ktak

Właściwie bez wiodącego tematu, takie tam pisanie co mi do głowy przyjdzie

Wpisy z okresu: 2.2016

Romans

Romance

W moim domu wzrósł popyt na romanse. Chodzi o to ,że gwiazda mojego życia znudziła się kanałami które zwykle oglądała i wieczorem ma czasem ochotę na prawdziwy wzruszający romans. Latając po kanałach znalazła kanał Romance. Jak sama nazwa wskazuje powinien to być kanał zapewniający dużą ilość powodów do łez, wzruszeń, pobudzający silniejsze bicie serca itp. I od czasu do czasu ogląda , a ja słyszę odgłosy. I tu się zaczyna najciekawsze. Otóż na tym kanale lecą filmy i tu zagadka jakiej produkcji? Który kraj słynie z produkcji filmów romantycznych? Włochy, Francja, Hiszpanie, a może Rosjanie? Nie, drodzy czytelnicy, romanse są produkcji niemieckiej. I to jakiej produkcji. Po którymś z kolei wyznaniu miłości w śpiewnym i romantycznym języku sąsiadów, sam poszedłem obejrzeć jak można być tak wrażliwym jak oni. Po pierwsze ,całość jak spostrzegłem rozgrywa się według schematu „Trędowatej” czy „Doktora Wilczura”. Z jednej strony bogacz, a z drugiej ubogi /uboga z pary kochanków. Na przeszkodzie staje albo romantyczny problem sprzed lat wymagający niezwykłej delikatności uczuć, nielicujący z twardym rysem kapitalisty wyzyskującego innych. A jednak przez skorupę bydlaka wyzyskiwacza przebijają się wyrzuty sumienia i romantyzm zwycięża. Tyle o romansie. Dalej gra średnio utalentowanych aktorów ze słabym skutkiem udających skruszonych rekinów finansjery czy zwiewne uwodzone niewinne panienki o twarzach mocnych jak cep zmuszające się do delikatności. Fajne są też próby aktorów w byciu wdzięcznymi, tak uroczo, jakby się do ciebie łasił czołg. Ale to co mi się najbardziej podobało to „tragiczny” los bezrobotnych, dotkniętych przez los i zwykłych życiowych pechowców. Biedactwa mają tylko dziesięć rodzajów pieczywa i po dwadzieścia koszul wypranych oczywiście w Arielu, czy innym niemieckim środku, i inne barwne strony biedy. Z perspektywy czasu, a przede wszystkim filmów chciałbym takim bezrobotnym zostać. A wszystkie te produkcje sponsoruje rząd niemiecki. I jak dobrze pójdzie to za pół wieku  będzie to najbardziej romantyczny i pacyfistyczny naród świata.

Marzenie

Marzenie

Może to takie osobiste, ale co tam, podzielę się. Mam jedno niespełnione marzenie. Nie udało się do tej pory i już się nie uda, ale często o tym myślę. Chciałbym szybować w powietrzu. Próbowałem już prawie wszystkiego, ale zawsze czegoś było, albo za dużo, albo za mało. Małe samolociki typu ultralight owszem wynosiły nad ziemię, ale zamknięta kabina nie dawała poczucia jedności z powietrzem na zewnątrz, a szum silnika dodatkowo niwelował przyjemność z unoszenia się. Motolotnia dawała bezpośredni kontakt z powietrzem, ale znowu silnik. Może lepszy jest szybowiec , bo cisza, ale nie ma wiatru na twarzy. I tak marudzę z myślą o balonie, ale tam sam nie polecę, bo nie umiem, a poza tym to takie niesterowalne. Próbowałem paralotni , uczucie super tyle ,że krótko, a po wypadku w rodzinie na tym właśnie sprzęcie mam dożywotni zakaz nawet myślenia o takich rzeczach. Ale cholera ciągnie, bo to uczucie swobody w powietrzu, a jednocześnie poczucie właściwie prawie całkowitej bezradności w starciu z niewidocznym jest tak pociągające. Tak to odczuwam , może przesadzam, ale mam takie właśnie marzenie, być w tym żywiole , w środku i unosić się w takim czymś niczym. To mnie wręcz na siłę pociąga. Trudno to wytłumaczyć, ale kiedy w nocy , a śni się to wszystkim, obudzę się spadając, to mi to sprawia frajdę , a ludzie normalni się boją. Nic , to tylko takie wynurzenia trochę zwariowanego gościa. Nie bierzcie sobie tego do serca. I czasem jak jestem blisko jakiegoś lotniska, to aż mnie coś w klatce piersiowej ściska.

Baby

Baby

Nie żebym miał coś przeciwko, wręcz przeciwnie, ale tak mi się skojarzyło jak przeczytałem ,że kobiety są jak kwiaty. Gdy mają odpowiednie warunki to pięknie rozkwitają. Jadąc samochodem popatrzyłem po ulicach i jakichś kwiatów nie dostrzegłem. No może nie ma odpowiednich warunków. Dojechałem do pracy, a tam przebiśniegi. Takie toto cherlawe, bielutkie i delikatne, a śnieg przebija jak sama nazwa wskazuje. Tyle ,że w tym roku to nie bardzo było co przebijać. Więc może i z kobietami tak jest ,że nie rozkwitły, bo nie ma się z czym bić? Może jak trzeba bohatersko mimo wiatru zakładać kolorowe/ to znaczy zwykle czarne/ ciuszki i w nich drżeć na zimnie , to im się wydaje ,że rozkwitają. Ta orgia kolorów trwa zresztą zwykle dłużej, ba u niektórych cały rok. I co mnie śmieszy to „odświeżając” garderobę kupują też czarne. Wdowy czy co? A może potomkinie Henriego Forda, który oferował samochody we wszystkich kolorach , pod warunkiem ,że chodzi o czarny. Dziwny rodzaj rozkwitania. Ja jednak się zastanawiam ,że jak kobitki rozkwitają na wiosnę, to co się dzieje z facetami? Więdną? No tak dla kontrastu. Chyba nie, może u facetów nie ma pór roku i są niezmienni czy to w slipach czy zimowej kurtce? A czy z tego powodu są mniej atrakcyjni? Nie, bo paniom wcale nie chodzi o atrakcyjnych mężczyzn, tylko o to by koleżanki pękły z zazdrości, że mają jeszcze czarniejszy ciuch niż inne, a chłop ma stanowić tło. Dla czerni oczywiście. Tak to jest, idziesz na spotkanie a tam te wszystkie kocice prężą grzbiety i ostrzą pazury, a w tle grupka szaroburych postaci płci przeciwnej wlewa w siebie trunki ogłupiające, aby tego nie widzieć , jacy są mali i nieważni. I to ma być świat mężczyzn?

Byłem

Byłem

No byłem w dawnej Emilii, a obecnie na wystawie sztuki nowoczesnej. Przyznaję ,że tam byłem z przyjaciółmi, bo i tak Żona wrzuciła fotki na FB. Szczerze powiem ,że nigdy nie rozumiałem sztuki współczesnej, a coś mi się jedynie mogło podobać lub nie, ale czy to sztuka , nie mnie to oceniać. Co widziałem? Kilka prezentacji jakoś do mnie dotarło, przebiło się przez moją nieudolność. Jedno co mnie zastanowiło to poukładane jeden za drugim pospawane kawałki metalu. Nierówne i skojarzyły mi się one z dniami z życia gdzie jeden drugiemu nierówny, ale podobny. Nie wiem czy to prawidłowo odebrałem. Druga prezentacja najpierw wywołała mój uśmiech ale potem, bo był to wieszak z ubraniami , różnymi i taka wydało mi się alegoria ,że twój dzień będzie taki jakie ubranko wybierzesz, że masz na to wpływ. Ale czy ja to dobrze odczytałem? Cholera wie. Jeszcze jedna prezentacja wzbudziła moje zainteresowanie , bo na pewno nie zachwyt. Były to wystawione dziesiątki fotografii tego samego pana ucharakteryzowanego na różne postaci. Ta sama niewyróżniająca się twarz poprzez ubiór i podmalowanie czy brodę przedstawiała się za każdym razem inaczej. Może chodziło o podkreślenie ,że człowiek może mieć tysiąc twarzy? Może. Reszta do mnie nie przemówiła , a już próby łączenia polityki, takie prymitywne ze sztuka , równie prymitywną i nieciekawą wręcz mnie odstraszały. Pytanie czy wobec tego opłaca się takiemu abnegatowi jak ja chodzić na wystawy pozostaje chyba dalej bez odpowiedzi. Z tym ,że na co dzień nie ciągnie mnie w tę stronę. Ale czego się nie robi dla Żony i Przyjaciół.

Ewolucja

Ewolucja

Zacząłem kombinować ,że ewolucja to jednak bardzo powolny i rozwlekły proces. Nie wiem ile lat schodziliśmy z drzewa i po co, ale to były tysiące lat. Jest więc możliwe ,ze wszystkie stworzenia wokół nas są w trakcie ewolucyjnych przemian. Pytanie brzmi do czego dążą? Czy na przykład zając dąży do dwunożności? A jeśli tak, to na której parze nóg będzie stał? Czy na przednich aby mieć bliżej do żarcia, czy na tylnych aby szybko uciekać? A krowa czy też wybierze opcję pyskiem do trawy? To jak taką cholerę wydoić i nie dostać racicą? Jest też problem rozmnażania choć ze stojącym na przednich nogach bykiem krowie byłoby znacznie lżej. A konie to chyba jednak na tylnych, aby doskonalić własności biegowe. A jak takiego dosiąść? A może on by stawał , znaczy koń, by już nikt go nie dosiadał? Faktycznie co to za frajda biegać pod obciążeniem i w niewygodnej uprzęży. A w jaką stronę poszłaby świnka? Może by się wylaszczła chudnąc z pokolenia na pokolenie, aby sobie przedłużyć życie? A kury , może by wykształciły rodzaj kieszeni na brzuchu tak jak u kangura , aby im nikt nie podbierał jaj. Wilk mógłby na pazurkach cichutko podchodzić owieczki, a te chudziny bez wełny, a co będą mnie strzyc, bezbronne wykształciły by zęby aby się wilkom odgryzać. Myszy wielkości kota dla lepszej obrony i spóźniony we wzroście kot w końcu zdominowany przez gryzonie przeszedłby na wegetarianizm. Jak się patrzy od strony potrzeb lub obaw gatunku to dziwnie to wygląda z punktu widzenia dnia dzisiejszego. A jak się w to wmieszają spece od genetycznych modyfikacji to wyobraźni brakuje. Cały ten wywód nie wyjaśnia mi jednak powodów, jakimi kierują się gatunki aby się zmieniać. Po cholerę był nam homo erectus? Nie wiem i chyba głupi już zostanę.

Jeleń pacyfista

Jeleń pacyfista

W ostępach puszczy urodził się jelonek , nazwijmy go Lucek. Piękny był cały brązowiutki, zgrabne nóżki i te wielkie ciemne oczy. Matka dumna z syna chętnie udzielała mu dostępu do mleczka, więc żarł na potęgę i rósł. Inne sztuki w stadzie też. Mijały miesiące i wyrósł na pięknego jelonka , a potem na głowie zaczęły porastać różki, a i świadomość coraz większa. Nadchodził czas rykowiska, a on nie wiedział co się dzieje , ale bacznie obserwował jak byki walczą i jak jedynym ich celem jest zbliżenie do samic ,które w owym czasie pozwalały na wszystko. A byki okaleczone ociekające ślina , krwią i moczem walczyły zażarcie. Nie podobało się to bardzo Luckowi. Gdy w następnym roku i jego hormony zaczęły grać zrozumiał ,że nadchodzi czas próby. Przyjął zgoła inną niż wszyscy taktykę. Gdy byki go wypatrzyły odchodził w gęstwinę, a one wracały do ryczenia i walk. Lucek tym czasem cicho obserwował samice i gdy tylko jakaś zabłądziła w stronę zagajnika gdzie się zaczajał, natychmiast udzielał jej ulgi w biologicznej potrzebie . One były zadowolone , bo tak naprawdę nie znosiły tego zgiełku i ryczenia po nocach, a tu trafiał się cichy i spokojny kochanek o bardzo ładnej budowie i oczach w których się można było zatracić. Więc samice po cichu jedna po drugiej, niby przypadkiem błądziły do lasku gdzie Lucjan na nie wyczekiwał i uzyskiwały co chciały. Tymczasem wyganiane przez samca alfa byki pretendenci odpadali jeden po drugim i opuszczali okolice. Lucek gdy tylko go dostrzegł ten stary byk przywódca uciekał i nie podejmował walki. Stary król go w końcu zlekceważył i gdy pogonił wszystkich pretendentów sytuacja była następująca . Lucek uszczęśliwił wszystkie samice, stary byk nie miał już na to siły i ochoty, a samice spokojnie skubały trawę nie molestując nikogo. I wszyscy zadowoleni, bo w życiu trzeba się umieć ustawić. A Lucek skubiąc trawę tak sobie myślał, a czy nie można było tak od razu, od początku dogadać się i uniknąć ran i wojen? Nie , bo to była polska puszcza. Co innego gdyby zwierzęta zaatakowały inne, zza granicy.

Sprzeczność

Sprzeczność

Życie , a właściwie ludzkie oczekiwania są kompletnie pozbawione logiki. Jeśli spytamy kogokolwiek czego by chciał, to każdy powie spokoju i będzie to mówił z wiarą we własne słowa. Ale jak mu powiesz ,że taki spokój to straszna nuda i czy on naprawdę chce się nudzić nic nie robiąc całymi, dniami to powie ,ze nie on chce sobie poczytać/ mimo ,ze rocznie może jedną książkę zaliczy/, zająć się hobby / którego akurat nie ma/, bawić się z wnukami/ czego nigdy nie robi/ itp. Itd. Ale słowo klucz czyli spokój musi się pojawić. Ludzie życzą sobie sto lat przyśpiewując, ale czy to ma sens i czy każdy by chciał? Powiedzą ,że te sto lat to w dobrym zdrowiu, bo tylko wtedy to ma sens. Ale czy naprawdę? Czy istnieje ktoś taki jak zdrowy stulatek? No nie, bo organizm po wielu latach życia sam z siebie się zużywa i tyle. Ale w podtekście życzeń jest myśl ,że te sto lat to w zdrowiu dwudziestolatka. A czy to w ogóle jest osiągalne? Nie, więc kolejna bzdura i oszukiwanie siebie i innych. Przecież żaden stulatek nie będzie codziennym partnerem do życia dla dwudziestolatka , to dla czterdziestolatków jest już trudne, ale oczekiwania ze strony starszych są, niech przyjdą młodsi , ja mam im tyle do przekazania. Tymczasem ci młodzi niespecjalnie, delikatnie mówiąc , mają ochotę na te rady i opowieści starszych , a jeżeli już jakiś się trafi to raz na pół roku nie częściej. I to raczej z grzeczności niż z potrzeby serca. Więc jaki jest cel długiego życia? Tu raczej chodzi o lęk przed śmiercią i tylko dlatego siebie tak oszukujemy, bo w wieku emerytalnym żyć wesoło możemy tylko z rówieśnikami, a tych z latami ubywa. I żadne życzenia na to nie pomogą.

SŁUŻBA zdrowia

SŁUŻBA zdrowia

Tak się złożyło ,ze ostatnio byłem kilka razy w placówkach tytułowej. I siedząc na korytarzach czy stojąc po zapis do lekarza, miałem czas aby trochę poprzyglądać się , porównać i pomyśleć. Na pewno daleko do ideału, na pewno biurokracja. Jest jednak i druga strona tego działu naszego życia. Placówki są odnowione, czego dawno nie bywało w służbie zdrowia. I to właściwie w każdym miejscu jakim byłem, a to nie była tylko stolica. Lekarze nie strajkują , mają całkiem niezłe pensje, dodatkowo placówki są nieźle wyposażone. Oczywiście nie w tomografy na każdej ulicy, ale w dużo sprzętu podstawowego. Wszędzie komputery, którymi załogi nie bardzo potrafią się posługiwać i dla pewności dublują zapis na komputerze, zapisem w zeszyciku. Dodatkowo grzebią w tym sprzęcie, aby to na FB, a to maila do narzeczonego itp. Ale to z czasem minie. Coraz częściej recepty są drukowane, a nie pisane ręcznie. Dodatkowo, czego nie widzimy bardzo zwiększa się zakres świadczeń i ilość osób jaka z niego korzysta ot choćby ci od uczuleń, alergolodzy. Chyba wszyscy maja uczulenia na coś. A to pociąga za sobą badania, wizyty diety itp. Lekarze rozpoznają coraz więcej chorób i próbują je leczyć. I tu następna sprawa , na leczenie ryzykowne , nie godzą się lekarze z dłuższym stażem tylko młodzi entuzjaści. Trudno się przebić, ale się daje i odkrywane są coraz to nowe pola medycyny. A jak się zawężają specjalizacje. Dawniej był ortopeda , a teraz są ortopedzi od ręki, od nogi czy wręcz od kolejnych stawów. Pewnie ,że każdy by chciał aby byli dostępni od ręki w każdym miejscu, ale tak się nie da. Największy problem to emeryci, bo oni korzystają z placówek leczniczo-towarzysko, albo odwrotnie. To jakieś 75% leczących się, bo mają czas i zawsze ich coś pobolewa, więc „lepiej sprawdzić” i dawaj w kolejkę. Wszystko to nie może nam jednak przesłaniać faktu rozwoju naszej służby zdrowia, choćby ot tak małej jak to ,że SMS-em przypomną o wizycie, czy zadzwonią ,że doktor chory i go nie będzie. Nie wszędzie oczywiście, ale cichutko to nowe idzie.

Zima

Zima

Zima w pełni , w końcu połowa lutego a u mnie w ogródku zakiełkowały tulipany. I to mi się podoba, tak być powinno. Jak ja nie lubię śniegu i mrozu. Ale dawniej jak sobie ktoś w lesie zbudował ziemiankę lub miał szałas czy chatę to jak tak zasypało , ale był opał, to mieli całkiem przytulnie. Budził się taki średniowieczniak aby dorzucić do ognia i dalej w kimkę. Obok kobitka , wyspana odciążona od pracy, chętna do figli. I co było robić, większość dzieci rodziła się w końcu września, październiku czy listopadzie. I nawet jak wiało to w lesie nie dawało się to tak we znaki. No może po wodę mieli trudno, ale co więcej robić? Wnyki ustawiali, kobiety coś usiłowały szyć, a poza tym ruja i poróbstwo. Z nudów. Światła nie było, tyle co jakieś łuczywo. Jak się trafił w domu jakiś uzdolniony to bajał przez jakiś czas brednie o rycerzach potężnych czy księżniczkach cudownej urody/ nie takich jak nasza/ a wszyscy z nudów słuchali. Dużo się piwa pijało, ale takiego w domu robionego, a z jezior czy rzek ryby się wyciągało spod lodu. I taki pieczony szczupak toż to zabawa była na cały dzień. Dzieci do szkoły nie chodziły to je ojciec uczył jak ostrzyć oszczep czy robić groty do strzał, Higieny w owych czasach nie było, ale za to było mroczno. Mało się śmiali, a jak, to głównie dzieci. Dorośli wiedzieli ,że nie ma się z czego śmiać , bo życie jak mawiali było trudne. Z tym ,że ci z lasu to aż tak trudno nie mieli, bo zimą jak opisałem, a w innych porach roku to i owoce i miód i polować było łatwiej. Robili też zapasy na zimę , a wiadomo było ,ze będzie mroźna. Najmniej przyjemne w tych czasach było to ,że człowiek czterdziestoletni to właściwie był starcem i mało który dociągał do pięćdziesiątki. Bo tak poza tym to i zmartwień mało i życie niespieszne. Dla wielu ideał. Pewnie do osiągniecia i dzisiaj z tym ,że osiedlenie się w lesie , gdzie dzików pełno, sarenek i innej zwierzyny jest mało możliwe , bo leśniczy wygoni, a i urząd skarbowy dopadnie czy też tacy co pilnują obyczajności nie dadzą w samej skórze chodzić. Szkoda. I tych co chcą dłużej ZUS utrzyma przy życiu.

Wymysły

Wymysły

Wiele wczoraj pisałem o swojej niebanalnej urodzie, a dzisiaj gdy zakładałem skarpety w mózgu zalęgła mi się śmiała myśl. A gdybyśmy w warunkach dzisiejszych obyczajów mieli na nogach i rękach pazury? I zacząłem od nóg , co by nam producenci zaproponowali? Grube podeszwy z otworkami na pazur? Ale przeciekną, więc jeszcze grubsze z wgłębieniami. Dla pań to prawie bez różnicy , bo koturny wiecznie modne, a i mniej by spadały. Zawsze można sobie szponem pomóc. Gorzej dla facetów , bo to bractwo nieprzyzwyczajone do chodzenia na obcasach, chyba ,że Skandynawowie ze swoimi chodakami. A skarpetki czy pończoszki? Jak to założyć, aby nie leciały oczka i aby nie zaplątać się. Ubaw po pachy. Ciekawie też by wyglądała pościel gdyby ktoś miał Zespół Niespokojnych Nóg. O sypialnianych uniesieniach nie wspomnę. Zresztą te ostatnie wiążą się również z używaniem rąk. I to mi sobie trudno wyobrazić, ale. Takie delikatne rączki zdobne pazurem krogulczym. Wiele pań to już ma , no może troszkę spiłowane, ale jednak. Ja oczami wyobraźni widzę taka ślicznotkę jak sobie robi makijaż tymi pazurami. I jakoś nic mnie nie dziwi. A jak podejść do wybranki serca i ją delikatnie pogłaskać po buzi na znak miłości , wierności i uczciwości małżeńskiej? A bo to wiadomo jak się odwdzięczy?  A chłopy, to na przykład otwieranie butelek piwa bez otwieraczy. Co zdolniejsi to by i konserwę paprykarz szczeciński otworzyli jednym ruchem. W wielu pracach taki pazur by się przydał, a w niektórych by przeszkadzał. Na przykład w konserwacji zabytków. Prace typu szydełkowanie/ zbieżność przypadkowa/ byłoby bardzo trudno wykonywać, ale łatwiej byłoby przytrzymać karkówkę do krojenia na kotlety, o luzowaniu kurcząt nie wspomnę. A taniec gdzie każde z pary w zapamiętaniu zostawia na plecach partnera krwawe ślady. Albo taki problem jak założyć takiej bestii obrączkę ślubną? Mógłbym tak jeszcze długo, ale się przyznam dlaczego w ogóle to piszę. Bo jak to sobie wyobrażę w zestawieniu ze znanymi osobami to mnie to bardzo śmieszy, czego i Wam życzę.