ktak

Właściwie bez wiodącego tematu, takie tam pisanie co mi do głowy przyjdzie

Wpisy z okresu: 1.2014

Śnieg

Śnieg
U nas -12 stopni, śnieg w oczy i pod stopy, czyli syf z malarią. A w pobliskim lasku śnieg zasypał mrowiska, dziury w ziemi, roślinki. I tam zaczął się proces nagrzewania tych śnieżnych igloo i życia pod śniegiem. No oczywiście, taki niedźwiedź to nie w pobliskim lasku, susły też nie, ale te żuczki, mróweczki? W mrowisku temperaturka się podniosła i zaczęły się wieczory z muzyką na dworze królowej. Świeże, bo stosunkowo niedawno wyklute samczyki, wypinają piersi, wyciągają czułki i prężą się przed królową w nadziei dopuszczenia. Elitarne rozrywki. Po korytarzach mrowiska snują się robotnice, trochę ogłupiałe, bo nie ma nic specjalnego do roboty, a posiłki raz dziennie z mało świeżych produktów nie wzmacniają. Poza tym genetycznie ukształtowane obojnactwo pozbawione hormonów rozwojowych czyni z nich zwykłe roboty bez duszy, działające na zasadzie odruchów, a nie spełniania potrzeb. Więc się snują przysypiają i maja okresy zwątpień w sens życia. Rozwijają się, więc w mrowiskach krzewiciele religii wszelkiego rodzaju zachęcając biedne robotnice do wiary w coś, co spełni się dopiero po tym jak one odejdą, ale będzie dla nich bardzo dobre, ba zbawienne. Większość mrówek w to wierzy i głoszące te piękne obietnice zdobywają coraz wyższą pozycję. Po pewnym czasie mogą nawet na podobieństwo królowej wydawać polecenia. Co cwańsze chwalą królową ponad wszystko, czym sobie zyskują i jej przychylność? I tak to trwa całą zimę pod śniegiem, a na wiosnę, kiedy pokrywa lodowo śniegowa stopnieje, do pracy wyruszą wierzące w swoje posłannictwo robotnice, a królowa wybierze sobie jednego samczyka trutnia, którego uszczęśliwi, reszta samców padnie, a te, co tak pięknie opowiadały o tym, co będzie będą przy królowej trzymały straż i nie będą do niej dopuszczać zwykłych robotnic. Tak ukształtuje się ustrój społeczny mrowiska. I będzie trwać, aż nie pojawią się większe mrówy i nie rozwalą wszystkiego. Tak oto pod śniegiem dzieją się rzeczy, o których biologom się nie śniło, innym naukowcom też. I tylko w uszach brzmi zasadnicze pytanie czy gdyby nie zima i te nudy pod śniegiem to czy też by się tak działo? Czy termity w Afryce też tak mają? Mają, tylko zamiast śniegu mają deszcz. A propaganda ta sama. I obietnice nie do sprawdzenia. By tego uniknąć to tylko Sahara, ale życie tam, czy to jest życie?

Po co chłopu pedicure?

Po co chłopu pedicure?
Po co chłopu pedicure, czyli dbanie o stąpanie. Odpowiedź niby prosta, ot po to by mu się skarpety na palcach nie dziurawiły. I wydawałoby się po sprawie, ale nie jest tak prosto. Bo zależy, kto pyta i kto odpowiada. Na postawione pytanie kobiety odpowiedzą, że stopa ma wyglądać na zadbaną, a nieopiłowane pięty to jeden z najbardziej obrzydliwych dla kobiety elementów owego chłopa. Temu chłopu to najczęściej zwisa, bo stopy nawet w sandałach umieszcza w skarpetach, co z kolei przez Panie uznawane jest za szczyt bezguścia. A tak historycznie? Jako Neandertalczyk chłop z pazurem na palcach u nóg miał większą przyczepność w czasie pościgu za kolacją i pazury na stopach były nieocenionym elementem polowania. Poza tym tak obutą w pazur stopą można było przytrzymać np. zająca czy niedźwiedzia przed zadaniem ostatecznego ciosu. A teraz? Po co chłopu te pazury? Przecież czy po pedicure, przyjmowanym zresztą, jako oznaka gejostwa pomaluje sobie pazur na karmazynowo? W życiu. Zresztą na samo takie wyobrażenie chłopa z kolorowym pazurem śmiech nie daje człowiekowi spokoju przez dłuższą chwilę. Więc estetycznie, jako wabik, nie, jako broń też nie. To, po co chłopu pazury? Żeby chronić paluszki u nóg jak mu imadło spadnie? No może, ale są do tego buty typu Caterpilar dużo lepsze niż pazur. Pozostaje atawizm, czyli naprawdę całkowita bezużyteczność. I to jest smutne, mieć coś, co jest niepotrzebne. A ilu Panów się zmaga z obcinaniem? Szczególnie Ci, co ich natura szczodrze obdarzyła mięśniem piwnym. Czyli wychodzi na to, że to zemsta natury na osobnikach tej niby silniejszej płci? Ale, za co? Za brak cwaniactwa, bo kobitki uznały, że jak nie służą do niczego to można wmówić chłopom, że stanowią atut urody. Malować polerować udawać, że są najważniejsze. Niektórym to się nawet udało wmówić, że są rodzajem fetyszu. A który chłop może to o swoich pazurach powiedzieć? I nasze pazury są, bo są i tego się będziemy trzymać …pazurami..u stóp.

Pozycja

Pozycja

Nie nie chodzi tutaj o seks, choć kto wie? Chodzi o dylemat podłoża, na którym jesteśmy. Stąpamy po twardym- stąpać twardo po ziemi. Inaczej jest niewygodni i każdy, kto choć raz w życiu chodził po piasku wie o tym dobrze. Nogi grzęznące w śniegu czy błocie to też nasz wróg. Po drugiej stronie łóżeczko, mięciutki materacyk, poduszeczka, kołderka jak chmurka słowem lewitacja. Przyciąganie ziemskie zredukowane do minimum. Może niezupełnie, bo w sprawie nieważkości to są fajne tematy. Otóż człowiek nieważki jest o około 5 cm dłuższy, bo stawy ma luźne i kręgi tak nie dolegają do siebie jak na ziemi. Dodatkowo rozkład masy jest inny i nawet płyny ustrojowe są trochę inaczej rozmieszczane w człowieku, np. lekko puchnie się na twarzy. Ale nie o tym chciałem pisać. Otóż zagadką jest jak wolimy siedzieć na miękkim czy na twardym? I tu nie ma reguły, bo na przykład przycupnąć wolimy na twardszym, ale już przy telewizorze to na miękkim. W szkole na twardym a w teatrze na miękkim. Na przesłuchaniu na twardym a u kosmetyczki na miękkim. A u fryzjera różnie. U dentysty zmyłkowo, bo na pół miękko. Tak jak i u innych lekarzy. W kawiarni na lekko miękkim, ale nie za bardzo, bo się zasiedzimy. Tak samo w restauracjach, zresztą tu rządzi zasada im gorsza knajpa tym twardsze siedzenia. Pociągi w klasach tańszych zawsze twarde, a im bilet droższy tym bardziej miękko. Ale to ciągle nie daje odpowiedzi na pytanie, jak wolimy? Bo te sytuacje były nam dane jakby bez naszego udziału. A my jak wolimy? Pewnie, że na miękkim. Wyobraźmy sobie jak w mięciutkim fotelu u dentysty usypiamy po znieczuleniu, czy też wtuleni w kanapę w knajpie po zjedzeniu dań głównych w oczekiwaniu na deser. O tym, że podróżni nie będą chcieli opuszczać wagonów PKP z tymi wspaniale miękkimi siedzeniami to wiadomo. I niestety w warunkach miękkości bardzo rozwinie się popęd seksualny. Więc na koniec zaskakujący wniosek im bardziej twardo tym popęd mniejszy- i kto by przypuszczał. A my ludzie mamy taką straszną skłonność do zdradzania stanu twardego aktywnego na rzecz miękkiego stanu lenistwa, że aż wstyd. Bo niby trzeba być twardym, ale komu to pasuje? Nie wolno być miękkim, ale wszyscy chcą. Hipokryzja, że aż ……………… no słów brak.

Męski typ urody

Męski typ urody
Jakiś czas temu byłem u kumpla w klubie na jam session. Grali tam ze sobą muzycy naprawdę pierwszego sortu, słuchali goście, którzy przyszli. Siedziałem sobie spokojnie słuchając muzyki a obok towarzystwo ok. 15 osób. Mniej więcej po połowie kobiety i chłopy. W pewnej chwili di klubu wszedł ON. Blondyn tak na oko 180 cm, w miarę szczupły o ładnej twarzy. Kobitki krzyknęły chodź do nas a na czołach 90% procent z nich zapalił się niewidoczny niby napis „weź mnie”. Sytuacja schematyczna, on łaskawie usiadł one go na wyrywki obsłużyły, a to drink a to ciasteczko a może coś na ciepło. Z obojętnością na to patrzyłem, bo głównie pochłaniała mnie muzyka. Ale to mnie, bo ile razy rzuciłem okiem w stronę gdzie siedział ON, tyle razy łaskawie dawał się zajmować sobą jakiejś Pani, a to słuchał, co ona mówi z lekkim uśmieszkiem, a to łaskawie monosylabami odpowiadał. Panie zgadywały jego myśli. Zauważałem z niesmakiem tę sytuację/ sam nie jestem śliczny i może, dlatego niesmak/ i na pamięć rzucały mi się znane związki damsko męskie o takim profilu. ON najważniejszy i ona / celowo z małej litery/ nadskakująca, dumna, że posiadła taki skarb. A ON naprawdę bęcwał z rozdętym ego, nic sobą niereprezentujący, ale jak ładnie się z nim wychodzi na zdjęciach. Smutek i już. I tak sobie myślałem słuchając muzyki, gdy do Sali wszedł synek ON-a. Śliczny jak Tatuś. Jedna z Pań w zachwycie głośno stwierdziła „ Młody Leonardo Di Caprio”, z tym, że już była lekko wstawiona. MŁODY usiadł obok ON-a. I lśnili tym pięknem obydwaj. Muzycy na scenie zmieniali się, inne style grania inne utwory i nagle od stolika obok wstała Paniusia i poszła do gitarzysty, coś z nim poszeptała i po chwili MŁODY wyszedł na scenę, założył gitarę, krzywił się, marudził, ze sprzęt nie ten i w końcu zaczął brzdąkać. Było to coś strasznego, rytm sobie MŁODY sobie i tak sobie pykał w te struny a na twarzy ON-a uśmiech podkreślał niebanalną urodę a duma rozsadzała firmową koszulkę. Wielbicielki zachwycone patrzyły na twarz ON-a z tym pragnieniem, by móc go pochwalić. Muzycy na scenie na całe szczęście zabrali gówniarzowi gitarę, a on wrócił do stolika gdzie usłyszał od ON-a. Nie przejmuj się wyróżniałeś się poziomem i znajdziemy Ci taki zespół, aby był w stanie do Ciebie dociągnąć. Chyba wśród głuchych pomyślałem. Popatrzyłem na wielbicielki i wszystkie zachwycone. Wtedy pomyślałem, że można zjeść i gówno- kwestia motywacji. Ale tej też nie rozumiałem i nie rozumiem. Może jest jakiś świat równoległy, którego nie znam? I na koniec, może to nie jest źle, że nie jestem taki piękny?

Lustrzane oszustwo

Lustrzane oszustwo
Jest wiele określeń typu – lusterko prawdę Ci powie, lustro nie kłamie. Według mnie to lipa. Zadałem sobie proste pytanie czy można jednocześnie bez pomocy jakiegoś sprzętu zobaczyć siebie i swoje lustrzane odbicie? Otóż nie można. Jak Ci ktoś powie, że to Twoje odbicie, NIGDY nie masz pewności, że tak jest naprawdę? Albo przesadzają w jedną albo w drugą stronę. Te wszystkie techniczne i naukowe teorie o przekształcaniu obrazu oparte są o warunki idealne, w jakich występują zjawiska. A powszechnie wiadomo, że ideałów nie ma. Tak, więc przyjmijmy, że lustro kłamie. Tak samo aparat fotograficzny. Oj jak my brzydko wychodzimy na zdjęciach. To w ogóle bez sensu bez retuszu, który pokazuje, jacy jesteśmy naprawdę. Te wszystkie złe kąty, to beznadziejne oświetlenie robi z nawet najładniejszych potwory. Więc, po co się fotografować jak to wszystko fałsz i obłuda? Następstwem tych optycznie niedopracowanych przyrządów są niestety załamania nerwowe, depresje i temu podobne. To tak naprawdę jest groźniejsze niż gender, bo robi z nas kogoś nieokreślonego. W gender mamy przynajmniej płeć- swoja czy cudzą nieważne, ale mamy, a w lustrze? Jakieś połączone ze sobą bezładnie plamy, które wyłącznie przez naszą znajomość własnej twarzy/ ciała przypominają nas troszkę. Bo przecież mamy kobiecą sylwetkę myślimy przesuwając rękami wzdłuż pozbawionego bioder ciała, jakie obserwujemy w lustrze, to nie tłuszczyk myślimy mijając fałdkę na boczku, tylko tak stoję a to durne lustro strasznie pogrubia. Tak właśnie jest naprawdę i powinniśmy sobie z tego zdać sprawę. Optyka to jedno wielkie oszustwo, a my jesteśmy niemal doskonali. Bo wyłapywanie i uwypuklanie drobnych niedoskonałości do monstrualnych rozmiarów to zemsta cholernych inżynierów, co dostali kosza, bo byli po prostu mało atrakcyjni. Inżynierów od optyki a my nie damy sobie wmówić tych wszystkich okropności. Jesteśmy piękni i już. Koniec dyskusji.

BSOK

BSOK
Tajemniczy skrót wyjaśni się później. Powstaje w strasznych mękach wyciskany, wygniatany wytłaczany w organizmie. A jest wizualnie jednym z piękniejszych produktów. Piękna barwa, świeża i wesoła są tego najlepszym dowodem. Jest ogromnie pożyteczny i jako taki powinien być doceniany. Po etapie stworzenia przeciśnięty między kamieniami i piachem dostaje się do poczekalni w formie pęcherza. I tu trzeba zająć odpowiednią pozycję, mimo, że ścisk to trzeba. Dużo od tego zależy, są, bowiem możliwe trzy podstawowe scenariusze. Pierwszy to stanowisko przy otworze spustowym, niby dobrze, ale w czasie opuszczania poczekalni trzeba sprzątać korytarze do wyjścia, co nie zawsze jest przyjemne. Stanowisko w środku daje swobodną i czystą drogę na zewnątrz i tak naprawdę to najlepsza opcja z jednym wyjątkiem, o którym potem. Relatywnie najgorsze jest opuszczanie poczekalni na samym końcu. To prosta droga do nieuchronnego unicestwienia. Ale najpierw skomentujmy to, co się dzieje po opuszczeniu poczekalni. Tu też są trzy opcje albo opuszczamy ja na tak zwane łono natury i jest fantastycznie, witają nas wszystkie organizmy dookoła, wręcz odbywa się o nas licytacja. To bardzo łechce próżność a poza tym daje poczucie przydatności w cyklu. Te wyciągnięte po nas pędy, te szemrzące wody gruntowe, to jest to. Drugi scenariusz to przejście przez system rur do specjalnych zbiorników tam zmieszanie się z różnymi świństwami, oczyszczenie, ale i rozwodnienie i podróż drogą wodną. Tu też na nas czekają, ale czujemy się mniej atrakcyjni, bo i wyblakli i moc jakby mniejsza. Nic to, swoją misję spełnimy i tak. Wyjście trzecie jest najgorsze. Trafiamy do pojemniczka, czasem słoiczka czy w skrajnym wypadku butelki po mleku. Krótka podróż i śmierć w męczarniach chemii. To, co po nas zostaje to krótkie epitafium na białej kartce
Barwa-słomkowa
Odczyn- kwaśny
Leukocyty- pojedyncze
Cukry – brak.
Jak można tak lapidarnie posumować nas, którzy w innych sytuacjach niesiemy tyle dobra na pola i lasy? Mocznik w nas zawarty jest przecież najczęściej używaną używką świata roślinnego. Jak można go tak bezmyślnie marnotrawić? Dokładnie tak jak w trzecim scenariuszu wyjścia z poczekalni. Ostatnia kropla zawsze wpada w gacie. I tu wysychamy zostaje po nas jedynie barwa słomkowa, bo nawet odczyn kwaśny zanika. I wtedy detergentem po łbie krótka procedura zejścia i nawet epitafium brak. A przecież Mocz to brzmi dumnie.
Wyjaśniam też skrót tym, co się nie domyślili Barwa Słomkowa Odczyn Kwaśny.
PS. Ostatni raz oddawałem do laboratorium do analizy wiele lat temu, no nie mam serca.

Gender

Gender
Dzisiaj rano wreszcie zrozumiałem, co to jest gender a nawet to zobaczyłem. Szło to odziane w kurtkę typu parka, na łbie kaptur z obowiązkowym futerkiem szalik zakrywał twarz. Kurtka do kolan, na ramieniu torba i buty długie wciągnięte na spodnie na płaskim obcasie. Żywy gender bez płci i nawet po ruchach nie można się było domyślić samiec czy samica. I tak pomyślałem też mi nowość i przed oczami stanął mi obraz drugoklasisty z końca lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku. Na stopkach sandałki- bezpłciowe, na nóżkach pończoszki bawełniane z bezlitośnie wyciągniętymi udami i kolanami, od góry przytrzymywane przez dwie podwiązki każda. Podwiązki na pasie pod spodniami czy spódniczką. Na górze fartuszek błyszczący w kolorze granat z białym doszywanym kołnierzykiem, prosty dwie kieszonki. Jedyny element pozwalający odróżnić chłopca od dziewczynki to fryzura. Dziewczętom zostawiano włosy a jedyne modne strzyżenie dla chłopców to było pod garnek, czyli co pod garnkiem to Twoje, a reszta fryzjera. Jakby nie patrzyć też gender i to w czystej postaci, bo niektórym dziewczynkom zakładano, szorciki a chłopcy jak np. Jan Maria Rokita potrafili nosić spódniczki. I nikt nie protestował, nawet Kościół, no, ale wtedy biskup Michalik też tak paradował. Strój ten obowiązywał do końca października. Na początku listopada dodawano paltocik i czapkę a potem to już rosło, bo i spodenki i rękawiczki i szaliczek. Ale w szkole królowały pończoszki. Barwa to wszystkie odcienie beżu, cudownie powyciągane bawełniane łachy. Ciekawe były też inne elementy wyposażenia ucznia takie jak tornister z tektury, koniecznie drewniany piórnik a w nim pióro ze stalówką, czasem zapasowa stalówka, ołówek i temperówka, gumka i czasem kredki. W dni, gdy było wychowanie plastyczne i roboty ręczne często w tornistrze pojawiał się słynny klej Guma Arabska. Słabo kleił, ale fajnie się nazywał. Bywał też klej do papieru barwy białej chętnie przez dzieci jedzony. Można by o tych zwyczajach i strojach jeszcze długo, ale jest jedna sprawa charakterystyczna, która by dyskwalifikowała ówczesnego ucznia w oczach dzisiejszego drugoklasisty. Na żadnym elemencie jego wyposażenia nie było znaczka Addidas, Nike, czy też Apple. I tak samo z gender i wtedy był i teraz tylko różnica w znaczku. A to, co naprawdę ważne i wtedy i teraz się nie zmieniło, czy więc warto rozmawiać o markach?

Pazury

Pazury
Dziś o broni. Dawniej ludzie tak jak małpy rozdzierali swoją zdobycz pazurami i wszystko było Ok.. Wszyscy tak robili. Mnie zastanowiło jedno, jak oni o te pazury dbali. Przecież w epoce kamienia łupanego nie było nożyczek czy też specjalnych obcinaczy do paznokci. Więc jak? Szorowali o kamienie? Chyba nie. Obgryzanie też nie bardzo wchodziło w grę, bo jeśli pazurek cieniutki, zdatny do obgryzienia to się nie bardzo nadawał do rozszarpywania, a jeśli gruby szpon to konia z rzędem temu, co go odgryzł. Zresztą równo obgryźć to sztuka a jak się zadrze to boli. Więc co oni, ci neandertale robili? Zacząłem patrzeć na zwierzaki, bo w końcu też mają. Pieski ścierają na asfalcie, kotki na specjalnych słupkach, w epoce lodowcowej nie do pomyślenia, ani asfalt ani słupki. I jak by to wyglądało, odkłada maczugę i targa pazurkami o skałę? No, ale jakby nie ścierali to jak ci hinduscy święci jogini, paznokietki na metr długie a rozedrzeć to sobie można skórkę na plecach. Wartość użytkowa zero. Czy jak amerykańskie czarnoskóre piękności z dziesięciocentymetrowymi pazurami, które udają, że coś pożytecznego robią? Do podziału mięska się nie nadają. To może sobie obcinali tymi tępymi nożami z krzemionki? No może, ale to pewnie trwało godzinami. A jak sobie pomyśle, co oni za tymi pazurami mieli? No to już malaria, bród, miliardy bakterii a detergentów w koło brak. Moim zdaniem oni ciągle mieli rozstrój żołądka. Żaden ludzki organizm tego nie wytrzyma. Wyobraźmy sobie np. serce zająca saute wyszarpnięte z klatki piersiowej brudnymi zakrzywionymi szponami i wprost do ust. O matko, syf i nic więcej. Fajnie parę lat potem nauczyli się, że jak wpadnie do ogniska i poleży jest smaczniejsze. Przy okazji się odkazi. Ale jak oni dotrwali do tego ognia? I niby teraz wszystko się zmieniło, jest higiena, produkty Eko, ale jak widzę pazury niektórych gotujących mistrzów sztuki gotowania na tych kulinarnych kanałach, to śmiech. Tyle mówią o higienie, dokładnym myciu a za pazurami żałoba. Może niech obgryzają?

Historia pewnej gumeczki

Historia pewnej gumeczki
Urodziłam się w głębi drzewa. Było ciemno, ciasno, ale ciepło i wilgotno. W sumie całkiem miło. Byłam częścią dużego zbioru kropli to była moja rodzina. Było miło aż pewnego dnia smuga światła rozdarła permanentną ciemność, w której żyłam. Razem z innymi wypłynęłam na inny nieznany mi świat wprost do zbiorniczka przymocowanego do drzewa. Potem nas zlano do większego zbiornika i zaczął się największy koszmar mego życia odrażające kąpiele, przeciskanie przez filtry i na koniec zostałam wpleciona w długą szarą nić. Potem opleciono mnie biała niteczką, zszyto z innymi koleżankami i zwinięto. Było nawet miło jak tak sobie leżałyśmy i gadałyśmy ułożone obok siebie. Wrodzona elastyczność pozwalała nam się wygodnie ułożyć. Po jakimś czasie brutalnie przeniesiono nas w inne miejsce i tam pokrojono na kawałki. Rozstania z koleżankami były bardzo bolesne, w końcu zostałam złapana i przytwierdzona do jakichś skrawków, zawinięta i wepchnięta do torebki z plastiku. Plastik niby rodzina, ale z nieprawego łoża, trochę wstyd się zadawać, więc milczałam. Potem mas położono na półce i w nocy dowiedziałam się, że jestem częścią damskich majtek, że ktoś mnie kupi i że będę rozciągana. Na pytanie skąd o tym wiedzą inne gumki odpowiadały, że tak słyszały od reklamowanych zwróconych do sklepu. Tak się rzeczywiście stało, zostałam kupiona i na drugi dzień opinałam bioderka jakiejś paniusi. Po całym dniu rozciągania i ściągania zostałam wrzucona do specjalnego kosza i zapadł spokój. Nie przewidywałam najgorszego. To, co się stało za parę dni było straszne, topiłam się, wirowałam, działały na mnie jakieś świństwa a potem szalone wirowanie, obijanie się o ścianki jakiegoś sita. Okropne. Ale potem lenistwo suszenie, składanie, delikatne muśnięcie rączką i znowu do Pani na bioderka. Ale tym razem jakaś wielka i wstrętna, owłosiona i spocona łapa próbowała mnie oderwać od Pani i mój opór nie zdał się na nic. Zostałam rozciągnięta i pokonana. Potem jeszcze te same wstrętne łapy ściągnęły mnie z Pani i porzuciły na brudną ziemię. Po wszystkim trafiłam do kosza i znowu koszmarny roller coaster z pianką, parę dni spokoju i powrót na panią. I tu albo spokojny dyżur albo uściski od jeansów czy spódniczek albo niestety coraz częściej spocone łapska. Jakoś przywykłam do takiego życia, ale pewne zmiany w mojej pani zaczęły dawać mi znać, że jednak przyjdzie pożegnać tę zwykła rutynę. Pani zaczęła się w bioderkach powiększać a ja z niej zjeżdżać w dół. Oplatające mnie niteczki zaczęły pękać a ja u siebie dostrzegłam pierwsze oznaki parcienia. Po kolejnym praniu trafiłam na inną półkę i zaczął się okres bezużyteczny. Leżałam sobie, ale z braku ruchu parciałam coraz bardziej. Dużo czasu minęło zanim trafiłam znów na panią. Ale to już nie była ta sama pani i nie ta sama rutyna. Spokojna służba emeryta, bez tych wstrętnych łap, bez rzucania na ziemię i po którymś praniu trafiłam do innego miejsca gdzie znowu czekałam na swój los. Parciałam na potęgę, z dawnej zwinności pozostały wspomnienia. Zrobiłam się sztywna, łamliwa i bezużyteczna. Wreszcie pewnego dnia zostałam zagarnięta, wrzucona do jakiejś torby i wyciągnięta na powietrzu nasączona jakimś świństwem i użyta do polerowania. Potem już tylko kosz na odpadki. I tak zakończyłam życie. Czy byłam szczęśliwa? W pewnych okresach na pewno tak, ale to odejście i parcienie, straszne. Jedno mnie napełnia dumą, broniłam dostępu do mojej Pani na ile mi starczyło sił. Czyli wypełniłam swoją misję.

E-zapach

E-zapach
Myślałem sobie o nowych technologiach i najpierw wyobraziłem symulację smaku poprzez komputer. Wyglądało to tak na jęzor zakładamy specjalną nakładkę, nazwijmy ją lizaczek i drażnimy w różnym stopniu odpowiedzialne za różne smaki części języka w efekcie otrzymujemy trochę słodkiego trochę gorzkiego i trochę słonego zmieszane razem smakują jak szpinak lub co innego w zależności od intensywności poszczególnych smaków. Ale pomyślałem to do kitu, bo po pierwsze, kto będzie siedział z wywalonym ozorem by poczuć smak z komputera a po drugi smak bez zapachu nie ma smaku. O jakże ładnie mi się napisało. Zostaje więc zapach i tu synteza różnych substancji chemicznych powinna rozwiązać sprawę. Otóż wyobrażam to sobie, jako taką jakby drukarkę zapachów stojącą obok komputera z wymiennymi wkładami np. Kwiatowe, spożywcze, ludzkie, smrody itp. Z tego zestawu zapachów podstawowych komputer produkuje zapach ostateczny, na jaki dostał zlecenie. I tu wyobraźnia podpowiada mi jak olbrzymie możliwości wyzwala ten mój pomysł. Na przykład mąż z pracy pisze do Żoneczki marzę na obiad o …. I tu zapach schabowego, a ona mu odpisuje załączając zapach, jakiego on nie czuje. Mailuje pytając, co to i dostaje odpowiedź – leniwe. Czy tez Żonka kupiła mężusiowi nowy dezodorant i mailuje do męża, – co tam w pracy a on jej wysyła zapach spoconego chłopa z komentarzem haruję. Ona nie wież on wie, że ona nie wierzy, ale obydwoje mają argumenty. Czy też dzień kobiet. Każdy chłop ma zapisane żona- róże, córka –fiołki, matka – goździki, itp. A jakie jaja jak mu się pomyli i wyśle żonce życzenia z zapachem mamusi. Rozwód pewny. A rozrywki męskie- do kumpla wysyłam Ci nowy zapach piwa, a kumpel chyba spróbuję, chociaż wolę bardziej gorzkie. Albo siedzi chłop przy komputerze a w domu tylko wódeczka, więc szybko generuje zapach śledzika i mówiąc rybka musi pływać wychyla kielonek za kielonkiem. O reklamach to się boję myśleć, bo zapach w domu zmieniałby się, co parę sekund od zapachu niezawodnego syropu na kaszel poprzez paraleki dla dzieci po cudowny nowy zapach pianki do golenia z feromonami. Tak by się wdarła w nasze życie ta nowa TECHNIKA. A najgorsze, że znowu musielibyśmy się uczyć z tym żyć.