ktak

Właściwie bez wiodącego tematu, takie tam pisanie co mi do głowy przyjdzie

Wpisy z okresu: 11.2013

Kontrapunkt

Kontrapunkt
Potocznie to się nazywa punkt odniesienia, ale kontrapunkt brzmi tak elegancko, ze nie mogłem sobie odmówić. I ta potoczna nazwa i jej znaczenie będą treścią tego wpisu. Zawsze mnie bawił dowcip jak to w Rosji ogłoszono konkurs na nowy rodzaj rozkoszy i przyszedł Wania postawił na stole kowadło, wyjął młotek, a na kowadle położył jądra. Potem silnym uderzeniem trafił w nie i zawył z bólu. Przewodniczący pyta jak on odczuwa rozkosz, a Wania na to, jak nie trafię. I to jest względność, to ten kontrapunkt dla rozkoszy. Wielu ludzi traci jednak z Pola widzenia ten punkt odniesienia i wtedy zanika sens tego, co robią. Jak się spędza lato w mieście to, gdy się trafi wyjazd 30 km poza miasto i tydzień w lesie to jest super, bo jest odniesienie. Lecz gdy się to odnosi do wczasów nad morzem to jest to nic, bo tamto lepsze. Jak się chodzi do pracy pieszo, a potem jest możliwość skorzystania z autobusu to mimo ścisku jest ekstra, bo się na łeb nie leje? I tu występuje dziwne zjawisko, ten punkt odniesienia dzięki istnieniu, którego te wakacje czy autobus są darem bożym stopniowo zanika a jego miejsce zajmuje sytuacja obecna, bo przecież można lepiej. Gdy ktoś się wyprowadzi od Mamusi z pokoju, w jakim mieszkał z bratem do małej kawalerki to jest przeszczęśliwy, ale po roku zauważy, że kawalerka kolegi jest większa i będzie chciał dwa pokoje. I wydaje się, że to jest mechanizm rozwoju, droga do szczęścia. Może tak jest, ale zapominanie o tych początkach prowadzi do deprecjacji własnych osiągnięć, własnej wartości i ustawia wielu ludzi w pozycji gorszego. Nasza wspaniała Żona/Mąż po roku dwóch okazuje się gorsza w szydełkowaniu/ naprawie pralek od Żony/ Męża kolegi. I bardzo się szybko zapomina, że ta inna Żona/Mąż szydełkuje/naprawia od święta a na co dzień to nie umie nic innego zrobić dobrze. Ale powód do gadania partnerowi jest. Szanujmy swoich partnerów, swoje i ich dokonania, bo to stanowi fundament życia. Ci, którzy o tym zapominają właściwie przez całe swoje życie nie mogą się odnaleźć. A co krzywdy narobią dokoła.

Sałatki

Sałatki
Kiedyś się zastanawiałem nad fenomenem sałatek. Niby produkty znane, osobno lubiane ale dopiero w sałatkach uzyskują właściwe dla siebie miejsce. Nie wspomnę o tych popularnych warzywach typu marchew, pomidor , cebula czy papryka. Je można zjeść właściwie w dowolnej konfiguracji ale inne , te mniej popularne jak owoce granatu, śliwki, kiwi, awokado czy temu podobne? Też są konsumowane w sałatkach. Szczególną rolę mają oliwki, dużo ludzi ich nie lubi a w sałatkach proszę bardzo nawet te najmniej lubiane czarne wchodzą. Ale samo pomieszanie zielska z owocami , warzywami nie daje przecież sałatki. Trzeba dodać sos. I tu cały arsenał możliwości od tych na bazie oliwy po soki z owoców i mnóstwo dodatków , które te politurę ubarwią. A na koniec przyprawy i to już wysublimowane zadanie. Trochę tego przełamać czym innym i wtedy we łbie zaczęło iskrzyć , bo ostatni etap to ma to jeszcze ładnie wyglądać. Przecież żaden chłop by tego Ne wymyślił , no chyba ,że taki bardziej kobiecy. I w głowie zaczęło się układać rozwinięcie pewnego jakże dobrze znanego algorytmu postępowania. Dziś założę tę zieloną spódniczkę, do niej jakąś bluzkę. Jaką? Może tę białą, no nie to nie pasuje, to tę żółtą, o tak ta ładnie wygląda. A jakie rajstopki? Te zbyt ciemne , tamte zbyt prześwitujące. No nie, muszę kupić sobie nowe. I tak powstaje baza sałatki. Potem dodateczki, buciki, apaszki, paseczki. Gdy to ustalono jako sosik przychodzi biżuteria, a więc zegarek , bransoletki , kolczyki i co tam jeszcze. I na koniec przyprawy czyli malujemy usteczka, oczęta coś na buźkę i sałatka gotowa.
A teraz to samo w męskim wydaniu. Gryziemy kawałek ogórka, potem pomidora i papryki. Czasem przedtem solimy, pieprzyk rzadko. Zakładamy jakieś spodnie, jakąś koszulę, skarpety i buty. I po sałatce.
Więc chyba jednak się ciutkę różnimy. A sałatka jest zdecydowanie rodzaju żeńskiego.

Panowie

Panowie
Dzisiaj o tym jak mało sprawiedliwe jest życie dla niektórych mężczyzn. Ja zasadniczo o chłopach nie mam najlepszego zdania ale są sprawy , które z racji mojego poczucia sprawiedliwości mnie wkurzają. Otóż wszem i wobec słychać o biednych kobietach porzuconych przez pijaków z gromadą dzieci / które chyba pijak sam robił, bo kobieta jest niewinna/ . I te skrzywdzone przez los kobiety są naprawdę biedne ale często i współwinne swojej sytuacji. Natomiast pół słowa nie słyszę o nieszczęściu chłopów , którzy zostali „złapani” na ciążę. Iluż to panów w stanie lekko wskazującym ,gdzie mu się wszystko podobało, zostało wrobionych przez przyszłe szczęście i usłyszało – Stefan , będziemy mieli dziecko, cieszysz się. I co miał powiedzieć Stefan , co drugi słabym głosem powiedział –Tak. I zaraz padło następne, pytanie stwierdzenie- Musimy się pobrać. Najlepiej i tu już Panna Młoda przejęła pałeczkę. Ślub się odbył , poród też, a pani zaczęła pokazywać rogi. Za mało zarabiasz, jak Ci nie wstyd ,że ja tak wyglądam , czy Ciebie naprawdę nic nie interesuje , jak były koleżanki milczałeś cały czas . Wstyd , że mam takiego męża / po prawdzie to nikt jej nie zmuszał , sama chciała/. Potem – jedziesz na delegację , super odpocznę choć kilka dni. I tak dzień za dniem , zła pogoda , jego wina, wojna na bliskim Wschodzie , jego wina , proboszcza zmienili też jego wina. Zawsze źle , zawsze pod górę. A on co ? Kocha swoją pociechę, ale i to matce przeszkadza i podpuszcza dziecko, zobacz jaki to nieudacznik ,jełopa. O gdybym trafiła na odpowiedniego partnera , a tak zakochałam się w tym durniu / łże jak najęta/ . I takich małżeństw jest od cholery, bo wypada mieć męża, przecież koleżanki mają i z kimś w końcu to dziecko też trzeba mieć. I jeszcze najbardziej skrajna postawa, wezmę spermę z banku i zapewnię dziecku i matkę i ojca. A te to już bym po prostu dusił , bo to szczytowa głupota i bezczelność, a ponad wszystko egoizm. Jak tak myślę o tych setkach tysięcy chłopów w takiej sytuacji to się zastanawiam. Czy te kochane kobitki pomyślały choć raz o przyszłości dziecka z jego punktu widzenia?

Całuski

Całuski
Jednym z milszych sposobów okazywania miłości są pocałunki. Forma lubiana i powszechnie akceptowana, nawet można powiedzieć stanowiąca stały element zachowań godowych wśród ludzi. Czy i inne żywe istoty stosują tę czynność w swoich zachowaniach tego typu? A gdyby tak? Namiętny pocałunek ludzi kojarzy się z jedzeniem sobie z dzióbków u np. gołębi. Bo to i urocze i higieniczne. To samo robią jastrzębie, pustułki itp. Ale to już nie jest takie śliczne , bo one wsuwają myszy. Obrzydlistwo. A jak pytam mają to upolowane cudo zanieść do gniazda , w reklamówce , foliowane i w plecaczku? Więc gołąbek i ziarenka tak jastrząbek i myszka nie. Ok. A np. ślimaczki takie unurzane w śluzie wspinają się staja na ogonkach i buzi śliniąc się? Też nie? A taki na przykład namiętny pocałunek krokodyli z jęzorkiem. Te ząbki w ząbki , te szeroko rozchylone wargi i zmętniałe od namiętności oczka. Potem nurek pod wodę i tu się wstrzymajmy , niech mają trochę prywatności. A te małe rybki podpływające do siebie z dwóch stron i tymi dziobkami robiące O. Urocze, ale już na przykład dwa rekiny ,całujące się ząb w ząb to nie. A szkoda , bo tam jest ostro ząb się sypie. A walenie, chodzi o ssaki morskie, dwa wielotonowe cielska unoszą głowy z hektolitrami wody i fiszbin w fiszbin. Poezja potęgi i namiętności. Są jeszcze splecione w miłosnym pocałunku węże i ten cholerny brutal lew , co się w ogóle nie umie całować tylko skubany gryzie swoją wybrankę. Cham i prostak ,zero finezji, brutalny dziki seks. Nie mam dla niego szacunku. Bo pieski to się przytulają liżą sobie pyszczki a to bydlę ryczy i gryzie. Ale najbardziej ze wszystkich podoba mi się buziak żyraf , splecione wokół siebie szyje , zamglone oczy i te czarne jęzory. Podsumowując pocałunki wymagają dużo tolerancji a ich formy mogą być niezwykłe. Uczmy się , na początek proponuję na krokodyla lub hipopotama. Rozochoceni pójdziecie dalej.

Twardowski

Twardowski
Zawsze zadziwia mnie jak strasznie marnotrawi się pieniądze na badania naukowe. Od lat obserwuję próby zbadania Marsa, kolejne łaziki, ekspedycje itp. Główne pytanie dzielnych naukowców amerykańskich to to czy tam jest woda? Niby znaleźli ślady lodu i są prawie pewni ,że jednak pod czapami na biegunach są duże pokłady wody, ale piszą o tym bez przekonania. Pewnie chodzi o wyciągnięcie kolejnych miliardów od rządu. To tak trochę jak z polskimi filmowcami , robią filmy dla siebie i dziwią się ,że mało jest chętnych by za to płacić. W związku z powyższym pomyślałem jak znaleźć wodę na Marsie znacznie taniej. I wymyśliłem. Koszty znikome. Mamy przecież na Księżycu swojego ambasadora, niejakiego Twardowskiego, który posiada tę cudowna własność ,że potrafi zasadniczo z niczego utoczyć pół beczki gdańskiej wódki. I już jest paliwo. Po zatankowaniu Twardowskiego i Koguta , to nie ma siły by nie doskoczyli z Księżyca do Marsa. Nawet chyba muszą uważać aby nie przesadzić z długością skoku. Podróż krótka ot 15 minut z prędkością światła. Lądowanie poprzez machanie , piórami oczywiście, potem trzeba chwilę poczekać aż kac zacznie toczyć koguta. Ta cholera na głodzie znajdzie wodę i na głębokości 100 metrów. Napiją się odpoczną i znowu w przyzwoitej odległości Twardowski utoczy gdańskiej , Kogut skacowany znajdzie wodę. Przez tydzień opanują wszystkie ważniejsze źródła , znów pól beczki gdańskiej i powrót na Księżyc. Są jeszcze małe problemy, bo jak wrócą to kto się z nimi dogada? Trzeba wysłać rodaka i tu sądzę społeczność się zrzuci / ta międzynarodowa , bo jak my byśmy się zrzucali to oni by tam dokonali żywota a przekonanie niektórych by nadal trwało/ i problem drugi to musiałoby to być szybko ,żeby nie zapomnieli gdzie byli. Prawda , jakie odkrywcze , tanie , wręcz genialne? Skromny autor to ja.

Dystans

Dystans
Załóżmy ,że stoisz na skale nad wielką równiną i patrzysz przed siebie. Słoneczko świeci, wiatr wieje. Widok do zakochania. Człowiek czuje w sobie potęgę. Świat pode mną, jestem wielki. Nagle znad wzgórza nadlatuje helikopter i zakłopotany pilot myśli , co za fiut tu wlazł , to przecież niebezpieczne i pogoda zmienia się szybko, a on tylko w dresiku i okularkach słonecznych – po prostu kretyn. Nieco niżej na zboczu skubie roślinki niedźwiedź grizzly , patrzy w górę i myśli o drugie danie. Nie ucieknie mi. A Ty stoisz nieświadomy tych opinii i napawasz się widokiem. Twoje ego rośnie, poczucie własnej wartości też, nie myślisz o niebezpieczeństwach. Z tego letargu wyrywa Cię ryk niedźwiedzia i spieprzasz gdzie pieprz rośnie. Jest szansa ,że nie połamiesz nóg i uciekniesz. Jak Ci się uda to albo się nauczysz pokory i zdasz sobie sprawę z własnych ułomności albo nie i za następnym razem misio Cię dorwie. Takie igranie z losem jest jak narkotyk, bardzo wciąga. Nie ma mowy myśli śmiałek lepiej się przygotuję wezmę strzelbę i może mi miso…. A jak Cię zajdzie od tyłu to Ci strzelba nie pomoże. Nieważne śmiałek idzie i znowu się upaja. Tym ,że jest ponad wszystkim, że jest wielki i wspaniały a jak tylko miso się pojawi to go skubańca odstrzeli. I tu dopiero będzie powód do dumy, zdjęcia komórka , wpis na pejsa, wywiad o niebezpiecznych górach , bo przecież on poszedł obcować z przyrodą. Tak dla zdrowia. Pół słowa o ego i prowokacji wobec misia. Co zwierżę winne ,że bęcwał mu lezie w szkodę. A on na zieleninie, na jagódkach , korzonkach. Kawałka mięsa nie miał w ustach od miesięcy. Jak ma przetrwać zimę, w spokoju w gawrze przyciąć Komarka. Jagódki to są dobre dla modelek z wybiegów a nie dla niego. Więc się rzuci na obiadek i tak naprawdę trzymam za niego kciuki, bo po kiego walca facet tam lazł. Tylko z próżności, powszechnie akceptowanej i podziwianej. Ale jakby ktoś facetowi w bloku na dziesiątym piętrze wlazł do domu przez okno, to ten by wezwał policję dwulicowiec. Dystans wobec tego co się robi jest chyba najważniejszy.

Gołębica

Gołębica
Mam dużo napięć ostatnio, i tak sobie pomyślałem ,że zasadniczo dobrze być gołębiem, białym takim ślicznym. Głównie ze względu na swobodę i brak zobowiązań. Najważniejsze jest jednak to ,że można srać na wszystko. To mnie pociąga przestrzeń i perystaltyka niczym nie skrępowana. Tak sobie lecę i walę. Co mi tam. Ale zaraz pytanko, to biały samiec gołąb musi walczyć o te samice a nawet jak mu się nie chce, to inne burasy go zaczepią. A ja mam raczej pacyfistyczne poglądy. Kobiety mnie cenią za intelekt a nie masę mięśniową/ tak sobie marzę/.To nie lepiej być gołębicą, mniejsza ale adorowana, podziwiana. Widzę te samce zapraszające ją na lanczyk do Łazienek czy na Starówkę. W łazienkach co prawda trzeba uważać na pawie / lub pawiany jak mawiał mój wnuczek/, ale jedzonko pycha. Nawet trzeba trochę polatać aby zrzucić. Mieszkanko wygodne w dziurze w murze.Prawda ,że bez wygód , bo kanalizacji brak , wody też. Jak już się wpadnie w miłosnych zapędach to jest i gdzie gniazdko założyć, a gówniarze jak tylko podrosną wylatują w cholerę i spokój. Mamusia nie traci figury, o zmarszczkach czy cellulicie mowy nie ma. Żyć i latać się chce. Niestety na ten sielski anielski obrazek kładą się złowieszczym cieniem , kuny, koty i jastrzębie. Wysoki i gładki mur załatwia sprawę z kunami i kotami, ale na jastrzębie należy w czasie lotu uważać. Tu jednak jestem w miarę spokojny , bo to jak z przechodzeniem przez jezdnię- umiem. Z zaopatrzeniem nie ma problemu i to zdrowo można jeść. Oprócz wspomnianych Lazienek, a nawet i tam zostają na drzewach pyszne wegetariańskie dania typu jarzębinka, winorośle ,a na deserek rajskie jabłuszka. Wszystko zakonserwowane niezepsute i zdrowe. Nie ma co prawda Internetu i TV ale czego się można nasłuchać w Łazienkach , to jak na Pudelku. Starówka dostarcza przeżyć w różnych językach, a jak się gołębicy znudzi, to sobie zawsze może pofrunąć gdzie chce do Poznania, czy Berlina. Zazdrość mnie toczy. Nawet przyłożyłem sobie do buzi jakieś piórka i …. przeszło mi. Wyglądałem koszmarnie, jak jakiś gołąb. Ale w tyle głowy te lancze w Królewskich Łazienkach, elegancki świat, no nie wiem. Najbardziej jednak dominującym uczuciem jest wstyd, bo ja się dobrze czułem jako SAMICA gołębia, czyżby mi się hormonki poplątały? Może , bo w nocy się strasznie rzucałem , więc może dwa łańcuszki DNA splątały się, a skutki widoczne.

Info

Info
Przy śniadanku lubię się dowiedzieć co w świecie i kraju piszczy. W tym celu przeglądam portale Onet i Wp. Niestety coraz częściej mam kłopoty ze znalezieniem prawdziwej informacji. W oczy rzuca się natomiast zalew głupot typu , kto kiedy z kim spał, co sobie powiększył, jak schudnąć i paraleki. Sam szajs. Już nie wystarczy portali randkowych? Niestety nie. Niby coraz trudniej o informację , a moja ośmioletnia wnuczka chuda jak patyk zaczęła mi opowiadać o odchudzaniu, bo trzeba dobrze wyglądać. Nie dość ,że je tylko niektóre wybrane potrawy, a z owoców jedynie maliny w małych ilościach, z jarzyn tylko tartą marchew z sokiem malinowym / nawiasem mówiąc bardzo smaczne/ to ziemniaki fe , mięsko fe / no może poza bitkami/ ,ryby Fe. Sam jeden wiem ile się natłumaczyłem co jest dobre na zęby, włosy oczy itp. Bez rezultatu, ale cholera żeby się odchudzać to do niej przemówiło natychmiast. Bo taka moda Dziadek i dziewczyny w szkole…… No szlag człowieka trafia. Za to batonów potrafi wymienić wszystkie rodzaje, wie w jakich smakach występują itp. Itd. Taka potęga tych cholernych mediów, a odpowiedzialności kompletnie brak. Wiadomości w radio w następującej kolejności – na drodze.. zginął .., zamordowano…, i jak starczy czasu to o sporcie, kultura nie istnieje no chyba ,że na jakiejś gali jakaś pani coś odsłoni. W TV to samo katastrofy, wypadki i brak informacji. Bo kolejna bzdura Antoniego to nie informacja. Tracimy wszystko co nasze narodowe, bo zamiast mówić o święcie, o sukcesach Polaków, o naszych zwycięstwach podaja tylko kompromitacje / a najlepsze ,że często się na tym nie znają, a oporów przed oceną brak/. Sami się deprecjonujemy , tylko po co? Coraz częściej mam ochotę uciec do lasu , bo tam wszystko jest na swoim miejscu. Jak wilk szczeka, to trzeba się oddalić, a nie jakby napisali plaga złowieszczych zwierząt zakażonych wścieklizną atakuje osady ludzie z przeraźliwą skutecznością. A naprawdę wilk poszedł w swoją stronę, a człowiek w swoją. Jedna nadgniła jagódka nie świadczy o pladze owadów szczególnie szkodliwych dla dzieci w przedziale wiekowym 12-13,5 lat. Spadająca z drzewa sucha gałąź to nie bomba zrzucona przez naszych nieprzyjaciół itp. Itd. I niby można by się w tym lesie zamknąć ale jest niebezpieczeństwo ,że idąc przez zagajnik znajdziemy gazetę z artykułem na pierwszej stronie’ Na trzech drzewach w Puszczy …. Znaleziono sówkę chojnówkę. Czyżby koniec naszych lasów. I zdjęcie a na nim wiewiórka z podpisem Największy polski szkodnik leśny. A może by tak dziennikarzy do rezerwatu?

Eskimosiki

Eskimosiki
Wczoraj wspomniałem o Eskimosach. Dziś przy śniadanku Żona czytała mi teks o Panu Elbanowskim i wychowaniu dzieci, o stresach na jakie Polska szkoła naraża biedne dzieci itp. Itd. I na tym tle pomyślałem o losie małych Eskimosiątek. Jakież oni mają Zycie , jakie stresy. Urodzi się to w igloo i z ciepłego macierzyńskiego brzuszka w chłód nocy polarnej. Nie ma pampersów śpioszek , wyprawek a o wózku firmowym nikt nawet nie słyszał. Leży toto śliczne takie na skórze foki, ssie cyca mamusi i śpi, bo w igloo ciągle ciemno. Śpi na skórze foki albo jakiejś innej. Od małego przyzwyczaja się do tego ,że zapach gnijącej ryby to ambrozja, a najlepszym owocem jest tran.Około ósmego miesiąca życia wychodzą ząbki i jedyne co może obie pożuć to skórka z płetwy. Więc żuje. Siada , a w dupcię ciągnie od lodu, staja a nóżki się rozjeżdżają na śliskim, ustać trudno a co dopiero podejść do mamy. Paznokcie ojciec obcina nożem bardzo rzadko więc trochę się można w lód wczepić. Nie wiem i chyba nie chcę wiedzieć jak jest z kąpielą. Potem następuje okres choroby sierocej , od ściany do ściany, a każda zimna. Nauka mówienia znacznie prostsza niż u nas , bo to zaledwie kilkanaście słów typu jeść spać,sr.ć. Słowo myć chyba nie istnieje. Do tego kilka rzeczowników skóra, foka ,tran itp. Po półtora roku właściwie jest przygotowane na studia , bo opanuje wszystkie rzeczy podstawowe. Potem studia zawodowe , dla dziewczynek dzierganie w skórze i jej obróbka , dla chłopców rzut oszczepem i cięcie nożem. Moje zaciekawienie i zachwyt budzi fakt ,że w ogóle potrafią ocenić np. odległość. Przecież wszystko białe nie ma nawet jak wyznaczyć odległości od do. Relacje społeczne prawie nie istnieją ,bo najbliżsi koledzy trzy dni drogi pod wiatr. Żarcie nudne jak cholera, butów addidas nie ma , Internetu nie ma, TV nie ma, o dywanikach do ćwiczeń korekcyjnych można zapomnieć. Nie ma też dentystki, higienistki i wielu „niezbędnych” wychowawców. Ale jest coś czego w domach i szkole brak . Jest miłość i troska. I to dzieciom wystarczy aby wyrośli na szczęśliwych ludzi. Całą resztę zgarną po drodze, Panie Elbanowski.

Walka o tlen

Walka o tlen
Wczoraj moja kochana Żonka kazała mi rżnąć, nie, nie w tym znaczeniu, kazała mi rżnąć gałęzie z moich ukochanych modrzewi. Bo śmiecą i jej światło zasłaniają. Zadaje jej pytania, a jak Ty byś się czuła jakby Ci ktoś odrąbał rękę? Na nic, dalej się upiera przy rżnięciu. I wtedy mi przyszła do głowy fotosynteza. Więc pytam a czy Ty kochanie wiesz, że jedno średniej wielkości drzewo to tlen dla czterech ludzi? A nasze drzewa są duże, więc ucinając rzeczone gałęzie pozbawimy jednego człowieka tlenu, o ja tego na swoją odpowiedzialność nie wezmę. Na to mój Kwiatuszek, że są w przyrodzie duże nadwyżki tlenu i żebym nie zawracał głowy tylko rżnął. Próbuję na litość i zapewniam, że modrzewie dostaną znacznie mniejszą dawkę pożywienia i właściwie będą głodować. Tu słyszę, że się i tak rozbuchały i odrobina diety im nie zaszkodzi. Rzucam już w geście desperacji, to przecież tak jak ja bym nie dostał swojej porcji żarełka, tylko mniej- też by Ci na zdrowie wyszło słyszę odpowiedź. Co zrobić zerżnąłem. Z bólem serca patrzyłem jak spadają pod razami piły na drągu. Ja w ogóle nie cierpię niszczyć przyrody w jakiejkolwiek formie, muchy zganiam z siebie, pszczoły czy osy odganiam, pająki ślimaki przenoszę żywe na wskazane miejsca, nie pozwalam ścinać nic, co żywe. Taki ECO. Nawet przez moment chciałem się przykuć do tych gałęzi, ale zimno mnie zniechęciło. I brak posiłku też. Wróciłem do domu w poczuciu źle spełnionego obowiązku, rozbity, zlekceważony. Własne poczucie wartości też mnie opuściło, bo skoro w tak ważnej sprawie jak ekologia nie potrafię być przekonywujący we własnym domu? Więc usiadłem w kuchni i truję Żonie, że ten tlen z tych naszych gałęzi nawet jak nadmiarowy to dolatywał do Eskimosów i tam te śliczne ciemnowłose maleństwa mogły nim oddychać. Bo na dalekiej północy, nie ma fotosyntezy, żyją daltoniści, bo tylko białe i czarne, no czasem czerwone. Tak się czasami nad ich życiem zastanawiam i doprawdy trudno mi to sobie wyobrazić. O higienie nie będę pisał, ale tran zamiast chrupiącej sałatki, czy tłusta foka na surowo/ takie eskimoskie sushi/ zamiast schabowego/ Odpędziłem złe myśli, zjadłem obiadek, potem kolację i tylko z lekkimi wyrzutami sumienia mając przed oczami rzężącego z braku tlenu Eskimosa usnąłem snem niewinnym. Brzydzę się samym sobą. A za oknem cierpiący po amputacji modrzew.