ktak

Właściwie bez wiodącego tematu, takie tam pisanie co mi do głowy przyjdzie

Wpisy z okresu: 5.2015

Stronka

Stronka

Po piątkowym wpisie pojawiły się komentarze w dużej ilości. W całości czytelnicy zgadzali się z moim stanowiskiem a gdy zaproponowałem założenie strony na której można by publikować teksty o tym ,że warto być dumnym z tego ,że się jest Polakiem też jakby dostałem pozytywna odpowiedź. Potem przyszło zastanowienie jak to zrobić aby taka strona zaistniała i kto ma się tym zająć. Myślałem nad tym i mam propozycję. Może załóżmy blog , tytuł do uznania ale taki na którym będą mogli publikować wszyscy patrioci ale pod pewnymi założeniami.

1.Nie mogą to być teksty nawołujące do podziałów, rządzi tolerancja

2. Powinny to być teksty dające podstawy do dumy z polskości ale nie nacjonalistyczne

3. Teksty w żadnym razie nie mogą nikogo atakować, ale mogą pokazywać wartości pozytywne

4. Bez wulgaryzmów

5. Niestety potrzebna będzie moderacja

Piszcie co o tym sądzicie , bo na pewno to nie wszystko a i tak to dość naiwne, ale może są ludzie , którzy takimi chcą być. Czekam na Wasze głosy.

Komentarz

Komentarz

Nie chce się ustosunkowywać do wyboru jakiego dokonaliśmy, ani optować za kimkolwiek. To co mnie zastanawia to rola dziennikarzy. Przed rozstrzygnięciem walili w Prezydenta jak w burą sukę. Pretendent miał jakby fory. A nazajutrz po ogłoszeniu wyników zaczęła się akcja pod tytułem wymądrzanie się dlaczego się tak stało/ o oczywiście nikt nie wspomniał o roli mediów/ oraz przymiarki do walenia w elekta. I już od drugiego dnia wali się w niego równo. Nagle objawiły się elementy niespójności programu, pragnienie rozliczania i temu podobne. Czy ktoś słyszał jak dziennikarze wymieniali jakiekolwiek pozytywne elementy w programach, czy dokonaniach ludzi biorących udział w wyścigu do pałacu?  Nie , bo to nie ma znamion sensacji. A jak nie ma krwi, przekupstwa , kłamstwa, to nie ma newsa. Czasem rzucam okiem na chwilę / dłużej nie wyrabiam/ na jakiś kanał informacyjny i po drugim okrążeniu paska lecącego na dole / fachowa nazwa scroll/wiem co chciałem wiedzieć i wiem ,że nic więcej się nie dowiem. A tysiące ludzi siedzi i patrzy w ten ekran całymi godzinami i słucha tego samego w kółko. Dla mnie to poziom poniżej zera / te kanały oczywiście/. Szczytem nie profesjonalizmu była przeprowadzona w TVN debata gdzie trójka ”asów” dziennikarstwa lansowała siebie, zadając pytania które miały być mądre, a były piramidalnymi konstrukcjami nie dającymi możliwości na merytoryczną odpowiedź. Ale jak to teoretycznie mądrze brzmiało. Zwykłe oszustwo , bo rolą dziennikarza jest tłumaczenie ludziom zjawisk , prezentowanie ciekawych ludzi i ICH poglądów, a nie swoich. A tego fantastyczna trójka z TVN nie umie. Oni się ze sobą ścigają kto „mądrzejszy”. Żenada. Niestety taka postawa dziennikarzy cechuje też inne stacje. I Jeszcze jedno, ci ludzie zatapiają nasze państwo, celowo doprowadzając do konfrontacji negatywnych emocji. Skutkiem takiego podejścia są pęknięcia i kłótnie w narodzie , rodzinach i na uroczystościach. A dziennikarze uważają ,że program jest ciekawy , bo iskrzy. Bo wielokrotnie lansują swoje poglądy, a nie zapraszanych ludzi, tu prym wiedzie Justyna Pochanke, ale i Tomasz Lis i Monika Olejnik i inni. Wynik?  Rosnący poziom wzajemnej nienawiści i stosunki społeczne na poziomie kibiców piłkarskich typu „Śmierć kibicom drużyny przeciwnej”. JESTEM STANOWCZO PRZECIW. PRZECIW DZIENNIKARZOM NA TYM ŻENUJĄCYM POZIOMIE.

Alternatywa

Alternatywa

O ile koniunkcja zdarzeń w małym stopniu od nas samych zależy o tyle alternatywa już więcej. Bo alternatywa to wybór, no może nie zawsze świadomy, ale wybór. Ileż to razy słyszymy jak ludzie mówią, a gdybym wybrał inaczej… I wierzą ,ze ten ich wybór był przypadkowy. Nie chcą się przyznać ,ze jednak to oni dokonują wyboru, bo za porażka czyli wyborem złym idzie poczucie winy. Za to do szczęśliwych wyborów ludzie przyznają się bardzo chętnie nie kryjąc przed światem swojego autorstwa. Chętnie i na głoś przyznają się i to podnosi ich ego. Ale czy te wybory są takie całkiem bez udziału przypadku?. Na przykład kobieta decyduje będę ze Stefanem , bo Adam jest inny i mi nie pasuje. Jest dobrze, zachwycona , jest żle, to wina Stefana. A nie pomyśli ,że Stefan na tle Leszka wypadłby gorzej , tyle ,że Leszka wtedy nie było. Przypadek? No właśnie , często się okazuje ,że wybieramy z tego co jest akurat dostępne a nie z tego co dla nas dobre czy pasujące do oczekiwań. Tu pojawia się kompromis i przypadek czyli znowu los. Najpierw kompromis , to bardzo często stosowana taktyka. Bo wybór, poza tym z czego mamy wybierać, jest taki jaki jest, a czy nam się trafi lepszy wybór i znów alternatywa. Brać lepsze z tego co jest, czy czekać na lepszy wybór. A przecież nie ma pewności. Więc to jest znowu los , przypadek czy okazja. Sprowadza się do tego samego. Czy mamy zatem możliwość zmiany tego losowego traktowania nas przez los? Teoretycznie tak , bo niby można próbować ograniczać to z czego mamy wybierać selekcjonując okoliczności. Na przykład przy wyborze towarzystwa kierować się przynależnością do grup społecznych jakie nam odpowiadają. Z tym ,ze te grupy kierując się wszystkie takim samym pragnieniem wraz z czasem same się degenerują, tworząc coraz bardziej wyśrubowane kryteria przynależności a z drugiej strony kryteria te nie są jednakowe dla wszystkich ubiegających się. Znajomi mają lżej. Ale decydującym o wyborze zdaje się ,że działają uczciwie i bezstronnie. Alternatywa jest trudniejsza, niż koniunkcja, bo jest mniej automatyczna. I tu jest paradoks . Im mamy więcej do powiedzenia tym jest trudniej o samokrytykę i obiektywną ocenę działania a więc i o obiektywnie dobrą decyzję. Dlatego sprzecznie z deklaracjami bardzo duży procent ludzi woli aby decydował za nich ktoś inny. Oni wola krytykować te decyzje.

Koniunkcja

Koniunkcja

Czyli jednoczesne występowanie dwóch czynników lub warunków pełni niezwykle ważną rolę w naszym życiu. To pojęcie z zakresu logiki matematycznej jest wielu obrzydliwe, bo z matematyki. A dla innych z tego samego powodu cudowne. A jak to jest praktycznie? To o wiele bardziej skomplikowane. Sam na przykład początek życia może być koniunkcją następujących zdarzeń. Może być on kocha i ona kocha, może być ona kocha, a on nie czy odwrotnie. A efekt za każdym razem taki sam. Nowe życie. Ale nie takie samo. Oczywiście jest jeszcze wiele innych koniunkcji prowadzących do tego samego wyniku, ale sobie darujmy.  Z tego prostego przykładu wychodzi ,ze trudno, a wręcz nie można z góry określić tych zdarzeń , które dadzą oczekiwany efekt ze stuprocentową pewnością, bo zarówno po stronie niezbędnych w koniunkcji zdarzeń jak i w wyniku nie ma sztywnych reguł. A więc jak to jest z nami. A trzeba sobie uświadomić ,ze rządzi przypadek . Bardziej, lub mniej, ale rządzi. I tu znowu przykład. Dwoje się spotyka i przypadkowo do siebie pasują, lub im się wydaje ,że pasują. Następuje nieuchronna kooperacja w kierunku zbliżenia, a efekt? I tu los czyli przypadek rządzi całą mocą. Ale może w mniej zauważalny sposób rządzi też po stronie spotykających się. Bo jeśli się spotkają latem na plaży i on jest ratownikiem / koniunkcja/ to zachwyci . A gdyby się spotkali zimą i on by się dopiero uczył na nartach to nie zachwyci. Przykładów można mnożyć. Grzechem jest natomiast niedocenianie przypadku. Nawet dwoje szczęśliwych ludzi może mieć dwoje dzieci zupełnie innych i gdy następuje zbliżenie/ koniunkcja z kopulacją/  te same geny łączą się w coś innego. Mało tego, nie da się tego powtórzyć. Zatem lekceważenie koniunkcji i matematyki z całym rachunkiem opartym o występowanie liczb / zjawisk/ losowych jest olbrzymim błędem , który z góry odbiera nam możliwość kierowania swoim życiem. Więc uczmy się matematyki, ot choćby po to by obliczać, ile wydamy na obietnice wyborcze. Warto.

Plama

Plama

Wczoraj pisałem o swoim intelekcie spłukanym pod prysznicem. Jak to się te jego szczątki dostały do morza. A jakby tak na powierzchni Bałtyku utworzyły wielka plamę? Taką plamę intelektu. Co to by się działo? Jak by reagowali różni ludzie. Na przykład dziennikarze. Widzę te komentarze w prasie –Plama intelektu zbliża się do naszego brzegu, Jak to wpłynie na mieszkańców. Czy zarażeni tą plagą zamiast łowić ryby zaczną pisać blogi? Jak zachowają się nasze dzieci gdy znajdą wyrzucone na brzeg strofy poezji. Czy aby piosenki unoszące się na falach nie obniżą poziomu naszej muzyki. A z drugiej strony ruchy eko. Oni by chronili te zasoby  kazali by zamknąć to w szczelną siatkę i dopiero potem by kombinowali jak to chronić. Mam nadzieje na jakieś skromne muzeum , gdzie wiadro po wiadrze ten intelekt byłby przelewany aż do wyczerpania . I w tym muzeum za szybą w dużym akwarium gotują się  moje myśli. Ale myśli przybywa a akwarium nie jest z gumy. Co robić? Odparowują wodę , zostaje taki intelektualny glut. Gęste toto od myśli a wszystko pomieszane bez ładu i składu. I już widzę takie eko biznesmena jak wykombinował ,że to myśl naturalna ekologiczna i jakby po uprzednim umyciu się nią się wysmarować to taki kop intelektualny, że kopnięty by się przez ładne parę dni nie połapał co mu po łbie łazi. Normalnie piaty wymiar, narkotyk XXI wieku. Widzę tych zażywających pod prysznicem i wyobrażam sobie , że po Bałtyku takich plam intelektu pływa więcej i nie są to plamy moje ale i innych czystych ludzi , których prysznic pobudza do myślenia. Taki stan rzeczy z jednej strony rozwijałby wielokulturowość europejską z drugiej zaś strony wpływałby na najbardziej chronioną część poczucia narodowości w tym europejskim środowisku. Nastąpiłby podział na tych co za i na tych co przeciw, wręcz z ambony. Nie mam pojęcie kto by wygrał ale to taki inny rodzaj komunikacji mógłby się zrobić. A jak chronić prawa autorskie? Jak podpisać myśli? To wszystko bzdura,a ale ciekawie się zapowiada.

Prysznic 2

Prysznic 2

Jak już kiedyś pisałem pod prysznicem przychodzi mi do głowy 90% moich pomysłów. I potem często dzieje się coś dziwnego. Ale o tym za chwilę. Najpierw spróbuję wyjaśnić to zjawisko wyjątkowej płodności wodno-kropelkowej. Otóż wydaje mi się ,ze pobudza mnie masaż czaszki i wtedy mój skromny intelekt dostaje jakiegoś kopa. Nawet kombinowałem czy nie zrobić sobie takiej maski gdzie w obiegu zamkniętym strumień kropli waliłby mnie po łbie w sposób ciągły. Abym mógł z tym urządzeniem chodzić i płodzić. Ale czy ja mam prawo skazywać rodaków na takie intelektualne bombardowanie? Absolutnie nie. Wracamy pod zwykły prysznic. Po wymyśleniu wierszyka, piosenki czy tematu historyjki obywam ciało wodą z odpowiednim płynem i obserwuję, jak ten intelekt powoli spływa ze mnie w dół, powoli, acz nieuchronnie kierując się ku stopom. I jest tak ,że przez chwile mam intelekt u stóp, a potem nagle dziura i wszystko ucieka w kierunku oczyszczalni ścieków Czajka. Więc po pierwsze szampon nie służy intelektowi, a zaraz potem pytanie co z tym wszystkim co mu funduje oczyszczalnia ścieków. Oczami wyobraźni widzę jak te moje historyjki i pomysły lekko podczyszczone płyną Wisła do morza. Co dalej? A wypływa to to na Bałtyk, a tam aż do Szwecji i gdy w okolicach Ystad szwedzcy rybacy złowią tę moja zgrabną piosneczkę to śpiewają ja w czasie połowów ciągnąc niewód. I nie wiedzą ,ze to ja pod prysznicem te piosenkę pierwszy zanuciłem. A co z prawami autorskimi? Może jakieś tantiemy, albo chociaż może szwedzki Kolberg umieści w swojej książce ,że to z Polski wiatr przywiał. Nie ma na co liczyć, trzeba się z tym pogodzić, że do końca życia pozostanę nieznanym amatorskim twórcą. Serce mnie boli jak wiele tych myśli pływa po wodzie moczy się i rozmywa, ulega biodegradacji. Moje dzieci, tragedia i naprawdę trudno to zaakceptować. A może zainstaluje sobie pod prysznicem jakiś zestaw nagrywający i będę się uaktywniał na głos. To co spłynie to trudno a zapis zostanie. Ale ja nawet nie jestem w stanie tego obrobić, więc niech tak już zostanie.

Męska szowinistyczna świnia

Krystian był z nią już dwadzieścia parę lat. Liczyć mu się nie chciało. Zaczęło się ładnie. Imprezka , nowo poznana koleżanka, seks w sąsiednim pokoju. Potem wiadomość o niepożądanej i szybki ślub. A co miał zrobić, to w końcu też jego dziecko. Już w ciąży była ciężka do zniesienia, ale wtedy tłumaczył ją tym ,że kobiety w tym stanie tak mają. Urodziła się kobieta jego życia , mała Beatka była dla niego wszystkim, a żona stawała się coraz dalsza . Jego los w ogóle jej nie obchodził, został klasycznym dawcą nasienia i wpisem w jej dowodzie ,że zamężna. Reszta się nie liczyła. Prał sobie , nauczył się gotować i oddawał jej prawie wszystkie pieniądze zostawiając sobie skromne kieszonkowe. A Beatka rosła, lubiła się bawić na kolanach ojca i szczebiotała , opowiadała o jakichś swoich snach, a on chłonął każde jej słowo, aż do pamiętnego dnia gdy ją przytulił, a serce mu biło jak młotem, z miłości. Matka zobaczyła to i zazdrosna wykorzystała to ,że mała się do niego garnie , oskarżyła go o pedofilię. Po sąsiadkach rozgadała ,że on ma do Beaty niezdrowe skłonności. Zadziwiony słuchał tego co ona wygaduje i nie mógł zrozumieć dlaczego tak robi. Córka dostała zakaz zbliżania się do ojca i mimo ,że płakała i chciała się z nim kontaktować, matka stanowczo zabraniała. Miarka się przebrała gdy dwaj podpici sąsiedzi pobili go przy śmietniku wyzywając go od zboczeńców. Poszedł na policję, potem do adwokata i próbował odnaleźć możliwość spotykania się z córką , ale sędzina z Sądu Rodzinnego nie dała wiary jego wyjaśnieniom i zakazała mu wszelkich kontaktów z dzieckiem. Mało tego, dostał pozew rozwodowy  w którym został oskarżony o rozkład małżeństwa spowodowany skłonnościami do córki. Sędzina zasądziła rozwód z jego winy i wysokie alimenty. Nie było mowy o tym by kogokolwiek przekonać ,ze to tylko wymysły. W końcu trafił do detektywa i nie chodziło o Rutkowskiego. Ten go wysłuchał i uwierzył. To my teraz babę załatwimy, powiedział. Zaczęło się dochodzenie , pracownicy chodzili za babą po osiedlu, a ta chwaliła się jak to ona załatwiła starego, a oni nagrywali. Potem okablowali Krystiana i posłali na rozmowę o zmianie tej sytuacji. Kobitka podpuszczona potwierdziła ,że oszukiwała. Zebrany materiał nie pozostawiał wątpliwości ,że wszystko było nadużyciem. Ponowna rozprawa i na dowody sędzina spojrzała, spytała czy maja ważną licencję i stwierdziła ,że to z tymi dowodami to za mało, a wszyscy faceci to świnie , dranie i łobuzy. I tak wrażliwość sądowa zatryumfowała nad wrażliwością życiową. A Krystian wyjechał do Australii. I nikogo z dorosłych nie interesował los Beatki, poza ojcem oczywiście. I to wcale nie jest wymyślona historia tylko jedna z wielu takich. Bo w Sądzie rodzinnym facet nie ma szans.

Dziediczenie

wnuki (2)

Dziedziczenie

Dwoje moich wnucząt to rodzeństwo. On 12-to latek teraz kończy podstawówkę i Ona 10-cio latka . Obydwoje to super dzieciaki , dla mnie oczywiście i kiedy jestem z nimi , gdy je obserwuję nasuwają mi się ciekawe spostrzeżenia. Bardzo uderza mnie to co niesie za sobą przynależność do płci. Zachowania wnuka nie dziwią mnie tak bardzo, może dlatego ,ze jesteśmy tej samej płci, ale cały zakres zachowań dziewczęcych, no powiedzmy szczerze babskich, jakie przejawia wnuczka od najmłodszych lat, powala. Od pierwszych miesięcy życia potrafiła kokietować, a to posyłała spojrzenia powłóczyste, a to przekrzywiała główkę i uśmiechała się przymilnie. Szczególnie jak czegoś potrzebowała. Potrafi sobie załatwiać. W przedszkolu , kiedy ją odbierałem przedstawiała mnie z dumą koleżankom, mówiąc to mój/ tu nacisk/ Dziadosław. Koleżanki podchodziły i się uśmiechały kokieteryjnie/ też dziedziczne/. Jedna mało mnie nie wpędziła w nerwicę. Przyszedłem do przedszkola, a moja wnusia przedstawiła mnie następnej gwieździe , a tak wyciągnęła rękę i zaczęła głaskać mnie po brodzie szepcząc cicho- kocham Cię i dawaj do całowania. Jej matka stała i patrzyła na to , ja sztywny, boję się ruszyć, a moja królewna stoi z boku uśmiechnięta i zadowolona. Cholernica mała. Innym razem gdy im opowiadałem bajkę na dobranoc to prosi mnie , a teraz Dziadek taka dziewczyńską bajkę. Więc musiałem wymyślać następną dla dziewczynek. Ale powaliła mnie ostatnio jak u nas nocowali. Wnuk lubi chodzić do fryzjera z Dziadkiem, więc poszliśmy we trójkę zabierając ze sobą Królewnę. Weszliśmy do zakładu , młody zasiadł na fotelu, a Pani fryzjerka zapytała –jak strzyżemy? Na to młoda – po bokach proszę zebrać maszynką, a od góry skrócić nożyczkami, po czym przytuliła się do mnie/ a nie robi tego często/ i słodkim głosikiem oznajmiła- co on by zrobił beze mnie. Następnego dnia rano wnuk się umył i ubrał . Gdy siostra go zobaczyła wyrzuciła z siebie – to nie pasuje , załóż inne spodnie. A do mnie – no co za gapa. I wydało mi się ,że słyszę matkę  i to obojętnie czy jej, czy moją, czy matkę jej matki. Którędy to się dostaje do tego młodego organizmu? A to babowacienie postępuje. Do czego to dojdzie ?

Prąd

Prąd

Był Maj. Nad brzegiem Wisły siedzieli dwaj faceci nieokreślonego wieku . Każdy z puszka w ręku, wzrok utkwiony w wodzie. Siedzą i patrzą. Stefan i Czesiek, tak mają na imię.

-Patrz Pan jak płynie- powiedział Stefan

-Płynie, bo ma z góry- odpowiedział Czesio

-A skąd Pan wiesz?- pyta Stefan

-Bo płynie z gór, czyli tam gdzie wysoko płynie na doliny Panie , no to ma z góry, no nie?- odparował Czesio

- Woda to jeszcze woda , ale kurna jak płynie prąd?- spytał Stefcio i uśmiechnął się lekko , bo kombinował ,ze Czesio to tego nie wie

- Z tem prądem to cholera wie, a ja sobie tego wyobrazić nie mogę- Czesio łyknął piwka- ciepłe się robi, a ja wolę chłodne

- No dobra nikt nie widział prądu, ale jest- Stefan był poruszony- no ze dwa tygodnie temu jak mnie walnęło to myślałem ,że to koniec

- A co żeś Pan robił?- z kpiną w głosie spytał Czesio

- Złodziejkie podłączałem i jak mnie nie walnie, aż spadłem z krzesła- odparł Stefan

- No ale co to tak konkretnie w tym prądzie kopie, nikt nie widział, a zabić może-zadumał się Czesio

-Potęga straszna, słyszałem ,że to jakieś kurna elektrony zapieprzają po drutach- Stefan się mądrzył

- Nie po drutach, a w środku- odparował Czesio

- Jak w środku jak tam dziury nie ma w tych przewodach- Stefan

- Fakt – Czesław

- To piwo coraz cieplejsze, a w przewodach są takie małe dziury ,ze aż ich nie widać i przez te dziury latają te elektrony, sobie przypomniałem-wyjaśnił Stefan

-Ale jak to się kurna dzieje-Czesław się dopytywał

-Bo te elektrony to jak małe mrówki, chodzą stadami- poinformował Stefan

-I jak takie stado ma wiedzieć gdzie iść , w które dziurkie konkretnie – drążył Czesio

- A co to ja jakiś naukowiec jestem, ważne ,że uważać trzeba aby nie walneło- podsumował Stefan

- No to wypijmy za BHP- zaproponował Czesio

- Na zdrowie i za prąd jego mać – dodał Stefan

 

Męski szowinista

Męski szowinista

Tym opisywanym szowinistą jest kornik Kamil. Wczoraj pisałem o zwyczajach tych owadów, ale chyba zbyt pobieżnie poleciałem po najważniejszym etapie w ich życiu. Więc jak to tak naprawdę wygląda oczami uczestnika? Kamil wylazł z obalonego w lesie świerka, który był przez długi czas jego domem. Przy wyjściu oślepiło go i musiało minąć trochę czasu aż przywykł. Wyszedł jeszcze jako poczwarka wlazł pod korę płyciutko i się zmienił . Zrzucił poplamione okrycie i powoli przybierał postać prawdziwego macho. Oczywiście w tej swojej kornikowej kategorii. Gdy już obesechł wystawił nos spod kory, a tu wkoło gonka. Tak się to nazywa i konia z rzędem temu kto wie dlaczego. Śliczne jak mu się wydawało korniczki latają wokół w poszukiwaniu partnera. Kamil wiedział ,że powinien sobie przygadać ze trzy dorodne kobitki, rozprostował skrzydła i dawaj w tany . Pierwszą wypatrzył Kamę. Pięknie zaokrąglona z tymi refleksami światła na karku. Według Kamilka cudo. Potem Ilona skromna , dobrze zbudowana z gwarancją zdrowego potomstwa i na końcu Lileczka , jakby mniejsza, ale z figielkiem w oczach. Trochę to czasu zajęło, ale wkrótce wszystkie się poznały i nie pozostało nic innego jak przystąpić do odwiecznego rytuału godowego. Kamil drążył w świerku świeży kanał w takim miejscu, gdzie rozbudowa była względnie prosta. Gdy dotarli do środka drzewa, powiększył kanał do wygodnej komnaty i popędzany przez zniecierpliwione panie zaproponował losowanie. Wygrała Ilona , potem Lilka, a na końcu Kama. Zabrał się do pracy. Zapłodniwszy pierwsze jajeczka spoczął w zadowoleniu przegryzł świerkiem i uśmiech zagościł na jego twarzy. No raj po prostu. Jeszcze nie dokończył przekąski, a w komorze pojawiła się Ilona z następnym jajeczkiem do zapłodnienia. Kamil się uwinął i katem oka zobaczył zbliżającą się Lilkę, zbliżenie i Kama już się do niego uśmiecha. Fajnie jest myślał i po drugim gryzie znowu dostrzegł Ilonę. No do pracy , do pracy powiedział sobie. Po dziesięciu turach jego entuzjazm zaczął stygnąć. Na jego korzyść działał fakt, że samice coraz dalej musiały drążyć aby złożyć zapłodnione jajo i on miał troszkę dłuższe przerwy. Mijał dzień za dniem, a Kamil wyraźnie słabł Po sześćdziesiątej turze lekko słaniał się na nogach i z trudem przełykał kawałki świerka. Muszę jeść  brzmiało mu w głowie, a podziw dla wytrwałości samic rósł z każdą następną turą. Po siedemdziesiątej piątej kolejce myślał tylko o tym by dotrwać do końca tego upojnego balu. Jego partnerki też ledwo powłóczyły nogami, skurcze w szczękach utrudniały wygryzanie kolejnych korytarzy, a kopulacja nie przynosiła nic poza cierpieniem i chęcią jak najszybszego zakończenia. Jeszcze trochę kołatało się w ich głowach, choć były już prawie puste i wreszcie naszedł ten ostatni akt i ostatnie jajeczko było złożone. Cała czwórka zasnęła całkowicie wykończona w wielkiej już teraz Sali godowej. I co sadzić o takim rozmnażaniu? Czysty sadyzm.