ktak

Właściwie bez wiodącego tematu, takie tam pisanie co mi do głowy przyjdzie

Wpisy z okresu: 1.2017

Nowinki

Nowinki

Zamieszkałem w nowym miejscu. Poznajemy z Żoną okolice, czyli póki co, sklepy i punkty typu stomatolog czy lekarz pierwszego kontaktu. Przy okazji mijamy wielokrotnie knajpki. I okazuje się ,że w naszym podwarszawskim osiedlu najpopularniejsze są właśnie knajpki. Od typowo polskich po egzotyczne, typu chińska pierogarnia. Konstatując fakt rzuciłem Żonie ,że w tej naszej nowej okolicy niezdolne panie i panowie mieszkają , bo nie umieją gotować. I wtedy przypomniałem sobie jak w starym domu robiłem nam na śniadanko jajecznicę i porównałem to do robienia sobie jajecznicy na nowym. Całą procedurę musiałem robić inaczej i przez to jajka mi wyszły troszkę przesmażone. Potem uzmysłowiłem sobie ,że właściwie wszystko robimy inaczej i ,że trzeba będzie do tego przywyknąć. Nie nie chodzi o to ,że gorzej. Zwyczajnie inaczej. Czynności w innej kolejności, w innych miejscach itp. Takie głupstwa gdzie co położyć? I nie zdawałem sobie sprawy jak wiele miejsca w codziennych działaniach zajmował pewien automatyzm. Wyuczone procedury. Wiem ,że pisze o tym nudno , ale nie przestaje mnie to zadziwiać jak wiele rzeczy robi się wręcz o tym nie myśląc. Ma się człowiek za inteligenta, jaki nic nie robi bezmyślnie , a tutaj taka wtopa. Przypomniałem sobie , jak kiedyś czytałem o tym jak się uczymy widzieć i tam też było podobnie, że na początku trzeba było w sobie wyrobić pewne automatyczne reakcje i dopiero na to nakładały się reakcje gdzie odbierało się sygnały bardziej złożone. I chyba tak jest z życiową codziennością, potrzeba dużo automatyzmu , by skupić się na szczegółach.

Patelnia

Patelnia

To jedno z tych narzędzi jakie jakby nie ma granic. Smażenie na niej od wieków jest związane z ludzkimi domami, a i nie tylko z domami. Na ogniskach też smażono. Dawniej szczytem doskonałości były patenie miedziane robione przez Cyganów. O, to było marzenie niejednej pani domu. Były to naczynia wyklepywane w taki sposób ,że grube płaskie dno trzymało ciepło a samo naczynie rozgrzewało się bardzo równomiernie. Smażenie na tym cudzie to była maestria. Teraz już takich nie ma. Dawniej używano garnków jako patelni, ale to nie to samo. Były patenie gliniane i stąd na przykład bardzo popularne w Maroku tazine/ właściwie tażine/ . na drugim końcu świata w Chinach wynaleziono wok czyli patelnię szpiczastą stawiana na ogniu tak aby się cała szybko rozgrzewała. I jedni i drudzy wymyślali potrawy , które się udawały w tych naczyniach z tym ,że Arabowie do tażine dodali jeszcze rodzaj przykrywki z dziurką do odprowadzania pary. A co u nas? U nas patelnię rozwijano poprzez kształtowanie dna. Najpierw na dnie tłoczono wzorki , a to typu plaster miodu, a to specjalne rowki do odprowadzania tłuszczu. Potem przyszła kolej na pokrywanie patelni warstwami zapobiegającymi przywieraniu. I tu pokrycia nawet porcelanowe, granitowe czy też z materiałów nowszych typu teflon. Następny krok rewolucji to specjalnie zdejmowane uchwyty, tak aby po wstępnej obróbce można było całą patelnię wsadzić do piekarnika i i zapiec. Do tego dochodzą eksperymenty z grubością dna , materiałami z których to zacne naczynie się robi/ kiedyś uważano ,że najlepsze są patelnie żeliwne/ . Wszystko to nie zmienia jednak faktu, że dobrze usmażone kotlety schabowe to jest to. A i jeszcze jedno, dobra patelnia nie jest zła.a

Józek

Józek

Józek zasadniczo wiódł samotne życie. Mówiąc po dawnemu w samotności alkoholizował się. Dni podobne jedne do drugich i tylko zmiana smaku napitków wnosiła w to uporządkowane życie troszkę kolorytu. Pewnego dnia Józek zupełnie dla siebie niespodzianie wygrał na loterii wycieczkę do  Barcelony. Był tym przerażony, bo z jednej strony taki kawał drogi do miejsca w którym nie znał nikogo, nie znał języka , ba nawet nie wiedział jakie pieniądze tam są. Ale mimo ,że chciał, nie wypadało mu zrezygnować , bo kumple z pracy strasznie się z niego nabijali. A to że on tam będzie z bykami tańczył przy dźwięku kastanietów, a to kazali mu pozdrawiać piłkarzy FC Barcelona. Józkowi nie było łatwo , ale zdobył się na odwagę i poszedł do biura turystycznego, aby dowiedzieć się jak to będzie. Powiedziano mu ,że to będzie wycieczka all inclusive z przewodnikiem po polsku i żeby się nie martwił. Z duszą na ramieniu stawił się na zbiórkę. Potem była już tylko bajka. Zwiedzanie, jedzenie, wieczorne spacery, fajny hotel. Po pięciu dniach tego raju wieczorem przed wyjazdem siedzieli wszyscy uczestnicy przy sangrii w wielkich kieliszkach i rozmawiali o tym jak było, jakie wrażenia itd. Jednocześnie mówili o swoich planach na przyszłość . Chodziło o plany podróżnicze. Siedząc z nimi Józek wykombinował sobie , że co roku przepija jedną taką piękną wycieczkę. Postanowił ,że ta sangria będzie jego ostatnią przyjemnością z alkoholem. Wrócił i zaczął odkładać, kumple go nie poznawali, cichy spokojny i skupiony na najbliższym wyjeździe. Rzeczywiście nie pił i jeździł jak często mógł, a im więcej jeździł tym bardziej go to ciągnęło. Okazało się ,ze można klin klinem i ten alkoholowy wcale nie jest najsilniejszy, a to co się zobaczy zostaje w człowieku.

Pałasz

Pałasz

To rodzaj broni białej , taka prosta szabla z rękojeścią obudowaną  aby chronić dłoń. Ciosy zadawane tą bronią przynosiły dużo ran , bo można nią było i siec i kłuć. Wyposażona w nią była na przykład nasza husaria. Pewnie od skutków jej działania wzięło się określenie pałaszowanie czyli szybkie jedzenie drobno w zębach posiekanych posiłków. Dlaczego o tym piszę? Wczoraj odwiedził nas wnuczek już prawie dwuletni, wszedł do naszego mieszkania z kwiatami dla Babci trzymanymi w wyciągniętej rączce, z uśmiechem na buzi. Nosem wyczuł ,ze Babcia zrobiła mu ulubione pulpeciki, więc kazał sobie nałożyć na talerz pokazał gdzie będzie jadł i pałaszował, aż miło. Druga Babcia z którą przyszedł kupiła mu na deser owoce, ale to go nie ruszało, nie wiedzieć czemu owoców nie lubi. W rozkładzie mieszkania zorientował się błyskawicznie i biegał od pokoju do pokoju odkrywając coraz to nowe tajemnice. Wreszcie stanął przed telewizorem , zbójeckim wzrokiem omiótł odbiornik i się uśmiechnął. Znalazł co chciał. Podszedł i nacisnął guziczek wyłącznika. Telewizor zgasł, a wnusio zarykiwał się ze śmiechu , że nam taki żarcik zafundował. Potem włączył odbiornik , popatrzył dookoła i znowu wyłączył zanosząc się śmiechem. Tak psocił kilka razy, a gdy już się nabiegał położył się na kanapie i przyłożył głowę do poduszki. Chwile odpoczął i jakby złapawszy świeży łyk energii poszedł do Babci po pulpety. Znowu podjadł i włączył drugi bieg. Krany , kurki, szafki dosłownie co na drodze to nieprzyjaciel, a na twarzy wyraz szczęścia. Tak się zastanawiałem czy może ja bym te pulpety pałaszował i też bym takiego kopa energetycznego dostał? Tylko czy ja bym grzebał w szafkach?

EAO

EAO

Brzmi tajemniczo, ale to są moje wymysły na podstawie wczorajszego wpisu. No, bo gdyby tak rozwinąć troszkę pomysły typu co można sterować głosem czy gestem? A może powstałby Elektroniczny Asystent Osobisty EAO? Takie coś, jakby tarantula, spełniający nasze prośby. Skrzyżowanie robota z dronem? No wyobraźmy sobie ,że nasz EAO nazywany jest przez nas Stefan i cały czas czeka na polecenia. My zaś czytamy sobie książeczkę na fotelu. Pić się nam zachciało i wołamy – Stefan załatw kakao. A Stefan łączy się z domowym dronem i przekazuje polecenie kakao raz z niewielką ilością cukru i żeby było gorące. Dron unosi , nalewa i podgrzewa a następnie transportuje kakao na stoliczek przy fotelu. A nas swędzi pod prawą łopatka, podrapać się trudno więc się wydzieramy- Stefan swędzi mnie i określamy miejsce . Stefan zasuwa i drapie aż powiemy dość. Czytając mierzwimy włosy w napięciu, jeśli je mamy, i kończąc wydajemy polecenie -Stefan włosy. Tarantula szybko biegnie po nas i sprawdza każdy włos tak by fryzura była nienaganna. Stefan wiąże buty , ba nawet razem z dronem potrafi je zmienić. Układa nasze ubranie, a także co miłe na dobranoc głaszcze nas tak jak lubimy. Pilnuje byśmy się w nocy nie rozkopali. Pilnuje także abyśmy brali odpowiednie leki o określonych godzinach. Bierze na siebie mnóstwo naszych upierdliwych obowiązków. Ale Stefan ma i duszę, lubi jak się go chwali. Więc rzucone przed snem – Stefan byłeś dziś wspaniały, załatwia sprawę. Tak jak to czytam to widzę ,ze przypadkowo dobrane imię dla EAO intuicyjnie jest dobre, bo jednak podobieństwo EAO do ideału mężczyzny w oczach pań jest ogromne. Wiele pań zwyczajnie marzy abyśmy weszli w rolę Stefana, no może nie w ciele tarantuli.

Cuda techniki

Cuda techniki

Patrząc z boku na to co się dzieje z użytkową techniką, umyka naszym oczom szereg zjawisk, które się nie przebijają. Przykład pierwszy z brzegu. Od dawna możliwa jest komunikacja z urządzeniami poprzez mowę. Pierwsze były bodaj telefony i niestety się to nie upowszechnia. Mało jest ludzi co do telefonu wołają „Stefan”, a aparat sam wybiera numer rzeczonego. Wiele urządzeń wykorzystujących wyszukiwarkę  Google, gdzie też można głosem zdefiniować szukane hasło i znowu mało ludzi to wykorzystuje. Wiele telefonów ma możliwość transformowania odpowiedzi na na przykład SMS z głosu na wersję pisaną i nie ma szału. Nie bardzo rozumiem dlaczego tak jest , bo wszystkie te funkcje są wygodne. Inny przykład to sterowanie telewizorem przy pomocy gestów , a nie pilotem. Też jest dostępne, ale mało kto korzysta.  Pozostając w telewizyjnym świecie to słabo się bardzo przyjmuje 3D, co to jest 4K mało kto wie, a zakrzywiony ekran poza szpanem słabo przemawia. Po co o tym piszę? Zwyczajnie dlatego aby kupując nowy sprzęt nie zachwycać się czymś co może i efektownie brzmi i wygląda, ale w gruncie rzeczy nie będzie nam specjalnie służyć, a w znacznym stopniu podwyższa cenę kupowanego przedmiotu. Właściwie na każdym kroku producenci nas otaczają reklamą, aby kupować rzeczy jakie nam są średnio potrzebne. Na przykład zamiast sokowirówki mamy kupować wyciskarki, bo to przecież lepsze. A komu się tak naprawdę w natłoku zajęć wyciskać sok, myć tę maszynerię i wreszcie gdzie ten kolejny sprzęt trzymać. Gdyby tak pójść za głosem zachęcającym do kupowania to nasze mieszkania powinny się składać z podwójnej powierzchni, połowy do mieszkania, a drugiej połowy do składowania wszystkiego co się kupi. I co ciekawe to wielu ludzi tak już ma. Póki co opanujmy się więc.

Nowinki

Nowinki

Moja Córka będąc w sklepie sportowym zrobiła fajne zdjęcie . Przy stoisku z trenażerami stoją dwie siostry zakonne i sprzedawca. Dyskutują o czymś. Zdjęcie śmieszne, ale ma jedną cechę , jest prawdziwe. Co zatem mogą te siostry znaleźć w takim stoisku? Może szukają prezentu dla generała zaprzyjaźnionego zakonu męskiego? Może ma urodziny? Wątpię , bo z reguły bracia nie są fanatykami ćwiczeń fizycznych. Jak to napisałem to mi zaraz do głowy przyszło, że to może nowy sposób na pokutę. I to by mi się podobało ,zamiast leżenia krzyżem mogliby bracia i siostry ćwiczyć na Atlasie. I tu pozwolę sobie na mały żart ,że na przykład do rowerka można by podłączyć dynamo i mamy prąd. I to za darmo, a dodatkowo pokuta spełniona i mierzalna. Nikt nie udaje, bo od tego prądu nie ma. Tak samo mogłyby ćwiczyć siostry. Ponieważ nikt nie jest bez grzechu to odpowiednia ilość takich rowerów dała by niezależność energetyczną siedzibie zakonu. Chyba warto, bo i oszczędnie i zgodnie z celami zakonu. Ten przykład przekonuje mnie ,że dodatkowo takie ćwiczenia pozwoliłyby przedłużyć życie braci i sióstr. Mało tego, byliby zdrowsi. Patrząc na te klasztorne sprawy z punktu widzenia dzisiejszej rzeczywistości można znaleźć dużo więcej zastosowań dzisiejszego stanu techniki na pozytywną realizacje celów zakonu. Nie bardzo , jako ateista , chcę się na ten temat wypowiadać , ale to chyba dobry temat do przemyśleń.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Przerwa

Kochani czytelnicy

Mocno sie pochorowałem a dodatkowo musiałem sie przeprowadzić, ale obiecuję w tym tygodniu wznowię pisanie

Imiona

Imiona

Czasem zastanawiam się czemu z potocznej mowy znikły staropolskie imiona? Czy jaki Alanek może zastąpić Bożysława ? I coś mi to nie gra, a wyobraźmy sobie jak pięknie by było gdyby zamiast dzisiejszych przezwisk mielibyśmy staropolskie imiona. Ot taki Zyndram z Błaszczakowa. To prawie żandarm i wszystko pasuje. Poważne odpowiedzialne stanowisko, podparte stosownym imieniem. Albo Powała z Szydłowa, przecież nikt nie wie co pod tą broszką jest, a wój dzielny z twarzą srogą, odpowiedzialny i surowy. Do tego idealny w Radzie słucha wszystkich. W razie czego pojedzie na czele wojska, ale rozkazów nie wyda. Czy też znany i ceniony Zawisza z Maciarek, postrach wrogów wszelakich , głosiciel rewolucyjnych zmian i znawca taktyk wojennych. Dalej Jurand z Waszczykowic, nie może się z nikim dogadać, a jednocześnie ma wysokie mniemanie o swojej pozycji. Gościsław z Kuchciny człowiek gościnny i oddany wszystkim dookoła. Tak można charakteryzować wielu, ale dojdźmy do tego najważniejszego Mścisława z Żoliborza, który choć postawy mizernej , urody żadnej, umysł ma opętany wieloma przedziwnymi ideami. Wśród uprzednio wymienionych budzi przerażenie i nie bez podstaw znany jest z bezwzględności. W dążeniu do celu skłonny poświęcić wszystko i wszystkich. Zapomina jednak ,że tylko prawdziwie zgrana i zaprzyjaźniona drużyna jest trudna do pokonania. Z tą „drużyną” Malborka nie zdobędzie.

Anatomia schorzenia

Anatomia schorzenia

Jak określają to lekarze wirusówka, cokolwiek by to znaczyło. Zaczęło się od kochanego wnusia , który to świństwo przyniósł ze żłobka. Pozornie norma , ale nasze rodzinne panie stwierdziły jednogłośnie ,że takie od dzieci wirusy są najgorsze. Ale od początku, jak cudowny wietrzyk letni przyszedł najpierw kaszelek. Taki delikatny, subtelny, nawet przyjemny. Do niego po dniu dołączył jak gołąbek do pary katarek. Ten nie był już taki rozkoszny , bo jednak wycieranie nosa i blokada oddechu to nic za czym można by tęsknić. Z tym ,że ten stan był jeszcze całkiem znośny i spokojnie do wytrzymania. Potem zaczęły narastać bóle. Najpierw krótkie bóle mięśni, potem ból ogarniający szczęki, jakby ból zębów. Na tym przyjemności się zakończyły. Kompletny brak sił , zmęczenie po paru ruchach. Doszły też zawroty głowy i duże problemy ze snem. Apetyt zanikał i tylko cały czas pić się chce. Usta wysychają na podeszwę. Czasem odnosiłem wrażenie ,że jestem mało przytomny. Taka mała choróbka. Proszę nie traktować tego wpisu jako narzekania czy potrzeby dopieszczenia. Sytuacja jest dla mnie poniekąd nowa , bo od kilku lat w ogóle nie chorowałem. Jak zawsze niedyspozycja przyszła w najmniej korzystnym momencie , bo właśnie teraz mam się przeprowadzać. Mamy termin i cały czas kombinuję jak to zrobić aby zdążyć. Zobaczymy co się stanie? Bardzo jestem ciekawy.