ktak

Właściwie bez wiodącego tematu, takie tam pisanie co mi do głowy przyjdzie

Wpisy z okresu: 12.2015

Rżnięcie

Rżnięcie

Mało jest tak wieloznacznych słów jak to. Bo na przykład, można rżnąć w karty i wielu jeszcze rżnie, choć teraz coraz częściej na automatach. Można rżnąć materiał i ta niewątpliwie trudna czynność ma swoich wykonawców pod nazwą krojczy, a nie rżniejczy. Nie wiadomo dlaczego. Dalej można rżnąć drewno w tartaku i tu znowu nazewnictwo ludzi wykonujących te czynności, wstydliwie odbiegają od wcześniej nazwanej. Bo to albo pilarz , albo pracownik leśny , stolarz czy operator piły. A rżnięcie to rżnięcie, jak w znanym skeczu „się rżnie na deski jest deska , jest sęk”. Co jeszcze można rżnąć , a chociażby to co ja robię okazjonalnie czyli rżnę warzywa na sałatki i też mnie nikt nie nazywa rżniejcą tylko „ojciec pokroiłeś już tę cebulę”, bez tytułu, cholera jasna. Można rżną ć mięso , ale choć nazwa już choćby w pisowni zbliżona, to jeszcze nie ta właściwa bo jednak rzeźnik brzmi ciut inaczej. Można rżnąć głupa i wtedy nikt nie nazwie cię rżniejcą tylko cwaniaczkiem albo bezczelnym chamem, czy coś podobnego. Bo na rżnących głupa jest mnóstwo określeń. Można rżnąć sieczkę przy pomocy sieczkarni, czy zboża na polu, ale też nie dosłużymy się zaszczytnego tytułu rżnący. Mógłbym podać jeszcze wiele przykładów rżnięcia bez szans na uzyskanie wymarzonego tytułu, ale mamy w zasięgu Sylwester więc jeden z jego rodzajów wysuwa się na czoło. Celowo o tym nie wspomniałem, ale pragnę zapewnić ,że mimo najlepszych starań w tę noc nie uzyskacie zaszczytnego tytułu Rżnący. Więc może warto się zastanowić? Wszystkim życzę miłej zabawy i Szczęśliwego Nowego Roku.

Ile?

Ile?

Wieczorem zastanawiałem się czy to dobrze ,że mamy wiele części ciała podwójnych. A gdyby tak dano nam szansę by sobie wybrać jeszcze jedną część , ale tylko jedną to jaką by było dobrze wybrać. Pierwsza myśl to trzecie oko, tak zwane oko cofania. Gdzieś z tyłu głowy i byłoby widać co się dzieje za nami. Te wszystkie gesty pokazywane za naszymi plecami można by było unieszkodliwić. Perspektywa ciekawa , ale idźmy dalej. Trzecia nerka, niezły zapas i pewnie wielu by chciało, ale na co dzień dla zdrowych bezużyteczna. Trzecie płuco? Tym bardziej bezużyteczne. To może trzecia noga, jakąż to daje stabilność i pewność ruchów, no może nieładnie wygląda, ale poruszanie się w trudnym terenie poprawia znakomicie. Więc to dobre rozwiązanie dla wspinaczy i Leśniczych w puszczach. Dodatkowo estetycznie wątpliwe. Zostaje oczywistość, trzecia ręka i już słynne – czy ja mam trzy ręce – wskazuje na trafność wyboru. Widzę te kobiety dwoma rękami obierające, np. ziemniaki a trzecią wybierające kolejne czy dwoma przytrzymujące nieznośnego brzdąca, a trzecią lejące go w … No, to może zbyt drastyczne. Albo chłop z młotkiem dwoma rękami przytrzymuje, a trzecią przybija. Dobre, czy też jedną pije , drugą trzyma następny kieliszek, a trzecią polewa. Cud biesiadny. Zastosowań pozytywnych można by mnożyć. I dla jednej i dla drugiej płci. Więc może ktoś pokombinuje w genach i nam wyrośnie ta trzecia, tak bardzo użyteczna? Nie wyrośnie , bo poczucie estetyki i wstecznictwo zastopują proces , a szkoda bo nas by tak można wspaniale udoskonalać ha ,ha , ha.

Technowości

Technowości

Dziś poczytałem ,że użytkownicy smartfonów chcą czegoś nowego, o średnicy ekranu około 8 cali , czyli 20 cm. Chcą, aby to było wygodne do noszenia i łatwe w obsłudze. A, i chcą tego w ciągu 5 lat. Czy to jest możliwe, zadałem sobie pytanie, czy to możliwe? I zacząłem rozpatrywać , najpierw coś na co można patrzeć. Coś, co będzie miało cechy ekranu. Już widziałem takie bransoletki , które wyświetlały ekran na dłoń lub rękę i nawet dawało się to dotykowo obsługiwać. Czytelność jednak była słaba i się nie przyjęło. To może jakaś szybka wszyta w rękaw? Szybka może nie, ale jakiś elastyczny ekranik , może być. Z tym ,że powinien być w każdym ubranku, lub być łatwo doczepialny. Brak jest taki ,że na pogniecionym rękawie licho się zdjęcia ogląda, a i dotyk nie jest precyzyjny. Więc co? I tu mi na myśl przychodzi holografia, z tym ,ze do tego trzeba trzech laserów w osiach X,Y,Z. I tu widzę osobnika przyszłości na uszach dwa lasery i trzeci na czubku głowy , a obraz 3D przed nosem. Jeśli się uda zapobiec dostawaniu zeza zbieżnego , może być, jako rozwiązanie. A co ze sterowaniem? I tu jest kilka opcji. Sterowanie głosowe jest od pewnego czasu znane choćby w Googlach. Każdy może spróbować mówiąc wyraźnie „kurza twarz” , czy coś innego. Odpowiedzi programu do cholery. Sterowanie gestem ręki jest też przećwiczone w grach komputerowych, z tym ,że nie wiadomo co się stanie jak Ci ktoś pięścią przed nosem zamacha. Są próby sterowania ruchem gałek ocznych, ale co będzie gdy się przestraszymy? Inne próby to sterowanie ciśnieniem w kończynach, no może, ale bez trudu wyobrażam sobie sytuacje gdzie takie sterowanie może zostać błędnie zinterpretowanie przez ustrojstwo. Dlaczego o tym piszę? Bo oderwanie młodych ludzi od smartfona powoli graniczy z niepodobieństwem więc się zastanawiam jak będą się komunikować moje wnuki.

Niespełnione uczucie

Niespełnione uczucie

Na co dzień czekali na swoja kolej do pracy w zamkniętych boksach. Bez światła i możliwości kontaktu. Nie było to szczęście. Godzinami tkwili w bezruchu, a gdy tylko światło wdzierało się do ich pomieszczeń myśleli , to może nastąpi teraz , może to chwila triumfu, zabiorą nas i wreszcie sami będziemy skazani na to do czego nas powołano. Ale to były tylko takie pierwotne uczucia, bo wbrew powszechnym opiniom łączyły ich uczucia głębsze. Nie chodziło tylko o przynależność do pewnej rodziny, czy raczej klanu. Chodziło o uczucia wobec wybranych członków tej rozbudowanej społeczności. Obydwaj to czuli , jeden myślał o drugim z całych sił . jeden podziwiał smukłość drugiego, a drugi jego zadziorność. I obydwaj czekali na moment gdy razem spełniać będą te same obowiązki. Ale to realizowało się na dwa sposoby. Bardzo lubili jak ci mniejsi wybierali do pracy stosowne zestawy. Wtedy była duża szansa ,że będą leżeć obok siebie w spokoju i tak blisko, jak tylko można. A potem apogeum wspólna praca, jeden trzymał drugi rżnął. Mogli tak godzinami , jakby byli do tego stworzeni, a byli. Innym razem gdy wybierali starsi, więksi, to leżeli niedaleko od siebie w blasku światła, ale jednak z dala. Potem jednak pracowali razem , trzymali, cięli, nagarniali, przenosili. I  to wszystko razem. A potem poniewierka, raz rzuceni w kąt, potem potraktowani byle jak, odświeżeni i do magazynu. A serca przy rozstaniu biły jak oszalałe. Raz , ale tylko raz, zdarzyło się ,że przez pomyłkę trafili do wspólnego pomieszczenia i choć nie sami, ale razem spędzili długie godziny. Wbrew bowiem powszechnej opinii istnieje coś takiego jak miłość w pracy, szczególnie pomiędzy nożem i widelcem z tej samej serii.

Wigilia

Wigilia

Wokół przygotowania do tego aby wspólnie zasiąść, a nikt nie mówi o ludziach którzy mają na to marne szanse. Zastanawiałem się jak wyglądają Święta innych. Wyobrażam sobie wściekłość maszynisty parowozu , który mknie przez noc Pendolino wysilając oczy, aby w ciemności dojrzeć kolejny semafor, a w domu żonka wsuwa pierożki zapija barszczykiem, albo hutnik, pieca się nie da wygasić i trzeba tę stal wytapiać , iskry dookoła, gorąco jak w piekle, on z tą łyżką długą do pobierania surówki, a narzeczona pije jego zdrowie pogryzając karpia w galarecie. Albo załogi karetek pogotowia , zakładają się ile będzie interwencji, bo będą na pewno, a najmłodszy im komunikuje, my też będziemy mieli odjazdową Wigilię, bo mam jeszcze tableteczkę Pavulonu to łykniemy po ćwiarteczce po dyżurze. Albo taksówkarz, liczy kasę i wie ,że dziś ma poza Sylwestrem najlepszy dzień. Rodzinka śledzika, a on z jednego krańca miasta na drugi. No może jeszcze jeden kurs, grzybową zjem potem. On jeździ, a tu mijają paszteciki, pierożki, rodzina dochodzi do kutii i on dopiero zjeżdża, zanim się umyje to je już sam i co to za święta ?. Lekarze , policjanci, żołnierze, strażacy. O każdym z tych zawodów można by napisać osobną historię. Najbardziej jednak przykre są Święta dla ludzi starszych w domach opieki. Ale nie o tym chciałem pisać, tylko o tym, by już siadając do stołu wspomnieć tych którzy nie siadają, bo puste miejsce jest dla zbłąkanego wędrowca , a nie dla tych co maja obowiązki.

Następny wpis w poniedziałek i wszystkim czytelnikom życzę wesołych Świąt.

Drzewko

Drzewka

Wczoraj pisałem o drzewkach zaklętych w lampki nagrobne , a było tego dużo. I zielone i niebieskie, białe, a nawet różnokolorowe. Po tym szoku estetycznym, przypomniały mi się dawniejsze święta i światełka na choinkach. Jak byłem mały to na choinkach królowały świeczki choinkowe. Na gałązkach przypinało się specjalne klipsy z zamocowaniem na świeczkę. Potem głowa rodziny zapalała wszystkie świeczki, a one płonąc zalewały gałązki stearyną tworząc urokliwe sopelki. Bywało jednak ,że zawieszona nad świeczką gałązka szybko wyschła i zajmowała się ogniem. Co było robić , na choinkę zarzucało się wtedy koc , lub kapę z łóżka aby ogień zdusić i tej świeczki się już nie zapalało , ale inne jak najbardziej. Czasem od choinki zajmowały się zasłony i zaczynało być tragicznie . Czasem jak nie było koca gasiło się obrusem. Tak czy inaczej Święta były troszkę zdemolowane. Z tym ,że to nikomu specjalnie nie przeszkadzało. Jako dodatkowe źródło ognia paliło się zimne ognie i taka żywa pachnąca choinka, plus świeczki i wiszące na choince , palące się zimne ognie dawały nastrój. Dodatkowo na choinkach wisiały robione z wydmuszek i papieru kolorowego zwierzątka , typu kogut czy kura, specjalnie na tę okazję robione łańcuchy, szczególnie te dziecięce ze sklejanych ogniw z papieru kolorowego. Typowym było też obwieszanie choinki cukierkami, piernikami i innymi słodyczami, które dzieciaki po kryjomu zjadały i na choince zostawały papierki od „Bajecznych” a w środku pusto. Wieszano też orzechy w srebrnych i złotych foliach. 

Jak można wszystko zepsuć

Jak można wszystko zepsuć

Większość ludzi w tym i ja odwiedza przed Świętami groby swoich najbliższych. Poszliśmy z Żoną dziś na dwa cmentarze. Ile razy tam jestem te same myśli mnie opadają ale dziś to przeszło wszelkie granice. Ja osobiście szanuję poczucie estetyki i gust innych ale w funeraliach i temu podobnych zawsze królował kicz. Cóż jednym się podoba innym nie. Z tym ,ze zawsze dziwiły mnie groby naładowane według zasady nasze lampki największe, lub jest ich najwięcej. To samo z kwiatami, a najlepsze są sztuczne chryzantemy, ważne aby były duże, największe. Szedłem wśród tych mogił i nie mogłem się nadziwić, po co to ludzie robią , czy to cos daje nieboszczykowi? Oczywiście ,że nie ale rodzina dumna , a to jaki u nas kamień, a jakie napisy. Po prostu jesteśmy lepsi niż inni. Na cmentarzu gdzie leży mój ojciec, jest grób jednej z ofiar ze Smoleńska. Facet był wiceministrem, jego liczna rodzina dostała bardzo wysokie odszkodowanie i wszystko władowali w grób ojca. Nie dość ,że to wielkie i nieładne to jeszcze koniecznie przy głównej alei , aby wszyscy widzieli jak oni go kochali. Ile razy tamtędy przechodzę szlag mnie trafia, bo chyba ładniej byłoby to uczcić wydając kasę na naukę dzieci. Ale nić , dzisiaj nawet znicz białoczerwony z orłem był. A na innych grobach choinki , różne różniste. Na jednym cały las drzewek był a pośrodku Święty Mikołaj. Doprawdy uroczo. Skutek był taki ,ze zamiast być wyciszony i skupiony na wspomnieniach związanych z tymi co odeszli, to byłem ni to wściekły ni to wesoły a powodu tego co widziałem. Jakby się kto pytał to je chcę być spalony i rozsypany.

Poczucie humoru

Poczucie humoru

Dawno, dawno temu jak ukazywało się codziennie pismo „Życie Warszawy” miało ono kolumny z ogłoszeniami. Na tych kolumnach można było znaleźć cudeńka typu –„ Przerabiam Maluchy na gokarty” czy też info ,że Amerykanie kupią 50 maluchów do wesołego miasteczka, jak dawniej nazywano parki rozrywki. Cenzura na onczas wszechobecna, nie ingerowała w prywatne ogłoszenia, więc można było co nieco w nich przemycić. Mnie najbardziej bawiły ogłoszenia dowcipne. Otóż ktoś, zamieścił ogłoszenie o treści ”Zabijam karpie, wieszam bombki” i numer telefonu. Działo się to przed świętami, a standardem było kupowanie żywych karpi i przetrzymywanie ich w wannie, aż do bohaterskiej śmierci, której nikt im nie chciał zadać. Przeczytawszy to ogłoszenie zadzwoniłem pod wskazany numer i krótko zakomunikowałem ,że ja duszę grzyby i proponuję spółkę. Gość na drugim końcu drutu bardzo się ucieszył ,ze wreszcie ktoś się zorientował w jego dowcipie , bo jak mówił do tej pory miał mnóstwo chętnych do oddania mu żywych karpi do ukatrupienia.  Potrzeba mordowania rybek była w narodzie wielka, a gość się przyznał ,że jest pacyfistą i zwierzątka nie skrzywdzi. Jak mówił , tak tymi ślepiami patrzą, że aż ciarki przechodzą. Ale zjeść proszę bardzo , ze smakiem. Ten dysonans ludzkiej natury do bólu wykorzystują wegetarianie gdy patrzą na kogoś zajadającego mięsko i w sposób bardzo zasadniczy komunikują mu ,że je trupa. Ja wtedy mam ochotę zadać pytanie czy jedzona przez nich sałata przed spożyciem była żywa czy tez powstała i rozwinęła się martwa? Ale tego nie robię, bo mam poczucie humoru i wolę to głupie pytanie potraktować jak żart.

 

Podwórko

Podwórko

A właściwie klepisko, ale jak zwał tak zwał, zachodziły na nim zmiany. Dni były coraz krótsze, a wśród trzody i ptactwa wybuchały awantury. I to nie były przypadki. Na przykład kaczki bez powodu atakowały gęsi, aż do momentu gdy do kurnika nie wszedł gospodarz. Wtedy jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki kaczki cichły, a gęsi w szale atakowały dalej ,aż je gospodarz pogonił. Tak samo zachowywały się perliczki wobec indyków , te zaś gulgały i wściekłe odgryzły się prowokatorkom, które były niewinne od momentu pojawienia się gospodarza. Kurnik żył jakby drugim życiem , bo do tej pory było spokojnie i przyjacielsko. Ale ta atmosfera obejmowała też obórkę , tam z kolei owce prowokowały świnie i krowy. Świnie jakby świadome nieodwracalności swego losu nie reagowały na zaczepki z zewnątrz tylko próbowały indywidualnie się zamaskować. A to taplały się w tym na czym stały a to świadomie robiły sobie przerwę w jedzeniu, aby wyglądać gorzej. Ale tu trzeba było uważać , bo zbyt niska waga powodowała natychmiastowy wyrok. Na tym tle najbardziej wkurzającym zwierzakiem w obejściu był kogut. Budził się skubany co rano i wyśmiewał wszystkie inne zwierzaki obwieszczając ,że Święta już niedługo i nadchodzi czas rozrachunków. Wieścił zdrowie swojej trzódce kurek, pilnował aby się niosły i bardzo radośnie i sumiennie spełniał swoje obowiązki, bo jaja na święta muszą być. Po tych wszystkich zajęciach gdakał i piał nad losem przyszłych ofiar świąt. Dokuczał świnkom, kaczkom, gęsiom i indyczkom. Tak mijały dni w strachu, aż przyszła druga połowa grudnia. Najpierw z chlewika zniknęła jedna świnka. Reszta odetchnęła, ale potem co jakiś czas , a to dwie kaczuszki, a to gąska czy w końcu duża indyczka. Świadome tego co się dokonało zwierzęta odetchnęły z ulgą. Aż pewnego dnia z kurnika zniknął kogut. Wszystkie zwierzaki dziwiły się co się stało, aż w końcu byk rozpłodowy wyjaśnił, kogut poszedł na rosół z którego będzie grzybowa. I w świecie zwierząt prawdziwe jest powiedzenie ,nie śmiej się Dziadku z cudzego wypadku.

Przygotowania

Przygotowania

Jak co roku zaczęły się przygotowania do Świąt. Zasadniczo u nas zakupy jedzenia, bo dorośli sobie prezentów od lat nie robią. Panuje przekonanie ,że nic specjalnego nie można nam już kupić , bo „wszystko” mamy. Ujęła mnie wypowiedź Mężusia Kury Domowej, który jak co roku na pytanie co by chciał pod choinkę odpowiada młotek. Ja gdyby mnie ktoś zapytał co bym chciał, to bym odpowiedział trochę spokoju, ale tego nie sprzedają i nie pakują w ładny papierek. Dzieciaki to co innego, czekają na prezenty, wiercą się niecierpliwie przy Wigilii nie mogąc się doczekać. Ja z reguły w tym czasie spokojnie wypijam winko albo piwko. W tym roku czeka nas inne przeżycie , Najmłodszy będzie po raz pierwszy w życiu oglądał choinkę. Bardzo jestem ciekaw jak zareaguje, bo taka choinka wchodzi w krew . U nas co roku jest duża choinka , tak 2,5 m i to koniecznie jodła. Żona zaproponowała aby w tym roku przearanżować układ i choinkę postawić w innym miejscu, a stół w innym. Ale się podniósł szum i protesty. Wnuczka lat 10 bardzo silnie protestowała , choinka to tradycja i ma stać tam gdzie zwykle, bo to taki znak Świąt, to samo mój Syn a i mnie się pomysł nie podobał. Więc wobec takiego sprzeciwu inicjatorka wycofała się . Mnie zastanowiło to ,że dzieciaki takie przywiązane do tak drobnej rzeczy jak miejsce gdzie stoi choinka. Padła druga propozycja , aby ponieważ najmłodszy lata po podłodze jak szalony kupić choinkę małą i postawić wyżej. Znowu protesty. O choince sztucznej nie ma mowy, tylko jodełka i nic więcej. Potem rozmowy co do menu i tu się okazało , że są ulubione dania bez jakich dzieci nie wyobrażają sobie Świąt. Mnie się zrobiło miło ,ze te nasze coroczne starania nie wpadają w czarną dziurę niepamięci tylko tworzą pewien obraz do którego mam nadzieję ,że dzieci będą dążyć jak my nie będziemy mieli siły. No ale to tylko takie marzenia.