ktak

Właściwie bez wiodącego tematu, takie tam pisanie co mi do głowy przyjdzie

Wpisy z okresu: 3.2015

Czym bym chciał być gdybym nie był tym kim jestem

To pytanie nurtuje w tej, czy w innej formie chyba wszystkich. Oczywiście różnie, na różnych etapach życia. Człowiek usiłuje odnaleźć to idealne odwzorowanie siebie,  a raczej tego, jak sam sobie siebie wyobraża. Często to prowadzi do idiotycznych wyobrażeń pozbawionych zupełnie związku z osobą pierwotną. Czyli rozjazd oczekiwań i realiów. A ja myślę ,że na przekór takim doświadczeniom znalazłem dla siebie idealne odwzorowanie. Zawsze byłem patriotą, więc powinien to być symbol ściśle związany z krajem w którym mieszkam i chcę się czuć jego częścią. Jestem dość potężny z wyglądu, więc to też ten mój ideał mnie powinien w jakiś sposób odzwierciedlać. I ten to spełnia. Jestem też wewnętrznie drobniutki i delikatny chociaż tak naprawdę silny i solidny. Bardzo lubię wodę, więc symbol powinien mieć jakiś kontakt z wodą. Lubię być opiekuńczy, więc powinien mieć i tę cechę jakby immanentnie wpisaną w swoje uzewnętrznienie. Zajrzałem więc w swój głąb / podoba mi się to określenie/ i zobaczyłem kim bym chciał być. Dodatkowo ten mój symbol uzmysłowił mi kilka cech jakie posiadam, a jakich do tej pory nie wyjawiłem. Lubię intymność, atmosferę tajemniczości. Lubię zwierzęta i chciałbym je chronić. Wszystko to ogniskuje się w moim wyobrażeniu siebie. I jest coś co spełnia te wszystkie warunki zastąpienia mojej cielesnej postaci. Problem w tym ,że to nie jest zwierzę. Wszystko czego oczekuję to wierzba płacząca nad brzegiem jeziorka. Takie są właśnie w Łazienkach. I tam bym chętnie stanął kryjąc sekrety miłosne kaczek , zakochanych ludzi. Słyszałbym ich wyznania i chronił przed okiem nieżyczliwych. A gdyby tak jeszcze postawili pode mną ławkę, to tak bym sobie stał i machał gałązkami wrażliwymi , cieniutkimi wyrastającymi z grubego silnego pnia. Mam tylko jedną wątpliwość, czy byłbym w stanie być rosochaty, cokolwiek to znaczy?

 

PS. Cholera ja jestem mało płaczący, ale nie wiem czy to się da ukryć w wierzbowych witkach. A z urody zrezygnuję bez żalu.

Jak nas widzą inni

A jak nas widzą?

Wiele osób stara się stroić , malować uprawiać różne formy ćwiczeń fizycznych i niby to co mam do napisania jest bez znaczenia ale może pomoże choć troszkę ludziom z kompleksami. Otóż patrząc codziennie w lustro warto się zastanowić jak nas widzą inni. Jakiś czas temu pisałem o kaczce z Łazienek, i tak mimo woli nasunęło mi się pytanie jak my wyglądamy okiem owego ptaka. Rzecz pierwsza to brak piór czyli wyliniali, i to samo w sobie budzi pewną wesołość , bo powiedzmy jeden osobnik, ale wszyscy? Kaczka tłumi śmiech , bo z ruszaniem się jeszcze gorzej , co prawda część młodszych samic naszego gatunku potrafi kręcić kuperkiem chodząc, ale reszta sztywniaków to tragedia. Do tego dieta? Rzucają do wody tę gliniastą substancję , która w zimie ok, pozwala napełnić żołądek, ale zero smaku. Nie to co świeża trawka z dna zbiornika, pyszności. Ale oni tego nie jedzą. Podobne zdanie ma o nas krowa, owca czy inna koza patrząc jak leżymy na trawie na łące i wyciągamy jakieś zapasy z toreb zamiast częstować się soczystą zieleniną łąki. Taka krowa nie rozumie dlaczego jemy sałatę, gdy wokół tyle koniczyny, trawek przecudnego smaku. Albo taki kotlet z lubością wchłaniany w cieniu drzewa. Pies patrzy na nas z politowaniem i też za diabła nie rozumie dlaczego nie wbijamy pysznego krwistego kawałka mięsa, tylko przerabiamy je na jakąś tekturę bez smaku i ,żeby to zrobić, to mięso musi być świeże. A przecież jak tak poleży parę dni w słońcu nabiera pysznego posmaku, zapachu i dopiero wtedy jest super. Bocian z niedawnego opowiadanka z wysokości swojego gniazda patrzy na nas z politowaniem. A szczególnie na nasze dzieci biegające po łące podnoszące i opuszczające ręce w geście udawania wzlotu. To durnie, myśli bocian , ten dzieciak się nie wzbije , nie to co mój Wojtuś myśli z dumą. I można by tak godzinami opisywać jak nas widzą inne żywe istoty i jakie odczucia w nich wzbudza nasz wygląd, sposób poruszania się czy dieta. Ale może w końcu przyjmiemy do wiadomości ,że nasz kanon życia nie jest jedyny, idealny i wszyscy muszą go stosować , tym bardziej ,że te odniesienia tyczą również ludzi innych kultur. Na przykład Chińczyk nie rozumie co widzimy w chlebie, a na niektórych wyspach nasze szczupłe i wypielęgnowane partnerki uznane byłyby za istoty nieszczęśliwe z powodu brzydoty. Podsumowując jeśli mamy krzywy nos czy mało włosów na głowie, nic to jak pisał wieszcz, no może nie całkiem.

Niełatwe sąsiedztwo

Niełatwe sąsiedztwo

Niby powinno być tak ,że jak w jednym drzewie jest wiele zwierząt , to każde ma swoje miejsce i nikt nikomu nie przeszkadza. Nic bardziej mylnego. Bo na przykład jeż fuka jak wchodzi do siebie i to budzi ptactwo w gałęziach. No i dylemat opieprzyć czy zignorować. Najczęściej to drugie , bo utarczki słownej nie podejmie, śpiewać nie umie, a fizycznie to ptaki bez szans. Albo taki numer. Zima w pełni misiek chrapie w swojej gawrze, a w pniu wyżej w swojej dziupli wiewiórki z braku lepszego zajęcia grają w piłkę orzechem laskowym. We łbie niedźwiedzia, zwielokrotnione rezonansem dźwięki walą w układ nerwowy i on się budzi z najgłębszego snu. Wkurzony jak nieszczęście wali w pień i drze się cicho tam. A rude cholery tylko wysuną na sekundę łepek z dziupli i dalej Liga mistrzów na żywo. Co może zrobić misio? Otóż nic. Może wkurzony zatkać uszy łapami i próbować zasnąć ponownie. Albo taki dzięcioł, przysypia w dziupli pracowicie wykutej latem a do jego organów słuchu dochodzi smakowity szelest robali zjadających miazgę drzewną w okolicy. Wyrywa to ze snu ptaszysko i zaczyna on w nagłym szale walić w drzewo w okolicach gdzie usłyszał ten chrobot. A inni mieszkańcy słyszą to regularne walenie i też im to przeszkadza. A taki lis, czy sowa. Ok polują na myszy, ale je znoszą i chowają na potem. Mysz się zaczyna psuć i dla nich to może pyszny zapach, ale dla innych? Takie larwy motyli wymiotują na potęgę. Jeż fuka , bo mu bakterie mogą jabłka zniszczyć. Afera na całe drzewo. A rój ukryty w pniu. Dajmy na to dzikie pszczoły. Bzyczy to, drży i nie daje wypocząć. A misia drażni , a on jest niebezpieczny. A jeleń cholernik przychodzi i się czochra o korę, zostawia na niej futro ale nie pomyśli ,że zasłania wyjścia robaczkom i skazuje je na więzienie. Durny rogacz. Podejdzie wilk podniesie nogę i wiadomo znaczy. Ale czy to jego? Czy pytał mieszkańców czy może znaczyć? Oczywiście ,że nawet mu to do głowy nie przyszło. On znaczy a mieszkańcy czują. I tak wkoło Macieja. Wniosek stąd jeden, w przyrodzie kultury i tolerancji nie znajdziesz.

Bociany

Bociany

Zebrali się w Afryce , bardzo liczną grupą. Nazywali ich Polacy z racji kraju pochodzenia. Feliks i Zuza błąkali się po płyciźnie i rozmawiali przed wylotem;

F: Mam już dosyć tego czarnego lądu, jakoś zawsze się nieswojo tutaj czuję. Te kijanki to jakiś ersatz żarcia , ryby wyjedzone, susza nadchodzi, czas wracać do domu.

Z: Ja tęsknię za dziećmi , ale popatrz w drodze powrotnej się jakoś tak rozpierzchły ,że nie wiemy gdzie są

F: Zapomniałem Ci powiedzieć, Maciek stary ten z Klewek pod Olsztynem widział naszego Józia z jedną laseczką spod Fromborka, podobno niezła

Z: To i dobrze, ciekawe gdzie gniazdo założą, czy ja w ogóle zobaczę i jego i wnuki

F: Oj, nie gadaj już tyle nasza kolej do startu

Wzbili się w niebo i lecieli w środku formacji , pogoda niezła , noszenia też więc najtrudniejszy etap mieli nadzieje przebyć bez problemu. Gdy wlecieli nad wybrzeże Egiptu i Syrii na niebie wykwitały ślady rakiet z różnych terytoriów. Feliks zauważył ,że podróż z roku na rok staje się coraz bardziej niebezpieczna. Wylądowali na odpoczynek na łąkach Sycylii. Zmęczeni i głodni

Z: Oj zjadałabym taką świeżą, zdrową i smaczną żabkę mazurską.

F: Kobieto , nie rób mi smaku te tutejsze maleństwa to tylko z jakimś ziołem  można zjeść , bo tak to zero smaku. Wiesiek spod Wilna opowiadał ,że tam jest czysto i żaby nad wyraz pyszne, a szczególnie z majerankiem.

Z: Wiesz , zastanawiam się jak tam nasze gniazdo, czy po zimie zastaniemy wszystko w porządku?

F: Najwyżej troszkę dobuduję , bo fundament mamy stabilny od lat. A jakby co, to jak pamiętasz z zeszłego roku, zostały dwa czy trzy opuszczone.

Z: To może przyleci któreś z naszych dzieci

F:Znowu się wzbijamy kochanie, teraz do gór

Wzbili się i lecieli nad Włochami aż do podnóża Alp. Wylądowali w okolicach Udine i jeziora Garda, zależnie od grupy. Feliks wiedział ,że teraz będzie najcięższy etap , bo trzeba się wysoko wzbić i będzie zimno. Patrzył na Zuzę , no, nie była już młoda, ale jeszcze w pełni sił i na pewno da radę. Tym razem lecieli w milczeniu, bo trzeba było bardzo uważać. Gdy schodzili do lądowania w okolicach Zell am See byli mocno zmęczeni.

F: No, najgorsze za nami, teraz skok do Moraw i zrobimy z dzień odpoczynku .Podjemy pobrodzimy , małe górki i do domu

Z: Tak, dla mnie okolice Pisza to dom rodzinny, jezioro Roś , te rybki , te łąki, cały poligon, ech, a te koniki polne, nigdzie nie ma tak pysznych.

F: A ja przepadam za nornicami , one są dla mnie tak na jeden kęs , a jakie pożywne

Z:Ciekawe czy ten wstrętny pies Burek jeszcze jest, a może uciekł?

F: Niech ja go dorwę, to mu oczy wydziobię -przechwalał się

Z: Ty się lepiej trzymaj od niego z daleka , Ty masz znowu zostać ojcem.

Po dwóch dnach zaczęli schodzić nad jezioro do swojego gniazda. Feliks klekotał na jego widok, wypłoszyli z niego małe ptaszki i wylądowali. Odsapnęli godzinkę obejrzeli gniazdo, nie wymagało wielu napraw i wznieśli się na inspekcje okolicy. Wylądowali nad jeziorem zjedli po kilka przepysznych żabek , z jeziora po kilka rybek i powrócili do gniazda

F: Teraz kochanie jestem gotów do tego, co chyba obydwoje lubimy najbardziej

Z: Ja też

I ruszyły zamontowane kamerki internetowe i znowu pół świata podglądało intymne sceny z życia bocianów. A oni nieświadomi swego gwiazdorstwa ,żyli tak jak zawsze i tak było im dobrze.

 

 

 

Morderstwo

Morderstwo

No i stało się. Ze mną się stało. Miałem dziś koszmarny dzień. Najpierw latałem naprawiać błędy pracowników, a potem się to zdarzyło. Jestem całkowicie rozbity, ciężko mi na sercu, mam wyrzuty i poczucie winy. A jednak zrobiłem to nieświadomie, ale z premedytacją. I niestety padło to mnie , człowieka z gruntu prawego, pełnego ideałów , których nie spłukuje się poranną kawą, czy herbatą przed wyjściem do pracy. Ale od początku. Wyszedłem z domu po załatwieniu korespondencji mailowej, jak zwykle, i pojechałem przez całe miasto do miejsca gdzie mój pracownik realizował zlecenie niezgodnie z moimi wytycznymi. To już za długo trwało z wielu powodów i szlag mnie trafiał , bo było po terminie, a tego bardzo nie lubię. Przeciąłem wątpliwości, wydałem stosowne zlecenia i zamyślony nad następnymi problemami pojechałem do biura. Wszedłem do parterowego budynku gdzie ono się mieści I dalej zamyślony na swojej drodze zobaczyłem zwierzę. No tak wiosna, a one zawsze na wiosnę się pojawiają. Niewiele myśląc , a był to pojedynczy przedstawiciel gatunku , nadepnąłem na niego. I wtedy jak błyskawica przez mózg . Nie , tylko nie on, proszę , proszę , nie to. Prawie padłem na kolana i podniosłem chitynowe truchełko w drżących rękach. Najczarniejsze przewidywania się sprawdziły. Zdeptałem Felicjana. Patrzyłem na naruszony pancerzyk, pogięte czułki, połamane kończyny i w końcu ten szklisty wzrok skierowany nie wiadomo gdzie. Cały się trząsłem i pytanie dlaczego odbijało się głośnym echem w moim jestestwie. Wyniosłem mrówka na podwórze i obsypałem ziemią, uklepałem. Usiadłem przy biurku i postanowiłem się samemu zgłosić na policję i przyznać do winy. Wtedy uderzyła mnie bezsensowność tego postanowienia , przecież policjanci nie czytają mojego bloga. Pewnie w ogóle mało czytają , bo się w pracy tych akt naczytają. Nikt na całej komendzie nie będzie w stanie ocenić skali mojej zbrodni, a tym bardziej doprowadzić do sprawiedliwego ukarania mnie. Ale mi nie ulżyło. Postanowiłem dać w prasie nekrolog na przykład taki „Umiłował muzykę, zginął pod butem” i podpis Mimowolny Morderca. Albo jakieś inne równie tragiczne wspomnienie. Prawdę mówiąc od kilku godzin staram się zapić wyrzuty sumienia i nie mogę się oprzeć wrażeniu ,że najlepsi z nas odchodzą tak tragicznie. Sięgam pamięcią do innych równie wrażliwych jak Felicjan wielbicieli sztuk pięknych i coraz więcej potwierdzeń tej reguły znajduję. Przez negację myślę ,że ja za to będę żył długo, jak wszyscy przestępcy.

Mrówek Felicjan

Mrówek Felicjan

Ten mrówczy truteń był inny. Chłopaki z jego pokolenia chodzili podglądać królową i skrycie marzyli aby ją posiąść. On nie, on był muzykoloholikiem. Tu czytelnikowi należy się definicja. On był uzależniony od muzyki, ale w pewien specyficzny sposób. On był wysmakowany, zawsze otwarty na nowe doznania, obdarzony fantastycznym słuchem i gustem muzycznym. Ale nie tylko tym. Felicjan odbierał muzykę całym ciałem. W ekstazę wprawiało go drżenie, jakie wywoływały w nim niby w kamertonie, dźwięki które słyszał. To aż wstrząsało jego słabym ciałem, przenikała do szpiku kości. Budził się z zimowego snu i już czekał na pierwsze spotkania z przebiśniegiem czy krokusem. Gdy słonko w południe grzało wychodził z mrowiska i lustrował okolicę, znajdował najbardziej obiecujący kwiat , wchodził do środka, łapał za pręcik i naciągnąwszy go do granic możliwości puszczał , a ten sprężynował waląc z całej siły w płatki i właśnie wtedy , gdy ten przepotężny wstrząs przechodził mu przez ciało, Felicjan czuł się jak w niebie. Uspokoiwszy się trochę, szedł do następnego kwiatu tego samego gatunku i po kolei próbował wybrać ten o najczystszym i wręcz idealnym tonie. Jego instrumenty co dzień zmieniały ton rosnąc i więdnąc, ale nikt nie wiedział ile bezsennych nocy Felicjan spędził na domysłach , jak jutro zagra zawilec, skalnica czy dąbrówka kosmata.  Z czasem wspomniane gatunki ustępowały  miejsca innym i Felicjan grał także na rzeżusznikach, iglicach oraz na wyczekiwanych od początku wiosny konwaliach, Te zawsze dawały tak czysty i donośny dźwięk ,że niezmiennie co roku urzekały Felicjana. Potem przychodziło lato. Koledzy zabiegali o względy królowej on to olewał i zaczynał grać na innych kwiatach, a to wyka, a to lwie paszcze, czy w końcu zupełnie inny rodzaj dźwięków z mlecza czy koniczyny. Zasłuchany roztrzęsiony, wręcz rozedrgany przeżywał dzień za dniem w nieustannej euforii. Jego życie było dla niego piękne i pełne treści. Gdy zaś widział truchła swoich kolegów, po corocznych godach niezmiennie zadawał sobie pytanie. Czy taki seks ma sens? Czy nie lepiej posłuchać muzyki i wiedział ,że mimo ,że uchodził w mrowisku za odmieńca, to wielu mu zazdrościło. Felicjan wychwalał w duszy dzień, gdy zamiast podążać jak wszyscy utartymi ścieżkami odkrył w sobie zainteresowanie , które dawało mu tyle radości. I wiedział ,że warto szukać i iść pod prąd ogólnych trendów. Po prostu robić to co naprawdę pasjonuje.

Stary buk

Stary buk

Była jesień. Najpiękniejsza pora roku w górach. Na zboczu niezbyt stromej góry rósł prastary buk. Gałęzie miał rozłożyste i wielkie, pień gruby, ale już dotknięty latami i tu i ówdzie były w nim dziurki i norki . Z jednej strony był nawet poważny wykrot i chociaż duży to mało widoczny od zewnątrz. Dni były jeszcze ciepłe, ale noce już nie. Liście buka przybrały jesienne barwy i całe drzewo szykowało się do zimowego snu. Do dziupli i norek zwierzęta znosiły zimowe zapasy i o ile mogły pilnowały swoich miejsc na zimowy sen. Myszka ,też się szykowała i w długim korytarzu do wnętrza drzewa chowała ziarenka i inne przysmaki. Zaraz obok do pnia swoje zapasy znosił jeż. Każdej nocy część liści spadała na ziemię i myszka już nie bardzo chciała wychodzić z norki w obawie ,że opady przykryją jej wejście i nie trafi do swoich zapasów. Pewnej nocy usłyszała płacz i zawodzenie dochodzące z okolic pnia drzewa. Słyszała rozpaczliwe narzekania dziewczyny, która siedziała pod drzewem i głośno płakała. Zawodziła jaki to on zły ,że ją zostawił na pastwę losu i co ona teraz zrobi sama. Po pewnym czasie łkanie ustało. Myszka zasnęła. Obudziła się rankiem i wyszła z norki. Zobaczyła pod drzewem dziewczynę całą obsypaną liśćmi. Nawet twarzy jej nie było widać. Dziewczyna zmęczona płaczem usnęła, a srogi wiatr obsypał ją liśćmi i otulił na noc. Dzięki temu nie zamarzła. Wtedy myszka usłyszała ciche skradanie się po liściach, szybko czmychnęła do norki i tylko przez liście obserwowała co się dzieje. Do drzewa skradał się lis. On miał norę po drugiej stronie pnia, ale to był wyjątkowy łajdak, bał się tylko silniejszych. Stanął napuszony przed pniem i nosem poczuł dziewczynę. Syknął fuknął i zaskowyczał- a wynocha stąd, to mój buk. Dziewczyna się obudziła, poderwała, krzyknęła i uciekła, a lis z nosem do góry zaczął mościć swoje gniazdko. Wtem z dala usłyszeli sapanie, prychanie i pomruki. Do wykrotu zbliżał się niedźwiedź. Wąchał , wietrzył i podchodził zaniepokojony. Wszystkie zapachy znał poza zapachem , który go niepokoił. Obszedł buk obwąchał liście i wszedł do wykrotu, naciągnął na siebie ile się dało liści i zasnął. Sygnalizował to jego równy powolny oddech. Jeszcze parę dni myszka wymykała się z norki, ale zawsze w czasie gdy wychodził lis. Nadeszła zima spadł śnieg i pierwszej cichej nocy myszka pomyślała ,że jednak kolejność ma kolosalne znaczenie, bo co by się stało z dziewczyną gdyby pierwszy przyszedł niedźwiedź, a nie lis?

Rozmowa

Rozmowa

Był ciepły dzień czerwcowy. Wnuczek miał już 11 lat . Siedzieliśmy razem na balkonie coś tam popijając. W pewnym momencie wiedziony chęcią podzielenia się z kimś swoim kłopotem Młody powiedział:

- Dziadek , dziewczyny w szkole mi dokuczają , zaczepiają, a to mnie denerwuje, czego ode mnie chcą?

- Zasadniczo sprawa jest prosta , ale musiałbym Cię trochę uświadomić, co do kobiet- odparłem

- To mi powiedz , proszę , bo ja już szału dostaję- powiedział sfrustrowany

- Jest tak, te Twoje koleżanki to zaczynają być kobietami i bardzo, ale to bardzo chcą się podobać, ale ponieważ same tego nie potrafią ocenić , a koleżanki je w tym względzie namiętnie oszukują, bo same chcą być ładniejsze, to zaczepiają chłopców ,żeby im coś powiedzieli – odparłem

- A to one nie mogą się spytać wprost?- zapytał

- No nie mogą , bo się wstydzą przed Tobą i boją się narazić na śmiech koleżanek – powiedziałem

- Dobra Dziadek , to jak sobie z tym radzić?- zapytał

- Podejdź do takiej najbardziej upierdliwej popatrz na nią i powiedz , ale Ty masz piękne oczy, czy coś podobnego i odejdź

- I to wszystko? – spytał

- A , co Ty mu ojciec za głupoty opowiadasz- przez okno rzuciła Córka matka Młodego

- Sama prawdę Córeczko- odpowiedziałem

- No dobrze dziadku, a co ze starszymi kobietami? –rezolutnie zapytał Wnusio

- No to samo, tylko musisz więcej powiedzieć, że na przykład dla Ciebie to Pani jest wzorem kobiety, że chciałbyś aby w przyszłości Twoja Żona taka była jak ona itp. Itd.

- Wszystko fajnie, ale Ty mnie namawiasz do kłamania- oburzył się Młody

- Niestety tak Wnuczku, z tym ,że nie do końca, bo one będą wiedziały ,że kłamiesz , ale im to nie będzie przeszkadzać

- To już bardzo dziwne, ale powiedz co z tego będę miał , jak tak będę kłamał? -Spytał

- Póki będziesz młody to będą Ci dawać na przykład zupy , ale z wiekiem zapracujesz na zmianę pierwszej litery- odrzekłem uśmiechając się

- Dziadek, ja nic z tego nie rozumiem

-Przyjdzie czas ,że mi za te rady podziękujesz, a teraz je stosuj w praktyce

 

 

Pazury

Szpony

Zakładałem skarpety i kątem oka zobaczyłem nogę. Och jakże piękne paznokietki , dopracowane, każdy równiutko przypiłowany, skórki uporządkowane, nawet przez chwilę myślałem ,że to moje. A to mojej Żony były. Popatrzyłem na swoje i trochę mi się głupio zrobiło, zwykłe chłopskie pazury bez śladu pielęgnacji. Ale przy moim braku skłonności do homoseksualizmu już sama nazwa pedicure odstręcza. Raz uruchomiony proces myślowy toczy się samoistnie , więc zapytałem się sam siebie, a po kiego walca mi te pazury? Czy ja się po drzewach wspinam , czy rozdzieram nimi zwierzaki na kolacyjki przy ognisku? No nie. Kombinuję zatem jak do tego doszło ,że to cholerstwo mam. I po co? O to akurat nie jest trudne , bo są one po to jakby mi buteleczka spadła na paluszek, to żeby nie bolało. A z tym jak do tego doszło to myślę ,że pradziadzio Neandertal musiał je mieć po swoim pradziadku co kucał na drzewach, a Neandertal chodził po skałach i zaczepiał szponami aby nie spaść. Dodatkowo trzymając zdobycz w rękach też pazurami, nogami mógł ją obdzierać ze skóry przy ognisku. Ale czas mijał dziadek znalazł krzemień i butki sobie zrobił, a pazurki zastąpiły noże . I co na to ewolucja? Nic. Z kolei nasz kuzynek Yeti futerko i pazurki owszem potrzebne aby się nie zsuwał po śniegu, ale po co wujkowi Eskimosowi pazury? A mieszka tam na tym zimnym od lat. Na nogę może mu upaść jedynie kula śniegowa , boso nie chodzi, tylko z braku nożyczek żona mu pazury na nogach obgryza. Przykry obowiązek , chyba ,że ja o czymś nie wiem. Oj zaspała nam ewolucja, zaspała.  Obcinanie szponów  to też problem. Dawnie jak Dziadek boso latał po skałach to się ścierały, bo przedtem to były pewnie ostre na końcach idealne do przytrzymywania zdobyczy. Takie starte to tylko do ochrony paluszków się nadawały, albo do niszczenia onucek. A teraz? W ogóle nie rozumiem potrzeby posiadania pazurów u nóg. Wystarczy być uważnym. Szczególnie w tańcu z cięższymi partnerami i trzymając coś ciężkiego. Pazury to atawizm. Może nie u kobiet bo skąd się wzięło , złapała go w pazurki? Samymi rękami nie utrzyma, więc może stąd rozterki ewolucji?

Prysznic  
Dziś rano pod prysznicem stało się. Stanąłem, a krople wody lały się na moją głowę, normalnie jakby „Rain drops keep falling on my head”. Tak mi do głowy przyszło i nawet zacząłem podśpiewywać, a mocząc ciało i wyginając je śmiało, przypomniałem sobie swój bałwochwalczy tekst na temat disco polo i jak ja to mógłbym zostać gwiazdą. I myśl, tak pieprzyć to każdy potrafi. Wtedy to się zaczęło, poczułem jak geniusz chwyta mnie najpierw za nogi, a potem coraz wyżej i wyżej pnie się, wprost do mojej umęczonej ustawicznym waleniem w czaszkę mas wody, głowy. Zabulgotało ambicje, jak wzniecony na dnie bajora muł, zaczęły napełniać moją czachę. I co myślałem, ja nie wymyślę, ja nie wymyślę. I jak piorun z nieba spłynęły na mnie słowa piosenki: 
A w sobotę na imprezie 
To ona mnie po plerezie 
Głaskała, głaskała , głaskała  
Ludzie na sali patrzyli  
Jakżeśmy się z nią 
Ślinili, ślinili, ślinili  
Dziś budowa moja cała 
Patrzy na to co ona mi 
Wyssała, wyssała, wyssała  
Sypię piach i mam ochotę  
By w następną sobotę Inna 
 mi ssała, mi ssała, mi ssała
 
Przeczytałem w głowie raz jeszcze ostatni wers, ale przyjąłem ,że czujny słuchacz domyśli się ,że chodzi o wysysanie malinki na szyi. Napięcie na chwilę zelżało, więc się namydliłem i uśmiechając się pod wąsem myślałem, a co długo trwało? A jaki ten tekst bliski życiu, jaki subtelnie sugerujący jednak pewną rozwiązłość jakże typową dla silnych mężczyzn. Byłem z siebie naprawdę dumny i jak spłukiwałem głowę, uderzenie myśli, a co z muzyką? Też się chwaliłeś bracie. I przez głowę rożne melodie pierwsza była najlepsza ale kombinowałem dalej, czas mijał, a ja już czwartą wersję miałem w głowie. Zdecydowałem , wychodzę, to trzeba zapisać i potem nagrać vocal. I strach , ja to zapomnę do ubrania się. I zapomniałem, muzykę. Usiłowałem wrócić do ulubionego nurtu muzycznego, ale nie wychodziło. Załączam to co zostało w głowie, a ponieważ jestem chyba jakimś starcem satanistą to brzmi to jak czarna msza, a nie jak disco polo, ale załączam na dowód ,że jednak coś z prawdy w tym co pisałem jest. Życzę miłej zabawy.