ktak

Właściwie bez wiodącego tematu, takie tam pisanie co mi do głowy przyjdzie

Wpisy z okresu: 6.2017

Wypoczynek

Wypoczynek

No i doczekałem się. Pierwszy raz od ładnych paru lat jadę na tygodniowy urlop. Naprawdę czuję się zmęczony i fizycznie i psychicznie, więc chyba mi się należy. Z tym ,że zaraz po użyciu słowa wypoczynek spadło na mnie jak grom pytanie. Co to znaczy , co we mnie będzie wypoczywać? W końcu człowiek składa się z pewnej ilości lekko drgających neutronów, pewnej ilości protonów oraz z pewnej ilości zasuwających po kołowych orbitach elektronów. Oczywiście są jeszcze mniejsze cząsteczki ale je pomińmy. Jak ja się czuję zmęczony to co to oznacza? Protony i neutrony mniej drżą? Raczej nie bardzo bo to by zakłóciło budowę atomów. No to może elektrony? Te zmęczone pozbawiane energii spadłyby ze swoich orbit i kicha z pierwiastków. Pozornie wydaje się ,ze nie ma się co zmęczyć, bo za każdym razem skutki dla składającego się z nich byłyby opłakane. Jest takie coś co może o tym zmęczeniu świadczyć. Mamy w sobie coś co nazywa się sieci neuronów i stanowi rodzaj  wewnętrznego internetu. Po tych sieciach zasuwają informacje jakie przyjmujemy w olbrzymich ilościach. Do przetwarzania tych informacji potrzeba pewnej energii. Słyszałem ,że ok.60W. Z tym ,że nie jest to informacja stale pewna bo jak się okazuje sygnały nawet takie same nie zawsze krążą po tych samych sieciach neuronów i tymi samymi drogami. Więc gdy jesteśmy zmęczeni to sygnały potrzebują więcej energii na podróż i przetworzenie. Czyli wygląda na to ,że zamiast iść na urlop wystarczy dostarczyć mózgowi więcej energii i po kłopocie. Podobno jednak poprzez nowe bodźce na urlopie i ich „rozpychanie się” w sieciach neuronów nakazujemy mózgowi odbudowywanie starych sprawdzonych i niskoenergetycznych dróg sygnałów i jak to się uda wracamy wypoczęci. No zobaczymy.

PS. Przez następny tydzień nie będę pisał, odbuduję sobie sieci neuronów.

Maść człowieka

Maść człowieka

Jak często słyszę ,ze ten to rudy, a tamten czarnuch, czy blondszwab. To myślę ,ze nie do końca jest dobrze z tym nazywaniem ludzi. Do tego jeszcze nie wiedzieć czemu mamy umaszczenie jednolite, bez miejsc ciemniejszych, czy jaśniejszych, lub pozbawionych barwy. Można powiedzieć ,że w tym aspekcie przyroda nas skrzywdziła. Takie na przykład konie to kare, kasztany, siwki czy jabłkowite, mają piękne umaszczenie, czasem gładkie, czasem nie, ale zawsze bez jakichś konotacji typu-kasztan to fałszywy, czy coś takiego. Umaszczenie to element dumy takiego zwierzaka. Tak samo jest z psami, kotami i innymi ssakami, ale nie z człowiekiem. Jestem sobie w stanie wyobrazić jak w domu pani wychyla się z komórką w ręku i mówi widząc męża – o widzę jak mój Kary przyjechał, a koleżanka na to,mojego Siwka jeszcze nie ma. Ale, ale wiesz ,że widziałam jak Kasztan tej sąsiadki z drugiej klatki próbował w parku zdobyć tę Jabłkowitą klacz spod 20. I niby to jest to samo co zwykle , ale o ile sympatyczniej brzmi. A jeśli jeszcze mówią o czerwonobułanym nakrapianym, a nie jak dziś rudy piegus. Naprawdę można milej. Tak się rozpędziłem ,że zapomniałem ,ze nazwy koni zależą też od barwy grzywy i barwy ogona. Ostrożnie Krzyś , nie zapędzaj się, ale tak to jest, chcesz dobrze wychodzi jak zwykle. I tak nikt nie uwierzy ,że tak opisując ludzi chcesz aby było milej.

PPC

PPC

Wszyscy wiedzą ,że zdrowie kobiet jest ważne i jest ciągle przedmiotem dyskusji , głupawych pseudo specjalistów z tymi drugimi i naprawdę nie wiadomo jak się to wszystko potoczy. Mnie się wydaje ,że wiem. Najpierw w „trosce” o właściwe, nieprzekłamywane wyniki badań cytologicznych ruszy proces uzyskiwania licencji na prowadzenie badań cytologicznych. Potem drogą ustawy badania te staną się pod karą administracyjną obowiązkowe i odnotowywane w ogólnopolskiej bazie danych. Potem powoli zaczną znikać oczywiście darmowe laboratoria NFZ, oraz inne prywatne , bo jak się okaże nie przejdą procedury licencyjnej. I co wtedy? A okaże się ,że mamy zbawienną sieć laboratoriów pod nazwą PPC- Parafialne Punkty Cytologiczne. I to jak zorganizowane. Przed świątyniami znajdą się dyskretne drogowskazy kierujące panie do zakrystii. Tam kapłan przeprowadzi dopuszczającą do badania spowiedź kobiety i po akceptacji jej stanu moralnego, skieruje do następnego pokoju. Przed drzwiami z napisem bezpłatne badania cytologiczne stać będzie skromnie puszka na datki na rzecz kościoła i utrzymania PPC. Reakcja badanych będzie obserwowana przez obsługującego otwieranie drzwi kościelnego, który otworzy drzwi do PPC dopiero po wrzuceniu do puszki satysfakcjonującej ofiary. Oczywiście dobrowolnej. Potem w kompletnej ciemności wskazany przez parafię specjalista pobierze wymaz. Oczywiście organoleptycznie. Wyniki będą po tygodniu lub dziesięciu dniach, ale nie wszystkie panie je otrzymają od razu. Z niektórymi przed przekazaniem wyników kapłan będzie przeprowadzał rozmowy mające na celu nawrócenie pań na drogę cnoty. Wyniki badań zostaną skrzętnie odnotowane w parafialnej bazie danych, a to wystarczy by, by administracyjnie uznać wykonanie obowiązku wynikającego z ustawy. Panie z innych wyznań i ateistki, będą mogły uwolnić się od tego obowiązku poprzez opłacenie dobrowolnego podatku w ściśle określonej wysokości przy zeznaniu PIT. Podatek ten w całości posłuży dofinansowaniu tych mediów, które w jedynie słuszny sposób traktują relacje damsko męskie dbając o ich należyty charakter. Myślę ,że właśnie do tego modelu dąży specjalista od spraw kobiecych w ministerstwie zdrowia profesor Hazan.

Lekko wytarte

Lekko wytarte

Dzisiaj po kąpieli myłem zęby przed lustrem. Tak , robię to regularnie, ale dziś spojrzałem na siebie, a tego już nie robię codziennie. Patrzę, a tu z lusterka wydziera siwawo łysawa buźka. To nie ja, pomyślałem w pierwszym odruchu. Ale jednak. Popatrzyłem na żałosne resztki włosów na czubku i przypomniałem sobie jak nosiłem pióra do ramion. I komu to przeszkadzało? Nie powiem ,że sam to wymyśliłem ale wpadło mi do głowy ,że jak niejaki Trump może zaczesywać to i ja mogę. Ale chyba miałem zbyt nieudolną szczoteczkę do włosów , bo nie dość ,że mi nie chciała zebrać koafiury to na dodatek te zebrane nie chciały się trzymać. Po paru sekundach nerwowej walki zdałem sobie sprawę, że wybrałem złą kolejność . Najpierw trzeba zapuścić, a dopiero potem zaczesywać. Oprzytomniałem lekko , bo dojście do jakichkolwiek rezultatów wymaga jednak czasu. A jak jest czas to i chwila na refleksję się znajdzie. Jeszcze raz o tym Trumpie pomyślałem, przecież on jest mniej atrakcyjny niż ja. Tak mi się nieskromnie spod kory mózgowej wymcknęło. Ja jestem cały eco , a on syntetyk. A ,że prezydent, co tam. Przypomniałem sobie też jak mi się nie podobają młode dziewczyny z tymi botoksami i korekcjami. Przecież je coraz trudniej odróżnić jedną od drugiej. To może dojść do tego ,że mój wnuk wracając z pracy wejdzie do mieszkania dowolnej kobiety i będzie przekonany, że tam jest jego żona. Tak uspokojony raz jeszcze rzuciłem sobie szczere spojrzenie w lustro. Te ciepłe oczy, pogodny wyraz twarzy i spokój malujący się na twarzy, co prawda lekko zrytej zmarszczkami, ale wciąż budzącej zaufanie. Czy może być lepiej?

Siomka

Sioma

Wiele ryzykował chowając Tytanoczka w lesie. Wszyscy wiedzieli ,że krowa Swietłana jest cielna i spodziewali się miłego cielaczka. Gdy zaczął się poród był sam w oborze. Szybko poszło i jego oczom ukazał się zdrowy i piękny byczek. Siomka postanowił ukryć go w puszczy. Szedł z nim długo, znaczył drogę, a cielak wcale nie wydawał się zmęczony. Ukrył go więc w cienistej dolinie i przychodził do niego co noc przynosząc mu matczyne mleko. Cielak rósł i coraz bardziej zaprzyjaźniał się ze Siomką. Po pewnym czasie Siomka zorientował się ,ze jego nocne wyjścia nie uchodzą uwagi mieszkańcom przysiółka. Na szczęście dla niego wszyscy byli przekonani ,że do lasu umawia się z dziewczyną. Zachodzili w głowę,  tylko z którą. Tymczasem Tytanoczka w lesie rósł i wyglądało na to ,że wyrośnie na wielkiego byka. Ku uciesze Siomki pozwalał ,aby Siomka na nim jeździł. I niby wszystko było super, ale Siomka coraz bardziej bał się ,że ktoś skrzywdzi jego byczka. Postanowił uciec. Szedł poprzez puszczę wielką jak morze, aż doszedł do miasteczka. Gdy zamknięto bramy głodny i zziębnięty położył się koło byczka i tak dotrwał do rana. Rankiem bogaty mieszczanin zachwycił się urodą byczka i chciał go dokupić do swojego stada krów. Siomka zaproponował aby byczek zajął się krówkami za niewielką opłatą i pójdą sobie dalej. I tak chodzili od miasta do miasta, aż ktoś zobaczył jak Siomka dosiada byczka. Poprosił ,że chciałby spróbować. Siomka ostrzegł go, ale za niewielką opłatą zgodził się. Oczywiście byczek zrzucił chętnego. Miało to miejsce w Rydze więc sztukę ujeżdżania byków nazwano carryga, na cześć panującego. Rozpowszechniła się ta umiejętność po całej Rosji, a przyjeżdżający z różnych krajów władcy przywozili do swoich krajów wiadomości o tym obrzędzie. I tak powstała w Hiszpanii Corrida/ przekręcili nazwę / , a potem te amerykańskie wymysły typu rodeo. Ale to było dużo dużo później. Naprawdę wszystko co dobre bierze  się z Rosji.

Ruby

Ruby

Ruby nie był ideałem. Z urody na pewno nie Adonis, Nie był też silny jak apollo i piękny jak byk. Odwrotnie też nie. Ale był sympatyczny, wesoły i powszechnie lubiany. Ludzie dobrze się czuli w jego towarzystwie. Strasznej kariery nie robił i w takie sytuacji spotkał Sue. Obustronne uczucie wybuchło jak pożar suchego lasu, a wraz z nim wszelkie konsekwencje, czyli małżeństwo, dzieci itp. Ruby dużo pracował starając się zarobić na całą czeredę i do czasu mu się to udawało. Gdy przyszły gorsze dni okazało się ,że Sue nie chce rezygnować ze zbytków jakimi była otoczona i bardzo trudno to znosi. Oczywiście wyładowywała całą złość na Ruby,m. On miał nadzieje ,ze każdy jego krok poprawi sytuację , ale jednego nie przewidział. Sue w głębi duszy winiła go za wszystko i nawet gdy pozornie godziła się na proponowane rozwiązania to nie była w tym szczera. Niechęć i złość na Rubiego wręcz się nasilała. Jego ciągłe próby oszczędzenia jej wyrzeczeń pozostawały jakby niezauważone. Nawet gdy w sposób zasadniczy zmienił ich życie powodując wyraźną poprawę, jej złość nie minęła. Wyrażało się to tym ,że na przykład nigdy nie była z niczego zadowolona i całą żółć wylewała na Rubiego. Od rana każdego dnia zaczynała litanię co jej się nie podoba, jak jej niedobrze i ile w życiu straciła. Do tego coraz częściej skarżyła się ,ze jej życie nie układa się tak jakby sobie życzyła. Tęskniła do rzeczy, jakie były troszkę trudniejsze do osiągnięcia ale z których korzystała do tej pory raczej incydentalnie. W obecnej sytuacji przeradzało się to w tragedię. Ruby miał dość i nawet uczucie jakie do niej miał cały czas nie ułatwiało mu każdego kolejnego dnia. Wreszcie się zdecydował na desperacki krok. Swoją rentę i niedużą część przychodu jaki dawał wypracowany majątek przepisał na siebie i wyjechał do Brazylii. Ale sam , wykupił na wybrzeżu lepiankę jednoizbową i tam zamieszkał. Dogadał się z miejscowymi rybakami i jeździł z nimi na połowy. W zamian otrzymywał troszkę jedzenia, picie i ubranie kupował sam. Wreszcie zasypiał spokojnie, każdy dzień to była nowa przygoda. Żałował tylko ,że tak długo czekał i że nie miał kontaktu z wnukami. Gdy zmarł we śnie pochowano go na miejscowym cmentarzu i tak wszelki ślad po nim zaginął. Tak jak chciał.

Czym ugasić pragnienie?

Czym ugasić pragnienie?

Nadchodzą gorące dni i problem czym się napić powraca. A pić się chce. Jest duża grupa ludzi , którzy lubią w takie dni napić się czegoś o nucie mlecznej, to znaczy zsiadłego mleczka, kefiru, maślanki. Najlepiej, aby taki napój był zimny. Dawniej chłodziło się to w ziemnych piwniczkach, czy w studni. Bardzo popularna była kiedyś lemoniada, zwana także limoniadą, czyli woda z cukrem i cytryną. Proporcje są oczywiście zależne od indywidualnych gustów. I do tego oczywiście lód. Są tacy , co uważają ,że napić się można jedynie czystą wodą, lub , choć to nie jest mile widziane, wodą gazowaną. Oczywiście najlepsza jest zimna. Dzieci uwielbiają z sokiem. Jest też grupa miłośników soków oraz , by pozostać w klimatach bezalkoholowych, różne napoje gazowane typu cola i wiele innych. Dawniej była jeszcze grupa miłośników kompotów, w tym okresie szczególnie z rabarbaru, ale nie tylko. Dalej są bardzo liczne grupy miłośników piw wszelkiego rodzaju z radlerami włącznie. Nie można też pominąć fanatyków win białych i różowych. I tu na przykład spritzery austriackie, czy wszelkiego rodzaju mieszanki z Włoch, oraz bardzo popularna hiszpańska sangria. Wszystkie te napoje charakteryzuje to ,że spożywa się je zimne. Są jednak ludzie żyjący w dużym upale , na pustyniach , którzy dla ugaszenia pragnienia piją gorącą herbatę z naną / czyli miętą/ bardzo obficie posłodzoną. I co ciekawe, to rzeczywiście gasi pragnienie. Spotykałem się też z opowiadaniami o piciu kawy z cytryną , ale nie miałem okoliczności wypróbować. Ciekawe co Wy pijacie w upalne dni?

Spanko

Spanko

Gdy tylko przychodzą ciepłe wieczory i noce, mam zawsze ochotę spać na dworze. Może to jakiś atawizm, ale mnie ciągnie. Tak sobie zasnąć, a nad tobą niebo. Leciutki chłodek nocy, zapach traw i niczym nie skrępowana wolność snu. Gdy tylko chcę to zrealizować coś mnie niestety powstrzymuje. A to słyszę opowieści o wściekłych lisach , które atakują śpiących, a to ptactwo jest nadaktywne co zwiastuje kłopoty, bo zwierzaki się boją. Czasem ktoś mnie ostrzega , że w nocy będzie burza to mnie zaleje. I co się do takiego snu przymierzam to coś mi staje na przeszkodzie. Raz tak się wściekłem na niemożność zrealizowania marzenia , że gdy zasnąłem to śniło mi się ,że leżę sobie na takich leżach na świeżo ściętej trawie, nad głowa gwiazdy i czuję leciutki wietrzyk. Tymczasem w oddali cichutki hałas , który się zbliża w moją stronę. Z krzaków wyłoniła się cud dziewica, posągowej urody, w długiej białej sukni, z rozpuszczonymi włosami i dosłownie podfrunęła do mego łoża i wyszeptała -posuń się. To się posunąłem. Nie opierałem się, gdy się do mnie przytuliła, ale się przebudziłem z lekka i spostrzegłem moje ślubne szczęście obok, leciutko tulącą się do mnie. Jest tak jak trzeba-pomyślałem. Zamknąłem oczy zadowolony i spałem słodko do rana.

Ad Babcia Zosia

Ad Babcia Zosia

Chyba zostałem lekko źle zrozumiany. Patrząc na Babunię nie miałem zamiaru znaleźć w sobie jej urody. Zastanawiałem się nad Jej życiem , odgadywałem charakter i domyślałem się relacji z Dziadkiem. Oni mieli trójkę dzieci, dwóch synów jak dęby, choć chorowitych i córkę z wadą postawy, ale inteligentną. Babunia czyniła różnorakie zabiegi wobec swoich dzieci i wnucząt. Z natury surowa w obejściu, przestrzegająca zasad i tradycji, starała się scalić rozjechaną po Polsce rodzinę. Zmarła w 1945 roku w wieku 70 lat. Jak tak na nią patrzyłem , również i na Dziadka to się zastanawiałem co z charakteru po nich mam. I tak myśląc znalazłem się w głupim położeniu. Wynajdywanie cech pozytywnych miałoby posmak samochwalstwa, a tego nie lubię. Żadne z nich nikogo nie zamordowało czy nie pobiło jak i ja więc może to jest jakaś genetyczna ciągłość? Z tym ,że taka mało oryginalna bo już trochę żartując i listonosz mógł być pacyfistą. Jedyne co namacalne to to ,że Dziadzio pracował na kolei, a ja studiowałem kolejnictwo. Z tym ,że nie był to wynik jakiejś pasji, a jedynie chłodna kalkulacja mojej Mamusi, która wiedząc ,że mnie interesuje informatyka, „pełna wiary” w moje umiejętności stwierdziła ,że Elektronika na Politechnice będzie dla mnie zbyt trudna, więc lepiej studiować na mniej wymagającym wydziale jakim był Transport.  I to by było na tyle w kwestii DNA.

Zdrówko Zosiu

Zdrówko Zosiu

Siedziałem u siebie w pokoju, w ręku szklaneczka niegrzecznego napoju i wpatrywałem się w zrobione ponad 100 lat temu zdjęcie mojej Prababki. Na marginesie nazwa mi się nie podoba , bo brzmi jak praszczur. Ale wróćmy do Babuni.

Zdrówko Zosiu

Ona zawsze była dla mnie przepiękna kobietą , prawie tak piękną jak moja Żona. W rodzinie poza tym dużym zdjęciem, jest kilka małych i Duży portret Zofii.

Zdrówko Zosiu

Siedzę i patrzę w te łagodne oczęta , śliczny leciutko zadarty nosek, burzę ciemnych włosów , bardzo porządnie upiętą na czubku głowy, na sukienkę z golfem z jakiejś koronki i na sporą kokardę na piersi.

Zdrówko Zosiu

Obok wisi małżonek Pradziadek, niestety nieefektowny, wygląda jak urzędnik po służbie, łysawy, z wąsem na obie strony , marynarka, krawacik i stojący sztywny kołnierzyk. Wygląda jak ojciec Zosieńki

Zdrówko Zosiu

Tak się wpatruję i marzę ,że może coś z tej ślicznej Zosi mam , ale nie znajduję. Biorę do ręki swoje zdjęcia z podobnego przedziału wiekowego i też nić. Nawet nic z nieciekawego urodą Dziadka

Zdrówko Zosiu

I wtedy wstałem ze względów nazwijmy to fizjologicznych i przechodząc koło lustra spojrzałem na siebie. Coś czego zwykle nie robię z braku zainteresowania. I nie zobaczyłem tego młodego przystojnego mężczyzny , którego fotki oglądałem chwilę temu

Zdrówko Zosiu

Zobaczyłem lekko , a może nawet średnio zużytego faceta. Przypomniałem sobie też zdjęcia tej cudownej Zosieńki z czasów gdy była w moim obecnym wieku. Mogę śmiało powiedzieć ,ze łatwiej ją było przeskoczyć niż obejść.

Zdrowie Zosiu

I właśnie wtedy gdy coraz mniej wyraźnie widziałem Prababcię, pewne skojarzenia co do genetyki zaczęły mi się nasuwać, ale oczy się zamykały, głowę niezmiennie ciągnęło w dół i owe wnioski nie zdążyły się uformować. Może to i lepiej

Zdrowie Zosiu