ktak

Właściwie bez wiodącego tematu, takie tam pisanie co mi do głowy przyjdzie

Wpisy z okresu: 4.2014

Wypoczynek

Wypoczynek

Idą dni majowego weekendu/pięknie to brzmi, zamiast powiedzieć tradycyjnej majówki, mówimy przedłużony weekend/ Przedłużonego a jakże i ludziska myślą o wypoczynku. Drogi na działki zapchane do granic wytrzymałości od dzisiejszego popołudnia. Przyjazd rozpalenie grilla, kiełbacha na węgle, w szyję i zachwyty – jest cudownie, wypoczywamy. Nazajutrz łeb boli, ale trzeba miotłę w dłoń czy inny młotek i po zimie a to zameczek w furteczce przesmarować, a to rynnę obluzowaną poprawić, a to pociąć gałęzie, które spadły na domek. Łapy do ziemi, a kobitka już woła na obiad i po pysznym posiłku zamiast poleżeć trzeba trawę skosić i gdzieś wywieźć, poprawić grządki, porządnie podlać, – bo w tym lesie piach i nic nie rośnie wody nie trzyma itp. itd. Koło siódmej znowu grill i wóda i te obłudne stwierdzenia jak to się kocha tę przyrodę i możliwość bycia na działce. Potem znowu w kimono, rano pobudka, łeb boli a robota czeka. I tak po trzech dniach intensywnego wypoczynku na świeżym powietrzu wracamy zmordowani do domu i dopiero ostatnią noc przed powrotem do pracy przesypiamy spokojnie, bo żoneczka nie da spożyć. Rano przed pracą wstajemy i słuchamy uśmiechnięci o wypoczynku na działce do momentu, kiedy nasze ślubne szczęście nie odsłoni swoich planów na ten sezon. Komórkę pomalować, dach na nowo papą, posadzić alejkę do furtki, i tak dalej. Widzimy, że nie do przerobienia, z urlopu nici, bo nie odpoczniemy i zaczyna się kombinowanie nad czymś zastępczym. Wyjazd z kolegami na ryby jest korzystny, tylko starszym spanie po alkoholu bezpośrednio na gołej ziemi nie zawsze wychodzi na zdrowie. Trzeba gdzieś załatwić ryby, zwinąć i rozwinąć wędkę, ot dla zmylenia czujności domowych organów ścigana. Inne męskie zadania typu polowanie, loty paralotnią czy nurkowanie albo dorsze w Bałtyku maja podobny kontekst i wymagania. Odpoczynek jedynie od ciągłego nadzoru. Najgorzej jednak mają frajerzy, co się dają nabrać na przykład na czterodniowy pobyt w Zakopanem. Autem w jedną stronę cały dzień, potem popijawa w bardzo drogich restauracjach, podobno klimatycznych, potem dwa dni zawracania głowy, a to na Kasprowy a to na Gubałówkę i przeciskanie się przez tłumy podobnych „turystów” na Krupówkach i już za chwilę całodobowy powrót do domu. Z wyczyszczonym kontem.Wypoczynek, że aż trudno uwierzyć, a co dziwne chętnych nie brak. Jak widuje te dzikie tłumy nad morzem czy gdzie indziej to naprawdę nie rozumem gdzie tu wypoczynek? Napić się można w domu a i grilla zrobić na balkonie, więc, po co oni tam jadą? I co to ma wspólnego z wypoczynkiem?

Oczekiwania

Oczekiwania

Wszechogarniający zalew informacji sprawia, że decydując się na wprowadzenie czegokolwiek w nasze życie dokonujemy wyborów pod jego presją. Najmniej korzystne jest to, że uświadamiani, że to, co chcemy kupić, pożyczyć wziąć pod opiekę itp. ma cechy A, B, C , podświadomie do tego dodajemy cechę D, której np. wprowadzane cudo nie posiada. Skutek, rozczarowanie. Na rozczarowanie najlepiej działa środek X, bo ma cechy G, H, I a my dodajemy, że na pewno ma też cechę J., Ale nie ma, więc sięgamy po następny składnik, który na pewno ma cechę J itp. Itd. W praktyce spotykamy dziewczynę, fantastyczną, która pięknie tańczy, jest wesoła i świetnie ubrana. Zakładamy, że jest też miła, na co dzień. Ale nie jest, bo zmusza się w weekendy. Szukamy, więc miłej, na co dzień i znajdujemy przemiłą dziewczynę, która jest miła i wesoła nawet umie tańczyć, więc zakładamy, że i świetnie gotuje. Ale nie gotuje. Więc szukamy takiej świetnie gotującej, ale żeby była względnie miła i dobrze by było, żeby się fajnie ubierała. Po drodze gubimy taniec. No cóż kompromis. Znalazłszy tę, co świetnie gotuje zakładamy, że po kolacji tez jest świetna i to w stylu, jaki nam najbardziej odpowiada. Ale nie jest. Do naszego alkoholizmu i depresji jeden krok. Redukujemy oczekiwania, pozostaje praktycznie gotowanie i seks. Domyślnie zakładamy, że będzie dobrą matką. Po namyśle ograniczamy oczekiwania, co do seksu z super do niech tam. I tu wybór jest większy niż nam się na początku wydawało. Następuje moment kulminacyjny, wtedy już sporo pijemy, na własnym weselu się nie sprawdzamy, przesypiamy noc poślubną budząc się w łóżku z jakąś kobietą i zadając sobie pytanie, – co ja robię tu? Alkohol powoli znika z organizmu i bezmiar głupoty, jakiej dokonaliśmy powala. Krótko po tym okazuje się, że nasza wybranka też popełniła głupotę i chętnie by to wszystko odwołała, ale jest w ciąży w czwartym miesiącu i zasadniczo o to jej właściwie chodziło/ o dziecko nie o nas/. Przy okazji słyszymy o zawodności środków antykoncepcyjnych, których nie brała i zapomniała nam o tym powiedzieć. Kuchnia spada do prawie zera, bo mało lubi kleiki dla dzieci, seks niemożliwy. Dwoje obcych ludzi ma wychowywać jej dziecko, bo przecież nigdy nie ma gwarancji. Szczęście pisane dużą literą. Jedyne uczucia, jakie przy tym mogą być brane pod uwagę to ewentualny brak nienawiści, z tym, że nie robiłbym sobie nadziei. I to wszystko przez reklamę i domysły. Komercja zabija-… myślenie i czucie, a wzmaga chęć by się napić.

Łakomstwo

Łakomstwo

Zima minęła i nadeszła wiosna. A z nią nowalijki, szczególnie czekałem na młodą kapustkę. Na niedziele żona zabukowała schabowe, więc młoda kapustka jak w sam raz, jako surówka, przepraszam, jako warzywko. Moje szczęście nabyło dwie główki, a ja, jako nadworny od rżnięcia ochoczo chwyciłem za nóż i dawaj, odcinać głąby z zewnętrznych listków i z środka. Robiłem to wiele razy i nie miałem nigdy kłopotów. Fascynowało mnie jak taka kapusta gotowana w garnku, do którego wkładałem kolejne pokrojone porcje osiada i się kurczy, traci swoją sztywność i w ogóle jakby znika w garnku. Przy okazji miło mi było zawsze pomóc zapracowanej Żoneczce. A tym razem już w połowie pierwszej główki ciach i po paluchu. Jakoś tak nieszczęśliwie trafiłem, że to czerwone leciało i leciało. Zaklejenie plastrem też niewiele dało. Ale nie o tym chciałem pisać, bo rana niegroźna poboli, przestanie, a boli tylko przy naciśnięciu, więc nie ma sprawy. Ale ogranicza i o dziwo to o wiele bardziej niż by się zdawać mogło. Bo na przykład zapinanie guzików wychodzi fatalnie. W niedzielę rano robiłem dla rodzinki poranną jajecznicę, ze szczypiorkiem i bardzo trudno mi było rozbijać jajka. Śmiesznie, bo nie chciałem wkładać do środka jajka paluch oklejonego plastrem a jajka jedną ręką otworzyć nie potrafię. Tak stałem przy patelni tłukłem jajka i cały czas kombinowałem jak by do końca tę skorupkę rozdzielić jedną ręką. Parę rozgniotłem parę wleciało ze skorupką, którą potem pracowicie wyciągałem. Szczypiorek zacząłem kroić i też mi się wymykał. No czyta jełopa ze mnie wyszła. Aż wstyd. I to, co boli najbardziej, to mała niegroźna ranka a tak utrudnia życie takiemu dużemu chłopu! A spodnie jak trudno wciągnąć, buty zasznurować/ to to już przesadzam i samolituję się nad sobą, ale czemu nie przecież jestem „ranny” i jak sam się nad sobą nie użalę to znikąd litość nie przyjdzie/ A każdy jej przecież potrzebuje … i przytulenia też. A co to ma wszystko wspólnego z łakomstwem? Ma, bo mi się kapusty zachciało, nowalijki w głowie zawróciły. A nie bezpieczniej było kwaszonego zjeść? Oj mądry Polak po szkodzie.

Fotki

Fotki

Ludzie nas wszystkich namawiają, aby fotografować ile się da. Nikt się nie zastanawia, jakie będą tego konsekwencje. Nad moim biurkiem wiszą dwie fotografie z początku ubiegłego wieku. To moi pradziadkowie. Pradziadek jak to chłop, ledwo ładniejszy niż kwit na węgiel i nich mu będzie, może był sympatyczny, ale nie wiem, bo go nigdy nie poznałem. Za to Prababcia cudnej urody kobieta, na tym zdjęciu około 25 lat. Widziałem też jej portret w mieszkaniu jej córki. No po prostu prześliczna laska. I do tego z takim charakterem. Tu dygresja, u siebie nie dostrzegam choćby śladowych ilości babcinych genów. Obraz tej Babci z portretu towarzyszył mi całą młodość. Naprawdę stanowiła ideał aż do momentu, gdy zdetronizowała ją moja Żona. W zawirowaniach rodzinnych portret Prababci gdzieś się zapodział, ale zdjęcie mam do dziś. Od czasu do czasu pozdrowię Babunię, napasę oczy jej krasą. I wydaje się, ze jest OK. Nic bardziej mylnego. Na zdjęciu Babunia jest od góry do poziomu biustu, no rzec można włącznie. I tak by mi została w pamięci po wieki gdyby nie mój braciszek cioteczny, który zajął się historią naszej rodziny. Syn historyków, więc po rodzicach ma smykałkę. Zbierał zdjęcia z różnych albumów i na moje nieszczęście znalazł późniejsze zdjęcia Babuni. Łotr jeden nawet mi je pokazał. Babunia na nich w całej okazałości, starsza już ze dwadzieścia, może więcej lat w sukni do ziemi. Uroda gdzieś znikła, nie wiadomo też czy łatwiej ją było obejść czy przeskoczyć. No trauma jak diabli, mit w mojej świadomości padł i chyba się już nie podniesie. I wtedy dla poprawienia nastroju zacząłem oglądać swoje zdjęcia. Jako sześciolatek byłem smukły i zamyślony. Jako piętnastolatek byłem, no prawie ciacho, choć nie zdawałem sobie z tego sprawy, potem okres buntu, długie piękne włosy, zdjęcia z jakimiś dziewczynami i potem już tylko moja żona i ja. Ona coraz piękniejsza, ja jakby na odwrót. Lata mijały trend się utrzymywał. I wtedy zrozumiałem, ze jednak pewne geny po Prababci odziedziczyłem. I teraz cykając fotki z komórki czasami nachodzi mnie myśl czy aby nie czynie komuś wbrew?

Klocuszki

Klocuszki

Dzisiaj po prysznicu spojrzałem na swoje paluszki u nóg. Paluszki, z których byłem przez wiele lat dumny wierząc święcie, że może  nie jedyny, ale jeden z najbardziej doskonałych elementów mojego ciała to właśnie one. Zwykle smukłe proste układające się w subtelne zakończenie pięknej stopy. To, co dziś zobaczyłem nie było tym, czego się spodziewałem. Przez lata zakładałem skarpety nie interesując się tym, na co je wciągam, pazury obcinałem koncentrując swą uwagę na li tylko pazurach i po rytualnym obcięciu nie zadawałem sobie trudu rzucenia okiem na całokształt stopy. Może, dlatego, że rzadko upajam się swoim ciałem. Ot kiedyś przed laty uznałem paluchy u stóp za aksjomat doskonałości i ani tym faktem napędzany, ani przygaszony żyłem ze świadomością posiadania tych pięknych zakończeń stopy. Aż do dziś. To, co ujrzałem niestety nie ma wiele wspólnego z ideałem. Otóż środkowy palec u stopy zarówno lewej jak i prawej uległ nieodwracalnej jak mi się zdaje deformacji. Zgiął się w drugim od końca licząc stawie i nie bardzo można go wyprostować. Nie pociąga to za sobą bólu, ale harmonia doskonałości zniknęła. Dodatkowo palce po obu stronach zgiętego winowajcy jakby miały do niego skłonność i przechyliły się w jego stronę. Stopy niby dalej pozostały symetryczne, ale co z tego. Porażka psychiczna poprzez stracona pewność posiadania trudna do wytrzymania. Stres mnie niemal zabija. Ale walczę i staram się odkryć, co się za tą straszną zmianą kryje. Pierwsze myśli to, że pod wpływem coraz większego dobrobytu stopa mi osiada i zbliża się niebezpiecznie do platfusa. Ale to raczej ja się do niego zbliżam a nie stopa, co stwierdzam po oględzinach. Nowy trop to buty. Przypominam sobie, że za komuny nosiłem rozmiar 42, patrzę teraz a tu niespodzianka od 42 do nawet 45 w zależności od pary. Mam na szczęście takie buty, które kiedyś kupiłem od szewca, który je zrobił klientowi na zamówienie a ten produktu nie odebrał i przypadkowo, były one idealne na moje stopy. Niemodne, ale mam je do dziś z sentymentu. Numer 42. Zakładam, pasują sprawdzam z innymi i odkrywam przerażającą tajemnicę. Otóż dzisiejsi producenci obuwia robią buty węższe niż dawniej. Cholery oszczędzają na skórze i innych materiałach. Kleją to dranie mocnymi klejami i żeby w ogóle włożyć stopę to trzeba brać większe. Tymczasem wąskie butki obciskają stopę doprowadzając do zaobserwowanej u mnie deformacji. Już zacząłem rapsodię pod tytułem- Pozwę Cię, za zniekształcone stopy pozwę Cię / na melodię operetki przeklnę Cię/, ale zadałem sobie pytanie, kogo pozwiesz? No i tu brak połączenia dowodowego moich zniekształceń z producentem obuwia. Czyli znowu w plecy. Przestroga dla spacerowiczów – tyle cierpienia z powodu chodzenia.

O rany, a takie były śliczne- i tu łzy jak groch.

Mania

Mania

Kiedyś w mrowisku jeden mrówek nie mogąc zrealizować swoich samczych zapędów i ambicji wyszedł z niego po cichu. Zaraz przy wejściu znalazł długi i ostry na końcu liść sosny, a właściwie szpilkę. Tak uzbrojony wyszedł w las. Dźgał i walił we wszystko, co spotkał i w ten sposób utłukł sześć śpiących muszek, trzy komary i przygwoździł jedną tłustą dżdżownicę. Zmęczony rozłożył się na mchu i westchnął. Jestem najlepszy, wszyscy się muszą ze mną liczyć. I tak zapatrzony w siebie usnął znużony. Obok po mchu paradował ptaszek typu wróbel. Zobaczył mrówka, jedno klapnięcie dziobem i po insekcie. Jego szczęście, że usnął zadowolony. Obiektywnie żenada. I niby po historii, bo, o czym tu jeszcze opowiadać. A ja się zastanawiam ilu jest takich mrówków wokół nas, co to śpiącą muszkę czy komarka palną w głowę i potem na cały głos drą się, że są najlepsi? Niestety całe mnóstwo. Jak ich usunąć, aby nie przeszkadzali prawdziwie wielkim? Kogo obsadzić w roli wróblowatego? To historia o mediach gdzie takiego wyboru można dokonać. To początek historii o tych, co często za nasze pieniądze chcą realizować pożal się Boże spektakle, programy, czy pokazywać nam świat z jego najgorszej strony. Mam taki apel. Każdy ze środków masowego przekazu, przed wiadomościami pokazuje reklamy, bo z nich żyje. Więc jeżeli wiadomości czy inny program nas zawodzi nie kupujmy reklamowanych przed nim produktów. Jak spadną wpływy z reklam to zaraz się redaktorzy i dyrektorzy zaczną zastanawiać, dlaczego i po jakimś czasie może doczekamy się tego, co chcemy słyszeć, czytać czy oglądać zamiast kolejnych sensacji typu w wypadku na… zginęło.. Osób. To właśnie ci, którzy dają zgodę na publikację tylko materiałów o teoretycznie komercyjnym charakterze są owymi przykładowymi mrówkami. Do wpisu dodaję zdjęcie autentyczne pokazujące, że mrówkiem można być chyba wszędzie

WP_000344

Po jajkach

Po jajkach

W te święta trochę się narobiłem, ale to było przyjemne zmęczenie. A to zakupy, a potem gotowanie jajek, barwienie tychże, potem jaja faszerowane z prawie 30 jaj. I tu pomoc córki i wnuków plus dodatki. Potem sałatki dwie pełne michy sałatek z dwóch różnych rodzajów składników. Rankiem sobota i niedziela moja ukochana formuła 1, a tu trzeba kroić wędliny i chleb. Jak to razem dopasować? Ale jakoś się udało. Moja Żonka zajęła się resztą mimo innych zajęć, jakie jej przypadły w udziale i Święta minęły. Ale wieczorkiem padłem. Przez te dwie przedświąteczne noce spałem mało, bo od około 2 w nocy do jakiejś 5.40 więc jak mnie ścięło w niedziele po południu to spałem 1,5 godziny. Budzę się i krzyczę paszła won. Żona wpada do pokoju i pyta, co się stało a ja, że starość mnie dopadła, a ona, że to tylko zmęczenie i żebym nie robił popłochu, bo jeszcze uwierzy.  Wstyd mi się zrobiło do tego stopnia, ze poza owocami nic więcej nie jadłem, zarówno tego jak i do popołudnia dnia następnego. Żołądek się ze wstydu skurczył. I już byłem bliski, aby wymyślać nową skuteczną metodę odchudzania, gdy myśl mną owładnęła. Jak sprawić by się ktoś w wieku dwudziestu lat starości przestraszył? Mowy nie ma. Oni uważają, ze to nigdy nie nastąpi. Myślą, że 50 latek to zasadniczo powinien się skupić na wyborze stosownego sprzętu na ostatnią drogę, a nie na czymkolwiek innym. Takiego starucha to powinno interesować, czy to ma być dąb, czy sosna, czy może kremacja. I nawet w święta wielkiej nocy, zmartwychwstania nie pomyślą, że może być inaczej. To może przesada mieć nadzieje, że dzieciaki zobaczą w nas kandydatów do życia wiecznego, ale co by im szkodziło poudawać. A nie, nie chcą. I tak się myśli, że to może lepiej samemu się w dębowej jesionce ułożyć i nie liczyć, że ktoś o nas zadba, bo to i wstyd trochę będzie i dyskomfort. Zasadnicze pytanie brzmi. Czy opłaca się leczyć po to by się przekonać jak to na starość będzie?. Ja mam swoje zdanie i się z nim zgadzam.

WP_000737 (2)

Optyka kwiatowa
Tak się składa, że w firmie mam taki mały ogródek i w nim również kwiatki wszelkiego rodzaju. Lubię obserwować jak po każdej zimie rosną jak się zmieniają, jedne przekwitają inne dopiero rozkwitają i cały czas coś się dzieje. Zaraz jak tylko słonko ciut mocniej zagrzeje poprzez śnieg pojawiają się przebiśniegi/ jak sama nazwa wskazuje, potem wystawiają nosy krokusy a potem to już inne a to hiacynty, tulipany i inne, których nazw nawet nie znam. Tu drobna dygresja, bo zawsze fascynowało mnie jak rosną tulipany. Najpierw z ziemi wychodzą drobne listki, dorastają do ostatecznej wysokości tworząc coś w rodzaju leja, w którym po pewnym czasie pokazuje się ten jeden jedyny właściwy pęd, który w końcu rozkwita. I właśnie ten pęd rośnie najwyżej. Smutno jak przekwita. Ale nie o tym chciałem pisać, a o tym, że białe przebiśniegi i przylaszczki o barwie światła białego zastępowane są fioletowymi krokusami / jedna strona tęczy barw/ a potem szybko do czerwonych tulipanów / druga strona tęczy barw/. I to jest bardzo fajne zjawisko taka tęcza na ziemi, lekko rozciągnięta w czasie. A te barwy symbolizują przemiany i uczucia, jakie w nas budzi wiosna. A na dodatek to, co nas czeka w przyszłości od zimnych fioletów niepowodzeń po czerwone namiętności, a to wszystko na tacy z zieleni. Pięknie. Wszystkim moim czytelnikom tą drogą chce życzyć kolorowych jajek, kolorowych nastrojów i kolorowego życia. W święta i po świętach.

 

Słoje

Słoje

Patrzyłem kiedyś na deskę drewnianą i na charakterystyczne dla niej słoje. Przypomniałem sobie jak dawno temu na praktyce robotniczej pracowałem z siekierą w ręku w lesie i jak leśniczy przeciąwszy pień opowiadał o tych słojach cuda , jak to w środku drzewa zostają ślady tego, co się z drzewem działo przez całe jego życie. Ciekawostka – każde przecięcie to trochę inna historia. Dziś w nocy pomyślałem a jakby tak człowiek miał słoje z wyrysowaną historią życia? I tak gdyby serce miało słoje to na początku ileż uczuć ileż zawodów, jakie te słoje byłyby rozbuchane, potem okres wyciszenia, stabilizacji, niewielki przyrost o charakterze jednostajnym. Najbardziej ciekawa byłaby chyba wątroba z licznymi przerostami od nadmiaru. A to jedzenia a to picia. Albo taki woreczek żółciowy, ileż to razy w życiu ta żółć nas zalewa. A jak nieregularnie i niespodzianie. Trzustka narząd spokojny, regularne wyrzutu insuliny i jej nieśpieszne, rutynowe działania pozwalają przewidywać regularne słoje. Czyli nuda. Fajne hasełko, życie nudne jak trzustka. Nie mam zdania, co do śledzionej i właściwie nieuchronnie zbliżam się do narządów najbardziej podatnych na zmiany i uniesienia. I o ile u mężczyzn przecięcie narządu dla zbadania słojów wywołuje u mnie skurcz przerażenia, o tyle historia życia osobnika jest jak się domyślam dobrze widoczna i całe szczęście , że w wielu wypadkach żony tego nie widzą, bo skojarzenie lat z bólem głowy z rozbudowanymi słojami u małżonka mogłoby doprowadzać do bardzo przykrych sytuacji. Tak samo sekcja ukrytych w woreczku poniżej i badanie słojów na obecność dawców życia skojarzona z datami urodzin potomstwa dawałaby podstawy do jakże niesłusznych wątpliwości. Ale co przecinać u kobiety? Wszystkie ewentualne dowody niszczone w ciągu 4 tygodni, organów z pamięcią brak. I kto tu jest na straconej pozycji. Spryt kobiet poraża, tak samo jak ich umiejętność przewidywania. Muszę się jednak przyznać, że wcale się nie zmartwiłem, że te słojowe dowody dotyczą drzew a nie ludzi, bo jak sobie wyobraziłem wymyślane testy na prawdomówność poprzez analizę słoi, skale cierpień i udziwnień życia to powiem a niech te słoje sobie rosną w drewnie a nie w naszym uczciwym i prawdomównym życiu.

Kolorki

Kolory

Jak mam ochotę się pośmiać to zaczynam przypominać sobie nazwy kolorów. Oczywiście, jako mężczyzna jestem ślepy kolorystycznie i w ogóle się nie znam na nich, ale zabawy jest, co niemiara. Uwielbiam słuchać, zresztą podziela to mój syn rozmów pań o kolorach. ”Wiesz ten poziomkowy płaszcz mi się podoba, bo ten truskawkowy to nie pasuje mi do torebki, wiesz tej wiśniowej. Fiolet to fiołek, magenta czy jakoś tam. I co dziwne przy tysiącach nazw Panie nie maja najmniejszych problemów ze zrozumieniem, o jakich kolorach mówią. Dwa ostatnio słyszane to brudny róż i sorbet malinowy. I konia z rzędem temu z Panów, który wie, czym się różni malinowy od sorbetowego malinowego. Co innego, gdy wchodzą w grę takie kolory jak bahama yellow czy bermuda blue. Prawie nikt tak nie był, ale wszyscy miłośnicy motoryzacji znają te nazwy lakierów samochodowych doskonale tak jak na przykład wszystkie odmiany i odcienie czarnego czy słynne graphit Schwarz. To jest z kolei zupełnie niezrozumiałe dla Pań. I tak jak dla Pań kolory na dany sezon to… i tu następuje wyliczanka nazw, które facetom nic nie mówią, tak dla Panów myślących o kupnie samochodu teraz w grę wchodzi jedynie biały we wszystkich markach nazywany inaczej, ale niezmiennie biały i tak będzie przez jakieś cztery lata, bo była już era srebrnego metalika, potem era jak ją nazywam żałobna, bo tylko czarne. I tylko chyba jedna gałąź związana z kolorami opiera się modom – rokroczne najmodniejszym kolorem jajek wielkanocnych jest onion brown, czyli cebulowy brąz. I co dziwne nie ma tak, że, mimo iż te jajka w tym samym garnku gotowane z tą sama cebulą i się różnią odcieniami, wręcz kolorem, to cały czas mówi się na nie prymitywnie – brązowe. Owszem, gdzieś na boczku dzieci młode dla zabawy zrobią jajeczka żółte czy czerwone, a nawet granatowe, ale mody kolorystycznej nie ma. Tracimy bardzo wiele odczuć estetycznych, bo jakby pięknie było gdyby w tym sezonie królowały jaja na przykład pistacjowe i do tego w marketach można było dokupić stosowne ozdoby w kolorze pistacji. Tak pięknie, że aż się chce puścić kolorowego pawia. Natura dobrze wie dając nam jaja o różnym kolorze skorupki, że jaj nie da się zaszufladkować, ani kolorystycznie ani inaczej. Bo jajo jest INDYWIDUALNE. I bardzo dobrze.

PS. Uwaga dotyczy wszystkich jaj