ktak

Właściwie bez wiodącego tematu, takie tam pisanie co mi do głowy przyjdzie

Wpisy z okresu: 12.2016

Meandry umysłu

Meandry umysłu

Tak, chodzi o mój umysł. W głowie rodzą się myśli zasadniczo niczym nieusprawiedliwione. Jeszcze bym zrozumiał gdybym myślał o czymś związanym z moimi aktywnościami, ale to co mi się zdarzyło? Poszedłem wczoraj, nie było już dzisiaj, spać. Położyłem się na podusi, otuliłem kołderką, zamknąłem oczki i wtedy zaczął mi się on ukazywać. Z początku w częściach pozornie do siebie niedopasowanych, bo najpierw jakby wąziutkie lejki nawet dość gęsto jeden od drugiego, potem coś na kształt roweru, gdzie pasażer siedzi w środku wielkiego koła, potem plastikowo przejrzyste pojemniki z ziarnek, a na koniec ekran cyfrowy z mnóstwem światełek. Powoli wytwory wyobraźni zaczęły się łączyć. Najpierw okazało się ,ze te lejki osadzone są dookoła tego wielkiego koła , z tym ,że na zewnątrz. Potem się okazało ,ze to koło ma napęd i jest ciężkie, Dalej ,z plastikowych pojemników ziarenka spływały w dół w kierunku lejków. Aby nie trzymać dalej czytelnika w oczekiwaniu, wyszedł mi z tego siewnik, który jadąc po ziemi wbijał własnym ciężarem w ziemię rzeczone lejki. Gdy były one najgłębiej wbite z plastikowego dozownika spływało w dół ziarenko, lub dwa, a ciągnięty przez ten siewnik walec zasypywał dziurkę. Cały proces bez orania , bronowania itp. Oczywiście tak mi się wydawało, bo ja się na rolnictwie w ogóle nie znam i i nawet mi do głowy nie przyszło po trzeźwemu ,że to cudo może działać. To co mnie zastanawia to fakt ,że takie myśli w ogóle powstały w moim mózgu. Z jakich powodów , czy na skutek jakiegoś bodźca coś się zaczęło w mojej głowie układać z dziedziny jaką się nigdy w życiu nie interesowałem. Cholera , a może koniec bliski jak mnie ciągnie do gleby? Nie wiem, ale nad tym nie mam kontroli, tak jak nad umysłem.

Poświętne wyżerki

Poświętne wyżerki

Nie wiem jak Wy, ale mnie sprawia radość jak tak dwa, trzy dni po świętach zjem na śniadanie ostatki sałatki i kawałki świątecznych wędlin i mięs. Takie śniadanie ma w sobie coś wzniosłego, a z drugiej strony śmiesznego. Na stole rozłożone salaterki i półmiseczki, a my siedzimy przy tym stole w normalnych ubraniach, a cała uwaga koncentruje się na jedzonku. Co dziwne, najmniejszym zainteresowaniem cieszy się chlebek. A na spodzie główki zaczyna rozkwitać nieśmiała z początku myśl. A jakby tak zamiast pieczonego schabiku, taki leciutki , puszysty twarożek? I Twarogowy  Potwór zaczyna usuwać z naszej głowy , te wszystkie śledziki, karpiki czy inne schaby karkowe, czy boczki. Po dniu do twarożku dochodzi Niepowstrzymana Chuć na żółty serek. Nastroje mleczne coraz dobitniej dają o sobie znać, bo zaczyna nas nachodzić chętka na mleczko z płatkami, albo z kaszką manną. Nie ,nie nie dochodzimy do Bebiko, ale jak widać idziemy w tę stronę. Nasuwa się wniosek ,że żywieniowo podążamy jakby w kierunku noworodka. Całe szczęście ,że przychodzi Sylwester. I ta noc działa jak catarsis. Wraca ochota na dania konkretne, bo chodzi nam głównie o to , by coś w tę szaloną noc popijać. Te szalone bąbelki kierują nasz apetyt w stronę dań lżejszych, ale nie mlecznych i gdy już odchorujemy szampańską zabawę powracamy na nowy rok na dobrze znane i utarte ścieżki naszego apetytu i codziennej diety. A już było tak blisko , by się od tego oderwać, no cóż może za rok. Ale po jakiego diabła?

Rachunki

Rachunki

Pewne rzeczy mnie jako komuś kto ma w miarę ścisły, żeby nie powiedzieć ściśnięty umysł, nie bardzo się zgrywają. Otóż znowu usłyszałem, o tym , że jak muzułmanin pójdzie do nieba tam na niego czeka ok. 40 dziewic. Abstrahując od atrakcyjności tej propozycji i od sposobu wykorzystania tej , jakby to nie nazwać oferty, zastanawiam się nad sposobem realizacji tej obietnicy. Z jednej strony widzę oczami wyobraźni ten sznur wstępujących do raju zmarłych muzułman, a z drugiej strony tę tłuszczę tych dziewic. Okutane w swoje stroje stoją i czekają. Jak wygląda wybór? Nie wiem nie doczytałem , ale pójdźmy dalej. Takie dziewice niestety się w tym słowa znaczeniu zużywają. Więc po jakimś czasie rzeczony muzułmanin zużyje wszystkie. Skąd je brać zatem dla następnych czekających w kolejce? Bo ten co zużył może powiedzmy statystycznie z dziesięć zmajstrować, a gdzie reszta? Może poddają repasacji, przepraszam za wulgaryzm , ale to dla rozwiązania problemu? Raczej nie sądzę , by Prorok to pochwalał. Mnie się wydaje ,że ich ktoś zwyczajnie w konia robi, bo na tą skalę jest to niemożliwe aby tych niepokalanych starczyło. I tu jawi się druga strona tego medalu. Czyli rola kobiet. Pewnie jest jakaś , może wcale niemała ilość pań , które sobie taką swoja pozycje cenią, ale z mojego punktu widzenia pogarda dla kobiet wynikająca z tego mitu czy jak to nazwać, jest ogromna. Traktowanie instrumentalne to nic. Kobieta w tym świetle jest zwyczajnie bezprzedmiotowa i to wynika jedynie z jej płci. Ja tego nie rozumiem.

Świąteczne dylematy

Świąteczne dylematy

Zasadniczo Święta mamy za sobą. Każdy po swojemu, a jednak te właśnie były trochę inne. Począwszy od tego ,że niektórzy spędzali ja w proteście w Sali sejmowej wspomagani z zewnątrz dobrym i złym słowem. Byli tacy dla których pokazanie solidarności z protestującymi było bardzo ważne, byli tacy co uważali  za najważniejsze uczestnictwo w tradycyjnych obchodach. Papież przemawiał do wiernych w skromnym stroju zaledwie z wyszywanymi na białym  krzyżami, za to nasz kardynał z Krakowa ociekał złotem i chyba trudno mu było chodzić. Kto dawał lepszy przykład wiary? Do tych tak zwanych niewyjaśnianych spraw były tragiczne wydarzenia jak choćby rosyjski samolot z chórem Aleksandrowa, czy przedwczesna śmierć Georga Michela. Podobne historie pewnie się zdarzały w latach przeszłych, ale  chyba nie tak licznie . Pewnie było dużo dyskusji przy stołach, czy wręcz kłótni. Dlatego najfajniej było obserwować dzieci, ich niekłamany zachwyt nad prezentami, nieudawaną radość i satysfakcję z trafionych prezentów jaką odczuwali zwykle dorośli. Bardzo wzruszające są także wspomnienia tych naszych młodych dzieci czy wnuków, po raz pierwszy  czynnie uczestniczących w ceremonii obdarowywania. Przeznaczyły pewnie na to swoje skromne oszczędności, pomyślały co kto lubi i postarali się mu zrobić przyjemność. Wspaniała sprawa. I takie święta lubię najbardziej. Szkoda tylko ,że ktoś kiedyś te delikatne osoby jakimi są młodzi ludzie sprowadzi na ziemię i co tu mówić , nauczy ,że bycie dobrym nie zawsze się opłaca. Może to sentymentalne z mojej strony , ale bardzo mi z tego powodu przykro, że się tyle dobra zmarnuje.

Straszno i śmieszno

Straszno i śmieszno

Dotarła do mnie wiadomość, że w Rosji około 60 osób zmarło, a paręset walczy o życie w szpitalach, po wypiciu płynu do kąpieli. Z jednej strony straszne i to wcale nie do śmiechu. Z tym ,że jak pominiemy tę tragiczną stronę, to zaczyna się kabaret. W wyjaśnieniu czytamy ,że bezpośrednią przyczyną zgonów było to ,że w płynie był alkohol metylowy, zamiast etylowego.  Czyli producent zwykle stosował w tym płynie alkohol. I tu się zaczyna śmiesznie. Po pierwsze po co w płynie do kąpieli alkohol? Inne substancje ok, mydła spieniacze, czy oleje zapachowe, ale alkohol? Chyba ,że do rozpuszczania zastałych złogów, każdy wie czego , ale w dawkach minimalnych. Przecież pływanie w alkoholu w stężeniu nadającym się do osiągnięcia efektu o jaki pijącym chodziło powali najsilniejszego. Pieczenie przede wszystkim. Po drugie ile wiader tego świństwa należy wypić by poczuć choć drobny szmerek? Przecież po pierwszym toaście musieli bańki uszami puszczać , nie mówiąc o odruchach podobnych jak przy polizaniu mydła. Następne pytanie to, czemu pili płyn do kąpieli i to w tak dużej kompanii? Czyżby drogi przysypało i dostaw nie było od pewnego czasu? Przecież znane są środki zastępcze typu denaturat, politura, perfumy czy wiele, wiele innych. W końcu można samemu napędzić. Po co więc rzesza ludzi, pije to samo świństwo z takim skutkiem? Pojęcia nie mam, a żurnalista nas w tej sprawie nie oświeca. W tej sytuacji pozostaje mi jedynie ostrzec czytelników przed zbytnią dowolnością trunkową w zbliżające się dni świąteczne, życzyć wszystkim samych dobrych chwil, wiele zdrowia i uśmiechu na co dzień. Wesołych Świąt.

Święta

Święta

Jakoś mi w tym roku zupełnie się nie kojarzą z uroczystościami. Stanowią jakby troszkę mętne tło naszych bieżących spraw. I nie chodzi mi o politykę ,choć kładzie się to olbrzymim cieniem na codzienność, ale o nasze rodzinne sprawy. Codzienne rozrachunki z przeszłością poprzez decyzje, czy daną rzecz bierzemy ze sobą, czy nie. Powody do rozstawania się z różnymi rzeczami bywają różne. Zadaję Żonie , która jest zdecydowanie bardziej sentymentalna niż ja, pytania typu , a kiedy ostatni raz miałaś kontakt z tą, czy inną rzeczą? Jeśli jest to okres dłuższy niż parę lat to do oddania. Najłatwiej idzie z ciuchami, bo perspektywa zmiany garderoby jest na tyle kusząca ,że wątpliwości znikają w miarę szybko. Wyjątek stanowi przechowywana z pietyzmem suknia ślubna. Reszta dużo mniej ważna. Książki i pamiątki to trudniejsza sprawa. Bo co na przykład zrobić z książką „Alicja w krainie czarów”, którą syn dostał na zakończenie roku w drugiej klasie szkoły podstawowej? On jej nie chce, jego syn obejrzy film. A sentyment zostaje. Ciekawa historia to popularne niegdyś albumy. Dzisiaj album o winie nikomu nie jest potrzebny, bo zawsze można informacje wziąć z Internetu. Tak samo o wielu innych rzeczach. Album ma , ale też ograniczony, sens gdy dotyczy jakichś krajobrazów. Zdjęcia w albumie są lepsze, ale co do informacji, to ta internetowa jest bogatsza. Ciekawa rzecz z płytami CD, bo to nośnik schodzący i gdy się ma dużo płyt z muzyką i filmami to też właściwie nie ma to sensu, bo i muzę i filmy można ściągać z netu i puszczać na odbiorniku tv i kinie domowym. Mało tego szybciej się odnajdzie treść o jaką chodzi niż wśród wielu płyt. Dodatkowo z netu idzie to z większą rozdzielczością, czyli w lepszej jakości. Na tym etapie jesteśmy, a do porcelany, szkła i garnków jeszcze nie doszliśmy. Zobaczymy co będzie dalej.

Wnuczek

Wnuczek

Super być Dziadkiem. Wczoraj do naszego domu wpadł nasz 13 -letni wnuk. Zaskoczył nas bardzo , bo wpadł z prezentami. Dla Babci przyniósł oliwę z bazylią, o której wie ,że Babcia jej używa. Potem dał Babci musztardę z koperkiem, do kupienia w działach spożywczych IKEA. Moja Żona robi z niej fajne dipy, przyprawia nią mięso itp. Wnuczek sam trochę gotuje, lubi babciną kuchnię i często jak jest u nas podłapuje od Babci te kuchenne sekrety. Oboje zresztą maja bardzo wyczulony smak i węch. Potem wyjął z plecaka melona , bo jak powiedział wie ,że lubimy. Zapytał jak poznać czy dobry więc mu wytłumaczyłem ,gdzie należy nacisnąć, pytał jak to podawać ,z czym jest dobry taki melon itp. Potem wyjął z siateczki owoc mango i musiałem i chciałem , mu tłumaczyć jak to się przygotowuje do konsumpcji. Zrobiliśmy z owocu dwa jeżyki i zjedliśmy. Były pytania jak sprawdzać przydatność do spożycia , a potem dopadł mnie w sprawach swojej kolekcji LEGO Technics, gdzie ma już ponad 60 egzemplarzy różnych maszyn. Opowiadał co sprzedał na Allegro i co chce kupić. Oczywiście dorzuciliśmy mu do zakupu marzeń. Dlaczego nie? Parę minut po szóstej poszedł do domu , za nic się nie chciał dać odwieźć, co mu oferowałem. A dzisiaj rano po pierwszej lekcji pilny telefon do Babci- Kochana Babciu zrób szybko kolorowe naleśniki z dżemem , tylko nie śliwkowym, a Dziadek niech mi to podrzuci do szkoły za 45 minut. Babcia na to ,że czas zbyt krótki , a poza tym po co Ci to? Bo jak będą naleśniki to nie będzie sprawdzianu z matmy, odpowiada uroczy młodzieniec. Niestety nie udało się odsunąć tego złowrogiego zdarzenia i pracę musiał pisać. Zresztą akurat z matematyki jest dobry. A jak tu go nie kochać?

Świąteczne drzewko

Świąteczne drzewko

W radio słyszałem ,że drzewko świąteczne się zmienia. Kurczę , faktycznie. Ja jeszcze pamiętam choinki ze świeczkami całe pochlapane woskiem z wypalających się świeczek. Na gałązkach obowiązkowo były zimne ognie, ochoczo podpalane przez biesiadników, a w pobliżu kocyk, którym łatwo było zdusić ogień. I nie robiło to na nikim specjalnego wrażenia , choć od pożaru choinki wiele mieszkań spłonęło, ba nawet czasami bywały ofiary. Na każdej choince wisiały obowiązkowo jabłka i pomarańcze, rzadki rarytas świąteczny. Wiele bombek, oraz ozdoby ze słomy, łańcuchy z kolorowego papieru. Bardzo ładne były ręcznie wykonywane ozdoby z wydmuszek. Dla młodszych  , niewprowadzonych w temat, wydmuszka to świeże jajko w którym się robiło dwa małe otworki i wydmuchiwało zawartość. Pozostawała skorupka , którą się oklejało i malowało. Powstawały z tego na przykład kurczaki, kogutki, czy kaczuszki. Powstawało to w czasie, gdy teraz ogląda się telewizję. Na choince można było znaleźć również pierniki, cukierki i tu ciekawostka, dzieci cukierki zjadały zostawiając na drzewku same papierki. Całość drzewka obsypywana była kawałeczkami waty imitującej śnieg, a na to wszystko narzucano tak zwane anielskie włosy. I tu by można wpis skończyć uwagą ,że nawet w przybieraniu choinek jest postęp. Dla mnie to jednak za mało, bo zadałem sobie pytanie, jak będzie wyglądała choinka przyszłości? Wiem i opisuję. Będzie to niewielkie pudełeczko,  wielkości paczki papierosów, zaopatrzone w pilota, kabelek oraz drobny otworek. Kabelek do podłączenia do prądu, pilot do włączenia choinki i wtedy z pudełeczka wyświetlony zostanie hologram choinki w którym za pomocą pilota zmieniać będziemy mogli wszystko od wysokości, przez kolory , bombki ,łańcuchy itp. Zaś otworek służyć będzie do wlania stosownego zapachu jaki ma drzewko wydzielać. Ślicznie i jak w zgodzie z ochroną przyrody, no może trochę mniej z tradycją. Ale dla planety warto.

Trudna sztuka wyboru

Trudna sztuka wyboru

Idą Święta i prawie każdy staje przed wyborami , ot choćby prezentów pod choinkę , dań wigilijnych , wizyt rodzinnych itp. Wątpliwości i pomysłów mnóstwo, więc dla uproszczenia w naszej rodzinie starym się prezentów nie daje. Na starego załapuje się każdy pełnoletni członek. Rodziny oczywiście. Prezenty dostają dzieciaki. Ale co na przykład kupić niespełna dwuletniemu dziecku? Zabawek ma po kokardkę, więc co? Czekoladkę, no nie jest to najmądrzejsze. Coś z ubranka? Prezent ma być dla niego, a nie dla mamusi. Coś rozwojowego. Cymbałki, ale to się rodzice obrażą, że im a złość się kupiło. I tu przyznam ,że nie bez pewnej racji. Staramy się prezenty uzgadniać z wnukami starszymi , bo one w Mikołaja nie wierzą, a najbardziej lubią dostać parę złotych i sami się decydować co kupić. To oczywiście mało wychowawcze ale chyba jednak najtrafniejsze rozwiązanie. Wnuk najstarszy na przykład chce aby mu w komórce zainstalować program Radar tak aby wiedział jakie samoloty nad nim latają , ile ma ich jaka linia i wszelkie danie o tym co się dzieje na niebie. To niewątpliwie jego pasja, więc trzeba mu pomóc. Można to załatwić jedynie dorzucając mu do rachunku za telefon. Wnuczka zbiera sobie na ulubione mebelki dla siebie. Już woziłem ją do Ikei gdzie sobie wybrała komplecik i teraz kolekcjonuje środki na zakup. Cele szczytne i na pewno pieniędzy nie przeputają na głupoty, więc warto. A najmłodszy ma bardzo dobry słuch muzyczny , uwielbia słuchać piosenek i tańczy do muzyki. Potrafi ją sam sobie wybrać więc myślę ,że może załapie , że i samemu można muzyczkę tworzyć. Chyba jednak zostanę przy organkach.

Kuba

Kuba

Zadzwoniła do mnie koleżanka. Właśnie wróciła z Kuby. Zażartowałem ,ze pewnie była na grobie Fidela. I tak się zaczęła rozmowa o mieszkańcach Kuby. Wielu z nich bardzo żałuje ,że zmarł w przeciwieństwie do tych co uciekli na Florydę, którzy się cieszą z jego śmierci. Koleżanka była i tu i tu i opowiada ,że ci co są na wyspie to bardzo mili , ciepli ludzie. Bardzo biedni, ale uśmiechnięci. Ci z Florydy są już trochę zamerykanizowani i nie ma między nimi takiej otwartości, wręcz z pogranicza naiwności, jaką maja ci na wyspie. I zaraz zaczęliśmy porównania czy szczęśliwsi są ci co zostali, czy też ci , którzy uciekli. Co ciekawe wyszło na to ,że ci co zostali. Nie mając połączenia ze światem ich oczekiwania od życia sprowadzały się do rzeczy podstawowych, nie było czego sąsiadom zazdrościć, reguły były proste i jasne. Chcieli spokojnie i wesoło żyć. I tak mniej więcej mieli, więc Fidel spełnił oczekiwania, czyli viva la revolucion. Ci z Florydy zamożniejsi z ładnymi domami, samochodami ,  lepszymi sprzętami martwią się jak dogonić uciekający pociąg cywilizacji , choć nie mają szans. I wydaje mi się o szczęściu trudno mówić ,raczej o pewnym zadowoleniu i może dumie z przebytej drogi. Podobne dylematy mogą mieć obywatele Białorusi, którzy w swej zdecydowanej większości raczej mają kubański model wyspiarski i jest im z tym nie najgorzej. Mam też graniczące z pewnością odczucie ,że zarządzający naszym krajem też by nas chętnie w tym kubańsko-białoruskim modelu upchnęli, tylko my jakoś nie bardzo chcemy w tę stronę. I bądź tu mądry jak ludziom dogodzić?