Łoś

Leżę teraz, to sobie czasem coś w tv obejrzę. Ostatnio oglądałem jak chłopaki z Alaski muszą upolować łosia, bo cała wioska musi cos w zimie jeść. Ta wioska to ze cztery rodziny max 20 osób. Chłopaki latali po bagnach , aż jeden zobaczył samca, nieduży 350 kg i w końcu go ustrzelił. Zacząłem liczyć Te 350 ka na 20 osób daje 17,5 kg na osobę na całą zimę. Od tej dawki trzeba odjąć tak ze 25% na kości , futerko, kopytka itp. A więc mamy ok 13 kg mięsa. A odchodzi jeszcze trochę krwi i wody więc tak naprawdę jak zostanie 10 kg to wszystko. Zakładając ,że taki statystyczny Innuita je na raz 150 g to daje to ok 70 posiłków , czyli dwa miesiące i tydzień jedzenia. A zima na Alasce to co najmniej 6 miesięcy. Co zatem wsuwa mieszkaniec przez pozostałe cztery miesiące. Pewnie jakieś reniferki i rybki. A co z witaminami? Ktoś zapyta. Jedzą też tłuszcz fok , podobno pyszności. I pomyśleć ,że są oni pozbawieni zupek, ziemniaczków , słodyczy i tego co niektórzy lubią najbardziej / chodzi o wegetarian/ czyli suróweczek . Biedni ludzie ci Innuici, ale o dziwo oni nie narzekają. Mają swoje przysmaki jak na przykład ikra na surowo czy gotowany język renifera. To co mnie jednak naprawdę zadziwia to fakt ,że oni nie znają chlebka. Te nasze bułeczki chrupiące , chlebki trzeszczące w zębach. Dla nich to bez znaczenia. Ale nie dla nas. Czy jesteście sobie w stanie wyobrazić polski dom bez pieczywa? Ja nigdy i właśnie dlatego nie wybieram się na Alaskę. Albo myśl taka, uroczy wieczór nad rozlewiskiem a ja po zjedzeniu wiewiórki z rusztu na puszystym mchu rozkładam śpiwór i zasypiam jak dziecko. Budzi mnie świt, otwieram oko i w oddali widzę jak grizzly wsuwa jagódki. W bagienku niedaleko okazały łoś je trawkę, a nad tym wszystkim lata orzeł. Na coś takiego mnie nie stać, o nie.