ktak

Właściwie bez wiodącego tematu, takie tam pisanie co mi do głowy przyjdzie

Wpisy z okresu: 5.2017

Wzruszenie

Wzruszenie

Napiszę dzisiaj o czymś co mnie autentycznie wzruszyło. Mignęła mi w tv reklama, bodaj Biedronki, a w niej sporo młodych kobiet, które jedna po drugiej mówiła ,że to był najpiękniejszy dzień w jej życiu. Potem mówiły raz jeszcze i zorientowałem się ,ze chodziło o poród. Wszystkie te kobiety były autentycznie uszczęśliwione, jakby wyróżnione ,że dane im było coś takiego przeżyć. Wspominały ten pierwszy kontakt z maluszkiem, Słów nie było za dużo, ale radość i duma ogromna. Dodatkowo jakże inne od otaczającej nas rzeczywistości. Twarze tych kobiet przenosiły w świat lepszy, spokojniejszy, ale też dużo szczęśliwszy. I do tego ta duma, nie, nie z siebie, tylko z dzieci. Żadna nawet nie wspomniała o bólu i wysiłku jaki włożyła w poród. Na twarzach  królował zachwyt. Usiłowałem sobie uzmysłowić co jeszcze może po jakimś czasie wywoływać w człowieku takie reakcje? Samochód, mieszkanie, wakacje? Absolutnie nie. Takie doznania są dostępne jedynie kobietom, bo nawet najbliższy kobiecie chłop nie ma możliwości, aby choć zbliżyć się umysłowo, a właściwie uczuciowo do tego szczytu zachwytu. Próbowałem się pocieszać ,że ja podnosiłem metr ziemniaków, a moja Żona nie i nie wie jaki to triumf i sam uznałem to porównani za idiotyczne. Nie ma w moim wcale nie tak pozbawionym przeżyć życiu, niczego co by mnie choć na krok mogło zbliżyć do tego naturalnego zachwytu danego kobietom. Rozpacz, więc nie dziwcie się ,że pijemy. Urodzić to taki chłop może jedynie kamienie z nerek i co przytuli, ucałuje? Tak to picie jest uzasadnione.

Pomoc

Pomoc

Czasem się zastanawiam co znaczą wypowiadane jednym tchem słowa powszechnie znane i  jakie niosą przesłanie. Ostatnio coś tam czytałem i była scena w której mocno przez los pokrzywdzona kobieta, zwierzała się księdzu ze swoich nieszczęść. On jej wysłuchał  i jedyne co miał do powiedzenia to „więcej wiary, córko”. I właśnie ten popularny zwrot skłonił mnie do myślenia. Czegóż to bowiem życzył ksiądz pokrzywdzonej , czy chodziło o więcej wiary w najwyższego i wtedy wszystko się samo ułoży? A może on jej życzył więcej wiary we własne siły i umiejętności, to wtedy znajdzie motywację do zmian i poradzenia sobie z losem? Jest też trzecia możliwość, że życzył jej wszystkiego razem rozumując, że jak będzie wierzyć w Najwyższego , to znajdzie motywację, a jak jeszcze w siebie to znajdzie siły i sposoby? Dla ludzi wierzących chyba ta trzecia opcja jest najwłaściwsza i dająca perspektywę rozwiązania kłopotów. I jest to opcja najuczciwsza zważywszy kto do kogo mówi. Wczoraj widziałem natomiast kazanie/przemówienie jakiegoś biskupa w Piekarach Śląskich. „Apolityczny” urzędnik kościelny podkreślił jak dobrze ,że jest program 500+, bo to jest dbanie o rodzinę , a dla mnie to dawanie ryby zamiast wędki, i to ryby z koszyka innych. Żeby jeszcze wolne niedziele były martwił się ksiądz. I tak do mnie dotarło ,że on z tych co więcej wiary traktuje w kategoriach tej pierwszej opcji o jakiej pisałem, że mu zależy aby katolicy byli niepewni swojego losu i tylko dzięki naciskom Kościoła dostali 500+ z czego minimum 100 zł oddadzą na tacę. Taka definicja wiary na nasze czasy. Nie rozumiem tej świadomości kapłana. Nie rozumiem też jego moralności na pewno niezgodnej z naukami Kościoła. Ale co ja tam wiem. Więcej wiary, synu.

Rodzina

Rodzina

Jakiś czas temu powiesiłem u siebie w gabinecie zdjęcia prababci i pradziadka. Zdjęcia o tyle fajne, że z początku XX wieku i Babunia bardzo mi się podoba. Dziadek mniej ładny, ale może był sympatyczny, nie wiem. I tak sobie te spore, bo formatu mniej więcej A3 zdjęcia wiszą, a ja jak na nie rzucę okiem to zadaję sobie pytania typu , to przecież jedna para pradziadków , a miałem takie pary cztery. Co z resztą ? Z osób , które żyją tylko moja Mama może wiedzieć coś nie coś. Ale tutaj pamięć zawodzi, po pierwsze wszystkich par Mamusia nie znała. Szczególnie od strony Ojca. Byłem na grobie teściowej / i proszę nie żartować/ aby jej zapalić świeczkę z okazji dnia Matki. Po drodze oglądałem grobowce i po raz nie wiem który powiedziałem ,żonie , by mnie spalić i rozsypać. Nie rozumiem dlaczego buduje się takie „budowle” . Ja Ojca , teściów mam w swojej pamięci  i mniej więcej jeszcze przez pokolenie moich dzieci będą wspomnienia o nich żyły, a potem? Zostanie skromny grób , który trzeba odwiedzać. Ale nikt nie będzie pamiętał o ludziach co tam leżą tylko o tym ,że trzeba sprzątnąć itp. Ja sam przypominam sobie tych co odeszli w różnych sytuacjach i jak mogę opowiadam o nich tym co chcą słuchać, ale nic na siłę. A tymczasem o własnych pradziadkach wiem bardzo mało i to się pewnie nie zmieni. Tyle ,że mam wiszącą prababcię na ścianie. Jak opowiadam moim dzieciom i wnukom , kto to jest to mam wrażenie ,że równie bliski im jest konterfekt Władzia Łokietka. A wracając do cmentarzy to zupełnie nie rozumiem tych co sobie pomniki budują za życia. Moja Żona przypuszcza ,że może to ludzie samotni tak sobie kreują swoje życie po życiu, ale ta teoria upada po pytaniu , że jak nie mają krewnych, to kto przyjdzie na taki grób?  Nic to każdy ma prawo myśleć jak chce. Co do mnie to spalić i rozsypać. Trzeba tworzyć pamięć , a nie pomniki.

Skowronek

Skowronek

Był już późny maj, skowronek Miecio obudził się na gałązce, lekko opruszony poranną mgłą. Wytrzepał pióra i połknął przelatującego robaczka. Tak ożywiony, poleciał na łąkę. Uwielbiał to , bo Miecio pasjonował się kwiatami. Patrzył na nie, podziwiał ich piękno , a  potem wzlatywał na drzewo i mając jeszcze przed oczami tę ferie barw i kształtów, wyśpiewywał hymny pochwalne na ich cześć. Wszystkie ptaki na łące , ale i inne zwierzaki też, uwielbiały te koncerty. Na czas śpiewu Miecia ruch na łące zamierał. Koncert był codziennie inny , bo i kwiaty były inne , a te większe, a inne się dopiero rozwijały. I wszystkie je w swoich pieśniach wychwalał Mieczysław. Pieśniarz nasz miał dwóch wrogów na łące. Jeden to nieczuły na muzykę lisek chytrusek, a drugi jastrząb uzurpator, który sam siebie nazywał ministrem kultury na łące. Działalność obydwu ograniczała się zwykle do upolowania ofiary i spożycia jej w samotności, lub z rodziną. Najczęściej były to biedne polne myszy, z tym ,że dla Mieczysława nie wiązało się to ze specjalną stratą , bo nieczułość myszy na piękno, była wręcz legendarna. Z tych dwóch wrogów jeden był naprawdę groźny dla Miecia. Chodzi oczywiście o jastrzębia. Całe szczęście ,ze zgromadzone na koncertach zwierzęta w porę ostrzegały przed nim Miecia. On wtedy koncert przerywał ku wielkiemu niezadowoleniu publiki. Ale wobec zagrożenia, spotykało się to ze zrozumieniem. W Mieciu tymczasem narastało nieuzasadnione poczucie bezpieczeństwa , co dawało możliwość głębszego zaangażowania się w śpiewany utwór. Publiczność również bardziej niż normalnie zasłuchana, traciła czujność. Aż pewnego dnia podczas koncertu zatopiony w cudownym śpiewie Miecio padł ofiarą jastrzębia. Niestety, jak widać na tym przykładzie im wyższego lotu kultura, tym łatwiej ją zniszczy zwyczajny cham bez wrażliwości.

Czy dobroć ma sens?

Czy dobroć ma sens?

Pytanie pozornie głupie, ale tylko pozornie. Są ludzie , którzy postępują tak aby innym i sobie było dobrze. Są i tacy którzy postępują tak aby sobie i innym było dobrze. Niby jedni i drudzy myślą to samo , ale życie pokazuje, że nie do końca. Ci pierwsi , co myślą przede wszystkim o innych i dopiero w tym kontekście o sobie, to ludzie , których lubimy, ba nawet kochamy bardzo. Z tym ,że te ich postępki wobec nas , te dobre uczynki , z czasem zaczynamy traktować jako coś oczywistego, naturalnego, a nawet pewnego rodzaju obowiązek wobec nas. To przewartościowanie odbywa się w mózgach ludzi naprawdę porządnych i dobrych , wrażliwych na cudze nieszczęścia. I odbywa się samoistnie, niezauważalnie. I dopiero ustanie dopływu świadczonych usług powoduje, co? Zdziwienie , ba nawet pewnego rodzaju złość  i na pewno rozczarowanie. Nie powoduje niestety refleksji nad sobą i jakiegoś przejawu samokrytyki. No bo niby dlaczego? Przecież w swoim przekonaniu usługobiorcy są dobrzy , wrażliwi i sprawiedliwi, więc gdyby coś było nie tak, to by zareagowali. Nie przeszli by obojętnie jak ci źli. Strasznie trudno jest zauważyć to, co dobrego otrzymujemy bezinteresownie od innych. Trzeba mieć bardzo dobry”wzrok”. Dla ludzi obdarzonych takim genem dawania może nie jest to problem najważniejszy, bo oni to robią w oparciu o własne przekonania nie oczekując nic w zamian. Powiedzmy sobie jednak szczerze, należy im się od czasu do czasu dobre słowo, a o tym zapominamy. Pytanie w tytule ma jakiś sens, chociaż odpowiedź jest różna dla różnych ludzi.

Kompozycje

Kompozycje

Wraz z zakupem miejsca do życia, kupiliśmy też 80-cio metrowy taras, w pakiecie był. Na tarasie były i są donice z jakimiś krzewami i małymi sosenkami. Wygląda to raczej smutno, wiec razem z Szefową postanowiliśmy to troszkę ożywić. Ja osobiście mam duszę dziecka kwiatu i moim ideałem są kwiaty wszędzie , koniecznie kolorowe. Czyli kraj docelowy USA, San Francisco. I może całe szczęście ,że to nie ja jestem liderem w sprawach estetyki takich miejsc jak taras. Moja druga połowa stara się wypracować jakąś koncepcję. Przez ułamek sekundy myślałem o niejakiej Pani Kusiak, która tworzy ogrody na balkonach na jakimś kanale tv, ale mi się one nie podobają, więc dałem spokój. To problemu nie rozwiązało i zaczęliśmy szukać po szkółkach i wypytywać co i jak się da. Ja patrzyłem na kolorki, na zapachy, jak byczek Fernando, a moja Żona układała z tego kompozycję. Muszę przyznać ,ze taras wygląda coraz lepiej, a proces tworzenia go ma w sobie coś urokliwego. Po pierwsze łączy, bo akurat o jego zawartość trudno się kłócić. I to bardzo ważny wniosek. Na takim tarasie każdy znajdzie coś dla siebie, można się wypowiedzieć estetycznie i nie burząc nikomu radości z powodu jego kompozycji podnosić walory tegoż tarasu. Fajna sprawa , bez względu na skalę. A jak do tego dodać roślinki użytkowe, czyli ziółka i warzywka i owoce to już pełna harmonia. Można razem? Można.

Zmiany

Zmiany

Od pewnego czasu daje się zauważyć rozkwit knajpek wszelkiego rodzaju. Nie chodzi mi o to, by roztrząsać jakie smaki gdzie można dostać, a raczej o taki socjologiczny walor . Coraz więcej ludzi lubi sobie usiąść i zjeść lub wypić coś na ulicy. Cały czas nie ma w tym nic dziwnego, ale na przykład wielkie zbiorowiska restauracyjnych ogródków jakie powstały na Rynku Starego Miasta parę lat temu dziwiły. Bo jak to, przecież to konkurencja, klientów będą sobie podbierać . I co się okazało ,że wręcz przeciwnie, że wszyscy mają ruch. Idąc za tym przykładem na Krakowskim Przedmieściu też stoi ogródek przy ogródku i wszystko gra. Moda przeniosła się na inne regiony jak Powiśle, czy Wspólną czy Emilii Plater. To samo jest na osiedlach i przedmieściach. I mamy tu chyba do czynienia ze zjawiskiem polegającym na tym ,że konkurencja nie ogranicza, a wręcz rozszerza liczbę klientów. Ktoś powie , a co to za odkrycie , przecież salon Skody i obok salon Toyoty też przyciągają i nie ma tak , że kupuje się tylko jeden model auta czy jeden zestaw obiadowy. Otóż sprzedaje się więcej i samochodów i zestawów obiadowych i tym się właśnie różnią czasy obecne od siermiężnych czasów sprzed 1989 roku. To taki wyznacznik rewolucji obyczajowej jaka u nas nastąpiła i jakiej nikt nam nie odbierze mimo chęci spychania nas z powrotem w objęcia ograniczeń.

Może fanaberia

Może fanaberia

Wraz z wiekiem człowiek częściej patrzy w tył i zastanawia się, co po sobie zostawi. Myśl rzec można stara jak świat, ale wynikają z niej dosyć niespodziewane konsekwencje. Kierując mianowicie pytanie to do siebie, najczęstsza odpowiedź brzmi nic. Takie stwierdzenie dobija , bo to przecież parę latek minęło, człowiek się narobił i NIC? Zaczynają się porównania, że taki Einstein , Eiffel czy w końcu Curie Skłodowska to jednak coś , a ty nic. Dół coraz czarniejszy, głupoty przychodzą do głowy, że jak miałem dwa lata , to mówiłem wierszyk. Ale kto to pamięta? Trzeba czegoś najlepiej materialnego, dużego i trudnego do zniszczenia, aby się upamiętnić.  Mnie wpadł do głowy niejaki Cheops. Facecik ogólnie znany , a ślad jaki po sobie zostawił przyciąga już parę ładnych latek. Więc myśl śmiała , może sobie walnę piramidkę? I zapłodniona tą myślą główka zaczyna pracować. Na początek czy budować od dołu, czyli najpierw podstawę, czy może od góry i pod wierzchołek podsuwać następne bloki? Oczywiście metoda pierwsza. Pytanie drugie , z czego? Wiąże się z tym pytanie trzecie, gdzie? I oczywiście pytanie czwarte, ile mam na to czasu? Im więcej pytań tym gorzej to wygląda, bo nie mam stosownego miejsca, nie posiadam kamieniołomów i potrzebnych sił i środków. Czasu też jakby nie za wiele. To może troszkę uprościć zadanie, kołacze się myśl w głowie? Zbudować piramidkę z kostki Bauma , gdzieś na podwórku? No nie , wyglądałoby to jak składowisko, to co robić? Pożyczę sobie od wnuczka trochę klocków Lego i zrobię kolorową wesołą piramidkę. No cóż , jaki Cheops, taka piramida i znowu przełknąłem cos gorzkiego.

Sen

Sen

Miałem fajny sen, wpadli do mnie do domu Rolling Stonesi. Nie wszyscy , nie było perkusisty Charliego Wattsa. Usiedliśmy na tarasie, pogoda była znakomita, a i napitki w postaci piwka do przyjęcia. Ciekawostka, każdy z trzech Stonesów jest wielokrotnie ojcem, zawsze powyżej piątki potomków. Jak to u muzyków tego nurtu są to dzieci z różnymi paniami, więc liczna grupa jest rodzeństwem lub rodzeństwem przyrodnim. Zaczęliśmy opowiadać o dzieciakach . Mick opowiadał z wielka dumą o córce Elizabeth, o jej urodzie i karierze w filmie i modelingu. Duma z niego biła aż miło. Opowiadał chwilę, a potem do tej jego tyrady włączył się Keith, który z kolei w swoim stylu zachwalał córkę Theodorę. Oczywiście bardzo ją kocha, ale nie mógł zrozumieć jak dziewczyna o urodzie odziedziczonej po takim ojcu, może robić karierę w modelingu. Na to Mick stwierdził ,że uroda Keitha jest tak oryginalna ,że podobieństwo to plus. Śmialiśmy się i wtedy zabrał głos Ron, , który stwierdził , mówcie co chcecie, ale ja najbardziej kocham moje swoje trzyletnie bliźniaczki. Tu należy wspomnieć ,ze Ron ma 72 lata. Ja siedziałem cicho , bo co tam ja mogłem powiedzieć o swojej raptem dwójce dzieci, ale cała ta rozmowa po raz kolejny uświadomiła mi ,że nawet najbardziej znani i zblazowani wydawałoby się ludzie mają bardzo podobne emocje. Szkoda ,że się obudziłem.

Pisanie

Pisanie

Od chyba tysięcy lat rodzaj ludzki chciał coś zapisać. Pytanie po co? Jest to pytanie uzasadnione, bo przecież pisać można sensownie tylko wtedy , kiedy ktoś to potrafi odczytać. Czyli pisanie wynikało z chęci przekazania jakiejś treści komuś na odległość. Inaczej mówiąc nadawca i odbiorca nie znajdowali się w tym samym czasie w tym samym miejscu. Mało tego musieli znać ten sam schemat przekazywania informacji czyli alfabet. Do tego dochodziło pytanie jak ci dwaj mają się odnaleźć. Pierwsze teksty były wykuwane w kamieniu, więc funkcja ich była troszkę inna. Przeczytać informacje mógł każdy , kto do niej dotarł i znal język. Potomkiem kamienia jest więc w linii prostej blog, bo i tu może dotrzeć każdy , kto ma kompa i dostęp do sieci, oraz zna język. Przekazywanie informacji adresowanej do kogoś odbywało się przez posłańców i na początku posłaniec przekazywał wiadomości ustnie , a potem na glinianych tabliczkach, by wreszcie dotrzeć do wiadomości na papirusie. Problemem było zawsze odnalezienie odbiorcy. Były próby z gołębiami , posłańcami konnymi itp. Aż koniec końców doszło do pisania emaili. Jak się na to wszystko popatrzy z perspektywy tysięcy lat to potrzeby w zakresie komunikacji informacyjnej się nie zmieniły a jedynie sposoby uległy drobnej aktualizacji. Pytanie zatem brzmi, czy ludzkie społeczeństwo jest tak zastałe w oczekiwaniach komunikacyjnych? Czy doszliśmy do kresu potrzeb i czy w przyszłości zmieniać się będą jedynie techniki przekazywania?