ktak

Właściwie bez wiodącego tematu, takie tam pisanie co mi do głowy przyjdzie

Wpisy z okresu: 9.2015

Pora umierać

Pora umierać

Właściwie niby nic dziwnego i musiało do tego dojść, ale od pewnego czasu, sam się czuję nie na miejscu. To, że moje poglądy na wychowanie odbiegają od dzisiejszych standardów wiedziałem już wcześniej , ale im częściej się konfrontuje z młodszymi lub staram się ich zrozumieć tym większe mam trudności. I to w całym zakresie pojęć i zachowań życiowych. Do tego rośnie uczucie alienacji i pewność ,ze powoli staję się obiektem typu relikt , śmieszny ale i niepotrzebny. Ot taki żarcik na ściennie jak chusteczka z napisem na przykład- Kto rano wstaje….Zadaję sobie pytanie, czy to świat ucieka, czy raczej ja zostaję w blokach. Ten drugi wypadek pozwala mi się usprawiedliwić , bo ten skok społeczny do przodu z tymi tak typowymi sposobami zachowań i cynizmem ocen nie bardzo mi się podoba. I w takim świecie nie mam się dokąd śpieszyć. A w wypadku gdy świat mi ucieka jest jeszcze gorzej, bo to zwyczajnie znaczy ,że nie nadążam. A wydawało mi się ,ze tak. No ale cóż, życie to surowy sędzia. Wniosek jest jeden pomału brakuje dla mnie miejsca na tym łez padole i trzeba zmierzać w kierunku jaki ująłem w tytule.

Motylek

Motyl

Ten to ma przerąbane. Najpierw jako robal wstrętny wpieprza co się nawinie. Robi się gruby i brzydki, , obślizgły i odpychający. No chyba ,że ktoś jest ptakiem , szczurem czy Wietnamczykiem to wtedy paluszki lizać. Te larwy jedzone prze różne gatunki zwierząt i ludzi są dla jednych przekleństwem na przykład dla naszych kochanych grzybków, a dla innych cudownym zrządzeniem losu, ucztą wspaniała i źródłem dobra wszelkiego. Te zachwycone miny jedzących larwy Wietnamczyków mówią wszystko , toż to ambrozja w czystej postaci. Rzucają te biedne larwy na gorący tłuszcz i wyjmują takie pysznie, chrupiące. Kładą obok tak samo uzyskanych pasikoników i mają posiłek z dwóch dań. Więc wracając do ad remu, jak mawiał pewien mój wykładowca, larwy motyla mają ciężkie początki i myliłby się ten kto myśli ,ze dalej maja łatwiej, bo gdy się zaczynają oplatać tak by stać się w zamknięciu poczwarką/ jak sama nazwa wskazuje, nic fajnego, a tym bardziej urodziwego/ to się je łapie i „odzyskuje” tę jedwabną nić i po co? Po to by durnym chłopom robić przewiewne koszulki, a babom inne odzienia. I oczywiście nie wszystkim, tylko wybranym, bo towar drogi. Wracamy do motylka. Jak się już zawinie w te cudowne niteczki zaczyna się rozplątywać od środka i to co do tej pory skrywało obfite cielsko po rozplątaniu staje się poczwarką czyli takim stanem przejściowym , a brzydkim jak diabli. I pewnego dnia ta brzydota zawiesza się głową w dół i zrzuca z siebie nieudaczne ubranko i wychodzi z niego cud urody motylek , skrzydełka mu sztywnieją i jest gotowy? A do czego? Do zapłodnienia samiczki , bądź do bycia zapłodnionym. Zaczyna się gonitwa , w stylu co mi zrobisz jak mnie złapiesz, ale to szczyt obłudy, bo obydwoje chcą tego samego. Po spełnieniu aktu motyl samiec oddaje ducha, czyli jak to mówią „zarąbał się na śmierć’ , a samiczka składa zapłodnione jaja i też odchodzi. Wszystkiego parę dni i jedna partnerka czy jeden partner. Żadnej satysfakcji czy refleksji, bo nie ma kiedy i cyrk zaczyna się od nowa. A pytanie to samo od lat – po jaką cholerę tyle trudu dla jednej nocy? I drugie nie mniej ważne, ilu Motylków jest wśród nas?

Kolorki

Kolorki

Nie jest tajemnicą ,że większość kobiet smaruje kremem całe ciało. Nigdy nie wiedziałem po co, ale tak jest. Co zrobić jak chcą ,niech smarują. Do mnie docierają tylko skrawki rozmów ,że ten krem dobry, a tamten zły , ten się wchłania, a tamten mniej. Może jeszcze zostaje mi z tych kremowych szaleństw zapach skóry mojej partnerki życiowej. Patrzę od lat na te kremy i widzę ,że one zawsze białe jakieś są, nie widziałem bezbarwnego , ale nie śledzę tego z zapartym tchem, więc mogłem zwyczajnie pominąć. Patrząc jednak na kobiety okiem badacza widzę coś czego nie rozumiem. Na ten krem nakładają sobie potem różne kolory, czyli potrzebny jest podkład. A jakby te kremy do ciała całego były kolorowe i delikwentka każdego dnia mogłaby przybierać inną barwę na przykład stosowną do koloru sukni czy bluzki? Ileż to daje możliwości na przykład rude smarują ciało na zielono i to nawet mocno, a do tego biała suknia , czy też święto narodowe w Szwecji i Szwedki, albo na żółto, albo na niebiesko, a okrycie w drugiej z barw narodowych. Czy też  u nas 11 listopada w Sejmie posłanka Kempa pomalowana na biało odziana w czerwoną szarfę, jako symbol wyzwolenia. Środa popielcowa i panie na szaro ale jakie bogactwo dodatków , przecież do szarego pasują wszystkie kolory. Piękne wizje. W USA Amerykanki pomalowane w pasy z precyzyjnie domalowanymi gwiazdami i po kolacji obowiązkowe liczenie stanów na ciele partnerki i te szepty teraz zdejmę Ci Arizonę, albo Kanadyjki skrzętnie ukrywające liść klonu. Ogrom możliwości powala i moja wyobraźnia ciągle podsuwa mi nowe obrazy, ale tego już nie przekażę, bo to indywidualne wybory. Swoją drogą ciekawe, czy moja Żona poszłaby za tą modą. A jeszcze ciekawsze w jaki by się zmalowała kolorek?a

Zlot

Zlot

Takie zdjęcie było na FB, jak w stojakach na rowery stoją zaparkowane miotły, czyli parking przed sabatem. Zapłodniło to moją wyobraźnię i pomyślałem jakby te miotły wyglądały gdyby poza sabatem był jeszcze wyścig o miotłę roku i to międzynarodowy. I tak zaczynając miotła niemiecka miałaby napis Addias,  a właścicielka o budowie typowo męskiej na imię miałaby Helga czy jakoś tam. Oczywiście blondynka. Miotła francuska zdobna w trzykolorową flagę lub koguta dowiozłaby na miejsce w miarę brzydką brunetkę,  ale o diabelskiej duszy. Brunetka z Włoch byłaby piękna , kruczoczarnowłosa, ale nazywałaby się Borgia i dalej już nic nie trzeba mówić. Angielka z emblematem na miotle RR lub Jaguar ubrana w kratki szkockie i o niebanalnej nieistniejącej urodzie. Czeszka blond czarownica prezentująca dwa knedliki , podobnie jak Słowaczka. Nasza czarownica z białoczerwoną miotłą i ubrana w łowicki lub krakowski strój, blondyna cud, a obok Ukrainka z miotłą niebiesko żółtą i toples, z napisem na nagiej klatce Femen. Potem dziwnie kanciasta miotła rosyjska i agent Pridupcew przebrany za wiedźmę. Tor ustawiony i wyścig rusza. Z początku Niemka obejmuje prowadzenie, ale Czeszka z miotłą ze znaczkiem Skody dogania ją na trzecim zakręcie i tu nagle jak rażona prądem rusza Rosjanka, a właściwie Pridupcew , który w swojej miotle marki Ził włączył dopalacz. Tak go wyniosło na zakręcie ,ze już nie dał rady wrócić na tor. Włoszka lekko czarując powabem Słowaczkę i Francuzkę wypycha je z toru, a uroczy uśmiech nie znika z jej oblicza. Polka jedzie równo, ale te wszystkie koraliki i koronki hamują jej pęd i popęd, a nawet moment pędu. W tej sytuacji na czoło wychodzi Angielka i Czeszka i ta ostatnia rzutem miotły na linię mety wygrywa zawody. Tak mi się wyobraziło, a jak jest naprawdę , kto to wie.

Grzyby w wojskowości

Grzyby w wojskowości

Był u mnie kolega i opowiadał mi o tym jak chodzili na grzyby oficerowie, gdy on jak się wyraził odbywał służbę w wojskowości koło Małkini. Dowódcą jednostki był podówczas starszy pułkownik , jak zapewniał kolega , na pewno analfabeta . Jeszcze przez Rosjan był mianowany na ten zaszczytny stopień. Gdy jesienią wybudzał się z alkoholowej maligny, rzeczony pułkownik wzywał do siebie tak zwanego przydupasa, w stopniu porucznika i wydawał krótkie polecenie. Przynieś no mi te grzyby, co macie w kotłowni, tylko te wysuszone. Dla żony potrzebował, a jak widać serce miał szczerozłote. Porucznik wędrował do kotłowni , gdzie wisiały nanizane przez żony oficerów niższych stopniem wianuszki prawdziwków. Sprawdzał , które są suche i je zabierał. Na oficerskich kwaterach wybuchały awantury , że się oficerowie nie potrafią postawić, jak ten stary idiota kradnie ich dobytek. Oficerom nie wypadało, ale tak po prawdzie to nie bardzo ich były te grzyby. Otóż oni sami, ani z rodzinami nie chodzili do lasu. Wysyłano tam oddział wojska na przykład w sile plutonu z samego rana. Wojsko idąc tyralierą zbierało grzyby, po czym w najbliższej wsi zamieniało je na alkohol wszelkiej maści. Szeregowi i podoficerowie nie byli głupi i po zaopatrzeniu oddziału w stosowne trunki, ruszali znów w las i szukali grzybów. Gdy już stwierdzili ,że maja wystarczającą ilość , rozpoczynali libację w trakcie której zasypiali. I tak najczęściej znajdował ich oddział poszukiwawczy. Zasadniczo nic im nie można było zrobić , bo wykonywali czynności nie objęte regulaminem , a żony oficerów szybko odbierały im grzyby, nanizywały na sznury i do kotłowni do suszenia. A żołnierze służby zasadniczej trzeźwieli i chyba oni i pułkownik mieli z tych grzybów najwięcej. Jak widać wojsko nie tylko dyscypliny uczy.a

Zastrzyk

Zastrzyk

Byłem dziś na zastrzyku. Zasadniczo nawet chciałem sobie sam robić, ale doktor nakazał , by robiła to pielęgniarka. Oczywiście nie chodzi o botoks tym bardziej ,ze dostaję domięśniowo. Ale nic ,przyszedłem kolejny raz i siostra mnie zagaduje , Pan to musi być dobry człowiek, wiadomo mówię jej troszkę niepewnym głosem, ale się pytam z czego ona to wnosi. A odpowiedź słyszę taką , bo to bolesny zastrzyk, a Pan nic. Ja na to, to może jestem dzielny, a nie dobry. Ona zaś nie nie Pan jest dobry , nie ochrzani ,nie mrugnie. Coś ściemnia myślę , przecież zastrzyk wcale nie boli, a bo Pani to ma rękę do zastrzyków mówię i wtedy się sprawa rozwiązała. Pani pielęgniarka mi powiedziała ,że ona faktycznie jest talent od kłucia w zadek ,że ona może dlatego ,ze jest leworęczna. Może, rzuciłem ,ale Pani jest przede wszystkim delikatna. O i tu się Pani zaczęła rozpuszczać jak masełko na gorącej patelni. Przyznała mi się ,że ma trójkę dzieci i gdyby mąż był bardziej zaradny to ona i czwórkę by chciała, a może i piątkę. I wtedy rzuciło mi się w oczy, bo to już było po wszystkim ,że takie wielodzietne kobiety mają bardzo smutne oczy. Znam takich parę, ale każda ma to samo w oczach. Zmęczenie, pomieszane ze smutkiem i rezygnacją, a jednocześnie walczą z życiem. To zastanawiające , że każda z wielodzietnych kobiet jakie znam ma poza etatem w domu jeszcze etat w pracy i ma prawo być zmęczona, ale dlaczego one chcą jeszcze kolejnych dzieci? Czy to jakiś instynkt aby tak walczyć ponad siły? Widać ,że te kobiety się spalają, ale to dla nich nic nie znaczy, chcą i koniec. I dziwne ,że dumą napawa je talent do robienia zastrzyków, a nie to ,że są dobrymi matkami. Może jednak w dalszym ciągu bycie matką nie daje statusu społecznego i jest traktowane jako coś, co się od kobiety światu należy? Nie wiem, ale mi się to nie podoba , bo matka to najpiękniejszy zawód świata i prawdziwy powód do dumy. Nie ma faceta , który mógłby zostać matką.

Borowik

Borowik

Ten brązowy cholernik jest pyszny. A pachnie obłędnie. Wyrósł sobie w lesie i stoi dumnie. Pierwsze wyczuły go mrówki i dawaj po nim łazić podgryzać. Nie był nasz borowik szczególnie szczęśliwy z powodu tych mrówek ale rozrastał się szybciej niż one obgryzały więc był do przodu. Potem jego zapach zaczął wabić inne zwierzęta. Najpierw te malutkie więc jakieś małe pijawkowate ślimaczki, robale maści wszelkiej. One gryzły on szybciej rósł. Unosił w porannej rosie kapelusz swój dumnie i coraz bardziej wychylał się ze ściółki. Zaczęły go dostrzegać norniczki. No pyszny był dla nich , siadywały przy kapelusiku i po kawałeczku skubały delektując się , a gdy przy okazji trafiły na coś mięsnego to już cały obiad  miały. Borowik ze ślimaczkiem czy z robalami, albo inaczej robal w borowikowej mgiełce. Jakże wykwintnie aż się jeść chce. A borowik rósł. Dowiedział się o nim zajączek i jeż. Zaczęła się rywalizacja. Zajączek usiadł przy kapeluszu i szybko ząbkami po kawałeczku przeżuwał , a od spodu jeż dobierał się do korzonka przy okazji kłując zajączka. Co cierpiał w tym czasie borowik to sobie trudno wyobrazić , bo od środka toczyły go jeszcze białe robaki. Wtem dał się słyszeć lekki krok po ściółce. To jenot leśny zbój zmierzał w kierunku grzyba. Zając dał susa w krzaki i czym prędzej uciekł , jeż zwinął się w kulkę i czekał. Jenot podszedł obwąchał grzyb, któremu było już wszystko jedno chociaż wdzięczny był jenotowi ,ze uwolnił go od zębów zajączka i kolców jeża. Jenot zniechęcony pobiegł dalej. Z krzaków wyszedł wieki jeleń król lasu podszedł do grzyba i jednym kłapnięciem potężnego pyszczka odciął go i w kilka sekund zjadł. Wniosek stąd jeden , że choćbyś ie oparł wielu to i tak znajdzie się ktoś kto Cię wpieprzy. 

Zwątpienie

Zwątpienie

Wczoraj była ciemna noc i pojawiło się u mnie coś czego bardzo nie lubię. Zwątpienie. Raz na jakiś czas chyba każdy ma coś takiego. Zaczyna myśleć, czy to co ma od pewnego czasu poukładane, zaplanowane, czy to w ogóle ma sens. I wtedy nachodzą człowieka wątpliwości. Zastanawia się czy wybrał dobrą drogę, szuka na niej argumentów potwierdzających ,że jest zła i prowadzi nie w tym kierunku w jakim by się chciało. W takiej sytuacji wszystkie działania podjęte do tej pory nie mają sensu. Wtedy możliwe są dwa scenariusze – alkoholizm , rozpacz, depresja i wręcz obłęd. To wersja której nie hołduję, bo uważam ją za mało do mnie pasującą. Robię więc powtórną analizę faktów z pozycji krok do tyłu. Najczęściej okazuje się że z tej właśnie pozycji widać więcej , bo perspektywa szersza a i fakty łatwiej zestawić w oderwaniu od uczuć. Ten sposób postrzegania wiele razy doprowadził mnie do stanu, gdy mały impuls emocjonalny wprowadził mnie znowu na wcześniej przemyślaną ścieżkę. Jedno mnie tyko zawsze nurtuje, czy ja przypadkiem nie nadaję zbyt dużej wagi odczuciom i ich efektom , czy nie lepiej być trochę bardziej egoistycznym i twardszym?  Niestety chyba tak, ale z punktu widzenia mojego postrzegania świata i przyjętej metody postepowania, to nie. Ja niestety bardzo mocno kieruje się uczuciami i często mi to nie wychodzi na zdrowie. Po takich konstatacjach muszę trochę odchorować wewnętrznie , ale to nic w moim postepowaniu nie zmienia. Trudno niech trochę boli, ale się nie zmienię. Całe szczęście ,że takie momenty przychodzą nie za często.

Kolory

Kolory

Kiedyś się zastanawiałem po cholerę kwiaty są kolorowe, czy dlatego by było ładnie? Nie bo jak dowiedziono naukowo ptaki i inne latające maja dużo większą od nas umiejętność rozróżniania kolorów, więc takiej pszczole różowy może się kojarzyć z pysznością, a niebieski niekoniecznie. Więc ten malutki mózg czegoś się uczy, kojarzy instynktownie. A ptaki widząc te owady wiedzą ,ze to w paski na tym czerwonym to pszczółka , pyszności do przekąszenia to czarnoszare to komar delikates. I na tym tle zacząłem się zastanawiać co nas ludzi z tymi zwyczajami łączy. Jakieś atawizmy może? Błysnęło w głowie ,że przecież jest takie przysłowie ,ze się je oczami, czyli te same ziemniaki posypane zieloną pietruszką, są dużo smaczniejsze niż te nie posypane? No może tak , ale tu się zaczyna bajer, bo kobitki poszły dalej. Czy ta sama wymalowana jak płótno malarza kobieta, jest ładniejsza od tej niepomalowanej- jest , a choćby i nie była to i tak chłopom wmówią ,ze jest. Ale czy jest mniej atrakcyjna? No nie jest bo pod warstwą pudru mamy wciąż tę samą cudną kobitkę, albo cholerę jakich mało. O co więc chodzi? O marketing, ta biedna dama myśli ,że prędzej zostanie zauważona taka wypicowana i to się zdarza. Ale kto na to poleci? Na pewno nie ten , którego ona być może szuka tylko bajerant i bawidamek. A chłop też ma , wbrew temu co myślą kobiety, oczy i swój rozum. Potrafi , jak chce, oddzielić ziarno od „plew”. Popatrzy i kombinuje , a na co mi taka wymalowana , jak każdy co na nią spojrzy to będzie jednorazowo dążył. Może lepsza taka skromna ale prywatnie dla mnie? To nie reguła ale często faceci tak myślą. Czy więc nie potrzeba nam kolorów? Potrzeba, ale potem, a nie przedtem i dodatkowo, a nie w zamian.

Dzika preria

Dzika preria

Przy ognisku obok tipi siedzą wódz Inczu-czuna, jego syn Winnetou i Old Shatterhand. Zajadają łapy niedźwiedzia grizzly, którego nożem ubił Old Shatterhand. W tipi wieczorną toaletę robi córka Inczu-czuny, Nszo-czi. Zasadniczo nikt nic nie mówi, słychać jedynie mlaskanie i przełykanie kolejnych kęsów upieczonych łap niedźwiedzia. To przysmak każdego Indianina i każdego trapera. Reszta niedźwiedzia leży za namiotem i już łapie ten charakterystyczny zapaszek , jaki ma dwudniowe mięso poza lodówką.

- Czy mój biały brat jest zainteresowany skórą niedźwiedzia – zapytał wódz Inczu-czuna

- Niech mój czerwony brat uczyni mi ten zaszczyt i weźmie skórę- powoli odpowiedział Old Shatterhand , a pomyślał, a na co mi ten śmierdziel?

- To bardzo hojne z twojej strony bracie – powiedział Winnetou

- Dla was wszystko- nieszczerze wyznał biały, a co mi tam, zabiję sobie drugiego misia

Najedzony do syta Old Shatterhand kątem oka patrzył na wejście do tipi, gdzie co chwila ukazywał się kawałek odsłoniętej skóry córki wodza. No niezła laska, palce lizać.

- Czy mój biały brat wie ,że jest naszym najlepszym przyjacielem, co ja mówię , bratem – spytał wódz.

- Ja chciałbym aby moi czerwoni bracia  tak o mnie myśleli, bo dla mnie też jesteście rodziną- odrzekł biały, i żeby mi pokazali gdzie mają to złoto, przebiegło mu przez myśl.

- A czy biały brat wie ,że nawet taka przyjaźń ma swoje granice- spokojnie zapytał Inczu-czuna

- A o co chodzi- niewinnie spytał biały

-A o to ,że jak nie przestaniesz podglądać mojej córki to jak Cię strzelę w ryj to już na zawsze będziesz czerwonoskóry i to bez plemienia

I odkrył Old Shatterhand na tym przykładzie prawdę ,ze ojcowska miłość jest dużo silniejsza od męskiej, szorstkiej przyjaźni. Oto, czego można się nauczyć na prerii.