ktak

Właściwie bez wiodącego tematu, takie tam pisanie co mi do głowy przyjdzie

Wpisy z okresu: 4.2016

Informacja

W przyszłym tygodniu mnie nie bedzie , do zobaczenia w przyszły poniedziałek

Leżący

Leżący

Wiele razy widziałem ludzi leżących krzyżem w kościele. Jestem ateistą, ale ten widok niezmiennie przywodził mi na myśl pytania. Co trzeba zrobić aby tak leżeć, czego się od tego leżenia oczekuje i o czym się myśli leżąc? Pewnie odpowiedź jest prosta , że takie leżenie wyraża żal za grzechy. Może tak, ale to muszą być bardzo poważne grzechy gdy spowiedź i pokuta nie wystarczy. Jakie? Może kradzież, morderstwo czy ciężkie uszkodzenie ciała, świństwo uczynione bliźniemu? I niezmiennie jest dla mnie w tym rodzaju pokuty coś nie do końca prawdziwego, coś na pokaz. Na przykład gość co kogoś nożykiem wyprawił na lepszy ze światów ma zostać zbawiony , bo poleży sobie na kamiennej posadzce? A wiadomo co on sobie myśli? Może , w wersji lihgt , myśli ,ze posadzka zimna i twarda i żałuje, że nie założył tej puchowej kurteczki to by miał wygodniej. Albo się zastanawia czy leżąc twarzą do ziemi można złapać wilka? Jakoś nie bardzo wierzę ,że się modli, rozlicza sam ze sobą i z Najwyższym , że kombinuje jak pomóc osieroconej rodzinie. A złodziejaszek, z reguły bezwzględny cynik to chyba leży dla zasady, że nie zaszkodzi, a fantów i tak nie zwróci , bo już je sprzedał, a kasa się rozeszła. Z kolei intrygant nie obieca sobie ,że pójdzie do oszukanego i wszystko wyjaśni, straty pokryje ,tylko powtarza ,że on miał taką chwilę zaćmienia, nie wiedział co robi i dlatego , bez jego winy tak się stało. Doskonale wie ,że nie usłyszy głosu Najwyższego nakazującego ,że ma szkody naprawić, więc udaje skruszonego. Tak samo ci wszyscy , którzy obiecują ,że już nigdy więcej, to i tak za czas jakiś powtarzają swoje grzechy i żadne straszenie ręką boską nic nie da, póki rozum osobnika go nie powstrzyma. I to bez względu na szkodę. Bardzo wielu wyrasta, ale nie wszyscy. Myślę ,że słowa wyrażające szczery żal za popełnione grzechy i obietnice poprawy są mocno nadużywane.Ale może się mylę? Chciałbym.

Dzisiaj

Dzisiaj

Po pierwsze wbrew różnym twierdzeniom, ba nawet podszeptom, żyję. Moja Żona nie dała się podpuścić i nawet do rozwodu nie dojdzie. No przynajmniej nie teraz. W zamian mam teraz specjalnie dla mnie przygotowaną dietę dla polepszenia stanu zdrowia, woda i chleb. Cieszę się ogromnie, miesiąc szybko minie, a o ile zdrowszy będę to nie do przecenienia. Już czuje jak wypłukuję z siebie te wstrętne toksyny, jak ze mnie wylatują jakieś kwasy, czy zastałe tłuszcze. Radość w sercu wzbiera. A nade wszystko podziw dla dietetyczki , która specjalnie dla mnie tę skomplikowaną dietę opracowała. I na tym kończą się marzenia , bo takiej diety nie będzie. I dobrze bo ja bym tego nie przeżył. Kiedyś w porywie szaleństwa postanowiłem sobie zrobić przerwę w jedzeniu. Poszedłem z grubej rury. Nic nie jadłem przez trzy doby, wodę tylko piłem. Uczucie niedosytu było tłumione przez uczucie ciekawości jak to będzie i czy wytrzymam, czy też się rzucę na żarcie. O dziwo wytrzymałem, z tym ,że ani zdrowszy, ani szczęśliwszy się nie czułem , jedynie głodny byłem. Czwartego dnia zrobiłem sobie na śniadanie jajecznicę, zjadłem ze smakiem , ale bardzo mi to ciążyło na żołądku więc na obiad jedynie skubnąłem coś malutkiego. Przez dwa dni dochodziłem do normalnych racji dziennych i jako wniosek mogę powiedzieć ,że była to próba bezsensowna i niepotrzebna. A moja kochana Żona nigdy by mnie na cos takiego nie naraziła. Z miłości .

Zawód

Zawód

Przez ostatnie noce myślałem , dlaczego moja Żona woli psa ode mnie? Patrzyłem na to niczemu niewinne zwierzę i nie mogłem dojść do sedna sprawy. Dopiero wpis Frytki na blogu rozjaśnił mi ten problem. Chodzi o to ,że można się pieskiem zająć ,że jest całkowicie uzależniony od opiekunki. I to jest słowo klucz , no może dwa słowa. Całkowicie uzależniony. Można się więc nim zająć z troską i poświęceniem, bo przecież zwierzę nie jest głupie i od pełnej michy nie ucieknie. Nie zdradzi właścicielki, przytuli się i jest WIERNE. A chłop? Toż to nigdy się całkowicie nie uzależni, zawsze się znajdzie jakaś inna co go może uszczęśliwiać i nie ma co ryzykować całego serducha dla osobnika tej płci. Chłop sam w sobie nie jest temu nic winny ,że na każdym kroku czekają na niego inne. Sam nie chodzi i nie szuka, ale już kobitki to co innego. One cały czas polują. Z tym ,że mimo tak wyraźnego podziału chęci i działań w łeb dostają jedynie faceci, którzy nawet wbrew woli w chwili słabości dadzą się upolować. Nie są mi znane przypadki, choć podobno takie istnieją by partnerka ujęła się za facetem, a całą złość skierowała przeciw rywalce. Z reguły dostają obydwoje , z tym, że facet mocniej. A z co pieskiem? No nawet na spacerku jak pańcia zobaczy ,że piesek się do jakiejś suczki wyrywa, to go oczywiście do niej doprowadzi i pobłogosławi czynnościom słodkim, a ulżyj sobie kochany. A ja się pytam czy choć jeden chłop to usłyszał? Nigdy. Jedyne co to może usłyszeć- i niech no ja Cię z jakąś to………….. i tu następuje opis „przyjemności” jakie go w konsekwencji spotkają. Tym dziwniejsze jest zatem to ,że piesek dopuszczony do innej jest przez pańcię kochany jeszcze mocniej, są wyszeptywane mu do uszka słówka typu widzisz jaka pani dobra, i rozrywkę ci załatwiła. A facet wręcz przeciwnie usłyszeć może jedynie połajanki zakończone rozwodem. W skrajnych wypadkach grozi mu uszkodzenie ciała. I gdzie tu sprawiedliwość? Całe to rozumowanie nie ma zastosowania w stosunku do mojego związku jakby kto miał wątpliwości. Nie dość ,ze nie mamy pieska to jak z moim wzrokiem wpatruję się jedynie w chodnik, podłogę, drogę itp. Opisane wyżej sytuacje mi więc raczej nie grożą.

Kochanek mojej Żony

Kochanek mojej Żony

Jest to prawdopodobnie mój ostatni wpis w życiu więc pragnę się tą drogą pożegnać z Wami. Nie mam pojęcia , czy przeżyję dzień dzisiejszy po ujawnieniu tych faktów , a więc tak na wszelki wypadek aby nie wyjść na chama pa, pa.

A jak to się zaczęło? Nasz syn z partnerką w piątek musieli wyjechać na parę dni i moja Żona nie uzgadniając tego ze mną zgodziła się nim zaopiekować. Przyjechał w piątkowe przedpołudnie, niby taki grzeczny i miły. Opędził obiadek, że hej, a ja jak przyjechałem z pracy to niby też dostałem , ale gdy kończyłem usłyszałem- Idziemy na spacer i to nie było do mnie tylko do niego. Nie wiem co się na tym spacerze stało, ale usłyszałem ,że będą spali razem. Lodowatym głosem spytałem – W naszym łóżku? Oczywiście, padła zdecydowana odpowiedź. Nie jestem jakiś specjalnie konserwatywny czy pruderyjny, ale trójka razem w łóżku jest raczej sprzeczna z moim wzorcem moralnym. Obruszyłem się zatem stawiając sprawę na ostrzu noża. W moim łóżku nigdy! To się wynieś usłyszałem, a mało to łóżek u nas w domu? O nie, jeśli już, to Wy się wynieście. Dobrze, usłyszałem ku swojemu zdziwieniu. Nie padło ,że może niech on sam śpi, a ja zostanę z Tobą. Nie , moja Żona ma spać z innym. Szlag mnie trafiał , wyobrażałem sobie ich pod wspólną kołdrą, wtulonych. Nadszedł wieczór. Moja Żona oznajmiła – idziemy spać, mając oczywiście na myśli siebie i jego- nie siedź długo dodała, jakby się nic nie stało. Zostałem sam ze swoją zazdrością , z uczuciem klęski i poniżenia. Ciężko mi bowiem szło przełknąć ,że oni tam razem.. a ja sam. Gdy już szedłem spać i przechodziłem koło drzwi za którymi Ona była z nim…………aż mnie serce bolało. Położyłem się spać , ale sen nie nadchodził. Z oddali słyszałem spokojne oddechy czasem przechodzące w chrapanie. Tak trwało przez trzy noce, aż w końcu powiedziałem sobie ,że być zazdrosnym o psa to jednak przesada, ale co poradzić na uczucia i to ,że zamiast mnie został wybrany jakiś kundel. Oj boli, boli.

Moc władzy

Moc władzyA

Miałem sen i nie chcę być traktowany jako jakiś wróż, ale go opowiem . Obudziłem się i jeszcze nie otworzyłem oczu, a do moich nozdrzy dobiegła specyficzny zapach. Powoli wracałem do rzeczywistości i uświadamiałem sobie, gdzie i w jakich warunkach żyję. Przypomniałem sobie, że nasz Naczelnik Państwa jest wielbicielem kotów. Przypomniałem sobie Pierwszy Narodowy Rozkaz , aby w każdym domowym gospodarstwie był kotek. Fajne zwierzątka, choć trochę się trzeba do nich przyzwyczaić. Przyjąłem do domu zwierzaczka i był miły spokojny i cieplutki. Przyzwyczaiłem się do niego, a tu nagle wyszedł Drugi Narodowy Rozkaz, że trzeba mieć dwa koty. Było to związane z tym ,że koty się zaczęły szybko rozmnażać . W miastach nie było gryzoni i trudno było je wykarmić , więc przejście na domowy wikt wydawało się dobrym posunięciem. Wziąłem więc drugiego. Sytuacja się pogorszyła , bo obydwa pupile zaczęły sobie wchodzić w drogę i dochodziło do utarczek okupionych stratami materialnymi i rujnacją mieszkania. Do tego doszedł odgórny zakaz sterylizacji zwierzątek. I od tego czasu zaczął się koszmar. Koty w ogromnych ilościach wałęsały się po ulicach stając się coraz bardziej agresywne. Ludzie bali się wychodzić na ulicę , bo skakały z dachów na głowę , gryzły oszalałe z głodu. Osłony z bardzo grubych materiałów , ba nawet z blachy zaczęły być w cenie. Kocie bandy szukając sobie miejsca do życia wychodziły z miast niszcząc faunę na polach i w lasach. W końcu doszło do tego ,że poza kotami trudno było znaleźć inne zwierzęta. Ja sam w moim trzypokojowym mieszkaniu dwa pokoje oddałem kotom i tylko dzięki strażackiemu kombinezonowi docierałem do łazienki. W domu panował nieznośny zaduch. Zamarło życie towarzyskie , nawet sieć nie za dobrze działała dając namiastkę kontaktu ze światem. Aż pewnego dnia Naczelnik odszedł w zaświaty i powoli koci koszmar mijał. Dzięki aborcji i sterylizacji. Tak zastąpiliśmy ewolucję. A charakterystyczna woń kotów pozostała, ku przestrodze.

 

Dość kadzenia

Dość kadzenia

Już się nachwaliłem kobiet, to teraz słów parę o chłopach. Tu mam kłopot , bo z jednej strony nie chcę pluć we własne gniazdo, a z drugiej niektórzy „mężczyźni” przyprawiają mnie o mdłości. Najbardziej mi się nie podobają tacy wymuskani , eleganccy i jakby krzyczący całym sobą, patrzcie jaki jestem piękny. Co rano delikatnie nawilżają skórę przed lustrem, wyczesują łupież i namaszczają włosy , tak ,że są sztywne jak druty. Nie to że jestem na bakier z higieną, ale bez przesady. Chłop musi być czysty ale nie typu Ken. Potem zakładają markowe majtaski, strząsają niewidoczny pyłek ze wszystkiego co na siebie założą i co chwila w lustrze sprawdzają, czy aby im się wygląd nie pogorszył . To części klienci klinik poprawiających urodę i wręcz fanatycy diet, odżywek i wszelakich mód. Wyjdzie toto takie z domu olśniewając przechodzące Panie i dumnie kroczy po parkingu do samochodu, który kupiła mu pani, co darmozjada utrzymuje. On taki wrażliwy, że do pracy iść nie może , w te ludzką dżunglę. I darmozjad jedzie poparadować na jakąś promenadę i samotnie wypić kawę. Inny rodzaj chłopa , co mnie wkurza to zwykły burak, bez większych oczekiwań ,samolub i egoista do kwadratu, z szacunkiem jedynie do tych od których w mordę dostał. Zero ogłady i bez cienia delikatności. Następny typ to taki „zaopiekuj się mną”, ale posiadający zainteresowania, fanatyk, hobbysta, który o niczym innym nie myśli tylko o swoim ulubionym np. rybach, płytach , majsterkowaniu, czy autach. Taki to tygodniami pracuje w warsztaciku, gdzie łatwiej obciąć sobie palce, niż przyciąć deskę , po to by ukochanej pokazać obrzydliwe dzieło własnych rąk wykonane za pomocą najlepszego dostępnego na rynku wiertła czy frezu. Duma aż kipi i tylko nie wie chłop ,że poza nim nikogo to nie rusza. A panie które takie cudo pochwyciły za towarzysza życia udają ,że je słuchanie o wyczynach z wiertarką pochłania całkowicie. Następna grupa to pierdoły, czyli chłopcy zdalnie sterowani. Taki jak ma powiedziane , którędy ma wrócić do domu i o jakiej godzinie , to tak wróci, samodzielnie nie podejmie żadnej decyzji, jest zawsze w pełni dyspozycyjny. I część pań, które zakontraktowały taka żywą zabawkę na życie wręcz marzy , aby podszedł i choć raz się zbuntował , wziął za włosy i powlekł do lasu. Daremne oczekiwania, pierdoła zostanie pierdołą. Jest jeszcze kilka typów negatywnie przeze mnie konotowanych , ale jest i cała grupa facetów spoza tych kategorii. Prawdziwych chłopów. Nie ma niestety drogie panie książąt na białym koniu. Weźcie to na klatę. I żeby było jasne, chodzi o białe konie arabskie z Janowa.

Dobre czarownice

Dobre czarownice

To z jednej strony cudowne istoty, które trzymają życie w całości, tak aby się nie rozleciało. Potrafią z codzienności wykrzesać coś, co nadaje tym naszym zmaganiom sens. Tworzą podwaliny pod dobrą pamięć dzieci i potrafią tworzyć pozytywne wzory do naśladowania. Bardzo trudno w monotonii tych codziennych zmagań nie zwątpić, a jednocześnie nie zabić domowników narzekaniem ,że one tylko wokoło na plus, a oni na minus. Jeszcze trudniej przy takich obciążeniach kochać tych co je tworzą. A te pozytywne , dobre czarownice to potrafią. Według mnie jest znacznie trudniej latami gotować z pasją obiady tak by wszystkim smakowały i robić to codziennie, niż raz na kwartał napisać dobry artykuł naukowy. A społeczna ocena tych dwóch wysiłków jest całkiem odwrotna. I niesłusznie. Jak się nietrudno domyślić nie jestem feministką, ale chcę aby wszyscy , którzy mają do czynienia z dobrymi czarownicami potrafili im oddać największy szacunek na jaki zasługują. I tu nie chodzi o zdawkowe życzenia na tak zwane Święto Kobiet, ale na co dzień, szczerze dziękując im za pracę jaką dla nas wykonują . Docenianie tego bowiem jest podstawową normą przyzwoitości, a ci co się z tej pracy śmieją nie maja pojęcia o czym mówią. Wracając do Święta Kobiet to flaki się człowiekowi przewracają jak widzi takim samym goździkiem obdarowywane dobre i złe czarownice. Te drugie nie zasługują na miano kobiet. I jeszcze jedno, nie chciałbym aby ktoś odniósł wrażenie ,że tylko micha się liczy i po tym można poznać prawdziwą dobrą czarownicę. Można nie umieć gotować, sprzątać prać itp. I mimo wszystko być dobrą czarownicą. Na przykład ucząc tolerancji i życia w ciepłej atmosferze. I za to kocham te dobre czarownice.

 

Czarownica

Czarownica

Jak wyglądała dawniej czarownica wszyscy z bajek wiemy. Z reguły stara , tak na oko czterdziestoletnia, baba z jednym zębem z przodu, w chustce przytrzymującej tłuste włosy. Albo była pochylona nad garem w którym gotowała trucizny wszelkie , albo w wersji light z miotełką podróżna. Do tego oczywiście krogulcze pazury i brodawki na twarzy. Wzrok chytry i nieprzyjemny, obowiązkowo dwulicowa, kusicielka. Prawie prototyp teściowej. A jak to wygląda dzisiaj. Otóż czarownice są dalej tyle ,że w wersji unowocześnionej, okraszonej zdobyczami cywilizacji. Zamiast krost, na twarzy  ślady botoksu i innych wypełniaczy. Zamiast chusteczki, tony lakieru do włosów utrzymują je w nienaturalnej pozycji albo dopinane warkocze. Do tego makijaż permanentny dla podkreślenia wyjątkowości rysów. Z reguły nie umila on twarzy i to jest charakterystyczne. A zamiast szponów tipsy, długie różnobarwne. O innych detalach nie wspomnę. Ale przecież czarownica musi czarować. I czaruje, wrzuca coś w proszku do wrzątku i każe to innym potem jeść. Mało tego kupuje jakieś mikstury niby dla zdrowia i też trzeba to wsuwać. Do tego udawać ,że smaczne. Zamiast miotły używa mopa lub odkurzacza, W wersji supernowoczesnej takiego robota co sam jeździ po pokoju i odkurza. Taki mały asystent czarownicy. Zamiast zionąć siarką czarownica wsiada do pojazdu, który nie zionie ołowiem i innymi związkami szkodliwymi dla środowiska. Ale najbardziej czarodziejskie urządzenie ma czarownica zawsze przy sobie. Taka współczesna czarodziejska różdżka.  Można nim zrobić dużo dobrego, lub dużo złego. I właśnie po tych efektach się czarownice rozpoznaje , bo dzielą się na dobre i złe. Te dobre wysyłają zdjęcia dzieci, wnuków i inne miłe wieści na portale społecznościowe, a te złe plotkują, szydzą ,spiskują i intrygują. Cóż jakie czasy, takie czarownice i na co przyszło takim smartfonom? Zostać symbolem dobra lub zła?

Premier

Premier

Od jakiegoś czasu śledzę poczynania Premiera Kanady , Justina Trudeau, młodego faceta wybranego na to stanowisko raczej nieprzypadkowo. To trochę jak dziedzictwo , bo jego ojciec też był kanadyjskim premierem. Bez względu jednak na wszystko to jest pewnego rodzaju ewenement. Nie dosyć ,ze gość jest wszechstronnie wykształcony, obyty i pełen różnych zainteresowań to jeszcze potrafił sobie dobrać zespół świetnych współpracowników. Do tego jest bardzo liberalny i wykazuje dużo , ale nie przesadnie dużo, zrozumienia dla ludzkich słabości i wręcz osobliwości. Dopóki to nikogo nie rani jest tolerancyjny pod każdym względem. Potrafi zaskakiwać. Ostatnio był na Uniwersytecie i jeden dziennikarz zapytał go o komputery kwantowe i jakby się zorientowawszy w pół zdania przerwał i zapytał o strategię wobec ISIS. Premier Justin zaczął sensownie opowiadać o tych komputerach kwantowych i choć nie mam wątpliwości ,że to mogła być ustawka to wyszło świetnie. Po kilku zdaniach na temat tych komputerów powiedział ,że mógłby tak długo i żeby mu takich pytań nie zadawać. Po tych wypowiedziach pomyślałem ,że są kraje gdzie przestają rządzić delikatnie to ujmując emeryci i do gry wchodzą nowi młodzi ,bardziej dopasowani do realiów świata ludzie. Taka , Grecja, Belgia czy Hiszpania , ba nawet Francja z młodym premierem to przykłady. Może rzeczywiście trzeba CAŁĄ władzę przekazać w ręce czterdziestolatków i pilnować , by ją oddali zaraz po pięćdziesiątce? Oni są mniej sentymentalni i mają przed sobą jeszcze jakąś szanse jak im nie wyjdzie, bo dla wielu starszych to taki syndrom „ostatniej miski” i może dlatego się tak kurczowo trzymają swoich poglądów i stanowisk?