ktak

Właściwie bez wiodącego tematu, takie tam pisanie co mi do głowy przyjdzie

Wpisy z okresu: 12.2014

Akwarium

Akwarium

Sylwester w akwarium może być mocnym przeżyciem. Trzeba jednak spełnić kilka warunków. Po pierwsze trzeba mieć akwarium. Po drugie trzeba mieć w nim wodę, a w tej wodzie roślinki, piaseczek i rybki. W kwestii rybek radzę nie cudować i nie wpuszczać jakichś welonów czy też rybek rafy koralowej. Wystarczą gupiki. To małe ale bardzo często mocno kolorowe samce i niestety bezbarwne samiczki, no może nie całkiem bezbarwne , takie szarawo beżowe. W wodzie powinna być tez grzałka i napowietrzacz. Z ryb dobrze dodać glonojada czy dwa. I można zaczynać imprezę. Warunki zewnętrzne to muzyka odpowiednie oświetlenie , trochę alkoholu i karma dla rybek.  Rybek powinno być sporo w proporcji pół na pół samiczki i samce. Zasiadamy z lampką czegoś w jednej dłoni i pojemnikiem z karmą w drugiej przed szybą akwarium. Siedzisko musi być wygodne. Puszczamy muzykę i obserwujemy. Sami tańczymy na siedząco. Zacząć należy od melodii spokojnych typu jakieś romantyczne ballady/ tu polecam rosyjskie dumki/ ale nie za długo , bo wszystkie rybki śpią w jeziorze. Ale tak dla rozruszania i pobudzenia. Patrzymy jak samce powoli ale jednak cały czas się rozgrzewają nieśpiesznie pływając to w jedną to w drugą stronę. Na tym etapie należy ustalić, który samiec poluje na którą samiczkę, często poluje na nią kilka samczyków. Podkręcamy muzę , zadajemy trochę karmy i robimy sobie drugiego drinka. Nasze i rybek ruchy nabierają dynamiki. Samiczki wyraźnie wabią a samczyki rozpoczynają wyścigi. Na początku krótkie dystanse z efektownym rozwijaniem ogona. Kolorystyka daje po oczach a wraz z upływającym drinkiem coraz bardziej rozumiemy istotę tych wyścigów. Przechodzimy na jeszcze szybsze rytmy lub bardziej zmysłowe choć te drugie to dla koneserów po obu stronach szyby. Oczywiście trzeci drink i trochę karmy do akwarium. Zabawa się rozkręca , my na foteliku podrygujemy w rytm muzyki kiwając się w jedną i drugą stronę a samce pływają coraz szybciej zgrywając się z naszym kołysaniem. Samiczki niewinnie chowają się za listki roślinek lub też lubieżnie się prezentują wśród pływających absztyfikantów. Nastawiamy disco polo nie zwracając uwagi na to ,że północ minęła a samczyki dostawszy kolejną porcję karmy szaleją . My z czwartym drinkiem też. Woda w akwarium zaczyna się burzyć od szalejących samczyków, ich kolorowe ogony tylko migają w wodzie tworząc wiry i prądy w których unoszą się już teraz bezbronne samiczki. Nam po piątym drinku wydaje się ,że nasze akwarium to cały ocean a rybek w nim całe mnóstwo, zaczynamy się gubić bo tam po drugiej stronie szyby dochodzi do tego samego co robią ludzie po zabawie Sylwestrowej a co skutkuje we wrześniu roku nastającego, nawet pod koniec września. U rybek to idzie szybciej, ale chodzi o to samo. Zmęczone samice usypiają powoli pod listkami. Samce zmachane jak diabli idą w ich ślady a my po szóstym drinku nie mamy nawet siły by położyć się na łóżku i odespać udany Sylwester.

To taka ciekawa alternatywa dla tych co lubią rybki

Mój charakter

Mój charakter

Jakiś czas temu usłyszałem ,ze mam charakter. Każdy ma, odpowiedziałem i co z tego . I tu usłyszałem cos miłego. Pewnie niezasłużenie, ale jednak. I tak sobie pomyślałem, no mam charakter, ale czy ja o niego dbam? Oczywiście codziennie wystawiam go na jakieś próby i sprawdzam czy aby się nie zmienił. I nie zmienia się, jest stały . Więc czy dbam o niego na co dzień? Pewnie ,ze tak , gdy rano się budzę patrzę jak maleństwo śpi sobie niewinnie zwinięte na poduszeczce. Wzruszyłem się , bo takie to niewinne. I co rano patrzę na jego jasne kręcone włoski, loczki cudowne , na te oczki niebieskie. Charakter jak marzenie. Więc pielęgnuję to włoski, zakraplam oczki aby błyszczały i pielęgnuję tę niewinność. Ale łatwo nie jest. Tyle pokus na co dzień. A to dieta do naruszenia, czyli cos słodkiego, albo papierosek czy też piękna kobieta do wykorzystania. A ja cholera nic i wtedy rodzi się myśl ,że ten niewinny skurkowaniec z którego jestem taki dumny to działa na przekór mnie. On mi robi wbrew. Przez ten charakterek ja tyle tracę na co dzień. Jak barwne mogło by być moje życie gdyby nie ten niebieskooki diabeł. A ludzie zazdroszczą ,że niby taki mam świetny , prawy i sprawiedliwy / bez aluzji/. I czy to nie drwina losu ,że coś co jest dobre i wyróżniające jest jednocześnie ciężarem, wręcz kulą u nogi w codziennym życiu. A może jednak nie, bo gdyby nie ten charakter to moje rozpasanie sięgnęłoby zenitu. Codzienne imprezy, panienki i nadużycia używek. Krótka droga do grobu. Jakie jest wyjście? A gdyby tak poranny chłopak niebieskooki w miarę upływu dnia zmieniał się w kruczoczarnego łobuziaka z piwnym błyszczącym okiem , odartym z ograniczeń. I gdzieś na ulicy śpiewając na melodię hitu Kiepury zaśpiewałby napotkanej atrakcyjnej dziewczynie

Bruneta , blondyna

Którego Ty dziewczyna?

Pokochać chcesz?

A ona mimo ,że fantastycznej aparycji sepleniąc odpowie;

Spieprzaj dziadu , jestem zajęta a mój chłop jest rudy i nerwowy.

I po marzeniach :lol:

Żółte zęby

Żółte zęby

Tak się utarło/taka jest moda/ aby nasze zęby były białe. Im bielsze tym lepsze i cała produkcja past , wybielaczy, płynów a nawet zabiegi dentystyczne mają temu służyć. A dlaczego? Bo ktoś tam gdzieś określił to jako kanon piękna. Ludzka kość jest niestety żółtawa, a nie jak każe wymóg biała, no może w bardzo wczesnym dzieciństwie. Popatrzmy na inne otaczające nas zwierzaki to wszystkie one maja zęby koloru żółtawo-kremowego, ale nie białe. Białe zęby mają rekiny i temu podobne stwory odżywiające się morskimi rybami i żyjące w słonej wodzie. Skąd zatem pomysł by nasze zęby wbrew naturze były białe? To tak zwani twórcy mody wpuszczają nas w kanał , każąc gonić za czymś co naturalnie nie występuje. I tu mała dygresja, nie ma się co dziwić ,że nas wpuszczają w kanał świadomie sokoro największa chyba w historii kreatorka/czyli ta co tworzy te kanony/ nazywała się Channel czyli po naszemu Kanał. W dodatku na imię miała A kuku czy jakoś tak / po tłumaczeniu oczywiście/. A wpuszczała wszystkich jak leci. No nic zostawmy tę dzielną kobietę na boku. Wracajmy do zębów. Od wielu lat ludzie z tymi zębami usiłują coś zrobić. Na przykład Rosjanie z tymi zębami z próbą czy afrykańskie plemiona malujące zęby na czarno. A ci co żują betel mają zęby czerwone. Czekam więc jak jakiś na przykład nasz domowy Kanał zacznie coś w tej mierze robić, bo białe jest nudne. Może pociąga kontrast z czerwienią ust. Ale tak samo fajnie gra żółte z niebieskim czy czerwone z żółtym lub zielonym. Do tego łeb o ton w inna stronę i nowy image , no może jego podstawa gotowa. Poszedłbym dalej, bo pomiędzy ustami a włosami mamy jedyny dotychczas niemalowany organ. Nasz nos. I tu widzę cieniowanie, przechodzenie barw aby kinol wydłużyć , wysmuklić czy wręcz przeciwnie. A ornamenty na czole, tak dużo miejsca się marnuje. Jest broda , są uszy. Myślę ,że ta branża ma przed sobą olbrzymią przyszłość. Trzeba tylko Kanała. A pierwsze jaskółki już są. Wystarczy popatrzeć na ochraniacze na zęby bokserów. Kiedyś były to albo białe albo przezroczyste osłonki, a teraz? Im straszniejsza tym lepsza. A kierowcy Formuły jeden zmieniający kaski co kilka wyścigów. Oni większą część czasu nie mają twarzy tylko kaski i na nich cała moda się skupia. Reasumując w skrajnej formie to ja to widzę tak. Za kilka lat budzimy się i generujemy sobie twarz na dziś . Lateks cieniutki wychodzi nam z kolorowej drukarki. Rano mycie buźki i nakładamy kalkomanię, brzegi leciutko puderkiem i idziemy do roboty. A tam każdy z nową kreacją mordki i wybory miss i mister transformacji. Do piersi i do pleców przypną nam numerek , bo przecież nie sposób będzie się rozpoznawać każdego dnia. Cudowna perspektywa- Coco Channel numer 10.

Żyrafa

Żyrafa

Taką miałem wizję ,ze śpię sobie smacznie na piętrze domu, aż nagle budzi mnie dźwięk tłuczonego szkła i jakiś ruch na parterze. Z łóżka wyskakuję jak z procy / o ile przy moich warunkach fizycznych to w ogóle możliwe/ i pędzę na dół . A tam gdzie przy oknie stoi choinka już ubrana świątecznie, dziwny obrazek. Z łańcuchem na jednym rogu i słomianym ludkiem na drugim widzę łeb żyrafy. Jej długi i ciemny jęzor strąca z mojej choinki bombki i wciąga gałązkę za gałązką, do paszczy cholery, dewastując systematycznie świąteczne drzewko. Bombki i tak trzeba już chyba zmienić, bo stare ale jakoś tak nie miałem odwagi i chęci. W pierwszym odruchu chciałem bydlę zaatakować , a jazda mi od drzewka, ale sobie pomyślałem, przecież ona tu na dalekiej północy sama, jeść musi, a smak jodły na pewno jej nie przypomina ulubionych akacji, więc co mi tam, niech sobie je. A z drugiej strony gdyby mnie ktoś tak rzucił na równinę Serengeti na czas świąt. To co ja bym tam zrobił? Jak bym sobie te święta zorganizował? Po pierwsze choinka- kompletny brak takich drzewek. Wyższe akacje są niedostępne, lub zajęte przez lamparty, więc zostaje do udekorowania jakiś krzak. Ok wybrałem, ale jak go ustroić? Bombek za cholerę nie kupię , łańcuch słomiany, no może z materiałów zastępczych coś by się dało upleść. Gwiazda na czubku z pędów kolczastych, do zrobienia. A teraz potrawy. Ryby nie złowię , bo zamiast wigilii dogorywałbym trawiony przez krokodyla. Ok wigilia wegetariańska i kutia z prosa, a zamiast maku? Śledzi brak, karpia brak, o pasterce można tylko pomarzyć, napoje wigilijne też poza zasięgiem więc jak? Bez kompotu ze śliwek? Śniadanie na pierwszy dzień to już by pewnie bardziej przypominało święta, bo jakieś mięsko można by było skołować. A gdzie te sałatki, te dodatki, te pikle i chrzany? Coś ubożuchno to wygląda. Właściwie z całych świąt to tylko pierwszą gwiazdkę można tak samo zobaczyć. Pomyślałem , że tak jak ta biedna żyrafa w Warszawie, nie czuł bym się dobrze w Wigilię na swannie. Też bym tęsknił i zaspokajał potrzebę świąt suplementami. Dlatego niech bydlątko wsuwa moja choinkę, niech ma cos z życia. W końcu trzeba być tolerancyjnym i mieć na uwadze to co czują inni.

I tego właśnie moi kochani czytelnicy życzę Wam z całego serca na te i następne Święta. A poza tym zdrowia, należytych dochodów, szczęśliwej rodziny i satysfakcji na co dzień.

PS Na okres Świąt zawieszam pisarstwo, do zobaczenia w najbliższy dzień pracujący.

Wstawanie

Wstawanie

Poszedłem spać wcześnie , bo po pierwszej i zasnąłem snem kamiennym, ale obudziłem się jak na mnie wcześnie, bo przed szóstą i tak leżąc w łóżku przypomniałem sobie jak chciałem napisać nowelkę porno o Jacku. Zaczynało się to tak . Jack przebudził się rankiem . Było jeszcze ciemno a on nieprzytomny zaczął przygotowywać się do powstania. Najpierw rozciągnął mosznę zmiętoszoną nocnym przewracaniem się w pościeli, przeciągnął się , wsunął nogi w kapcie i powłócząc jądrami powlókł się do łazienki – to jednak było zbyt wulgarne i płaskie i na tym moja działalność w tym kierunku literackim się zakończyła. Zastanowiła mnie jednak sama czynność wstawania z łóżka i przygotowania do dziennej aktywności. Jeden znany reżyser przedstawił to jako ciąg powtarzających się czynności oczywiście uzależnionych od wstawiającego osobnika. I tak w sekwencji zdarzeń muszą się znaleźć; siusiu, mycie/ chociaż tu bym zauważał postawy omijające ten punkt/, posiłek, oraz ubieranie się. O ile siusiu nie budzi żadnych emocji i wykonywane jest automatycznie o tyle cała reszta to już ogromne pole do popisu dla ludzkiej indywidualności. Mycie na przykład tak naprawdę , choć nie u wszystkich ma dwie fazy. Mycie właściwe i kosmetyka. W mycie właściwe włączamy golenie, depilację i mycie wodne. Tu albo tradycyjne mycie w umywalce, prysznic lub i niektórych kąpiel, ale to wyjątek. Dużo bardziej popularna jest opcja mycie w szklance wody a szklanka do mycia zębów jest wystarczająco duża by zmieścić cała potrzebna rano wodę. I tu zadziwiająca zbieżność mycie w szklance eliminuje właściwie całkowicie poranne mycie zębów. Ale załóżmy ,że temat mycia mamy zamknięty. Teraz posiłek i tu mnóstwo szkół, ale zwykle jest to coś, co składa się z dwóch części. Picie czyli kawa/herbata/kakao/mleko- do wyboru, czasem sok owocowy. Przygotowanie tego etapu to najbardziej automatyczna czynność jaka wykonujemy rano/ poza siusianiem/. I tu się ludzkie losy rozchodzą na jedzących śniadanie i takich co „tylko kawka”. Ci od kawki to tylko jeszcze się ubiorą i lecą, a reszta zjada posiłek. Od leciutkich/co jest nieprawdą/ musli z mleczkiem, poprzez kanapk,i aż do obżartuchów, co codziennie jedzą tak jak Anglicy czyli jajko, bekon, kaszanka i fasola. Ot takie sobie lekkie danie. Francuziki z croisantem maczanym w kawie nie dadzą się porównać do pałaszujących angoli. Zjedliśmy dwie kanapki z serem i wędliną , przygotowaliśmy sobie kanapkę do pracy/ naprawdę to dwie kanapki , bo co z tego że są złożone jak to i tak dwa kawałki chleba/. Trzeba się ubrać. Dla wielu niepotrzebna czynność w i tak spóźnionej gonitwie z czasem- stąd dwie różne skarpetki, koszulka założona na lewą stronę i inne niedoróbki. Ale jest wielu takich co ranne ubranie traktują z pietyzmem jak wyjście do opery. Kilka razy zmieniają image, korygują kolor makijażu czy też uczesanie i dopiero odpowiednio zrobieni wychodzą. A prawda jest jedna, czy się uczeszesz czy nie, czy się umyjesz czy nie, czy zjesz śniadanie czy nie, to i tak trzeba się stawić do roboty.

 

Nostalgii część druga -alkohole

czysta DSC_0288-1

 

 

Oczywiście dwa najbardziej rozpoznawalne w tamtych czasach to Wódka Czysta- z czerwoną nalepka lub kartka jak ją wtedy zwano i wino marki Wino, na zdjęciu. Każdy z tych dwóch napojów miał swoje unikalne cechy. Wódka czysta była w zwykłej butelce jednak zamykana była warstwą laku i jako taka stanowiła unikat na rynku, kosztowała bodaj 58 zł za butelkę. Papierosy Sport przypominam 3 zł. Natomiast wino marki Wino kosztowało najpierw 17 , potem 19 a w końcu 23 zł za butelkę co uprawniało do nazywania tego napoju J-23 czyli pseudonimem Klossa. Wino to miało również bardzo oryginalne zamknięcie , bo był to rodzaj plastikowego kapsla.  To co łączyło oba napoje to okropny smak. Na rynku win były również inne produkty takie jak czerwone wino marokańskie Gellala ulubiony napój inteligencji, węgierskie Egri Bikaver czy z białych rieslingi z Węgier. Oczywiście najważniejszy był szampanopodobny Sowietskoje Igristoje. Rynek win był bardzo płytki. Jeszcze bym zapomniał o wermuthach a to były marki Istra, Bacchus, ALpini. Słodkie do bólu Znacznie lepiej prezentował się rynek wódek. Od pseudo koniaków typu Pliska przez wódki smakowe takie jak Ratafia czyli bimber z owoców wszelkich. Z wódek czystych to oczywiście Wyborowa i Żytnia. Ale były też wódki kolorowe takie jak na przykład Soplica, wódki o specjalnych smakach jak Żubrówka i to czego z tamtych czasów najbardziej żałuję . Wódka Myśliwska. Tak naprawdę to nie była wódka tylko bardzo wysokiej klasy gin, moim zdaniem przewyższający inne produkty tego typu serwowane naświecie. Ta jałowcówka miała nie tylko smak ale i swój zdecydowany nieulatniający się zapach. Cudeńko, bardzo szkoda ,że zakończono produkcję

 

Papierosy

Papierosy

Palenie zacząłem wcześnie , bo jak miałem chyba 14 lat, a od prawie dwudziestu nie palę w ogóle. Paliłem oko 60 papierosów dziennie i przestałem. Jak się chce to naprawdę można. Ale nie o tym chciałem pisać. Pamiętam nasz polski rynek papierosów sprzed wielu lat i dosyć dużą na nim różnorodność gatunków papierosów i ciekawostki i głupoty. Zacznijmy od papierosów najtańszych. Nazywały się Sport/ fajna nazwa na fajki, naprawdę / to były najpopularniejsze papierosy sprzedawane po 10 lub 20 sztuk w cenie 1,5 zł lub 3 zł. Były jeszcze tańsze Mazury/ ta sama klasa ale trochę mocniejsze/ i Płaskie też po 2, 8 za paczkę. Te sporty palili wszyscy co mieli mało kasy. Oszczędni palili w szklanych fifkach i dzielili je na dwa ,żyletką. Dopalali do końca a potem efektownie klaskali w ręce i niedopałek wypadał.  Te Sporty niemiłosiernie się sypały bo tytoń przesuszony wypadał z nich w każdą stronę. Ale się paliło. A w ofercie były przecież zupełnie inne papierosy. Wspomniane Płaskie i Edamskie / albo Damskie/ i jeszcze były jedne tak samo robione z munsztukiem czyli rurką bez filtra na rosyjską modłę. Dosyć mało popularne ale były. Potem papierosy z klasą. Kartonowe pudełeczka otwierane jak skrzyneczki a w środku boczkiem ułożone lekko spłaszczone elegancko przykryte bibułka papieroski jak szprotki w puszce. Smaki subtelne Jak na przykład Wawele czy Belwedery. Były tez w miarę popularne papierosy dla wszystkich ale o klasę wyżej niż sporty. Takie jak Ekstra Mocne, Silesia, Żeglarze, czy też dla niektórych niezastąpione Mentolowe w ładnym zielonkawym opakowaniu, Na koniec marki premium a więc najpierw Piasty długie z filtrem, ale smakowo nic specjalnego więc ssie nie przyjęły. Potem Rarytasy papierosy w znakomitym gatunku z domieszkami tytoniu Wirginia po 8,5 zł.  A na koniec sama doskonałość papierosy Carmen. Długie z białym dobrym filtrem po 12 zł. Typowy papieros prawników i lekarzy. Czerwone opakowanie okryte było przejrzystą folią z czerwonym paseczkiem do otwierania. Świat i kultura. Jak widać rynek był przebogaty a polski czarny tytoń kupowali Francuzi do produkcji Gitanes czyli cyganeczek. I z jednej strony żal ,że tego już nie ma a z drugiej może i lepiej?

Zioła

Zioła

Ostatnie 25 lat przyniosło nam wiele zmian. Niektóre się podobają wszystkim niektóre nikomu ale większość dzieli społeczeństwo. Ale pomiędzy wielkimi sprawami są i mniejsze , ciekawe  wręcz można powiedzieć milusie. Należy do nich ruch na rzecz domowych hodowli ziół. W iluż kuchniach i ogródkach zapanował zwyczaj hodowania a potem dodawania do potraw świeżych dopiero co zerwanych ziół. Prym tu wiodła roślinka pod nazwą bazylia. Odkryliśmy smak sosów pomidorowych czy też serów typu mozarella właśnie z nią. Potem tymianek do mięs wszelkich ale już mniej śmiało. I te dwa zioła jako pierwsze zagościły na parapetach. Potem szałwia ze swoim specyficznym smakiem i konsystencją bardzo dobra smażona z kotlecikami, aż wreszcie przyszedł czas na coś co właściwie u nas traktowane było jak zielsko, a nie wiem czy nie jest najważniejszym z ziół . Chodzi oczywiście o miętę. Te listki dodawane do napojów ale i do sosów są po prostu niezastąpione. Arabowie nazywają miętę nana i uznają ,że herbata parzona z miętą i cukrem to najlepszy napój w upały i mają rację. Sprawdza sie to i nad Wisłą. Dalej cząber jako wzbogacacz smaku niezastąpiony i tak mógłbym jeszcze długo o kolorach i smakach ziół wszelakich, ale o swoje dopomina się zioło niezwykle ważne, a dla nas Polaków wręcz historyczne. Chodzi o rozmaryn. Smak trochę szyszek sosnowych ale nie aż tak intensywny, świetny do wieprzowiny. Dla mnie to zioło ma jeszcze jeden aspekt. Rzec można poetycko patriotyczno zagadkowy. Każdy przecież to zna;

O mój rozmarynie rozwijaj się

O mój rozmarynie rozwijaj się

Pójdę do dziewczyny pójdę do jedynej

Zapytam się

I tu zagadka – o co chodzi z tym rozmarynem, dlaczego ma się rozwijać przed pójściem do dziewczyny i o co ma się w związku z rozwiniętym rozmarynem pytać. Pierwsze co mi do głowy przyszło to to ,że to piosenka plantatora , hodowcy rozmarynów i ,że jeden z krzaków wyrósł mu cudownie. A pyta się o to czy się jej podoba. Dalej w piosence jest ,że ułani wędrują , strzelcy maszerują.. więc może on chce ją prosić o pomoc w pilnowaniu plantacji. Są też bardziej frywolne interpretacje co on tak naprawdę nazywał rozmarynem i tu bezwzględna ocena ,że on to było ziółko. Na marginesie, po co pytać, każda kobieta lubi zioła.

Pazur

Pazur

Tak czasami się zastanawiam dlaczego moja stopa ukształtowała się tak, a nie inaczej. Szczególnie ciekawi mnie pięta. Ta niby skromna kostka ma przeciwdziałać temu abyśmy nie padali do tyłu na łeb. Czyli jest dla nas oparciem. Z tym ,że obserwując niektóre osobniki naszego gatunku pod wpływem wiadomych środków można nabrać przekonania, że jest ta kość zbyt krótka i na pewno zbyt mało szpiczasta. Czyżby niedopatrzenie natury? Nie wiem czy natura przewidywała alkoholizowanie się ale mam wrażenie ,że albo zbyt krótko pijemy, te dwa , trzy tysiące lat to może być mało albo jednak natura nie wzięła pod uwagę wszystkich ludzkich potrzeb. Co by jednak było gdyby natura ukształtowała nasze stopy na wzór i podobieństwo na przykład stóp ptasich? Jakby wyglądała nasza pięta? Widzę to jako gruby ostry pazur osadzony na grubej potężnej kości a z przodu stopy smukłe i delikatne paluszki. Z taką stopą to można by jeździć konno bez ostrogi a podejrzewam ,że najzwinniejsi dosiadaliby każde zwierzę zdolne ich unieść. Oczami wyobraźni widzę młodzieńca na jeleniu. Wszystko pasuje , on zwinny i wyprostowany i rączy jeleń obydwaj rogacze, bo gdy on sobie jeździ, to ona mu przyprawia. A z bardziej bliskich czasów. Jak zbudować łóżko? W stopach chyba tylko luźno sianko , bo jak taki samiec się przeciągnie rankiem to pazurami rozora całe w opozycji do wezgłowia, wezstopie. I po meblu, więc tylko dół łóżka z siana , sieczki , no w ogóle luźny być powinien. Inne pytania to jak na przykład włożyć spodnie czy rajstopy? A jakież buty? Czy w ogóle szpilki miały by racje bytu? Czy panie malowałyby sobie pazur na kolorowo? A w metrze hamowania i następowanie komuś na nogę- krew się leje tragedia. Jak wyglądałaby walka komandosów , jakie ciosy pazurem zadawaliby by swoim przeciwnikom. Im dłużej o tym myślę tym trudniej mi to ogarnąć. Są i dobre strony, łatwiej było by się wspinać na drzewa, łatwiej o odpoczynek na konarach. Coraz mniej osób zakładało by nogę na nogę ,aby się samemu nie okaleczać. Dzieci obierały by pomarańczki ze skóry o pazury rodziców. Otwieranie puszek piętą należało by do obowiązków ojca rodziny, tak samo jak sprawianie mięsa. W ogóle w wielu przypadkach w domowych pracach użycie pazura to byłaby wygoda. Jak łatwo można by było oprawić choinkę przed świętami, filetować karpia itp. Itd. Wyobraźnia wręcz narzuca mi te obrazy i powoli zastanawiam się czy natura tego nie widzi? Może i widzi ale ona nierychliwa jest, a zmiany następują szybko. Od dziś obserwuję swoje piety. Może coś zakiełkuje.

Duma

Duma

Miało to miejsce w ten weekend. Z głębokiego snu w nocy zbudziły mnie dziwne odgłosy. Podszedłem do okna i zobaczyłem z pietra jak w bramie posesji stoi fioletoworóżowe kombi z kierowcą w środku. Na podjeździe dwóch ludzi . Jeden z nich pchał Jeep’em jakiś mniejszy samochód , chyba Opla Corsę w kierunku płotu. Brama wyjęta z zawiasów stała oparta o słupek. Szybko narzuciłem na siebie dres i obudziłem Żonę. Kazałem dzwonić na policję i zamknąć za mną drzwi wejściowe. Wyszedłem z domu , za plecami szczęknął zamek. Zszedłem ze schodków i wtedy pojawił się pierwszy z bejsbolem. Uniósł kij ponad głowę a ja zrobiłem unik i lewą stopą trafiłem go w krocze. Zawył i chciał mnie kopnąć .Błyskawicznie uchwyciłem jego stopę szarpnąłem do siebie a potem szybkim ruchem najpierw w prawo , potem w lewo. Coś trzasnęło i chłop zwalił się jak długi waląc łbem w kostkę Bauma jaką jest wyłożony podjazd. Chłop miał chyba łeb ze stali ,że mu czaszka nie pękła. Dostał jeszcze dwa ciosy na unieruchomienie i zamarł w bezruchu. W tym momencie od bramy dał się słyszeć huk i ciężkie skrzydło bramy spadło na kombi , które w bramie utknęło nie pozwalając kierowcy uciec. Zza rogu domu wyłonił się trzeci napastnik z nożem w ręku. Uderzył od dołu. Cios przyjąłem na skrzyżowane ręce i szybko wykręciłem rękę napastnika , by zadać mu piorunujący cios w staw łokciowy. Ręka mu się zgięła w drugą stronę , nóż wypadł a ja jeszcze zdążyłem go potężnie kopnąć przed upadkiem na ziemię. Stałem tak chłonąc całym sobą radość zwycięstwa gdy usłyszałem sygnały policyjnego radiowozu. Funkcjonariusz wyszedł z auta i bezbarwnym głosem zapytał co ja zrobiłem tym młodym chłopcom. Wyjaśniłem sytuację, obydwaj weszli na posesję i zaczęli oględziny wezwali ekipę techniczna i kartkę pogotowia. Z domów obok zaczęli wychodzić sąsiedzi, bili mi brawo, Żona zapytała się czy nic mi nie jest i czy się nie zgrzałem. Czułe się jak w niebie. Normalnie Chuck Norris czy inny Stalone. Skromnie puściłem oczy i się obudziłem. Napełniony uczuciem dumy trwałem tak jeszcze zanurzony w ciepłej pościeli, a potem przyszło to co i tak miało nieuchronnie nastąpić. Wielkie rozczarowanie ,że to był tylko sen. Jakby było w realu? Otworzył bym okno i głosem Biedronia „groźnie” bym wykrzyknął – Co tu Panowie robicie? A gdybym był w bojowym nastroju to bym dodał bohaterskie-Cholera. I tyle z gwiazdorzenia. Smutno mi się zrobiło na mśl o tej mojej mizerocie, ale przecież nie każdy jest komandosem Gromu a jak na ten przykład bohatersko piszę bloga. A co? A Chuck Noris nie pisze i co głupio mu? Niestety nie.