To taka specyficzna paleta barw. U nas te barwy jesienne biorą się od liści a na przykład w Szwecji w okolicach Getegorga/ pisownia oryginalna jest inna a już wymowa całkiem dla nas obca/ na skałkach nad morzem królują wrzosowate w różnych barwach z palety naszej trawy teraz. Pięknie to wygląda, oparte o szare i wzburzone Morze Północne. Taka siła przyrody, której tylko mchy i wrzosy potrafią się oprzeć. A nasza trawka jak opoka, trwa bez przerwy. Może właśnie trawa powinna być naszym symbolem narodowym. Bo i wylądować na trawie fajnie i poprzewracać się fajnie, pograć w piłkę fajnie poleżeć na kocyku w zacnym towarzystwie fajnie, oczy nacieszyć fajnie. O innych rodzajach trawy nie wspomnę, ale ogólnie OK. I dalej mi szkoda trawy pod groby psów i kotów.

Tłuszczyk na chlebek

Tłuszczyk na chlebek
Wiele razy smarujemy chlebuś czymś. Masełko , margarynka, sosik spod mięska, smalczyk, a nawet oliwka czy majonezik. Po jaką cholerę przecież od tego ten cały zdrowotny upadek. Ten cholesterol , miażdżyca, otyłość itp. Itd. Samemu sobie robić wbrew? Oczywiście chodzi o to ,że na tymże tłuszczyku wszystko jest lepsze w smaku. Od pieczeni po nutellę czy wręcz obwarzanki ze świeżej cebuli. Nawet kromeczki bułki skropione oliwką smakują pysznie. To kto to do cholery wymyślił ,żeby sobie samemu robić kuku? Jak miałem lekcje chemii w liceum to mnie uczono ,że tłuszcze , uwaga trudne słowo, zmydla alkohol. Czyli Pani Profesor od chemii zachęcała nas aby po spożyciu kanapeczki z pasztetową walnąć lufę. Trochę mało pedagogiczne ale za to logiczne. W poczuciu odpowiedzialności i w zgodzie ze zdobytą wiedzą wraz z kolegami wmuszaliśmy w siebie te niedobre płyny i toast na zdrowie nabierał sensu. Dziwiło nas tylko dlaczego nie puszczamy nosem mydlanych baniek, ale im więcej zmydlaliśmy tym problem baniek tracił na ważności.Po zdaniu na studia zostałem wysłany dwukrotnie na tak zwaną praktykę robotniczą. Nie do końca to lubiliśmy, ale zetknięcie przyszłych inżynierów ze środowiskiem robotniczym różnie owocowało. Na przykład na jednej budowie mogliśmy porównać śniadanka przyszłych „inteligentów’ ze śniadankami robotników. Jakże mnie zastanowiło ,że robotnicy na drugie śniadania jedli ciemny chleb ze słoniną opruszoną w papryce / spore kęsy/ do tego po świeżej cebuli i oczywiście pół litra na trzech. Witaminy i siła plus na poprawę nastroju i koniecznie witaminy. Oni to bardzo lubili , zestaw był taki sam codziennie przez miesiąc, czyli kulinarni konserwatyści. A ja zadumany nad tą instynktowną mądrością, bo pracowali ciężko/ my też/ a z figury wyglądali świetnie / my chudliśmy po parę kilo/.Doszedłem do wniosku ,że to potęga tłuszczu tak działa i że tłuszcz to zdrowie i siła. Te wczesne doświadczenia ukierunkowały moją dietę a teraz myślę ,że może trochę jestem zbytnio w nią zaangażowany i zbyt ortodoksyjny , bo mimo starań daleko mi do ich figur. Moja ortodoksja dotyczy oczywiście każdego ze składników ich diety z tym ,że na czele jest cebula. Czyli posmarowany grubo smalcem chleb obkładam grubo cebulą i każdy kęs popijam kieliszkiem wódki. No dość żartów ale naprawdę role tłuszczu w naszej diecie trudno przecenić. I tak myślę ,że czym w diecie tłuszcz, tym w życiu uśmiech, z nim wszystko lepiej smakuje.

Wesoły magister farmacji

Wesoły magister farmacji
Jakiś czas temu wpadł mi do głowy pomysł na inną niż dotychczas dystrybucję leków, taką spersonalizowaną. Otóż wymyśliłem , że przychodzi klient do apteki z receptą daje ją Panu magistrowi i ten wprowadza ja do komputera a na zapleczu maszyna z różnych już sypkich składników produkuje mu jego pigułki pomieszanych leków jakie ma przyjąć o danej porze powstaje jedna opisana tabletka zawierająca wszystkie niezbędne leki. Na tabletce napis Pan …. A potem data i godzina spożycia / według recepty/ . Bardzo byłem dumny z tego światłego i nowoczesnego rozwiązania. Ale zaczęły się wątpliwości, co będzie gdy w to wszystko śliczne elektroniczne wmiesza się tytułowy magister farmacji. I już widzę jak do środków na ból głowy dodaje np. lek powodujący lekki ból z drugiej strony na zasadzie głowa boli dupie lżej. To znowu wyobrażam sobie miłośnika fitness i zdrowego trybu życia jak przychodzi po mega porcje witaminek i rzeczony magister dosypuje lekką rączką do tej mieszaniny coś lekko przeczyszczającego nie przerywającego snu. A potem mięśniak idzie na siłkę, dresiki , brzuszek wciągnięty, i przed lustrem wyrywa sztangę 135 kg , dziewczęta patrzą, on ma ciężar nad głową, a zwieracz popuszcza. No brutalne sceny na siłowni. Albo starszy Pan pod 70 przychodzi do apteki po leki na prostatę a ten cholerny magister domieszkuje ja Viagrą i to ilościach ,że starszy Pan za młodu takim kozakiem nie był. W domu Babcia patrzy na niego łakomym wzrokiem , dokarmia a on kombinuje jakby to cholerstwo opuścić. Mokre okłady i inne sposoby nic nie dają, Babcia też. Babcia przychodzi do apteki a wesoły farmaceuta dosypuje do proszków na sen np. kokainkę. Babunia usnąć nie może ale za to jaką ma werwę, jakie ciekawe rzeczy robi. A ile wesołych sztuczek można zrobić z hormonami. Jednak przed farmacją rozciągają się nieograniczone możliwości , a jak do tego dołożyć kreatywnego magistra to ludzie trzymajcie się. I jak to porównać z takimi sposobami medycyny ludowej jak czosnek, miód itd.
W ogóle z tymi starymi metodami to kino. Kiedyś rzucił mi się w oczy program TV gdzie taki szaleniec uwielbiający przyrodę , naturszczyk, znęcał się nad pałką wodną. Najpierw latał z łopata po bagienkach i gdy dorwał pałkę wodna opowiadał jak z pałki można zrobić poduszkę, podpaskę i inne wato pochodne, a potem dobrał się do kłącza. Kopał zajadle , niszczył te rośliny i zachwalał , że te kłacz są jadalne. Potem w suchszym miejscu wykopał dół wyłożył kamieniami rozpalił ogień i czekał na żar. Na żar położył jakieś zielsko potem kłącza pałki , a po namyśle dwa kawałki kurczaka. Znowu zielsko , zasypał to wszystko i kazał czekać 12 godzin. Rozgrzebał to wyciągnął kłącza pałki i spróbował ugryźć. Nie bardzo wyszło więc stwierdził ,że palkę można wysysać- ale odkrywca. Dobrze ,że czujnie dołożył mięsko bo zmarniałby na tej pałce.

Zmiana czasu

Zmiana czasu
Tak mi się w tym roku połączyła zmiana czasu z wizytami na grobach. Przesuwaliśmy zegar z 3 w nocy na 2. Czyli gubiliśmy godzinę. To znaczy z naszego życia umknęła godzina czyli ,że przez tą godzinę nie mogliśmy nic zrobić bo jej nie było. I naszło mnie pytanie , a jakby tę godzinkę oddać zmarłym by bezpiecznie mogli na chwilkę wrócić do życia i pozałatwiać rozpoczęte za życia sprawy? Ale jedynie w obrębie cmentarza. I wyobraźnia już działa . Ciemność choć oko wykol a na nekropolii ruch jak cholera. W grobach rodzinnych awanturki lub przerwane połajanki, wypominki , opowiadania w stylu jak odeszłaś mamo…… Czy inne, Ty cholerny dziwkarzu, dopiero po Twojej śmierci się dowiedziałam o tej Piotrowskiej. Gdzie Ty miałeś oczy? Czy z innej beczki to mówisz synku ,że miałeś trójkę dzieci, nie dziadku ja byłem czwarty odzywa się piskliwy głosik z tym ,że to nie mój tata.
W zacisznej alejce czterej panowie ofiary wypadku drogowego kończą kolejną flaszkę z zapasu jaki wieźli na imprezę. Piją na łyki. Hienu po jednym łyczku i dookoła , przecież z braku światła nie możemy walić pod palec. Pijemy na słuch. Przyjemnie wrócić na nowo do starych nawyków. Szkoda ,że nie ma czym zakąsić ale i tak jest nieźle.
Skremowani ledwo zaznaczeni popiołkiem latają bo nogi nie niosą i w takim wesołym pląsie starają się nie zapomnieć drogi powrotnej do swojej urny. Wymieniają uwagi z kolegami z alejki. Dyskutują o starych sprawach. Młodsze roczniki płci pięknej dyskutują o ostatniej modzie i nie mogąc się nadziwić łapczywie słuchają opowieści świeżo przybyłych. Oczywiście nie mogą sie nadziwić temu bezwstydowi i swobodzie obyczajów. W miłej atmosferze godzinka szybko mija.
Wniosek jest jeden, po tamtej stronie nie musi być tak źle a cierpliwi dowiedzą się ciekawostek na długo po tak zwanym zdarzeniu ubezpieczeniowym / terminologia autentyczna używana przez firmy handlujące polisami na życie/. Nie ma się czego bać.
A wszystko to………… bo czas się zmienia……………

Poranek pesymistów

Poranek pesymistów
Halinka i Jurek obudzili się jak zwykle w małżeńskim łożu . Przez dłuższą chwile nie odzywali się do siebie, nabierali dystansu. Zaczęła jak zwykle Halina narzekając ,że w życiu jest tak strasznie ,że jej się nawet oczu nie chce otwierać. I jeszcze to cholerne słońce , parzy , razi po oczach ,wywołuje bóle głowy dodał Jurek. Po prostu żyć się nie chce. Co tam nie chce , nie można wzmocniła odczucia Halinka. Skończmy już te męczarnie, bo na bank wszystko pójdzie nie tak zaproponował Jurek. Żyły podrzuciła Halinka i szybko pobiegła do kuchni po nożyk. Wskoczyła z powrotem do łóżka z nożem z kompletu stołowego . Ty pierwszy powiedziała uprzejmie. Jurek wziął od niej nóż i zaczął podcinać sobie żyły w lewej ręce. Nożyk rozcinał zwykle kotlety mielone ale z żywym mięskiem radził sobie słabo, więc zamiast fontanny posoki z rany Jurka spływały małe i wymuszone kropelki krwi. Czy CI na mózg padło krzyknęła Halina, całą pościel pobrudzisz i jak ja to dopiorę? Halina jakby zapomniała co i po co mają zrobić. Jak taka mądra Jesteś to sama zaczynaj krzyknął Jurek i oddał jej nożyk. Halinka elokwentnie popatrzyła na narzędzie do ostatecznych rozstrzygnięć i głośno powiedziała , no przecież oni nawet porządnego noża nie potrafią zrobić. Będziemy się wieszać zawyrokowała, znów wstała i przyniosła z kuchni sznurek i stołeczek. Zaczynaj buńczucznie krzyknęła do Jurka, ten posłusznie zawiązał pętlę założył na hak od lampy , drugą pętlę na szyję i stojąc na stołku rzucił okiem na Halinę a upewniwszy się ,ze ma wszystkiego dość odepchnął stołek. Sznur się naprężył a zaraz potem zerwał pod ciężarem Jureczka. Co za Baran z Ciebie zrzędziła Halina, ty nawet się nie potrafisz powiesić. A swoją drogą co za sznury oni robią beznadziejne. Będziemy się truć zaproponowała. Zaraz żonka Ci coś przyrządzi krzyknęła obiecująco. Jurek miał co prawda wątpliwości czy po próbie samobójczej coś przełknie , bo jednak trochę go gardło bolało ale z drugiej strony powodów do odejścia z tego świata przybywało. Do pokoju wkroczyła Halina i już na ten sam widok Jurek zapragnął wypić to co przyniosła. Sięgnął ręką po kubeczek wychylił zawartość jednym łykiem nawet nie pytając co pije. Ułożył się na poduszce i czekał na efekt. Długo czekać nie musiał. Poczuł okropne skurcze w żołądku i wypadł z łóżka do łazienki gdzie zwymiotował cała zawartość żołądka. Co to za cholerne Zycie nawet zwykłej trucizny nie potrafią zrobić zrzędziła Halina. Ubieraj się idziemy na autostradę tam nas na pewno coś przejedzie. Wyszli z domu i pieszo udali się na autostradę. Stanęli na środku i czekają, Mijają minuty i nic nie jedzie. Po kilku następnych minutach zobaczyli transparent informujący ,że otwarcie odcinka odbędzie się za dwa dni. Nawet autostrady nie potrafią zrobić podsumowała Halina.
ONI WSZYSTKO PIEPRZĄ I JAKIE MAMY Z TEGO POWODU PROBLEMY.

Misio

Misio
Gdzieś dopadłem przyrodniczy film o niedźwiedziach i ich zwyczajach. To było już dawno ale na melodię „Gdybym był bogaty” pod prysznicem przyszło mi do głowy „Gdybym był niedźwiedziem” i się zaczęło. Znowu piosenka „Cesarz to ma klawe życie” a ja „Niedźwiedź to ma klawe życie”. No jak nie, jak tak. Gdybym był niedźwiedziem to teraz wielkie żarcie, siedziałbym i pochłaniałbym te steki, golonki łososie i tylko bym popuszczał pasa i jeszcze te desery , słodkości różne a potem w lusterku bym się oglądał i komentował – jeszcze mizernie kochany wyglądasz , no w tym stanie zimy nie przetrzymasz i znowu do stołu i żarełko od nowa i bułka i piwo i jeszcze gicz cielęca i bułka i piwo jak kiedyś zachwalał dietę Rewiński. Potem znów do lusterka , niezadowolenie i powrót do stołu. Kiedy by już było ciężko chodzić to bym sobie wymościł gawrę i komara do wiosny. Nic by mnie nie obchodził chłodek, wichry czy ten cholerny śnieg. Przychodzi wiosna , budzę się , ze trzy dni przeciągam się , wychodzę z grajdoła i, sama przyjemność, rzut oka w lustro a tam linia jak u dwudziestolatka, po prostu laska lub ciacho. Najpierw długie siusiu, bo to jednak parę miesięcy to się nazbierało, potem grubiej , no tu to się wszystko przerobiło. Werwa jest, samiczki opuszczają norki, też laski wyszczuplone , chętne, świadome swej seksualności , więc jakieś zbliżenia a potem już nic tylko żreć do końca jesieni. Acha, w czasie tych zbliżeń trzeba dać po ryju konkurentom , więc się daje, a na starość to lepiej z tych amorów rezygnować i skupić się na jagódkach i łososiach. I to zasadniczo wszystko o niedźwiadkach i ich cudownym życiu w ostępach Alaski. I bardzo by mi to odpowiadało gdyby nie fakty ,że nie mam wizy pobytowej na tak długo, nie lubię łososi na surowo i mam trudności z chwytaniem ich w zęby. Pazurki mam obcięte, no nie żeby manicure ale jeśli chodzi o przystosowanie to niedźwiedź ze mnie jak z koziej dupy trąba. Po pierwsze bym się nie mógł wystarczająco najeść, bo skąd na to brać, po drugie Żoneczka nie okazuje niedźwiedzich skłonności ,więc musi jakoś zimę przetrzymać, a ja musze o to zadbać, a po ostatnie to łeb by mi strzaskała gdybym z naszej milutkiej sypialni zrobił gawrę. Czyli jak by nie patrzeć wszystko nie tak. Są tacy co mają pecha w życiu.

Obcinanie paznokci

Obcinanie paznokci
Czasem oglądam programy kulinarne i tak patrzę jak przez ok.80% czasu antenowego kucharze tną na różne kawałki różne rzeczy. Oczywiście dwie najbardziej popularne to cebula i czosnek. Cebula to wiadomo w kostkę , plasterki, półplasterki i piórka. Oczywiście dochodzi do tego jeszcze wielkość rzeczonych cebul. Ale zanim prowadzący dojdzie do ciachania cebuli trzeba ją obrać, najczęściej po tym procederze zostaje pół cebuli więc ekonomicznie uzasadnione to nie jest. Szczątki cebuli po obraniu osobnik na wizji szybko tnie wielkim nożem na małe kawałeczki. Przyznam się ,zawsze czekam ,żeby się zaciął , bo najbezczelniejsi siekają i patrzą w kamerę. A taka utrata opuszka tylko doda potrawie smaku i ciekaw jestem ile razy to się naprawdę zdarzyło? Dalej czosnek i tu się chłopakom nie chce obierać więc mówią teraz zmiażdżę ząbek lub dwa i walą nożem na płasko w niewinny biały i pachnący gębuś. Zostaje miazga , trochę łupin zdejmą , reszta do gara. Czasami siekają ale uprzednio obrany przez inspicjenta ząbeczek znowu na pamięć i znowu bezkrwawo. Po posiekaniu koniecznie na rozgrzaną i tu pada nazwa tłuszczu i zeszklić. Jeśli dodamy do tego wywar to mamy zasadniczo podstawę do 90% potraw. Reszta to drobiazg , bo pokrojenie marchwi, ziemniaków , mięska , selerka to drobiazg wszystko w dużą kostkę i spokój.
I tu mój wniosek racjonalizatorski . W lodóweczce mamy już uprzednio przygotowane wiadro rosołku, miseczkę posiekanej cebulki i filiżaneczkę zamrożonego czosneczku. Czosneczek i cebulkę zamrażamy posiekaną drobno. Do tego możemy zamrozić pojemniczki innych składników jak mięsko, ziemniaczki , marchew itp. Gdy przychodzi pora posiłku z lodóweczki na patelenkę lub do gara wylewamy dowolny tłuszcz, dodajemy dwie trzy łyżeczki cebuli, małą łyżeczkę czosnku, potem po łyżce lub po dwie innych składników- losowo / oczywiście po zeszkleniu cebulki i czosnku/.Sól i pieprz do smaku, i zamyślamy się jak nazwać potrawę i tu wymyślamy np. potrawka pasterzy z gór……/ wstawić dowolne góry/, posiłek płetwonurka, gulasz spawaczy itp. Rodzinie mówimy o okresie eksperymentalnym w naszym życiu. Acha, a na koniec koniecznie trzeba posypać zielonym, dowolnym. Jak rodzina lubi ostro to przed duszeniem chili lub curry. Im więcej tym lepiej .
Nie zjedzą? Zjedzą a jakie mają wyjście, i jeszcze będą chwalić ,że matka eksperymentuje. I jeszcze jedno, paznokieć w zupie podkręca smak, szczególnie świeży.

Chełm

Chełm
Dzisiaj o miejscu. Byłem kiedyś z Żoneczką na wycieczce w mieście Chełm. Miasto o tyle mi bliskie ,że przez 20 lat mieszkałem na ulicy Chełmskiej. I właściwie nic o tym miejscu nie wiedziałem. Nasza przyjaciółka z którą jeździmy po Polsce wynalazła informacje o ciekawych grotach pod miastem. Przyjechaliśmy i okazało się ,że pod całym rynkiem , dosłownie pod każdym domem są wykopane przez właścicieli ogromne piwnice z których pozyskiwano kredę. Weszliśmy tam pochodziliśmy po krętych korytarzach, czasem nawet dwupoziomowych. Straszono nas duchem Bieluchem – od razu mi się skojarzył z serkiem. I niby wszystko, ale wspomnienie zostało. Tak myślałem, że mieli pod domami połączone schrony, a w nich przechowywali ziemniaczki , marchew i np. beczki z kapustą. Jeśli tak to jakie fajne to musiało być przeżycie jak ktoś otworzywszy w domu drzwi do piwnicy wywoływał przeciąg. Rozpoznawanie zapaszków na całego. Na przykład siedzę z Żoneczką w piwnicy i dolatuje do nas zapach powiedzmy wędzonej kiełbaski i już wiemy ,że to Kowalska spod 14 do bigosu , bo jednocześnie zaleciało kapuchą. Z kolei z drugiej strony doleciał bobrze zanany zapach wyższych frakcji alkoholu , wiadomo Nowak z beczki pobiera bimberek. Im dalsza piwnica tym trzeba mieć subtelniejszy węch. A tu nagle inny zapach , zapach serka i wniosek Kwiatkowska odsącza zsiadłe na serek. Zabawa na całego. A ile niespodzianek zapachowych, silny zapach czosnku i zgadywanka , kto , co gotuje? O innych zapachach nie wspomnę przez wrodzoną skromność. Oczywiście chodzi o zapachy soczków np. malinowych , truskawkowych, ale nie tylko. W ciągłych przeciągach mogli wieszać pranie a więc zapach ługu sodowego i wiele wiele innych. To zgadywanie pewnie było lepsze niż teraz teleturnieje typu ” Jaka to melodia „. Bez telewizji siedzieli sobie tak cichutko i np. słuchali jak sąsiadka z domu sześć numerów dalej nuci piosnkę o Jasieńku. I to była rozrywka , bez playbacku, szczególnie polecana na długie zimowe wieczory. Jak zgłodnieli to z beki ogóra kiszonego wyciągali i chrupali aż echo szło.
A jak kreda przeszła tymi ogórami , kapuchą to dzieci w szkole mówiły – dziś piszemy od Kwiatkowskiej a następnego dnia kredą od Zielińskiej bo zalatywało np. wędzoną rybą. I życie było prostsze i może powolniejsze ale pewne i strach pomyśleć ,że jak tak ludzie dzisiaj łażą po tych lochach i jak każdy skubnie kawałek tej kredowej skały to to się musi zawalić.

Jak powstaje myśl

Jak powstaje myśl
Tak sobie leżałem przed zaśnięciem i myśli latały po głowie, ale jedno mi zaświtało. No fajnie jest latają ale jak taki proces się inicjuje. Czyli wciągnęła mnie inicjacja. Myśli oparte o bodźce pobierane przez organy ,ze wstydu wymienię tylko niektóre, jak oczy ,uszy to zrozumiałe. Pyskowanie najbliższych też pobudza myślenie. Ale co pobudza , inicjuje, myślenie o wodzie na Marsie w łóżku o drugiej w nocy. Dla uproszczenia , spokojny sen partnerki nie ma tu nic do rzeczy. Co inicjuje taki proces? Pozostałości z dnia? Zatem jak zalegnę i nie myślę o tym żeby się nie przewrócić, co zjeść czy wypić, uspokoję się wymyję i zamknę komputer, wtedy po kolei przychodzą myśli zgromadzone w ciągu dnia i mnie nękają? To znaczy jest jakaś kolejka i przychodzą po kolei. To też trochę dla mnie krępujące ,że ta kolejka nie jest zbyt długa, dwie trzy myśli max. Czyli debil jestem , bo przez cały dzień tylko tyle zostało? Wolę wersję optymistyczną ,że setki czy tysiące załatwiłem w ciągu dnia a te parę sztuk wieczorem, śmieci, pozostałość po procesie. No nic przyjmiemy tę wersję , tylko dalej nie wiadomo co spowodowało ,że w ogóle powstały. O tej wodzie na Marsie to czytałem z miesiąc temu i co tak długo trwało tłumaczenie, bo niby czytałem angielską wersję? Nieprawda , bo wtedy to już rozumiałem po polsku, to co do cholery spowodowało ,ze właśnie dziś po legnięciu mi to przyszło do głowy? Jakiś porąbany krasnal mi to z dysku odtworzył? Żona pobudziła mózg spokojnym oddechem? Za cholerę się nie domyślam i z drugiej strony trochę się obawiam tych niekontrolowanych przemyśleń, bo to nigdy nie wiadomo co do łba strzeli. Jak nie mam kontroli nad myśleniem to być może ją stracę nad wykonywaniem a wtedy drżyjcie warzywa , owoce bo wpadnę w szał obierania i będę obierał co się da, co młode i zdrowe. Na przykład

Piłek tenisowy czyli erotyka na korcie

Piłek tenisowy czyli erotyka na korcie
Wieczorem , a właściwie w nocy przeleciałem przed snem kanały TV. Na którymś Eurosporcie była transmisja z meczu tenisowego dwóch uroczych tenisistek. I jak to u mnie wyobraźnia ruszyła.
Patrzyłem na ekran i pierwsze pytanie jakie mi do głowy przyszło to jakiej płci są piłki. Odpowiedź była natychmiastowa, w meczu damskim piłki są męskie. I kombinuję jakie odczucia ma ten piłek w czasie meczu. Opisze to z jego pozycji.
Opowiadanie Piłka
Na długo przed meczem mnie i wielu kolegów wrzucono do kosza na piłki, ale przedtem taki straszny chłop ściskał każdego z nas , sprawdzał, a nawet ważył. Jak powiedziałem znalazłem się w koszyku , pogoda super , nagrzany kort oddaje ciepełko i gdyby nie to ,że koledzy nie trochę ściskali to bym może nawet przysnął. Ale zaczęli się schodzić widzowie , w niektórych miejscach niezłe laski, po korcie biegają młode dziewczynki, a na tron przy słupku z trudem włazi sędzina. W końcu wychodzą zawodniczki. Pierwszy set dla mnie właściwie bez historii , choć te ruchy przeciwniczek na korcie , naprężone mięśnie, falujące biusty. Oglądać sama przyjemność. Kolegów ściskających mnie z góry coraz mniej, ucisk zelżał. Pod koniec drugiego seta zaczęło się najpierw ktoś szybko zabrał mnie z kosza i szybkim ruchem rzucił w stronę jednej z zawodniczek. Delikatne odbicie od kortu i złapała mnie . Najpierw miętosiła przez chwilę w rozgrzanej dłoni, wyczuwała każdy milimetr mej owłosionej skórki/ prawie szczytowałem/, a potem zdecydowanym ruchem wsadziła mnie tam gdzie chciałem się najbardziej dostać. Pod spódniczkę , pod majteczki. I to nic ,że guma od majtek bezlitośnie piła , serwując moim kolegą wprawiła w ruch swoje boskie kształty. Napinające się mięśnie, zapach rozgrzanego ciała .Byłem w niebie , wszystkie włoski na mojej powierzchni każdym milimetrem chłonęły niezwykłość sytuacji /erotyczne eldorado/. Byłem rozgrzany , gotowy na wszystko. Wtem jednym śmiałym ruchem zostałem wyciągnięty spod spódniczki . Słońce mnie oślepiło , parę mocnych uścisków i znowu w górę , świat się kręci i nagle bach, uderzenie rakietą, nie czuję bólu tylko rozkosz, nabieram prędkości , mknę, świat wiruje i jeszcze mam w uszach erotyczne „Ech” zawodniczki , gdy znienacka uderzam w kort. Odbijam się jest cudownie i wtem znowu to „ Ech” i kolejne uderzenie. Szaleństwo i jeszcze raz i jeszcze. Oszalały ze szczęścia padam na kort. Znowu mała ręka porywa mnie i rzuca do zawodniczki. I znowu szczęście , pod spódnicę, a tu inne ciało, inna wilgoć, inny zapach. Oszalałem. Wymiana znowu trwa i krzyk zwycięstwa. Uderzony od spodu lecę w stronę trybun. Łapie mnie dwudziestoletnia dziewczyna, biegnie do zawodniczek , one się na mnie podpisują i ściskany w ręku jadę z nią do domu. Umieszcza mnie na półeczce i tu wreszcie mogę spokojnie przeanalizować ten wspaniały , jedyny dzień.
I co nie mają niektórzy szczęścia? Może życie Piłka było krótkie, ale ileż emocji a i erotyka, że hej.