ktak

Właściwie bez wiodącego tematu, takie tam pisanie co mi do głowy przyjdzie

Wpisy z okresu: 11.2014

Prześwit

Prześwit, tak, na co dzień

Załóżmy, że człowiek ma trochę inną konstrukcję niż teraz. Na przykład gdybyśmy byli przeźroczyści tak jak meduzy i potrafili przez siebie przepuszczać różne elementy materialne. Jak wyglądałoby nasze życie codzienne. Wiele rzeczy i nawyków by się zmieniło. Zacznijmy od samej wizualizacji. Taki osobnik przeźroczysty to dopiero jakby coś pochłaniał byłoby widać więcej niż zarys postaci. Bezbarwna krew, galaretowate i prześwitujące ciało i ci tu osłaniać jak się czegokolwiek trudno dopatrzeć. Swoja droga ciekawe czy kobiety miałyby parzydełka tak jak te słynne australijskie meduzy. Ale nie bądźmy złośliwi. Moda, na co dzień to by dopiero było wyzwanie. No, bo jak przykryć czy uwypuklić coś, czego nie ma? Myślę, że wtedy sztuka tak zwanego body painting, czyli malowania na ciele świeciłaby triumfy. No, ale co można na takiej galarecie namalować? Ptaka na bezchmurnym niebie? Tylko, w którym miejscu. Podobnych dylematów jest więcej. Ciekawie się też rozwijają rozważania nad dietą. Bo jak ukryć w galarecie batonik Milky Way zjedzony wbrew zaleceniom dietetyka. Jak oszukiwać przy posiłkach. W tej galarecie to nawet ilość kanapek da się przecież policzyć. Więc jeśli decyzja o odchudzaniu to wraz z konsekwencjami. Tylko, po co, trochę więcej żelatynki z tej czy z tamtej, przecież obrys trudno zauważyć. Szczególnie na świeżym i czystym powietrzu. Odchudzanie nie ma sensu. A inne własności? Takie ciało mogłoby przenikać przez ściany, więc drzwi i inne otwory służące do wchodzenia i wychodzenia straciłyby rację bytu. Opierasz się o auto i myk jesteś w środku. Tyle, że tyłkiem po ziemi szorujesz, bo przenikasz i przez podwozie. Trzeba by wymyśleć inny sposób przemieszczania. Jakaś strzelanina też nie byłaby groźna, bo kula przechodziłaby przez ciało nie powodując uszkodzeń. I teoretycznie to takie piękne i praktyczne, ale czy chcielibyśmy stracić te widoki muskularnych samców prężących się w promieniach słońca, tych wszystkich biuścików, pośladków, brzuszków. Raczej nie, bo stracilibyśmy cel i marzenia i oczekiwania i bardzo dużo różnych motywacji, które powodują naszą aktywność codzienną. Pewnie po upływie pokoleń też byśmy się dostosowali, ale najpierw te pokolenia trzeba by zrobić. A jak się rozmnażać z galaretą?A nie wiem.

Narcyzm , moje nowe odkrycie

DSC_0255 (2) Wczoraj przycinałem sobie brodę i wąsy. Jak nigdy nie zawracam sobie tym głowy tak niespodzianie moją uwagę wzbudził kształt ust moich. I szczerze powiem olśniło mnie. Cóz za cuda? Ten zarys. lekko uniesione na środku jak dwie wieże w Nowym Jorku, sterczące w wyuzdanym geście wierzchołki szczytów górskich. Coś pieknego i jakby nieosiągalnego. Dolna warga miękka jak poduszeczka aż wołajaca o to by jej dotknąć ,ułożyć na nie inne usta. No sama tego świadomość aż mnie przenika dreszczem zmysłowym. Do tego lekko wilgotna powierzchnia skóry, kusząca do pocałunku. A barwa , taki dojrzały  zmysłowy róż i to męski nie damski.Patrzyłem jak oniemiały. Czy to naprawdę ja? Jak to mozliwe ,że od tylu lat jesteśmy razem a były one dla mnie te ust korale niczym innym tylko otworem gębowym? Taka wrzutnią żarcia, czymś tak pospolitym i zwykłym. A pod wąsem kryło się coś tak pieknego , można rzec idealnego, zachwycającego. Zdałem sobie sprawę ,że zbliżając te klejnoty do kobiecych dłoni , w celu powitania, wywołuję efekt o jakim nigdy nie myślałem. Przecież patrząc na nie kobiety zapewne marzą aby je poczuć na szyji gdzie delikatnie sie ślizgając wywołają tak lubiany przez panie efekt. No cóż mógłbym tę refleksję jeszcze pogłębiać ale przyszło mi do głowy ,że usta te mają jeszcze jedną niewidoczna na pierwszy rzut oka zaletę. One są właściwie nieskalane kłamstwem, chyba ,że w dobrej sprawie czy dla żartu. Ale one są czyste. Ktoś złośliwy powie a pokaż stary capie co one zakrywają? I jeśli chodzi o zęby to może nie jest tragicznie i nie wyglądają one jak Warszawa po zakńczeniu niemieckiej okupacji ale troszkę mało proste są na dole. Za to skrywany język śliczniutki różowiutki też ma swoje urocze cechy a nie tylko przesuwanie ziemniaków w jamie ustnej. Na przykład pieknie moduluje głos. I świadomość tego bogactwa napełnia mnie od wczoraj dumą i samozadowoleniem. Narcyzm to piękna sprawa , nie wierzcie przesądom. Dzis na przykład przed lustrem ćwiczyłem minki ,, oblizywałem wargi w celu dobrania wyrazu warg do sytuacji jakie sobie wyobrażałem. Wypadałem zachwycaająco. Moja samoocenaa szybowała w górę jak rakieta. Byłem wręcz zły ,że do pracy jadę autem a nie na przykład autobusem czy metrem. Nie miałem sie przed kim chwalić. Straszne. Mieć coś tak pięknego i to kryć? Chyba całkiem od tego piękna zgłupiałem ale coraz bardziej rozumiem celebrytów i te Miss. Człowiek sie uczy całe życie i nie wiem czy chcę być taki piekny, chyba jednak znowu zakryję te cuda, a jak będę się chciał podbudować to sobie zaczeszę wąsy do góry i pooglądam.

Szlag mnie trafił

Szlag mnie trafił

Takie ładny tekst dziś napisałem i szlag go trafił, bo mu dałem złą nazwę i zamiast się zapisać został skasowany. Postaram się, więc odtworzyć „dzieło”. Tekst był o tym, że preferencje smaku zmieniają się z wiekiem i tak na przykład szpinak praktycznie niejedzony przez małe dzieci z racji, które wszyscy dobrze znają dopiero w późniejszym wieku zaczyna nam smakować. Tak samo brukselka a już klasycznie to flaki. Wszyscy wiedzą, że małe dzieci uświadamiane przez mamusie i szkoły, co to są flaki, z czego się biorą no nie chcą tego przysmaku wziąć do ust i potem żałują. A matki zamiast polecać odżywczy rosołek z lekkostrawnym mięskiem nie widzą ogromu krzywdy, jaki dziecku wyrządzają nie ucząc ich od małego tego boskiego smaku. Mamusie nie uczą dzieci jak pyszne i zdrowe są oliwki, pomidory jak dobrze każdemu dziecku zrobi mięsko z królika czy konie, o zapomnianych a pysznie lekkostrawnych perliczkach nie wspomnę.  Dopiero z upływem czasu i uwolnieniem się spod matczynej opieki dziecko próbuje, już, jako dorosły innych ciekawych smaków. I odkrywa je. Przechodzi całe szlaki smakowe jak na przykład w alkoholach od wermutów i win słodkich poprzez piwo z sokiem malinowym/ słodkie lepsze/ potem wina białe półwytrawne i docenianie temperatury trunku, potem szampany, wina białe, różowe i wreszcie czerwone. Przychodzi czas na trunki cięższe typu whisky, wódka gin czy tequila. I na samym końcu smaki zupełnie specyficzne jak na przykład Campari. Ale to dopiero później, bo za młodu mamy być zdrowi, a więc przecierki, kaszki czy zmiksowane z warzywami mięso. Kto z dorosłych, ba dorastających to potem je? Prawie nikt, mało tego wspomina to z niechęcią. A co to trudnego dać dziecku na śniadanie chlebek pita, oliwki i ser kozi a do popicia rozcieńczone czerwone winko? A na obiadek podsmażane krewetki z czosnkiem a do buteleczki schłodzone Pinot Griggio? Nic nie stoi na przeszkodzie, bo statystyki zdrowia u nas i w Grecji niewiele się różnią, a dieta zasadniczo. I jest jeszcze jeden bardzo niemiły aspekt sprawy. Jak się dzieci chowają na tej kaszce to potem przez lata tracą możliwość kosztowania potraw naprawdę pysznych i zdrowych. Te kaszę dające mamy nie zdają sobie sprawy ile radości z życia odbierają dzieciom.

A źle nazwałem poprzedni wpis , tak samo jak już jeden przed nim i na pytanie kompa czy chcę zapisać zmiany odpowiedziałem ,że nie. I szlag trafił robotę.

Życie potęgi

Życie potęgi

Narodziłem się w bardzo ciężkich warunkach. A to mnie smarowano a tu wyciskano, to znów prasowano. Na koniec, gdy już było po wszystkim potraktowano mnie światłem po oczach, później się dowiedziałem, że to był skaner. Ale to pierwsze zetknięcie ze światem miało być jeszcze gorsze. Razem z innymi z przerażeniem patrzyliśmy jak spada na nas olbrzymie ostrze i rozcina zwarte grupy nowo narodzonych. W końcu przyszło i na mnie, aż się trząsłem ze strachu. Ale było szybko i precyzyjnie. Nie bolało. Następnie zebrano nas w grupy po sto i przepasano dosyć mocno. Jak się domyślacie byłem nowym banknotem o nominale stu złotych. I właśnie tak rozpocząłem swoją przygodę ze światem. Podobno pieniądz to potęga. Opowiem jak to wygląda od drugiej strony. Najpierw powędrowaliśmy opakowani do ciemnego suchego pomieszczenia, Folia dawała ochronę przed kurzem i światłem i cały czas byliśmy młodzi nienaruszeni, aż pewnego dnia folię rozerwano i zawędrowaliśmy do kasy. Najpierw staliśmy na boku i było nawet w miarę wygodnie aż rozcięto banderolę i przepuszczono nas przez liczarkę. Co za uczucie wesoły przejazd w głowie króla Jagiełły aż się zakręciło. Super. Potem wraz z wieloma innymi trafiłem do kogoś a właściwie do jego portfela. Zapach skóry, troska o kształt, po prostu ekskluzyw. Czyste palce mojego dotychczasowego pana podały mnie w spocone ręce kogoś innego, a i towarzystwo jakby inne. Zaczęła na mnie napierać napalona pięćdziesiątka w celu wyraźnie prokreacyjnym, ale stawiłem opór, bo jak siedemdziesiątki piątki? Co ciekawe w tym portfeliku dowiedziałem ssie o wielu przygodach różnych banknotów od mrożących hologram tekstów o praniu w detergentach i właściwie nieuleczalnym kalectwie wywołanym tą kąpielą z eksterminacją, jako skutkiem, przez przekładanie z rąk do rąk i auto degradacją. Były opowieści o ciepłych i spokojnych dniach w bieliźniarce, skarpecie z brutalnym dalszym końcem. Opowieści o banku ziemskim w słoiku po ogórkach. Dużo się dowiedziałem w międzyczasie zmieniając portfele i portfeliki, aż któregoś dnia jakiś facet wsadził mnie jakiejś pani za stanik a ta przekazała mnie innemu panu, który mnie zwinął i wykorzystał, jako rurkę. Zaprószył mnie i sponiewierał, wsadził do kieszeni gdzie byłem bezlitośnie gnieciony i z każdą chwilą traciłem fakturę. W końcu zostałem rzucony na stolik jakiejś restauracji, jako napiwek. Wtedy nie byłem już dumnym eleganckim banknotem tylko zużytym biletem bankowym. I tam trafiłem. Rzeczoznawca mnie obejrzał i wyrzucił do kosza zużyte. Zmarłem pocięty i spalony w stanie ledwo żywym.

Niby potęga, a jaki dramat?

Rod Steward

Rod Steward

Ostatnio słuchałem piosenki Roda /

/” Do Ya think I’m sexy” i tak mi do głowy przyszło ,że oglądając ten teledysk to trudno się w Rodzie tego sexy doszukać. Co prawda w treści piosenki on się sam nad tym zastanawia czy przypadkiem rzeczona dama nie pragnie po prostu jego kasy, ale w podtekście widać jego jakby przekonanie, że jednak jest sexy. Kombinowałem, że to się musi z czegoś brać. Poza sławą i bogactwem, no może osobowość, bo fizycznie to brzydal malutki i trochę pokraczny. Głos na pewno ma intrygujący. I tak doszedłem do oczywistego wydawałoby się pytania czy ja sądzę o sobie, że jestem sexy. W pierwszym odruchu odpowiedź brzmi oczywiście nie. I jak tak sobie odpowiedziałem, to mi się przykro zrobiło. Dla siebie samego to oczywiste, że nie, ale może dla kogoś innego. A poza tym świadomość, że się z czegoś jest wykluczonym nie jest miła i chcąc nie chcąc szuka się zaprzeczenia stawianej tezie. Więc może jednak? Popatrzyłem na fizis i niestety wątpliwości się pogłębiły, ba nawet przeszły w pewność. Ale do głowy przyszedł mi przykład, który zachwiał ta pewnością. Są psy, buldożki francuskie, brzydkie jak noc, a jak mówią kobiety tak brzydkie, że aż ładne. Nadzieja umiera ostatnia, więc chwyciłem się tej myśli jak tonący brzytwy licząc, że ja z tej samej szkoły, co buldożek. Umysł mnie dobił, bo zdałem sobie sprawę, że te kobiety zachwycają się buldożkami z litości. Być sexy z litości to przecież paranoja. Umysł jednak cierpliwie podrzucał mi inne przykłady, otóż pewna szatniarka zawsze jak zostawiałem wierzchnie okrycie mówiła mi „ Dobrze Pana widzieć PIĘKNY Panie”. Nie bardzo się wtedy nad tym zastanawiałem, ale teraz jakby promyk nadziei. I następny cios dla ego od umysłu. Ta szatniarka to trochę ślepa była na jedno oko a na drugie nic nie widziała. Więc w zarysie mogłem być piękny. Ale tylko w zarysie. I już byłem w skrajnym dołku, zastanawiałem się czy chemicznie czy brzytwą zakończyć to nędzne życie, ale umysł podrzucił wreszcie myśl, że przecież moja Żona nie jest ani ślepa, ani głucha a czucie też ma, więc może dokonać oceny, może nie do końca obiektywnej, ale w tym wypadku subiektywizm jest dozwolony, ba nawet oczekiwany. I pozytywna ocena, jaką mam wystawianą przez lata jest dla mnie w tej kwestii wystarczająca. Ale, że by nie było wątpliwości, nie będę sugerował Rodowi Stewardowi, by się informował w tej kwestii u mojej Żony. O nie.

 

Teść

Teść

Wczoraj pisałem o teściowych i świekrach i jest to temat gorący przywołujący emocje często nawet skrajne. Ludzie godzinami są skłonni opowiadać o swoich kłótniach czy przygodach z wymienionymi paniami, a wzajemne relacje obrosły mnóstwem dowcipów. Mój ulubiony to jak teściowa przychodzi do zięcia i proponuje mu rozejm mówiąc – złego słowa do końca życia na Ciebie nie powiem, ale masz mi załatwić pochówek pod murem Kremla. Perspektywa dla zięcia cudowna, ale warunek…Następnego dnia przychodzi z pracy i poważnym głosem przekazuje teściowej wiadomość-Niech mnie mamusia nawet nie pyta ile to kosztowało i jak to załatwiłem, ale ma być Mamusia gotowa na sobotę. I w tak miłej atmosferze życie z teściową czy ze świekrą płynie. A teść? To jest najbardziej bezbarwna postać w życiu rodzinnym, nawet rozróżnienie czy to ojciec od syna czy córki nie istnieje. Teść to teść, wiadomo obcy. Dla zięcia okazja do wypicia dla synowej czy córki ktoś tam. No czasem jak to ulubiona córeczka tatusia to się o coś spyta, zasięgnie porady/ częściej pożyczki/, ale tak, na co dzień to ten teść może wziąć wnuka na spacer, przykręcić ramkę czy kranik, podwieźć i to by było na tyle. Wiadomo, że głos decydujący ma Mamusia i co ważne jej zdanie nie podlega negocjacjom. Takie są realia. Kiedyś to jeszcze teść decydował o finansach, ale teraz, kto go słucha. To taka pozycja, która uległa największej deprecjacji. Jest to też wyraźny znak, w jakim kierunku zmierza świat. To będzie matriarchat, banki spermy od wyselekcjonowanych samców zamkniętych w obozach pracy, gdzie będą dostawać jeść i ubranie robocze, a pełne zarobki będą wpływać na konta pań. Zresztą może być, że wpływać będą nie od jednego a od kilku. W bardziej intymnych przeżyciach zastąpią mężczyzn wibratory i tabletki, w pracach domowych roboty, życie towarzyskie będzie wreszcie na odpowiednim poziomie, czytelnictwo odnowi się, a posiadanie dzieci będzie świadomym wyborem, znikną gwałty i tylko nastąpi wyraźny wzrost przestępstw związanych z pomówieniami, oczernianiem itp., Ale od tego będą sądy też żeńskie i wyrok będzie zależał od dnia a nie od materiału dowodowego, ale dla pań to norma. Dalej kuchnia, królestwo warzyw i dietetyki, panie będą wyglądać jak bliskie krewne pomocy naukowych ze szkól przedstawiające kościec człowieka/ kobiety oczywiście/. I tak dalej. A teść, jako teść zaniknie. Wydaje się nieuchronne, ale oby nigdy nie nastąpiło.

Teściowa – kochać czy bać się być

Chyba jeden ze starszych dylematów i mam wrażenie, że łapię się za temat, do jakiego nie dorosłem. Jest jednak powód, dla którego to robię. Myślę, że w tym potocznym stwierdzeniu, że teściowa to samo zło, jest wiele zakłamań. Taki obraz teściowej wyłania się wtedy, gdy zięć chcąc robić coś na boku/ pijackie rajdy z kumplami/ mieszkał z ukochaną Mamusią. A Mamusia chciała ustawiać związek córeczki według swoich prawideł. A córeczka nie bardzo mogła się przeciwstawić, bo gdzie się wyniesie? Dzisiaj to coraz mniejszy problem, ale w tym odwietrznym konflikcie pokoleń przegrywają osoby powszechnie zwane świekrami. Te nieszczęśliwe kobiety, które przez lata dawały z siebie wszystko jedynemu ukochanemu i wiernemu mężczyźnie, jakim jest ukochany synek, bardzo będą przeżywać na początku to, że jakaś obca/ czytaj zła, wstrętna itp./ baba dotyka jej syneczka. Ech to wstrętne i nie do wytrzymania. Pół biedy, gdy się tego nie widzi, ale jak tak na oczach serce boli. I jeszcze ten zachwyt na twarzy syneczka. A potem te noce nieprzespane, gdy on nie nadchodzi a wiadomo, że jest z nią, z inną OBCĄ kobietą. Po jakimś czasie okazuje się, że ONA robi coś, czego matka nie robiła na przykład łazanki z makiem, które ten cycuś mamusi uwielbia a Ona mu tego nigdy nie dała. I świekra zaczyna się czuć gorzej a potem syn się wyprowadza i synowa go przerabia na swoją modłę. Mamusia staje się coraz mniej ważna. Synowa nie dzwoni z miłym zaproszeniem wpadnij Mamo na ploteczki a w zachowaniu syna pojawiają się nabyte nieznane do tej pory, powiedzmy wprost obce i niechciane wątki. No nie tak matka uczyła. Następuje okres kamuflażu uczuć. Niby wszystko jedno, na zewnątrz kamienna twarz, ale w środku coś się gotuje w bezsilnej niemożności. Synek się oddala i matka wie, że on dąży za swoją wybraną a matka go traci. Cos w niej trzaska, próbuje być dla synowej przyjaciółką, kumplem. Ale wśród kobiet to bardzo mało prawdopodobne. To jak przyjaźń tygrysa z jelonkiem. Teoretycznie możliwa. Matka się usuwa pozostając w wierze, że będzie potrzebna do opieki nad wnukami. I nawet od czasu do czasu dostaje wnuka, ale wszystko, co najbardziej intymne, a związane z dzieckiem ustala synowa ze swoja matką. Matka patrzy na syna i stara się być jak najbliżej niego, ale myśl, że on jest już gdzie indziej, która brzmi jak zdrada nie bardzo może zniknąć z jej głowy. I to pogodzenie się ze „zdradą” ukochanego jest trudne, bo tyle mu dała a on teraz z inną. I co z tego, że taka kolej rzeczy, ale ona nie chce, nie chce i już. Taki dramat matki. Albo taka cena za to, że przez te dwadzieścia lat z okładem był jej i to na pewno, bo matka jest tylko jedna. Wniosek jest jeden, dużo lepiej być teściową niż świekrą.

Norwegia

Norwegia

Stenia długo się do tego przygotowywała. Rozpamiętywała swój związek ze Stefanem na wszystkie strony i nie mogła zapomnieć tego, co jej zrobił. Na początku było nawet fajnie, fascynacja nim pozwalała przełknąć pewne elementy zachowań, jakich nie akceptowała. Samcze odzywki, brak taktu zrzucała na żarty, on też się pilnował, ale z czasem stawało się to nie do zniesienia. Stefan przestawał mieć jakiekolwiek hamulce, wyzywał ją przy ludziach i nawet sąsiad Pan Roman był oburzony jego zachowaniem. Stenia nie wiadomo, dlaczego trwała w tym toksycznym związku, Stefan dalej u niej mieszkał i czynił z jej życia piekło. O tym myślała jadąc do Norwegii. Nie umiała poradzić sobie z tą upokarzającą sytuacją, ręce się jej trzęsły, głos też, cały czas podminowana, przepełniona strachem podjęła decyzję i pojechała. Tam daleko na północ nad fiordy. I teraz stojąc na skraju, gdy miała pod sobą dwa kilometry do lustra wody łzy wstrząsały jej zmaltretowanym ciałem, a w tej wodzie pod spodem widziała wyzwolenie. Odbiła się obiema nogami, najpierw ją zatkało potem, gdy już przeleciała 300 metrów pomyślała, że nie jest do końca pewna czy dobrze robi, ale ten lot jej się spodobał i szybko postanowiła cieszyć się szybkością i swobodą chwil ostatnich. Potem na moment wszystko zgasło i duchem powróciła z Norwegii do domu gdzie Stefan zaczął się kajać, próbował ją przepraszać za te zmarnowane lata, ale Stenia po kilku dniach takiej obłudy miała dość. Wystawiła rzeczy Stefana z domu, zamki zmieniła i Stefcio odszedł w siną dal. Któregoś dnia wyszła z domu i zobaczyła na ławce Pana Romana, przypomniała sobie, że jego żona zmarła jakiś czas temu, więc zagadnęła smutnego mężczyznę. Przez dłuższą chwile rozmawiali, potem przysiadła na ławce i dalej rozmawiali. I tak się to toczyło z dnia na dzień i stawali się sobie coraz bliżsi. Zaczęły się wizyty w domach i w końcu zamieszkali razem. Było im szczęśliwie i spokojnie, każde miało a względzie dobro drugiego i tylko od czasu do czasu Stenia wieczorami myślała, a nie mogło tak być z pominięciem tej Norwegii? Mogło, odpowiadała sama sobie, tyle, że trzeba się było zdobyć na odwagę.

Miłosny………..

Miłosny…………..

Wymyśliłem taki spray miłosny, działający na ludzi, zwierzęta i przedmioty. Jakby to fajnie było gdyby można na na przykład drugiego kierowcę wściekłego za zajechanie drogi trysnąć takim sprayem i miłość zamiast pięści. Czy inny przykład, głodny lew wyskakuje zza krzaka a my go sprayem a on się do nas łasi, czule pociera grzywą, pręży się z rozkoszą i czule patrzy w oczy ofiary. Albo cos takiego, demonstracja Narodowców a na Ciebie biegnie policjant z pałą, a Ty pstryk i policjant pada Ci w objęcia a pała czule obwija się dokoła Twoich nóg i lekkim uściskiem przekazuje Ci swoje serdeczne uczucia. Ty w uniesieniu pała w zawieszeniu. Jest cudnie. Z drugiej strony te chordy młodych dziewcząt polujących ze sprayem na młodych chłopców, puste kluby i restauracje, chłopcy kanałami chodzący do męskich szkół, na każdym kroku wymuszone podziały na mężczyzn i kobiety. A w około zakochane krzesła, na których siadać mogą tylko kochani, talerze, na których jadają tylko miłośnie uzależnieni i tak dalej. A w bramach ludzie z drugiego obiegu oferujący nielegalnie pigułki odpornościowe, niezdrowe, ale skuteczne za duże pieniądze. Czyli mieszanina dobrego i złego, jak w żuciu. Wtedy zdałem sobie sprawę, że ten spray trzeba z czegoś zrobić. Co więc może posłużyć za budulec takiego cuda? Po pierwsze feromony, ale takie na wszystko, czyli mieszanka wszystkich znanych. Z tym, że to mieszanka na pociąg bez uczuć taki bezrozumny ciąg, jaki mają ludzie po alkoholu, więc sam popęd. A emocje? Tu trudność, bo to się każdemu inaczej kojarzy. Trochę szaleństwa a więc dopalacz, trochę żaru, więc kwas żrący, kropelkę. Potem nuty romantyzmu, więc mgiełka, czyli woda, zapach na przykład lawenda, trochę szału a więc wicher, powiedzmy wiatr, szał a więc nadmorski huragan, czyli woda morska, potem tęsknota, więc łezka, uniesienie, więc piórko i jeszcze trochę innych dodatków z literką E na początku. Mieszamy to wszystko, albo nie wstrząsamy i do atomizera. Na kim spróbować. Najpierw na kiju, psik i na drewnie powstaje wżer od kwasu, dodajemy wody, miłość będzie łzawa, znowu psik i nie działa. Powracamy do produkcji i znowu mieszamy i dawkujemy. Wychodzą nam coraz bardziej cudaczne płyny i przypomina się scena z filmu Miś jak na jakimś dworcu trzymając w ręku piwo Tym jak robotnik węglarz pijąc to piwo pyta- Miłość, czy to w ogóle jest takie cóś?

Gdy w Gierłoży……………

Gdy w Gierłoży……

Trochę mi opuchlizna zeszła po niefortunnym zetknięciu z patelnią i stan ten dodał mi odwagi do podjęcia tematu, który gdzieś tam przewija się w myślach od czasu, gdy przeczytałem wywiad z Panią Michaliną Wisłocką. Chodzi o zdrady małżeńskie. Nie, nie żebym popierał czy propagował, ale tak czasem się zastanawiam nad istotą problemu widząc gdzieś pogrążone w płaczu Panie, lub pochylonych nad flaszką Facetów w rozpaczy nad popełnionym przez drugą połowę „przestępstwem”. Zadałem sobie pytanie, co zostało urażone? Czy chodzi o sam fakt współżycia, czy utratę zaufania. Jeśli chodzi o najczęstszy przebieg takich zdarzeń, to, gdy Pani/Pan zabarłoży na kursokonferencji w Gierłoży i pod wpływem spożycia dojdzie do współżycia to najczęściej rano, już po przebudzeniu ludzie ulegają pewnemu złudzeniu no i nie do końca wiadomo, co i czy w ogóle coś się zdarzyło. Wytaczanie dział, że ktoś zadziałał jak mu biologia nakazała w znieczuleniu miejscowym zrobić i robienie z tego problemu pierwszej wielkości chyba nie ma sensu. Zmysły parły a twarz się rozmazywała. Znana odpowiedź trzeba było nie pić. Ale co się tak naprawdę stało? Przecież wystarczy awanturka, wyparzenie organów w celu odkażenia i tyle. Partner obwiniony/sprawca/ niepamiętający tego, co się stało i tak ma za swoje cierpiąc za coś, czego nie pamięta. I tu pytanie czy warto mówić o zawiedzeniu zaufania, oszustwie? A jak ma zaskórniaka to też oszukuje i to świadomie, a nikt z tego powodu nie dąży do rozwodu. Więc kraść można bez konsekwencji, a wycieczka w nieznanym kierunku dla przedłużania gatunku? Póki nie ma konsekwencji to chyba takie bara bara po pijaku lepiej pominąć i szybko zapomnieć. Tu nie ma sensu robić z tego afery, bo niszczy się dużo więcej niż się zyskuje. Tak, więc;

Drodzy Panowie i Szlachetne Damy

Gdy połówki nie widzą ostro się puszczamy

Dalej nie mogę pisać, bo kolejne ciosy patelnią powodują, żeee widzę coras miej litry miinie  się myla chiba zemdle…………………………. Cholera, ocknąłem się aalee krew zalewa mi oczy, dalej pisać nie mogę, może jutro