Nigdy nie jest za późno

Dzisiaj przeżyłem coś niespodziewanego. Złożyłem wniosek o paszport , albowiem stary mi już ekspirował. Niby zwykła czynność, ale nie w moim wykonaniu okazała się zaskakująca. Otóż po przyjęciu papierków, zdjęcia, oraz kwitu opłaty , pani urzędniczka przystąpiła do zdejmowania mi odcisków palców. Zaczęła od dłoni lewej. Palec wskazujący nie dał obrazu, potem był następny, następny i wreszcie czwarty. Żaden nie pozwolił na określenie i identyfikacje mojej osoby. W głowie natychmiast rozszalały mi się dziesiątki szans jakie taki brak odcisków daje. Po pierwsze włamania. Maska na łeb i biorę co swoje, a raczej nieswoje. Zwyczajnie przywłaszczam sobie. Bez wysiłku bogacę się. Cudownie. Dusza jednak mówi, to nieładnie tak kraść. Jakieś elementy wstydu i przyzwoitości raczej nakazują mi tę możliwość zarzucić. Pani pyta czy wykonuje jakąś pracę, która przynosi takie efekty. Mówię ,że raczej niekoniecznie , bo klawisze mam gładziutkie i nie sądzę by zdzierały nabłonek. Z niekłamanym żalem rozstaję się z marzeniem o zostaniu złodziejem. Jak się okazuje nie mam psychicznych predyspozycji.  Pani w okienku dalej dopytuje o zawód więc mówię , a ona na to ,że w takim razie dostanę paszport bez odcisków. Patrzy na mój PESEL i autorytatywnie stwierdza, a właściwie czemu ja się dziwie , Pan się już zwyczajnie zużył. I wtedy wszystko mi opadło. Poczułem się jak stary schodzony kapeć, nie dla mnie identyfikacje papilarne a nawet korzyści z tego nie mogę wyciągnąć. Jak pech to pech.