ktak

Właściwie bez wiodącego tematu, takie tam pisanie co mi do głowy przyjdzie

Wpisy z okresu: 7.2015

Rozwiązanie

Rozwiązanie

Jestem przygotowany na ciosy, choć wkurzanie kogokolwiek nie było moim celem. Przez ostatnie trzy dni opisywałem sprawy , które można połączyć jednym hasłem „TO IDZIE MŁODOŚĆ”. Pokazywałem jak niszczyć zmarszczki , odżywiać skórę a w końcu poprawiać nastrój. Muszę się przyznać ,ze wszystko o czym pisałem, sam wymyśliłem i to nie ma nic wspólnego z rzeczywistością .Ktoś może spytać po co to zrobiłeś? Odpowiedź jest bardzo prosta, w tych ciężkich czasach w jakich żyjemy, gdzie nadzieja jest właściwie równoznaczna z niespełnieniem, jedno co nam zostaje to marzenia. I właśnie oto chodziło , aby czytelniczki i czytelnicy czytając przez chwilę pomyśleli, och jak chciałabym mieć taki dyfuzor, czy przyrząd do likwidacji naskórka. Taka myśl na pewno wywołuje miły uśmiech i choć chwilową ulgę od codzienności. A jak na końcu można się zrelaksować i pomyśleć jak pięknie byłoby na tym stole z muzyczką, zapachem i Żebrowskim? To powinno samo w sobie podnieść nastrój i tego Wam życzę. Jeśli choć trochę się udało to jestem zadowolony.

PS Nie bijcie zbyt mocno, nie chciałem

Fabryka nastroju

Fabryka nastroju

Coś takiego wymyślono. Czy to działa nie wiem , nie próbowałem. Opiszę . Wyobraźcie sobie stół w którym wycięto szereg otworów o różnych średnicach, a w tych dziurkach umieszczono głośniki. Potem pokryto to siateczką, a następnie pokryto higieniczną podkładką. Do głośników podłączono wielokanałowy odtwarzacz poprzez wzmacniacz. Taki stół umieszczono w pomieszczeniu o dosyć stłumionym oświetleniu. W narożach pokoju ustawiono nawiewy powietrza. Poprzez nawiewy do pomieszczenia w małych, ale dających się odczuć dawkach wpływają dozowane zapachy. Na lekko pokrywające wyloty tych nawiewów bibułki, można zdalnie zakraplać sekwencję zapachów , bądź jeden wybrany zapach w zależności od celu jaki się chce osiągnąć. Zapach w pomieszczeniu może się zatem zmieniać. Dla osób pragnących ustawić swój nastrój najpierw przeprowadza się wywiad aby dowiedzieć się o oczekiwaniach. Można oczekiwać odprężenia, uspokojenia, podniecenia czy też podenerwowania. Gdy już wiadomo co chce się osiągnąć, operator dobiera odpowiednia kompozycję muzyki, ewentualnej recytacji, zestawu dźwięków, oraz sekwencje zapachów i gry świateł. Delikwent najpierw ma drobny rozluźniający masaż, a potem kładzie się na opisanym stole i seans się zaczyna. Drżące membrany głośników wibrują pod pacjentem powodując fale w jego ciele, efekty są wzmacniane przez sekwencje zapachów i grę światła. W wypadku gdy chcemy osiągać nastroje uspokojenia do muzyki relaksacyjnej dochodzą na przykład recytacje poezji lirycznej przez głosy typu Żebrowski i delikatne zapachy jak hiacynt, czy delikatna róża. Ostre zapachy cynamonu czy goździków wraz z muzyką typu trash metal pobudzają, a ostre światła dodatkowo rozbudzają delikwenta. Tych kombinacji jest wiele i podobno to działa. Osoby pragnące uspokojenia po zabiegu leżakują jeszcze czas jakiś a dla wymagających pobudzenia sugeruje się zimny prysznic. Dla najodważniejszych są tak zwane produkcje online gdzie operator na bieżąco steruje muzyką ,światłem i zapachem. Tak się zastanawiam czy bym na to poszedł?

Konferencja

Konferencja

Zbiegi okoliczności wymuszane przez przypadek  dają niesamowite rozwiązania. Oto na konferencji w Bangkoku spotkali się i wygłosili swoje odczyty profesor Wan Kim Bo z uniwersytetu w Seulu, oraz doktor Hildegarda von Pitke z uczelni w Karlsruhe. Zbieg okoliczności to tematyka badań , bo obydwoje badali złuszczanie się naskórka. Jeszcze ciekawsze było to ,ze ich badania były zgodne co do wyników. Ale najfajniejsze było to ,ze obydwoje niezależnie wyciągnęli takie same wnioski. Okazało się bowiem ,ze skóra ludzka jest tym „młodsza” czytaj bardziej elastyczna i lepiej nawodniona im częściej się musi odnawiać .Zatem pozbywanie się narastającego i zaczynającego obumierać naskórka stymuluje porost nowej skóry. Wszystko zatem wskazuje na to , że pozbywanie się naskórka we właściwym momencie jest remedium na posiadanie skóry w idealnym stanie. I to przez długie lata. Uczeni zaproponowali niezależnie od siebie podręcznie aparaty ultradźwiękowe dające taki efekt ,że stary naskórek się złuszcza ustępując miejsca narastającej skórze. Producenci prototypów to Hyundai I Siemens. To jakby dwu trzykrotnie przyspieszone naturalne działanie organizmu. Mało tego organizm po pewnym czasie przywyka do szybkiej odbudowy i wraz z upływem czasu regeneracja jest bardziej skuteczna i co ważne ładniejsza. Z czasem nawet osoby czterdziestoletnie uzyskują skórę typu dupcia niemowlaka. Zbyt krótki czas jaki minął od odkrycia nie pozwala na określenie jak metoda działać będzie na osoby w wieku emerytalnym , bo w takich organizmach procesy przystosowawcze przebiegają dłużej. W każdym bądź razie wygląd 50 letniej von Pitke nie pozwolił oponentom kwestionować tego odkrycia.

Dyfuzor

Dyfuzor

Właściwie tego się spodziewałem , ale nie tak szybko. Pisałem kiedyś o  użyciu iPhone’a do zastosowań medycznych. Połączenie czujników pod skórą, lub na niej z odczytem w smartphonie, a potem przekazanie danych do odpowiedniej pracowni i tam analiza to ekstra możliwość. Podobno można tak monitorować serce i wykrywać zbliżający się zawał na dwa tygodnie przed jego wystąpieniem. Dlatego to odkrycie i rozwiązanie jakie wynalazłem mnie nie zadziwiło. Okazuje się ,że połączono cos w rodzaju skanera z dyfuzorem poprzez wifi z telefonem, oczywiście iPhone w którym zainstalowano oprogramowanie. Wraz z wiekiem z naszej skóry znika kwas hialuronowy odpowiedzialny za jędrność tłuszczową , nawodnienie i wypełnienie. Wraz z jego ubywaniem pojawiają się zmarszczki i więdnięcie skóry. Można ten kwas zastąpić innym trwalszym i dającym bardzo dobre efekty kwasem polimlekowym. Ale trzeba go wprowadzić w skórę. I tu wracamy do naszego urządzenia. Skaner prowadzony po skórze wykrywa miejsca z ubytkiem kwasu hialuronowego i przesyła informacje do telefonu. Tam program analizuje ubytki , a następnie dobiera częstotliwości penetracyjne i przesyła je z powrotem, a odbiera je dyfuzor, który lekko drgając wprowadza kwas polimlekowy w miejsca ubytków. To takie delikatne wibrowanie ukierunkowane w głąb skóry. Kwas polimlekowy wypełnia ubytki i zmarszczka lub zwiotczenie znikają. Jest oczywiście jedna mało miła strona tego zabiegu, otóż kwas polimlekowy nie pachnie zbyt ładnie. Ale szybki prysznic po zabiegu wywabia zapach. Zabiegi należy prowadzić regularnie raz, dwa razy w miesiącu , ale trzeba zmieniać miejsca, bo raz wypełnione nie wymagają powtórnej ingerencji. I tak naukowcy rozwiązali jeden z głównych kłopotów Pań . Produkt o nazwie DYF- ANW ma wejść na rynek niebawem w cenie ok 259 USD , a wkłady kwasu mają kosztować 29 USD i wystarczą na pół roku. Teraz trwają prace nad ochrona patentową i produktową wynalazku.

Obozy

Obozy

Mam wnuczkę, śliczna jest ale patyczak straszny. Tatuś ja nauczył jeść jedynie to co uwielbia , a w szczególności słodycze. Cudeńko moje kochane ma lat dziesięć i od wielu lat jest obiektem, na którym wraz z  Żoną usiłujemy udrożnić procesy jedzenia czegoś innego niż snickersy, nutella itp. Zadanie niezmiernie trudne , bo dodatkowo koleżanki wmawiają ,że wszystkie są za grube itp. Dziecko przez lata polubiła dwie zupy , barszcz i ogórkową, mięsko duszone z sosem, oraz nade wszystko omlety. Daje radę kanapce typu bułka z szynką, ale o owocach czy warzywach zapominamy. Ostatnio wprowadzono w dietę tartą marchew z sokiem malinowym. Delikwentka trze na tarze z pomocą dziadka, ale już soczkiem doprawia sama. I co najważniejsze zjada, ale już jabłuszko do tego kłuje w ząbki. Otóż ten nasz kochany patyczak pojechał na obóz taneczny. Dziewczęta ćwiczą tam po sześć godzin dziennie. Kalorie schodzą i jeść się chce. W sobotę telefon- Babciu Ciebie kochana nikt nie przebije gotujesz najlepiej na świecie, jak tylko przyjadę to się najem , bo tu straszne jedzenie. Babcia na to , napisz kochana co chcesz to Ci zrobię. Dzisiaj przychodzi SMS z jadłospisem na tydzień gdzie figurują, pisownia oryginalna- zupa ogurkowa i rosuł . Podobno tak podrzuca słowniczek w telefonie. Na cały tydzień, codziennie inny zestaw. Widać ,że tęskni i kocha Babunię. Z tym ,że jeść na obozie nie chce , nawet wymiotuje, a nie spróbuje. Uparciuszek, ale chyba nie specjalnie oryginalna. Ona kuchnią Babci to żyje od dawna, nawet koleżankę przyprowadziła, aby jej zademonstrować umiejętności Babci. Na wszystkie akcje w szkole i imieniny Babcia regularnie robi ulubione ciasto, które powoli robi się w szkole znane. Na ostatniej licytacji na szczytne cele, wnuczek podpuścił siostrę ,że złotówka za kawałek to mało, a ona i tak sprzedała całe ciasto po dwa złote z kawałek w dziesięć minut. Babcia dumna, wnuczka też. O mnie nie wspomnę.

Bajka dla wnuczka

Bajka dla wnuczka

Najmłodszy był u mnie i trochę zaczął marudzić, więc jako dziadek musiałem mu opowiedzieć bajkę. A szło to tak . W piętnastym wieku w Holandii przez las szedł młody 15 letni chłopak, został zaatakowany i oszczędzając szczegółów w efekcie za pomocą dwóch kamieni został pozbawiony tego co dla mężczyzny najcenniejsze. Obity, noga za nogą dotarł do bram klasztoru, gdzie ojciec Przeor słysząc jego falsecik polecił go przyjąć. Chłopiec chciał śpiewać w chórze ale nie miał słuchu i trochę seplenił . Z tej racji nazwano go Wania. Dostał przydział do kuchni do obierania ziemniaków. Obierając je rzeźbił jednak w warzywach nieprzyzwoite szczegóły i został odsunięty po tym jak Przeor wyłowił z zupki damski biust. Co było robić z Wanią ? Kazano mu odmalować klasztor z zewnątrz. Czegóż on tam nie namalował , a to ceny z życia zakonu, a to tłumy wiernych. O klasztorze zrobiło się głośno i sam biskup wziął Wańke na nauki rysunku. Wania podłapał techniki i dalej malować co mu wyobraźnia podsunęła. Malował sprawnie i po pewnym czasie nie było w klasztorze miejsca na wota i krzyże, więc Przeor się wkurzył i kazał spakować prace Wańki i zanieść do loszku. Wańka się obraził i porzucił zakon, przeniósł się do Amsterdamu i zamieszkał w maleńkiej izbie , sypiał na wiązce siana jadł byle co, ale malował . Prace się już nie mieściły w komórce , kiedy je zobaczył marszand i kupił kilka płócien po guldenie za sztukę. Wystawił w galerii i poszły szybko po dwadzieścia guldenów sztuka. Szybko kupił resztę, a u Wańki zamówił następne. Interes się kręcił, a i sytuacja finansowa Wańki się poprawiała. Ze względu na doznane okaleczenia nie miał pociągu do żadnej płci, ale do alkoholu i owszem. Jego obrazy zaczęły być malowane lekko falowaną kreską. Marszand bał się czy aby interes nie upadnie, ale klienteli bardzo podobał się styl falowy, bo tak go nazwali. Wańka stworzył szkołę i wielu miał uczniów z tym ,ze ci których interesował pełny zestaw czyli wino, kobiety i śpiew byli rugowani, a pozostawali tylko ci dla których motywacją i natchnieniem był alkohol. Pewnego dnia gdy prace mistrza osiągały już ceny po tysiąc guldenów, Wańka zmarł we snie. Uczniowie uczcili go falowym epitafium i żal był straszny. A klasztor podupadł i wtedy następca Przeora przypomniał sobie o obrazach w piwniczce. Sprzedawał powoli i dzięki temu klasztor przetrwał do dziś. Nie zawsze pijaństwo to coś złego.

Ta bajeczka skutecznie uśpiła mojego pięciomiesięcznego wnuka, ciekawe czy ją będzie pamiętał.

WiFi

WiFi

Przeczytałem w necie o przełomowym eksperymencie oczywiście amerykańskich naukowców, Otóż połączyli oni poprzez wifi mózgi, najpierw trzech szczurów, a w drugim eksperymencie czterech małp. Chodziło o to by zwierzęta zaczęły współpracować ze sobą. Nie będę przynudzał jak, ale się okazało ,że w grupach zwierzaki potrafią zaskakująco szybko i bezprzewodowo się dogadać i wspólnie rozwiązywać zadania. Oczywiście stawiane przez ludzi, bo my niby jesteśmy ta rasa wyższa. Ale zostawmy to, bo sam fakt napełnił mnie najpierw zachwytem, a potem przerażeniem. Najpierw zachwyt , bo jakby tak ludzi połączyć, to ile zadań moglibyśmy pomyślnie rozwiązać , a na przykład wojsko? Cudownie skoordynowana armia wykonująca szybko i bezbłędnie dowolne postawione zadanie. I tu pytanie czy chciałbym być takim żołnierzem? Raczej nie. Ale już skoordynowana budowa powstawałaby szybciej i sprawniej. Miałbym motywację do takiej współpracy, bo cel szczytny. Problem w tym ,ze ktoś musi tym bałaganem dowodzić, czyli wpuścić w sieć polecenie. A jak jakiś haker się dorwie? I zmieni zadanie? Albo postawi cel niezgodny z obronnością kraju? A gdyby tak dorwał się jakiś szef klubu kibica, to i ustawki koordynowane gwarantowane. Strach się bać. No dobrze nie idźmy tak daleko, może koordynować zadania dla zwierząt, aby za nas wykonywały prace wymagające ryzyka?  To też trochę mało humanitarne, bo to żywe stworzenia. Więc jaka jest przydatność tego odkrycia amerykańskich uczonych. Według mnie delikatnie mówiąc ograniczona. Ale do czego dojdą i jak to wykorzystają? Cholera wie.

Kogo co kocham

Kogo co kocham?

Niby banalne pytanie ale jednak. Kocham Mamusię i Teściową , a i Teścia. Co do Mamusi to nie ma wątpliwości, ale czy można teściową? Taką jak moja, można, a nawet trzeba. Dalej kocham Żonę. Niby nic dziwnego, ale jak patrzę na znajomych, to nie jest to reguła. A u mnie od lat bez zmian. Dalej dzieciaki, no to jakbym mógł nie kochać, i ostatnie jak dotychczas pokolenie wnuki. To już eksplozja miłości. Kogo co jeszcze kocham poza tymi oczywistymi? Ja w ogóle kocham ludzi, wierzę w nich w ich umiejętności. Bardzo szanuję ludzkie osiągniecia i podziwiam ich ogrom. Ale kocham też przyrodę i to zarówno w tej zwierzęcej, jak i roślinnej formie. Kontakt ze zwierzętami daje człowiekowi dziwne poczucie więzi z czymś nieznanym, a jednocześnie wymaga uczciwości , odwagi i zrozumienia. A właśnie tych cech bardzo często ludzie odmawiają ludziom. Kocham potęgę żywiołów, ona mnie fascynuje. Kocham dobre jedzenie i za każdym razem jak jem coś dobrego to mam wrażenie ,że  w tym pysznym czymś, jest kawałek „serca” tego, kto to przygotował i to od kanapki ze smalcem, po najbardziej wykwintne i skomplikowane dania. Kocham też napoje od soków naturalnych z owoców, poprzez źródlaną wodę, aż do napojów lekko, a i mocniej wzmacnianych. To dziwne ale kocham na przykład sok spod kiszonych ogórków taki zimny , którym można popijać smażoną kaszankę. Pychota. A jednocześnie kwintesencja miłości, bo i robiąc ogóry i kaszankę, a potem ją przygotowując, trzeba w to włożyć mnóstwo serca. Mógłbym jeszcze długo wymieniać to co kocham, ale zastanawiam się skąd u mnie takie wielkie serce, aby to wszystko pomieścić. Chyba powinienem zmienić nazwisko na Jan Serce, bo ta ilość miłości nie jest normalna. Chyba mi siebie trochę żal.

Burza

Burza

Wczoraj nad całym krajem szalały burze. U nas też. Siedzieliśmy na tarasie z Żoną, Synową i Synem , był tez oczywiście najmłodszy członek rodu , który dopiero co skończył pięć miesięcy.  Zuch chłopak zaczyna rozpoznawać Dziadków uśmiecha się szczerze i w ogóle jest bardzo miły zabawny i pogodny. Drze się jak jest głodny. Wiadomo Polak głodny, to zły. Wiadomo też ,że Polak. Tak sobie siedzimy , gadamy młody podjadł kaszki z bananem. Dziadek proponuje, by mu jeszcze dać bułki to będzie skakał jak Małysz, a tu na zewnątrz powoli się ściemnia. Młody nie reaguje, bo i na co? Panie odwrotnie, oj chyba będzie burza szepcą. Powoli zjawisko się nasila. O dachy sąsiednich domów bębnią krople deszczu. Krople małe, ale dużo ich, taki gęsty deszczyk, ale szum jak trzeba. Patrzę na wnuka , zero reakcji. Robi się coraz ciemniej z dala słychać grzmoty i jakieś drobne rozbłyski piorunów docierają przed nasze oczy. Wnuczek patrzy i ciekawie marszczy czoło , bo wieje i ruszają się gałęzie. Ciągnie smoka i kontempluje. Panie powoli zbierają się do domu, aby się schować przed burzą, panowie całą trójką zostają na tarasie. Pioruny coraz bardziej intensywne, błyski coraz większe a i szum deszczu coraz głośniejszy. Młody patrzy zaciekawiony i widać ,ze się nie boi. Nagle huknęło tuz koło nas z taką siła ,ze zadrżało powietrze. Mały się wzdrygnął , jak my wszyscy, ale beż płaczu czy strachu , a mnie serce rośnie, zuch, prawdziwy mężczyzna nam rośnie. Burza huk deszczu o dachy pioruny walą a mój następca jakby nic , fascynacja i zero strachu, W odruchu dumy nakarmiłem go ,zjadł chętnie, beknął jak stary i powoli zbierał się do snu. Ziewał znudzony bo i atrakcje meteo się skończyły i czas spania nadchodził nieuchronnie. Potem poszli do siebie, a ja zostałem z tą dumą jaką mi dał. Fajnie.

Mosty

Mosty

To bardzo ciekawe budowle. Za dawnych czasów mostami były kłody przerzucane przez małe rzeczki i po tych kłodach przechodzili ludzie. Zwierzaki wpław. W XII zaczęto budować innego rodzaju mosty , a mianowicie aby uniknąć zerwania mostu przez rzekę wzburzoną w czasie wiosennych roztopów, zaczęto budować podpory mostów w kesonach czyli w takich skrzyniach  z których wybrano wodę i w dno rzeki wbijano pale. Na tych palach opierano bale poziomo nad wodą i jeśli była taka potrzeba pokrywano deskami lub czymś mocniejszym na przykład kamieniami. Ale i taka konstrukcja mostu nie dawała bezpieczeństwa , bo lody i kry potrafiły znieść nawet tak postawione mosty, więc wymyślono ostrogi czyli ostre krawędzie podpór o które wpadające na podpory kry łamały się nie robiąc mostowi krzywdy. Potem wymyślono łuki z cegieł i na podporach budowanych z cegieł stawiano mosty kamienne ale zasady pozostawały niezmienne. Potem wraz z rozwojem hutnictwa zaczęto mosty stawiać z ciężkich metalowych kątowników. Takie rozwiązanie sprawiało mnóstwo problemów z transportem elementów mostu na miejsce , z  podnoszeniem ich na podpory , łączeniem itd. Była pilna potrzeba zastosowania kratownic lekkich i nawet możliwych do złożenia na miejscu budowy . Wtedy teoretyczne prace fizyka Maxwella o równoważeniu sił, wpadły w ręce włoskiego matematyka nazwiskiem Luigi Cremona i ten łebski facet najpierw przełożył płaskie , bo dwuwymiarowe prace Maxwella na trzy wymiary, a potem wymyślił genialną i oryginalną metodę projektowania tak zwanych kratownic. Otóż trzeba było tak narysować wszystkie ramiona kratownicy by na końcu ostatnie dwa ramiona zetknęły się w jednym punkcie. Wiem , że to brzmi jak bajka o żelaznym wilku ,ale wierzcie mi to genialne rozwiązanie inżynierskie, które pozwoliło budować lekkie i ogromnie wytrzymałe przęsła mostów. Ta technika budowy długo królowała na placach budowy, ot choćby most w Toruniu, a potem wymyślono mosty linowe czyli ogromne i ciężkie konstrukcje wiszące na linach/ tu też specjalne technologie, ale o tym może kiedy indziej/. Mosty to jedne z najbardziej wymagających konstrukcji i czasem jadąc nimi warto może o tym wspomnieć.