ktak

Właściwie bez wiodącego tematu, takie tam pisanie co mi do głowy przyjdzie

Wpisy z okresu: 3.2017

Makaron

Makaron

Produkcja makaronu to skomplikowane zadanie i nie zamierzam Was drodzy moi męczyć szczegółami, jednak historyjka jaką chcę opowiedzieć jest z tym związana. Otóż w fabrykach takich obowiązują bardzo wysokie normy higieniczne i skutki ich nieprzestrzegania opiszę tutaj.

Pan Eustachy przyszedł do pracy w fabryce makaronu mocno wczorajszy. Ledwo bidulek widział na oczy, ale współczujący strażnicy przemysłowi nie zatrzymali go na bramie. Czoło Pana Eustachego co chwila zalewał pot, a wtedy on je osuszał ramieniem. Pracował na taśmie gdzie produkowano kolanka i sprawdzał czy tuż przed zamknięciem torebek na linii nie powstały żadne braki. W pewnym momencie gdy patrzył nieprzytomnym wzrokiem na przesuwające się torebki doznał uderzenia gorąca, otarł czoło, a z rękawa jego fartucha wprost do otwartej torebki z kolankami wpadły larwy wołka zbożowego, które rozwinęły się w kieszeni na zapomnianym kolanku czterojajecznym. Jak tylko larwy znalazły się w torebce została ona zamknięta i schowana w zbiorczym opakowaniu. W środku zapanowała ciemność i cisza. Larwy oprzytomniały i dawaj się rozglądać. Cudownie , normalny raj. Pożywienia w bród, a i miejsca do zabawy na przykład w chowanego bez umiaru. Zaczęły od chowanego , potem były wyścigi, wręcz rajdy na orientację. Larwy miały się też gdzie przepotwarzać. Potem jako dorosłe wołki kontynuowały zabawy. Dzień za dniem mijał i zaczęły się umizgi, było romantycznie, zawsze można było sobie znaleźć odosobnione kolanko do zwierzeń. Jak się potem okazało w wielu kolankach były też już złożone jajeczka. Problemy zaczęły się gdy nagle opakowanie zbiorcze rozerwano, a torebka powędrowała na półkę. To był prawie koniec idylli. Wołki w dowolnej postaci kryły się po kolankach i wtedy ktoś je zgarnął i zaniósł do domu. Tam uwięzione w torebce czekały na swój los. To co się stało potem było bardzo drastyczne i nie nadaje się do opisu. Ostatnią myślą wołków było, że jednak miały parę fajnych dni i że zawdzięczają to nałogowi pana Eustachego. A koniec był bardzo gorący.

Jeremi

Jeremi

Zwykle sypiał na plecach. I teraz tak było. Zapadł w głęboki, spokojny sen. Jego klatka piersiowa rytmicznie unosiła się w górę i w dół. Tylko oczy pod zamkniętymi powiekami wskazywały na to ,że ma jakiś dziwny, niepokojący sen. Wejdźmy więc pod te powieki i sprawdźmy co tam widać. Otóż Jeremi obserwował wielkiego pająka, jakby na suficie swojego pokoju. Pająk z dosyć dużą szybkością plótł sieć . Każdy ruch pająka czujnie śledziły oczy Jeremiego. W miarę powiększania się tej sieci jego oczy coraz szybciej nadążały za tkaczem z sufitu. Te nerwowe ruchy powodowały ,że Jeremi oddychał coraz płycej i szybciej. A pająk nie ustawał. Jeremi zaczął coś kojarzyć, wydawało mu się ,że to nie jest tak ,że pająk oplata sufit, on naprawdę oplatał Jeremiego, a oplatany widział to w lustrze sufitu. Gdy zdał sobie z tego sprawę jego ciało naprężyło się, próbując zerwać oplatającą sieć. Pierwsza próba spaliła na panewce. Oddech Jeremiego zaczął przypominać oddech czterystumetrowca na finiszu . Szybki i płytki, byle więcej tlenu wtłoczyć do płuc. Zaczął się też pocić , wydawało się ,że sieć nie dość ,że bardzo mocna, to jeszcze bardzo ciepła była. Walka trwała, ale jakby świadomość walki zaczęła się przesuwać. Pająk zasuwał jak maszyna dziewiarska, a Jeremi powoli przechodził do realu. W ciemności majaczył mu ten pająk i odczucia nie ustępowały. Mając świadomość przebudzenia, zaczął identyfikować otoczenie. Poznał łózko, fotel i dopiero gdy troszkę przekręcił głowę w bok zobaczył ją. Powalona na nim z bujną czupryną czarnych loków leżała Marlena, jego stupięćdziesięciokilowa małżonka i równo oddychała. Gdy się trochę uspokoił i wzmocnił, wysmyrgnął spod niej, wstał i patrząc na ten poemat piętrzący się na łóżku, nie potrafił ukryć dumy. I co pomyślał , ze wszystkich wybrała właśnie mnie.

 

Wiosna

Wiosna

Wokół wiosna szaleje, wysokie temperatury powodują szybki wzrost wiosennych pędów, rozkwitanie wiosennych kwiatów i w ogóle coraz weselszy nastrój. Jak już wspominałem, ja też tak jakby żywszy trochę. Zatem fajnie jest. Z innych miłych rzeczy spadają rachunki za prąd i gaz. Poważny pozytyw. Jak ja to lubię , już czekam na nowalijki , na te świeżutkie szczypiorki, pomidorki czy papryczki. O owocach nie wspomnę. Jest też coś negatywnego, zapasy nalewek się kończą, a spijanie z dna grozi zatruciem, więc trzeba uważać. Łza kręci się w oku. W samochodzie musiałem się przeprosić z okularami słonecznymi, bo ostro dawało w oczy. Czas na zmianę obuwia i pożegnanie z zimowymi ubrankami. I tego mi w ogóle nie żal. Wiosna kwitnie jajami….wielkanocnymi i baziami. Fajny czas. W lasach budzą się niedźwiedzie, choć mieszkam koło lasu to mi to nie grozi, w sensie spotkania, ale już dziki to co innego. Mnie się bardzo podoba jak drzewka najpierw lekko matowieją wypuszczając malutkie pączki i wtedy trudno ostro zobaczyć gałązki potem to wrażenie jeszcze się rozbudowuje wraz ze wzrostem listków , aż do chwili gdy wzrok daje rozróżnić listki i gałązki osobno. W tak zwanym międzyczasie mam wrażenie , że coś mi się stało z oczami. Jak odzyskam ostrość widzenia to wiosna już pełną gębą szaleje. I aż by się chciało zakrzyknąć za znanym bohaterem literackim- chwilo trwaj. A tu kicha.

Widzenie

Widzenie

Zenek poczuł ,że się obudził, ale powieki miał jeszcze ciężkie. Była niedziela rano i przez firankę w sypialni przebijały się promienie słoneczne. Zenek nie chciał jeszcze otwierać oczu i wtedy pojawiła się ona. Siedziała przy toaletce, w lekko prześwitującym peniuarze. Miała pięknie ułożone włosy, leciutko usztywnione lakierem do włosów, przez które poranne promienie słońca przebijały się jakby zawijając się na końcu. Wyglądała cudownie i ta jej podświetlona twarz, o skórze niewidocznie zmatowionej pudrem w karnacji skóry. Oczy podkreślone nienachalną kreską i usta połyskujące szminką w subtelnym zmysłowym kolorze. Zjawiskowe włosy opadały na ramiona pięknie zaokrąglone pod peniuarem, a pod światło ledwo dostrzegalnie rysowały się sążniste piersi / właściwie nie wiem co to znaczy, ale pasuje do opisu – uwaga autora/. Noga założona na nogę wabiła wydepilowaną linią. Zenek pomyślał , cudo jakieś niesamowite. I właśnie wtedy usłyszał jak do sypialni weszła jego żona, w gustownej bawełnianej koszulce, lekko potargana przed poranną toaletą z buzią uśmiechniętą od ucha do ucha i wesoło puściła do niego oczko. Taka wesoła lwica. Odwzajemnił jej ten ciepły gest, zapytał czy aby należycie wypoczęła w nocy i zamyślił się. Konstatacja była taka, ta lala z widzenia może i była na pierwszy rzut oka ładniejsza , ale moja bez makijażu jest dużo lepsza , a jak się lekko podmaluje, to miód i malina. Niech więc ta z widzenia się schowa. I w poczuciu dobrego wyboru znów zapadł w niedzielny poranny sen. 

To lubię

To lubię

Dzisiaj wstałem o szóstej rano nowego czasu , a więc o piątej starego. Pytacie po co, w niedzielę? Bo dzisiaj zaczyna się sezon sportu któremu od wielu lat wiernie kibicuję. Chodzi o Formułę 1. Moja Żona szału dostaje jak ja to oglądam , zadaje pytania w stylu- co w tym jest ? Huk i paru wariatów kręci się dookoła. I na pewno dla osoby niewciągniętej w arkana tego sportu tak to wygląda. Jednak interesując się tym co się tam dzieje i trochę z tego rozumiejąc , emocje są ogromne. Mozolne odrabianie dystansu  na każdym kółku po te dwie sekundy, gdy goniony ma już dobrze zużyte opony. Pytanie czy go dojdzie czy nie jak, będą wyglądały posunięcia taktyczne zespołu? Jaki rodzaj ogumienia dobiorą? A jak będzie padać? Każda zmiana opon o spora strata więc trzeba przewidywać , ryzykować. I setki różnych pytań do każdego startującego zawodnika. Każdy punkt jest ważny a ich zdobywanie to ogromnie ciężka praca. Wysiłek fizyczny i psychiczny. Olbrzymia koncentracja przez dwie godziny. I ten światek uzależnia , zarówno startujących jak i tych co oglądają. Nasz jedyny jak do tej pory startujący w F1zawodnik czyli Robert Kubica w jednym z wywiadów powiedział ,że od czasu wypadku, jaki uniemożliwił mu starty gdy odbywa się wyścig on fizycznie cierpi , że go tam nie ma ,że nie może brać udziału. Ja też jestem opętany tym szaleństwem i idę oglądać.

PS.Nie warto było.

Niedoceniona radość

Niedoceniona radość

Po kilku tygodniach przykucia do domu zacząłem się wreszcie ruszać poza. Matko , jakie to wspaniałe uczucie. Wyjść na powietrze, stanąć przed drzwiami klatki schodowej i wciągnąć w płuca powietrze. Takie świeże, nieogrzane. Domyślam si e ,że tak się czuje na przykład brzoza, gdy w niej zaczynają krążyć soki. Na wiosnę, po zimie. Stanąłem więc tak a potem kroczek po kroczku do garażu , a tam mój ukochany srebrny rumak stoi i czeka gotowy do jazdy. Gdy uruchomiłem silnik , wydawało mi się ,że aż pisnął z radości ,że bezczynność się skończyła. Delikatnie wrzuciłem drive i auto leciutko zadrżało jak koń wyścigowy tuż przed startem. Nacisnąłem leciutko gaz i auto ruszyło. Co za piękne uczucie, cichutko toczyło się po drodze, spokojnie wybierało nierówności, a jak czułem, że w każdej chwili mogę przycisnąć i skoczy do przodu. Wyjechałem na główną drogę i lekko dep na gaz, bioderka wciśnięte w fotel , droga spod kół ucieka a we mnie się falą wielką jak tsunami wlewa uczucie wolności i niezależności. Karcę siebie sam, nie podskakuj zbyt wcześnie, bo to jeszcze nie do końca wiadomo. Radość jednak przytłacza i myśli , może i nie wszystko się uda ale jeździć będę mógł przebija się z gonitwy myśli. I jest to fajne, oczekiwane uczucie. Bo niby prozaiczna czynność, a jednak bogata w konsekwencje. A już dla mężczyzny to jak tlen. Jadę sobie i mogę jechać jak mi się podoba, drogą jaką sobie sam wybiorę i tak jak będę chciał. Jedyne co mnie ogranicza to stan drogi i przepisy o ruchu drogowym. Szczególnie to drugie jest krępujące, ale jak się je łamie to taka drobna nutka ryzyka też życie wzbogaca. Na krótko zatem gaz do dechy, może nas nie złapią. Albowiem szybkość bardzo mocno kojarzy się z wolnością. Jak dobrze, hurra.

Wnuczek

Wnuczek

Dzisiaj zamieściłem na FB filmik mojego wnuka ze żłobka. Młody tańczy do melodii puszczonej przez Panią. Jakiś czas temu, trochę przez przypadek, odkryłem ,że bardzo dobrze reaguje na muzykę. Od tamtego czasu najpierw ja , potem rodzice puszczali mu muzykę, a on zasłuchiwał się w niej. Wybierał sobie ulubione kawałki i słuchał. Potem obserwował klipy i wyłapywał taneczne gesty śpiewających. Na przykład załapał jak rękami ruszają słynne hiszpańskie siostry śpiewając Ketchup. Czas mija młody nie ustaje w słuchaniu i oglądaniu muzyki, a jego zdolności ruchowe są coraz lepsze. W związku z tym małpuje coraz więcej gestów, a wszystko robi z gracją w rytm muzyki. Czasem nawet próbuje śpiewać, ale na to chyba jeszcze za wcześnie. Co mnie też cieszy, to jak w żłobku robią jakąś zabawę w rytm muzyki to pamięta jakie układy taneczne do jakiego podkładu były przewidziane. Ale najważniejsze jest to ,że sprawia mu to wielką radość. Do tego jest bardzo pogodny i wesoły. Sprawdza się więc powiedzenie ,że muzyka łagodzi obyczaje. Myślę ,ze jeśli te dzisiejsze czasy będzie pamiętał, to będą to miłe wspomnienia. A mnie i tak rozpiera duma.

Skleroza

Skleroza

To mi się zdarzyło pierwszy raz. Napisałem w niedzielę tekst, tak aby go opublikować wieczorkiem i zwyczajnie zapomniałem. Od razu jak sobie to uświadomiłem, zacząłem szukać przyczyn. Pijany nie byłem, zresztą to mi się właściwie nie zdarza. Może jakieś dolegliwości gastryczne? Ale nie, wszystko normalnie. To co? Może zmęczony byłem. No troszkę byłem , bo podjąłem pierwsze próby powrotu do normalnego życia. Ale żeby tak się zapomnieć? Nie, na pewno nie. Zostają inne możliwości na przykład niewłaściwa dieta powodująca lekką sklerozę / w podtekście zaniki pamięcią/. Podobno jest tak ,że człowiekowi z wiekiem obumierają kolejno komórki mózgowe, inne jeszcze żywe przejmują ich rolę i tak aż do wyczerpania zapasów. Wtedy zaczynają się wyłączenia mniej, a potem coraz ważniejszych funkcji życiowych. Jak sobie to uświadomiłem ,że być może mi się wyłącza pamięć, byłem bliski płaczu. To mną wstrząsnęło, ale dowodów jakby trochę mało. A uczynny organizm zaczął podrzucać , że na przykład dwa, trzy dni temu nie mogłem sobie przypomnieć nazwy jakiejś dobrze mi znanej miejscowości, a tydzień temu zapomniałem imienia swojego pradziadka. Żonę, dzieci i wnuki pamiętam , to znaczy nie jest tragicznie. Potem zaś do mnie dotarło ,że jakieś dwa lata temu poszedłem spać nie umywszy zębów, ale potem znowu myłem i doszedłem do wniosku, że zgubiła mnie rutyna, czyli coś automatycznego. I tyle, bo mózg ma jeszcze spore rezerwy.

Niedzielna niespodzianka

Niedzielna niespodzianka

Dziś rano leżałem sobie w łóżeczku śpiąc smacznie. A nie jest to stan łatwy do osiągnięcia. Nasz miejscowy duszpasterz jest co by nie mówić fanatykiem dzwonów i codziennie co mniej więcej półtorej godziny używa tego instrumentu informując całą okolicę o początku następnego nabożeństwa. A jest to człowiek pracowity bo zaczyna od 6 rano a kończy o 21. Wracając do dziś jak pisałem leżę sobie śpiąc smacznie i tak przez sen słyszę jak dzwoni. Zwykle wali w spiż około 30-60 sekund. Zacząłem myśleć o czymś, co by mnie na ten krótki czas odciągnęło myślowo od dźwięku. Minuta minęła, a dźwięk nie zanikał. Myślałem ,że może to w związku ze zbliżającymi się świętami. Mijała minuta za minutą a dzwony ciągle biły. No i się zaczęło , myśli się uwolniły i dalej sobie wyobrażać co się dzieje w świątyni. Toż to ani nabożeństwa prowadzić ani nic innego robić nie można. Wyobraziłem sobie najpierw zemstę Kwasimodo, jak to oszalały Kościelny wali w dzwony na złość proboszczowi. Te szydercze uśmiechy i niemoc dość obszernego sługi bożego, nie do pogodzenia z bieganiem ku dzwonom. Potem do głowy mi przyszło ,że to się pewnie włącza elektrycznie i ,że usterka przełącznika spowodowała poranny raban. W jakimś momencie dźwięk się jednak zmienił , co kazało mi domyślać się ,ze być może Kościelny zwyczajnie napędza dzwony ręcznie i ,że wplątał się w liny. Kombinowałem jak to ksiądz prosi gospodynie by weszła na drabinę i odczepiła nieszczęsnego, a ona się boczy , wstydzi wyprasza księdza ze świątyni. Po jakiejś pół godzinie dźwięk dzwonu raptownie ustał. Od razu dwie hipotezy, pierwsza , dzwon spadł  i druga  Kościelny wspinając się po sznurze dzwona dotarł do serca i uchwycił owe i tak wisi tłumiąc drgania. A potem inna myśl- ileż to głupich myśli napędzić może zwykła awaria dzwonu i przerwany sen.

Sprostowanie

Sprostowanie

Wczorajszy wpis to był żart sprowokowany przez moją Żonę i właściwie jej autorstwa. Wszystkich zaniepokojonych pragnę przekonać jak jest naprawdę opisem dnia dzisiejszego.

W środku nocy, gdzieś tak koło 10-tej rano otworzyłem oczy leżąc na adamaszkowej poduszce, w cudownie wywietrzonym i słonecznym pokoju. Nade mną stała moja ukochana Żona z tacą w ręku, a na tacy stały, herbatka, kawka i kakao. Wybierz na co masz ochotę kochany- usłyszałem. Następnie miękka delikatna dłoń przeczesała moje wzburzone po śnie włosy, a na czole wylądował buziak. Wstawałem i Żoneczka podała mi kule. Udałem się powolutku do łazienki, gdzie pomogła mi się rozebrać i wejść pod prysznic. Myła mnie naturalną gąbką, przy pomocy delikatnych środków firmy Old Spice. Spłukała, pomogła wyjść, a następnie natarła moje gorące i świeżo umyte ciało wszelkiego rodzaju olejkami i maściami na szybsze gojenie się pozrywanych elementów. Potem pomogła mi się ubrać i odprowadziła na wygodny fotel. Wręczyła mi kartkę z wypisanymi przysmakami śniadaniowymi, a gdy dokonałem wyboru, przyniosła mi leki jakie zazwyczaj codziennie biorę. Zanim skończyłem je brać pojawiło się śniadanko. Spożyłem, a potem po kilkudziesięciominutowym odpoczynku zostałem zaproszony na taras. Tam troszkę rehabilitacyjnego spaceru i odpoczynek na wymoszczonym kocykiem fotelu. Powrót do domu i masaż obolałej kończyny. Aby nie wzbudzać zazdrości skrócę tę opowieść i powiem ,że zasypiam leciutko drapany za uszkiem słuchając słowiczego , cichutkiego śpiewu ukochanej. Aż nie chce się zdrowieć.

PS A jak poznać adamaszek?