ktak

Właściwie bez wiodącego tematu, takie tam pisanie co mi do głowy przyjdzie

Wpisy z okresu: 2.2017

Tolerancja

Tolerancja

Przeprowadziłem się i mieszkam w okolicy gdzie dochodzą dwa rodzaje sygnałów dźwiękowych. Jeden to przelatujące samoloty, zmierzające na lotnisko Okęcie, a drugi to codzienne bicie dzwonów w kościele. W okolicy żyją ludzie o różnych poglądach i jednych pewnie wkurzają samoloty a drugich dzwony. Innych pewnie i to i to, lub nic. I nie muszą być głusi. Nie o tym jednak chciałem pisać. Otóż w wypadku samolotów zarząd portu lotniczego zaproponował każdemu z mieszkańców strefy dolotowej odszkodowanie. Jakie nie wiem , bo mnie ominęło, jeszcze wtedy nie mieszkałem. Z tego co wiem to otrzymali je wszyscy i bardzo dobrze, bo wszyscy mają te samoloty nad głowami. Nikt nie protestował , nikt nie uznał tego za jakąś dyskryminację. Wszystkim się zwyczajnie z w końcu państwowych pieniędzy /czyli niczyich/ należało. I po sprawie. A jak jest w wypadku duszpasterza? Zaczyna koncert około 6.00 roraty, potem 7.30 i tak do bodaj 20.30 co jakieś półtorej godziny. Trudno dociec dlaczego wali w te dzwony, bo zegarki obecnie mają wszyscy, no chyba ,że tak jak ja nie chcą. Ksiądz nikogo nie pyta czy mu te dzwony przeszkadzają czy nie tylko w nie wali. Taką ma tradycję, że lubi. Wygląda też ,że nie liczy się z ateistami, prawosławnymi, protestantami, itp. Itd. , których jego codzienny porządek zupełnie nie interesuje. Zwyczajnie jak kogut rano wstanie i pieje. Nie wiem skąd w księdzu tyle pogardy dla innych i otwartego nieliczenia się z ludźmi. Bo odszkodowanie za samoloty pobrał ,mimo, że je regularnie zagłusza. Szkoda tylko ,że się nic nie nauczył. Na koniec pytanie. Kogo nawrócił tym waleniem i ile to wiernych kosztowało, e to drugie to ich sprawa , chcieli to dali, ale też o sąsiadach nie pomyśleli. A cukier pożyczają.

Kolorki

Kolorki

Być może mam coś z oczami , ale zaczynają mi się leciutko, można rzec niedostrzegalnie zmieniać kolory otoczenia. Jest jeszcze druga możliwość ,że przykuty do łoża od 10 dni chcę zwyczajnie widzieć świat bardziej kolorowy. Wracajmy do kolorów. Zaczęło się od sosenki za oknem. Na moje oko zmieniła odcień i ze smutnego zielonego zimowego, leciutko przebija troszkę ciekawszy jakby żywszy odcień. Nie bardzo wstaję z wyra więc obserwuję to i tych co dookoła i widzę jak moja Żona nabiera takiego lekko wiosennego blasku. Najpierw pomyślałem ,że może nabyła jakieś inne cudeńko typu podkładzik, ale chyba nie. Zestaw do tak zwanego pacykowania bez zmian. Potem pomyślałem ,że może po przeprowadzce mamy inną wodę i ona daje taki efekt, ale nie, bo i ja bym promieniał , a do tego daleko. Co więc, ach co, pytam się co noc. Co jest powodem tego opromienienia buźki? I dziś w nocy chyba rozwiązałem zagadkę. Przecież Ona ma mnie w domu 24 godziny na dobę, pełna kontrola. Co z tego ,że kaleka, ale mój i pewny. Nie to aby moja Żona mi kiedykolwiek zakładała kaganiec , czy wykazywała brak zaufania. Ale to chyba taka kobieca natura, że jak on jest w zasięgu wzroku i słuchu , to jest to pewne ,że nie psoci. A ja i tak nie psocę.

PS. Dwa newsy z mojej ulubionej dziedziny. Okazało się bowiem ,że Hortex ma kompleks Epypa ponieważ zadał się z Matką Naturą. Smak soczków troszkę się zmienił. Ale to nic w porównaniu z tym jak pani magister z apteki namawiała jedna klientkę na olej z rekina wzmocniony czosnkiem. Niby wszystko dobrze , ale ciekaw jestem jak ona , znaczy Magister, zmusiła żarłacza  by wsunął ten czosnek, a następnie honorowo oddał olej.

Dom

Dom

Zawsze podobał mi się pomysł zamieszkania na wodzie. Bardzo chciałbym rankiem wyjść na ganek , zarzucić wędkę i spokojnie łowić rybki. Gdy jedno miejsce się opatrzy popłynął bym na drugie i tak co parę dni. Nie to ni ma być ucieczka przed komornikiem tylko taki styl życia. Widziałem już projekty takich domów, zarówno jedno jak i kilku kondygnacyjnych. Te drugie to taki nietonące kamienice ze wszystkimi wygodami cumowane w jakichś specjalnych marinach. I takie właśnie mnie nie kręcą. Wolę porządnie zabudowane jednokondygnacyjne łodzie czy barki. No fakt , że chciałbym też te wygody, typu prysznic, lodówka pralka itp. Ładnie to brzmi jest tylko jeden problem, do takiego życia musi być ciepło. U nas nie jest , a człowiek by chciał po łowach odezwać się po polsku. Taki wieczór przy piwie i czymś smacznym, zachodzące słońce. Super. I kompletny brak zimy. Wczoraj widziałem program o kupowaniu domów i pokazywano domy i mieszkania na południu Sycylii. Nawet ceny były zachęcające, ale by spełnić moje oczekiwania trzeba by mieć jacht pełnomorski i gromadę znajomych na pokładzie. Koszty horrendalne. Pozostaje wariant mieszany, czyli małe mieszkanko, plus łódeczka i oczywiście rezygnacja z wieczorów po polsku. Czyli niby to a nie to, oj nie spełnię tego pragnienia.

Na drugi dzień

Na drugi dzień

Nasunęło mi się to po dzisiejszym obiadku. Są takie dania , które najlepiej smakują ni od razu po ugotowaniu. Typowym przykładem jest bigos, im częściej odgrzewany tym lepszy. Ale nie tylko on, na przykład wiele zup typu ogórkowa czy barszcz poprzez ponowne odgrzanie zyskują. To samo tyczy rosołu. Smak się wypełnia i ustala. Ludzie jak to ludzie zwykle nie wytrzymują kwarantanny i jedzą zaraz po ugotowaniu, łakomczuchy. Zasada poprawy smaku stosuje się również do takich dań jak makaron z dodatkami. Kluseczki łapią smaczek od warzyw, mięska czy przypraw i przechodzą nim zyskując. Dzisiaj miałem taki właśnie obiadek. Kluseczki typu tagliatelle z podsmażonymi na patelni kawałeczkami parówek, cukinii, cebulki ,pomidorów i całego zestawu przypraw. Wszystko razem dało pyszny smaczek, który dobrze się komponował z kluskami. Ale dzień później jak kluchy przeszły to dopiero było super. Wrażenia smakowe trudne do opisania. Trudno mi pisać, bo ślina zalewa klawiaturę, a ogromny żal serce ściska. Bowiem dzisiaj to danie wykończyliśmy i ne wiem kiedy wróci. Piszę przez łzy, jednym palcem ,ale tylko tak dzisiaj mogę,

 

Beztroska

Beztroska

Nie ma się czym martwić, bo noga sama się zrośnie jak powiedział Dottore. I gitara, trzeba tylko poczekać. Samo czekanie to nie jest miłe zajęcie, ale co zrobić. Uświadomiłem sobie ,że może mi się cos stać, a od dawna nie myślałem o tym. Pewnie dalej nie będę myślał. Zbliża się emeryturka i jakoś trzeba się na ten czas ustawić. Cały czas zakładałem ,że napiszę na emeryturze kilka książek. Mam w głowie zakorzenione tematy. W czasie takiego intelektualnego przeglądu tematów doszło do mnie, że niektóre tematy już się zdezaktualizowały. Tak wszystkie opisy techniczne urządzeń sprzed dziesięciu lat dziś trącą myszką. Albo trzeba zrobić jak to się mówi techniczny upgrade, albo zmienić fabułę. Ostatnio miałem ciekawą wymianę zdań z Siostrą, która poszła do kina na dwa filmy to jest Sztuka kochania i Polandja. Była zachwycona obydwoma i zwróciła mi uwagę na jedną sprawę. Wreszcie coś nie o wojnie, martyrologii i rozpatrywaniu dawnych czasów. Fakt , że jak tak się zastanowić to i młodzi i tacy trochę starsi młodzi wolą o tamtych czasach nie wspominać. Ich interesuje tu i teraz i o tym właśnie chcą słuchać. Takie problemy ich ruszają, a nie wspominki choćby najlepiej zrobione. A w naszym przemyśle filmowym o pieniądzach decydują starsi, którzy tę tematykę mają od lat w zasięgu zainteresowań, a to co kręci młodsze pokolenie jest dla nich trochę obce. Jesteśmy zresztą właśnie teraz świadkami pewnej rewolucji, a mianowicie przenoszenia uwagi widzów z telewizji do internetu. Na Onecie co rano jest świetnie prowadzony program publicystyczny, cieszący się dużym zainteresowaniem. Do netu przenoszą się i znani dziennikarze i twórcy. Ot choćby słynne Ucho Prezesa. Do tego prezentowane w necie treści maja jeszcze jedną olbrzymią zaletę. Można je oglądać niezależnie od czasu emisji. I to jest przyszłość. O takich na przykład sprawach myśli przykuty do łoża facet. Może wymyśli cos mądrzejszego?

Noc

Noc

Jest środek nocy, obudziłem się i trudno mi zasnąć. Choć z niemałym trudem, ale dotarłem do kompa. Co , poza spaniem można robić w nocy? Można myśleć i cholera wie dlaczego ale myśli płyną nieprzerwanym strumieniem. A to bieżące analizy sytuacji finansowej z projekcją na przyszłość. Jakże to mi się udało zgrabnie ująć, ha ha ha. Z drugiej strony napływają analizy sytuacji rodzinnej, kłopoty Matki, dzieci, wnuków, siostry itp. Człowiek leży i myśli jakby tu można coś wspomóc. Następna grupa tematyczna to praca i tu też szereg problemów , przesunięć w związku z kontuzją. Można to poukładać , a zdarzenia nadchodzącego dnia zburzą cały ten misterny plan. A wreszcie jakby dla odpoczynku przychodzą do człowieka wspomnienia. Różne, lepsze i gorsze ale nigdy nie obojętne. Chce się wygodnie ułożyć i oderwać od tego potoku ale diabelnie trudno to zrobić. Kiedyś miałem na to sposób. Wymyśliłem sobie zupełnie nieprawdopodobną historyjkę , w którą wplatałem własna osobę. Gdy już raz przeleciałem wszystkie powyższe tematy starałem się nawiązać do niej i w wyobraźni przenieść się w jej realia. Wplątywałem się myślami w jej akcję a ponieważ były to straszne głupoty, po chwili zasypiałem. Niestety przestało działać i muszę sobie chyba inną historię wymyślić. Ciekawe jak inni sobie radzą z brakiem snu? Ja kończę bo ziewam więc może się jeszcze uda? 

Wyjaśnienie

Zasadniczo wpisy na FB powstaja w ciągu dnia a publikuję je w nocy jak już się krzątanina uspokoi. Tak miało byc w czwartek, ale wszystko się posypało organizacyjnie i musiałem kilka razy zmieniać plany, tak że do domu mieliśmy sie zjawić około 22 razem z dwójką starszzych wnucząt. Po drodze zaczęły sie pytania co jutro na obiad. Wyszło na to ,że trzeba kupić mielone. Pojechaliśmy do Lidla a wnuczka mi przypomniała ,że się kończy woda mineralna, wziąłem zatem dwie zgrzewki. I tu muszę dodać ,że od jakiś dwu tygodni bolała mnie w kolanie prawa noga. Jak to ja ból bólem ależycie ma swoje prawa, więc nie zwracając na ból uwagi wykonywałem to co trzeba.
Wyszedłem zze sklepu obarczony zgrzewkami wody i po schodach zacząłem schodzić do samochodu. Na trzecim czy czwartym od końca schodku poczułem w kolanie trzask, noga mi się zgięła niezależnie od mojej woli , poleciałem po schodkach na twarz. Na dole pozbierałem sie trochę a potem nadesszzli bliscy pomogli wstać . Ból naprawdę potężny, powrót do domu, ale o pisaniu nie było mowy.
Nastepnego dnia lekarz stwierdził ,że zerwałem boczne wiązadło w kolanie i pewnie jak był ból to je tak powolutku zrywałem po kawałeczku aż trzasło. No nic, przez miesiąc kule i orteza / element hiszpański/ i wrócę do sprawności.
Pozdrawiam wszystkich i dzieki za troskę.

Kontuzja

Kontuzja

Niestety złapałem kontuzję i wpisu nie będzie,sorki

 

Pech

Pech

Są ludzie , którzy mają pecha. To na przykład Ewy, Walentyny, Sylwestrowie czy Mieczysławowie. Innego pecha mają urodzeni w lutym 29. Wnuki mi to tłumaczyły ,że to prawdziwy pech , bo minimum jedna okazja do otrzymania prezentów mniej. Ale jest i druga strona medalu to popularne imiona występujące w kalendarzu po kilka razy. Ja mówię , że prezenty i tak dostają takie osoby raz, a oni ,że to prawda , ale życzenia wielokrotnie , bo zawsze się komuś pomyli. I to racja. Dyskusja na temat imion była długa i burzliwa, bo na przykład kontrowersje wzbudza temat czy lepiej mieć jedno czy dwa imiona. To samo z nazwiskiem. Prezentuję pogląd ,że im prościej tym lepiej, ale już na przykład wnuczka uważa ,że podwójne nazwisko jest lepsze, bo i od razu wiadomo ,że kobieta ma męża i poważniej wygląda. Na to wnuk, ale ile się trzeba napisać w rubrykach. I podają nazwisko pani Małgorzaty Ostrowskiej-Królikowskiej. Fakt ,że to się w żadnych rubrykach nie mieści. Jak wypełnić ot choćby PIT? A pełny podpis na poczcie? Padła nawet propozycja , by ta miła pani zmieniła nazwisko na Ostry-Królik, bo to się zmieści. I tu się zaczęły opowieści o koleżankach i kolegach z dziwnymi imionami do zwykłych nazwisk typu Angelina Słupek czy podobne. Mnie z kolei dziwiło , dlaczego ludzie tak dają dzieciom na imię. Pewnie kompleksy. W USA taki trend jest wśród ludności ciemnoskórej, jakież oni potrafią wymyślać imiona, córeczka imieniem Konstytucja jest dosyć popularna. Całe szczęście więc ,że nie jesteśmy w USA , bo Konstytucji Kowalskiej bym nie zniósł. Założę się jednak , że tak odważni rodzice by się znaleźli.

Proza

Proza

Chodzi oczywiście o prozę życia. Ci wszyscy co tym motorem pędzili bez kasku, pod nadzorem pewnych osób zaczynają respektować przepisy ruchu drogowego, zamiast latać , skakać na spadochronach, spacerują z wózkami i po marketowych ścieżkach między regałami. Tak to na naszych oczach proza życia poprzez swoich wysłanników/ lub raczej wysłanniczki/ kastruje marzenia wielu niedoszłych odkrywców. Gdzieś z boku słychać ,ze stabilizacja i przywiązanie też jest piękne, ale większości odkrywców kojarzy się to z tym ,że łańcuch niby jest długi , ale jest. Co więc robią ? Albo się nie wiążą i wtedy maja szanse na marzenia, z tym ,że jest ciężko. A ciężko jest bo ci pokonani przez prozę starają się przekonywać ,że w codziennej rutynie jest lepiej. Mówiąc nie wprost , rezygnuj z marzeń, a są tacy co zadbają o to byś był zajęty. I co  robi nasz bohater? Bardzo często daje się przekonać, a potem gdy sprawy zajdą za daleko by się cofnąć, wraca do marzeń. Często ucieka w nieaktywny sport połączony z konsumpcją napojów niekoniecznie mile widzianych przez tych co go namawiali. Czasem dziwaczeje, lub rzuca się w wir takiego pasjonującego hobby jak numizmatyka czy zielarstwo. Nie śmieję się z tego, ale porównując do zdobycia Marsa to jednak dużo spokojniejsze. Co się dzieje w głowie bohatera wie tylko on sam, a to uczucia od pogodzenia się i oszukiwania ,że znalazło się cel, do wręcz skrajnej pogardy dla własnej słabości i uległości wobec innych i innego. Taki typowy problem starzejących się facetów.