ktak

Właściwie bez wiodącego tematu, takie tam pisanie co mi do głowy przyjdzie

Wpisy z okresu: 7.2016

Spotkanie cd.

Spotkanie cd.a

Na skutek nacisków opowiem, co dalej było z Beatą i Bonawenturą. Chodzili po pokojach hotelu i Beata podziwiała każde pomieszczenie , ale przy okazji zadawała tysiące pytań typu, a jakie są koszty wybudowania i jaka jest rentowność pokojów, przy jakim obłożeniu itp. Gdy wreszcie usiedli przy zaplanowanej kolacji, Bonawentura spytał Beatę czym się zajmuje , a ta powiedziała ,że zasadniczo księgowością. No, to teraz rozumiem skąd to zainteresowanie materialną stroną projektu. I zaczęli rozmawiać o opłacalności inwestycji. Dziubdziuś był mocno zaskoczony stanem wiedzy Beaty, jej śmiałymi konceptami finansowymi i w końcu spytał jakie szkoły skończyła, a wtedy okazało się ,że Uniwersytet w Berkeley. Fascynacja Bonawentury Beatą rosła z minuty na minutę. Skromnie spytał z jakiego stypendium korzystała, a ona odpowiedziała ,że nie potrzebowała , bo studia opłacił jej Dziadek. Na pytanie co zatem teraz robi powiedziała ,że jest na stażu i ma za zadanie wyprowadzić na prostą średniej wielkości firmę. Tego już było Bonawenturze za wiele, powiedz jak się naprawdę nazywasz, zażądał. Ubawiona Beata powiedziała ,że jej prawdziwe imię to Beatrice, a na drugie po matce ma Georgina , a po babce Penelopa. A jakie masz plany na przyszłość zapytał? Chyba podejmę pracę w banku Dziadka, lubię finanse, a szczególnie pasjonuje mnie inżynieria finansowa. To wyznanie powaliło młodego Hiltona. Nie dość ,że oryginalna i piękna, to jeszcze wykształcona i chyba zamożna. No w każdym razie z perspektywami. I wtedy przypomniał sobie ,ze nie spytał jej o nazwisko. Nazwisko? Rothschild – odpowiedziała z uroczym uśmiechem. Tak to jest człowiek się z człowiekiem nie zejdzie, ale dolar z dolarem zawsze. A co z miłością, romantyzmem i całą tą duchową warstwą? Sterta zer przywala takie drobnostki. Oj, żebym się chociaż Daimler nazywał, albo Kulczyk, to nie. A tak, czyste uczucia są o wiele ważniejsze, tak sobie wmawiam i co ważne to w to wierzę. A państwo BB / czyli po naszemu Beatka i Dziubdziuś/ żyli długo i szczęśliwie , ona w swoim banku a on w hotelu. Tylko po co?

Spotkanie

Spotkanie

Ona Beata, troszkę po trzydziestce, kobieta pełną gębą z niebanalną urodą, lecz trochę pokopana przez życie jechała samochodem przez miasto. Było popołudnie , padało. Nie żeby strasznie, ale gdy zobaczyła na skraju jezdni zmokłego jak kura chłopaka około 25 lat, zwolniła i zatrzymała się. On wskoczył na siedzenie i wtedy zobaczyła ,że cały się trzęsie. Powiedziała ,że ma na imię Beata a on ,” możesz mi mówić jak chcesz, Dziubdziuś? I tak został Dziubdziusiem. Zapytała jak długo tak stał, a on ,że trzy kwadranse, bo mu się śpieszyło. Włączyła ogrzewanie i ruszyła . Na szczęście cel jego podróży był , jak to się mówi, po trasie. Dowiozła i jeszcze na odchodne wybłagał od niej telefon, znaczy numer. Gdy wysiadł spojrzała na niską szczuplutką sylwetkę i pomyślała , że to nie chłop tylko taki Dziubdziuś. Nic dla mnie, zaszufladkowała. Dwa dni potem telefon. Zadzwonił , przepraszał ,że dopiero teraz, ale wczoraj spędził dzień w przychodni. Chciał ją zaprosić do kawiarni i podziękować za, jak to ujął, uratowanie życia. Po pewnym czasie przystała na to zaproszenie. Przyszła ubrana jak codzienne, a naprzeciw wyszedł elegancko ubrany młodzieniec z dużym bukietem. Pięknie ułożone włosy odwracały wzrok od niewielkich kształtów młodzieńca. Wyglądał naprawdę dobrze. Przy stoliku opowiadał o ciekawych rzeczach, o kulturze różnych narodów, przy okazji zdradzając ,że jest po trosze Persem. Co prawda zaledwie w szesnastej części, ale jednak. Beata siedziała zasłuchana i tylko lekko się uśmiechała. Dobrze jej było z nim w tej kawiarni . Po jakimś czasie zaczął subtelnie wychwalać przymioty jej urody. A było co wychwalać. Aby przerwać ten potok pochwał, spytała co robi. A na budowie pracuję odpowiedział , hotel buduję. Jak skończymy to Cię zaproszę. Od tego dnia spotykali się co dwa trzy dni. Było milutko aż pewnego dnia spytała, Dziubdziuś, jak Ty naprawdę masz na imię. Bonawentura odrzekł. A dalej? Spytała? Jerzy, Franciszek, Tomasz. A na nazwisko? Jutro Ci powiem i zabiorę Cię na wycieczkę. Do tej pory po spotkaniach odwoziła Dziubdziusia w to samo miejsce. Myślała ,że nie ma samochodu. Następnego dnia pod kawiarnią stał zaparkowany Rolls z kierowcą. Ocho, jakiś bogacz na kawkę wpadł, przemknęło jej przez myśl. Z kawiarni wyszedł Dziubdziuś Bonawentura, i zaprowadził ja do Rollsa. Opadła na miękkie skóry, on obok. Ruszyli bezszelestnie przez miasto. W samym środku miasta ukazał się ich oczom wielki hotel Hiltona, obok inne. Podjechali pod Hiltona, odźwierny otworzył drzwi i Beata stanęła przed wejściem Pytałaś jak się nazywam , więc moje nazwisko to Hilton, a to jest mój hotel. Zapraszam, właśnie skończyłem budowę. A potem żyli……………………………………..cholera wie jak i czy jeszcze, ale się fajnie zaczyna.

Bunkier

Bunkier

Zygfryd zawsze lubił ciszę i spokój więc wcielenie do armii było dla niego ciężką traumą. Został wraz z kolegami obsadzony w bunkrze na Pomorzu. Po kilku dniach koledzy odeszli na patrol, a on został sam. Miał zapasy jedzenia i wody więc spokojnie czekał przy telefonie. Nic dosłownie się nie działo. Ale właśnie taki stan odpowiadał Zygfrydowi najbardziej. Polubił samodzielne pozbawione warzyw i ziemniaków posiłki. Noce spędzane na zostawionym przez kolegę ciepłym płaszczu pod przykryciem swojego dawały odpoczynek. Głowa złożona na chlebaku , który miał klapkę pokrytą futerkiem, miękką i przyjemną w dotyku, a dookoła lekki chłód betonu i cisza , przez która słyszał fale uderzające o brzeg. Mijały tygodnie, Zygfryd zaczął strzelać do zajęcy na przedpolu bunkra. Oprawiał je, a potem piekł nad ogniem. Zjadał te pyszoty, a naciągnięte na skrzyżowane patyki skórki wyprawiał i suszył. Zaczynało się robić zimno i w bunkrze pozasłaniał okna , naniósł drewna i nasuszył zajęczego mięsa. Co nieco zakonserwował także w tłuszczu w hełmach kolegów. Na zimę był prawie gotowy. Zszył kilka skórek zajęczych na kołderkę i kilka na prześcieradełko . Odtąd spało się znakomicie, tylko ten chlebak i jego futrzana klapka nasuwała wspomnienia z lat ubiegłych i troszkę nie dawała spać. Ale nic to. Minęła zima i na wiosnę , bunkier Zygfryda został otoczony przez zwycięskie wojska, a on sam zmuszony do poddania się. Śmiano się z niego ,że wojna się skończyła rok temu, a on wciąż na posterunku. Pozwolono mu zabrać skórki i odesłano do domu. Tam został zdemilitaryzowany, wypłacono mu zaległy żołd i został bezdomnym cywilem. Dość szybko znalazł pracę , wynajął pokój przy rodzinie, ale miał olbrzymie problemy ze snem. Za miękko w łóżku więc spał na podłodze, ale tam za ciepło. W końcu znalazł mieszkanko w budynku z wielkiej płyty , malutkie , w którym nikt nie chciał mieszkać. Gdy tylko wszedł poczuł znajomy zapach mokrego betonu i postanowił tam zamieszkać. Od pierwszej nocy spędzonej na zajęczych futerkach i pod takim samym przykryciem ,spało mu się znakomicie, a lekka betonowa wilgoć usypiała go. Był nareszcie zadowolony.

Ta historia uczy ,że nawet domy z wielkiej płyty mogą niektórym przynieść szczęście. Trzeba tylko przedtem odbyć roczny staż w bunkrze.

Niejadek

Niejadek

Czasem się trafia dziecko niejadek. Gdy spytasz , dlaczego nie chcesz jeść odpowiada , bo mi się nie chce gryźć. Poziom inżynierii , a właściwie bioinżynierii wzrósł na tyle ,że powoli można sobie zacząć wyobrażać jak pewne niechciane czynności ciało może , z lekkim wspomaganiem, wykonywać za nas w określonych trybach. I tak właśnie wyobraziłem sobie tryb pracy człowieka pod nazwą „Przyjmowanie posiłku”. Jak by to wyglądało? Ano najpierw usta wykonujące niezależnie od naszej woli ruch przygarniające jedzenie , tak jak usta ryby. Potem po uchwyceniu kęska wprowadzane byłoby ono pomiędzy zęby górne / jedynki i dwójki/, a dolne. Zęby sterowane na sprężynkach wychylałyby się ze szczęki poruszając się w górę i w dół. Całe jedzenie byłoby posiekane. Zęby numer trzy i cztery poruszałyby się trochę inaczej zagarniając kęsy pożywienia do środka ust i wyrywając je z większych kawałków pożywienia. To tak zwane kły. Zęby od piątego do ósmego włącznie unosiły by się ponad szczękę jednostajnie przesuwając się w przód i w tył, tak aby jedzenie , jakie by się miedzy nie dostało zetrzeć na papkę. W jamie ustnej język poruszając się na lewo i na prawo odbierałby jedzenie z przedniej części jamy ustnej i wsuwał pomiędzy zęby trzonowe. Na końcu przełyku znajdowałby się taki świderek jak w maszynce do mięsa zagarniający przetarte żarcie do przełyku. Po spożyciu, wyłączany byłby tryb ”Przyjmowanie posiłku” Uzyskana na końcu procesu papka nie musiałaby wywoływać w żołądku dużych wyrzutów soków i jeszcze prowokować do dalszego jedzenia, po drodze przyprawiając człowieka o wrzody na żołądku. Ale zysku ze stosowania tego trybu byłoby więcej. Spadłaby ilość zachorowań związanych z nadwagą, cukrzycą, a także z niedożywieniem. I już z tego powodu warto się takim bioautomatem zająć. Jak wiadomo nie ma róży bez kolców i jedynym zagrożeniem jakie widzę jest przypadkowe włączenie trybu „Przyjmowanie jedzenia” w trakcie procedury namiętny pocałunek.

Geneza

Geneza

Józek siedział zamknięty od około dwudziestu minut. Wkoło ciemność , mało miejsca. On nagi, pod kolana miał wsunięty kij od szczotki związany u góry razem z rękami. Siedział i zaciskał zęby z wściekłości, aż mu szkliwo pękało. Co mi do tej durnej łepetyny wpadło, że tak się pogrążyłem? Napiął mięśnie z całej siły i nic, tylko mu więzy zaczęły bardziej uwierać. Wiedział ,że czasu ma nie za dużo, musi być cicho, ale żeby cokolwiek zrobić musi być wolny. Myśl człowieku, powtarzał sobie i kombinował. Wreszcie wpadł na pomysł by przyjąć taką pozę , aby móc wysunąć kij spod kolan i zaczął naciskać końcem kija o powierzchnię, a kij drgnął. Józek dociskał mocniej, a kij choć niechętnie to się powoli wysuwał. Wreszcie doszło do momentu ,że kij zrównał się z kolanem więc dalej nie było jak popychać. Wtedy zaczął w miarę niezależnie ruszać to jednym, to drugim kolanem i kij powoli przesuwał się we właściwą stronę. Było to żmudne i męczące, więc na jakiś czas znieruchomiał i mokry od potu odpoczywał. Jeszcze jeden ruch i kij wyszedł spod jednego kolana. Lekko prostując uwolnioną nogę popychał kij pod drugą i po kilku minutach kij wyszedł. Józek wręcz dyszał ze zmęczenia, ale uwolnione od kija więzy poluźniły się , krew dopłynęła do zdrętwiałych kończyn i mógł zacząć obmyślać jak uwolnić się z reszty więzów. Wtedy drzwi szafy w której przebywał nagle się otworzyły i ujrzał Beatę, w sprośnym przebraniu z biczem w dłoni i obłędem w oczach . Spomiędzy wymalowanych na karminowo warg wydobył się krzyk, nie to był ryk. Józek, nie daruję Ci tej nocy. A potem świat mu się już pojawiał i znikał i znikał ,a on dostawał bzika, miał bzika……………..

Praca

Praca

Pracuję sam na własny rachunek, robię coś co mi się podoba. Pieniędzy z tego póki co wielkich nie ma, ale czasem mam zadowolenie, czasem dobrą zabawę, a czasem nerwy. Jak w życiu. Co robię można zobaczyć na stronie www.k-tak.pl . Śmiszna jest geneza powstania tych pomysłów. Otóż siedziałem kiedyś w moim biurze i zastanawiałem się jaka działalność podjąć. Miałem fajne pomysły ale brakowało współchętnych do ich realizacji. Tak kombinując patrzyłem na przeciwległą ścianę na której widniała i widnieje do dziś kratka wentylacyjna brzydka jak nieszczęście i wpadło mi do głowy pytanie , czy ludzie muszą mieć takie brzydactwa w domu? Postanowiłem to zmienić , a ponieważ trochę się orientuję w technologii wziąłem się za to i robię to do dziś. Klientami są w 95% panie, a rozmowy przed zamówieniem są bardzo pouczające. Najbardziej lubię jak kochana klientka tłumacząc mi zawiłości swojego zamówienia, mówiąc do telefonu rysuje coś palcem po stole i odzywa się w te słowa, cytuję” a tu wie Pan bym chciała żeby to było zawinięte w tę stronę”. Czekam cierpliwie jak skończy i uświadamiam ją ,że nie bardzo , w przeciwieństwie do niej widziałem co rysuje. Rozlega się śmiech. Proponuję przesłanie zdjęcia, a z drugiej strony słyszę, a jak to się robi? Wie Pan ja ten telefon mam od niedawna itp. Dalsze drążenie tematu telefonu nie ma sensu , bo i tak się nie dowiem jaki to telefon, a jak poinstruować Panią o tym ,że wysyła się tak a tak, to nie ma mowy. Najczęściej pomaga podpowiedź , a może mąż by zrobił i ulga z drugiej strony, no oczywiście jak tylko wróci z pracy. Wiem w tym momencie ,że już nic z zamówienia nie będzie bo jak tyran wróci to wyperswaduje. Jeszcze śmieszniej jak jakaś pani chce zamaskować otwór w ścianie, a ja muszę zapytać o wymiary jej otworu. I tu brawa dla Pań bo co najmniej 80% po załapaniu kontekstu wybucha śmiechem i odpowiedzi wesołym głosem „ no wie Pan , na tyle się jeszcze nie znamy” nie należą do rzadkości. Zanim się czegoś podejmę to robię projekt , każę klientom wybierać kolor z palety kolorów RAL, ostrzegając , że na każdym monitorze kolory mają troszkę inny odcień. Czasami mimo rysunku detalu, określenia koloru i innych elementów projektu słyszę „ wie Pan nie tak to sobie wyobrażałam , ale jest ładnie”. Ale najbardziej lubię jak dzwonią klientki i mówią ,że jest ślicznie, że tak właśnie chciały i wtedy i mnie chce się robić. I to jest chyba najważniejsze, że warto lubić to co się robi.

Obiadek bezmięsny

Obiadek bezmięsny

 

Taki czas ,że się chce zjeść coś lekkiego, zamiast tradycyjnej golonki czy giczy cielęcej. Pytanie tylko co? I tu się okazuje ,że mimo ,że odpowiedzi jest wiele, to wybór nie jest łatwy. Można placuszki z jabłkiem czy też z czymś innym, racuszki, albo to co chyba lubię najbardziej, placki ziemniaczane. Dodatków do placków może być wiele , dla jednych cukier, dla innych sól, czy też na przykład sos pieczarkowy, czy z dnia poprzedniego sos ze zrazów. A gdyby tak coś innego? Makarony i ryż z dodatkami na przykład ryż z jabłkiem i cynamonem, czy makaron z serem, cukrem i śmietanką. Wszystko pyszne, a przecież makaron można zrobić z mieszanką warzyw, czy też z samą oliwą, czy sosem pomidorowym. Dla bardziej wymagających są jeszcze takie produkty jak fasola, groszek czy cieciorka z wszelkiego rodzaju dodatkami. Ja lubię taką fasolkę z sosem pomidorowym, podostrzaną jakimś chili czy curry. A samo curry w niezliczonej ilości kombinacji z warzywami daje pyszne dania z ryżem. Do tego dochodzą sałatki na bazie świętej trójcy czyli pomidorki, cebula i papryka z dodatkami typu feta czy inny ser. Znam też zwolenników zjedzenia na obiad białego sera czy twarogu z dodatkiem na przykład rzodkiewek. Jest zatem co jeść w dzień gdy nie chce się mięsa, ale problem polega na tym co? I tu się przyszli biesiadnicy spierają czy placki ziemniaczane solić czy słodzić, a może zamiast klusek pierogi z jagodami czy innymi owocami. W grę wchodzą też knedle, czy podsmażane kluchy typu gniocchi albo szpecle. O pyzach, czy na przykład kiszkach ziemniaczanych nie wspomnę. I tyle tego dobra wraz z nastaniem zimna odchodzi w zapomnienie, aż szkoda. Gdzie wtedy znajdą się te grzybki duszone, czy z patelni , albo fasolka szparagowa z masełkiem i bułeczką? No gdzie? A dusza by chciała, więc jedzmy póki czas.

 

Wynaturzenie

 

Wynaturzenie

Myłem wczoraj zęby , jak zwykle zresztą i ze zdziwieniem skonstatowałem ,że jedna ósemka mi się nie przebiła. W moim wieku zasadniczo ósemek mieć już nie powinienem, a tu taka niespodzianka. Trochę mnie to zastanowiło, bo z drugiej strony nie mam jednego płata tarczycy. Wynika z tego ,że jestem genetycznie niestabilny. Nie było to dla mnie miłe, a tu usłużna pamięć podrzuciła mi jeszcze jeden trop. Otóż przy kąpieli pod prysznicem, jakieś kilka tygodni temu, miałem wrażenie ,że wyczuwam trzecie jądro, które mi jeszcze nie zeszło. Osłupiałem, no toż to się wpisuje w ten schemat popapranego osobnika , niechlujnie wykonanego przez rodziców, tu za dużo, tu za mało, a ja się sobie dziwię. Nie ma czemu. Wtedy mózg się rozpędził. A gdyby mi tak zeszło przed laty? Zaraz przypomniałem sobie dowcip o facecie , który miał właśnie trzy a ,że nie miał kasy, to podszedł do drugiego gościa i zaproponował „ założę się z Panem ,że razem mamy pięć jąder”, a na to zaczepiony odpowiedział „ jak Pan ma cztery to Pan wygrał”. Dosyć żartów, bo co by na przykład było gdyby rzeczywiście było i zeszło? Na studiach mieliśmy kolegę,  jak to się mówi bardzo mało urodziwego, ale obdarzonego. Ów kolega opędzić się nie mógł od koleżanek jak się wieść rozeszła, więc podejrzewam ,że ja bym miał podobnie. Ciekawskich w bród. Ale pewnie żadna by się nie zdecydowała na długotrwały związek z takim wybrykiem natury, bo to i nie wiadomo jakie będą dzieci i co mu jeszcze urośnie czy zaniknie. Byłbym więc sam jak palec i mocno nieszczęśliwy , bo zwierzę ze mnie stadne. Wydaje się zatem ,że los faceta z trzema jądrami jest bardzo smutny i w żartach i w realu. Ale dziś mamy przecież chirurgię estetyczną i zawsze można sobie jedno usunąć. Operacja co prawda podwyższonego ryzyka, bo jak lekarzowi dłoń drgnie można zostać zupełnie bez, a na to chyba nie ma protez? I tak źle i tak niedobrze. Chyba zazdroszczę tym wszystkim co nie maja jakichś wad w ciele i gratuluję.

Lokum, a dieta

Lokum, a dieta

Zasadniczo było mi bardzo dobrze. Miałem gdzie spać, nikt ode mnie niczego nie wymagał. Więc jadłem spałem, spacerowałem i wydalałem. Czego więcej chcieć. Nie dokuczali mi , pewnie dlatego ,że się bali, bo z wyglądu groźny jestem, ale serce mam złote i naturę pacyfisty, więc nie ma czego się bać. Najmniej sympatyczne były dzieciaki , bo one strachu i respektu nie znają, a każde by się chciało bawić. Chodziły po mnie przewalały się ,ciągnęły za uszy. Jak to dzieci i kto by tam do nich miał pretensję. Na pewno nie ja. Wspominam te wieczory z gospodarzami, spędzane razem na oglądaniu telewizji w cieple i spokoju. Raj , gdyby nie dieta. Wiadomo mógłbym jeść to co dają , ale dlaczego ciągle suche. Lubię chrupki, ale nie ciągle te same. Takie dają to takie jem, ale to im zaczęły gazy przeszkadzać , a i to że muszę dłużej pochodzić zanim się załatwię. To już nuży. Powoli w moim mózgu lęgła się tęsknota za kawałkiem mięska, takim stekiem lekko jeszcze krwistym, pachnącym i zdrowym. Moje zęby aż się do tego rwały, ale nie było szans. Samo wyobrażenie tej potrawy wywoływało wyrzut soków pokarmowych i ścisk w żołądku. Uczucie to narastało, aż do tego feralnego dnia. Po jaką cholerę on wkładał tę rękę przez płot. W dodatku skaleczoną. Przymulony marzeniami przez jedną krótką chwilę zobaczyłem ją jako ten wymarzony stek, potem już tylko odruchy. No i się rozpętało piekło, awantury, policja, a potem mnie zabrali. Wiem, jako dog niemiecki wyglądam groźnie , ale nigdy przedtem nikogo nie dziabnąłem. A tu zaraz do uśpienia. I to wszystko przez tę suchą dietę. Niech szlag trafi Pedigree Pal. I tu nie ma się z czego śmiać.

Zakupy – wersja 2

Zakupy

Wczoraj dałem się namówić na zakupy, a nie jest to łatwa sprawa , bo nie jestem fanem. Szefowa miała jednak pewne potrzeby, więc poszliśmy. Najpierw był salon z butami. Ja nie jestem marudzącym mężem, więc zostawiam swojej Pani dużo swobody by sobie oglądała i jak trzeba służę radą / tak, lub nie, zazwyczaj/. Jak wiecie w takich sklepach są przeważnie stoiska dla Pań I Panów. Z tym ,że dla Pań są wielokrotnie większe. Szybko obleciałem więc stoisko dla mnie , choć mnie to słabo interesowało i miałem do wyboru rolę ochroniarza dyskretnego lub namolnego. Jezus jaka to nudna praca taki ochroniarz. Wybrałem oczywiście dyskretnego i z dala obserwowałem jak Szefowa odziewa stópki w coraz to inne butki. Postanowiłem zażartować. Wziąłem z półki najbrzydszy but i podszedłem do poszukującej z poważną miną mówiąc ,że widziałbym ją w tym. Odpowiedziała ,że bardzo chętnie by to założyła, gdyby miała brodzić w wysokiej trawie. Chyba osiągnąłem cel , bo napięty wyraz twarzy wywołany skupieniem przy półkach na chwilę zmienił się na coś w rodzaju uśmiechu. Na pewno nie był to chichot ,ale zawsze. Potem Eureka, zostałem przywołany i wybór został poddany memu subiektywnemu osądowi. Wzute na stópki klapeczki ze skórki wyglądały uroczo. I wtedy pojawiły się wątpliwości, czy aby chodzenie w nich na plażę nie zniszczy butków? Przypadkowe odkrycie nowego rodzaju bucików, a więc klapeczek promenadowych na chwilę olśniło mnie, ale zaraz potem nadeszła refleksja. Jakież to ogromnie ciężkie i odpowiedzialne zadanie taki zakup obuwia? Ile troski ,skupienia odpowiedzialności, a w końcu zdolności przewidywania to wymaga? Już nigdy się nie będę śmiał z zakupów, bo obuwniczy to tylko przykład, a co się dzieje w odzieżowych? Gdyby na przykład skumulować tę energię z mózgów klientek np. H&M w ciągu godziny, to można by nią ogrzać miasto wielkości Płocka. Przez dwa tygodnie. Martwi mnie tylko ,że tak wiele tej energii się marnuje.