ktak

Właściwie bez wiodącego tematu, takie tam pisanie co mi do głowy przyjdzie

Wpisy z okresu: 10.2017

Rączka

Rączka.

Powszechnie wiadomo ,że jestem kibicem Formuły 1 od lat. Wczoraj oglądałem eliminacje, a w ręku miałem kieliszek wina. Nawet zważywszy na niedawno przebyte choroby, nic zdrożnego. W pewnym momencie podniosłem go do ust i zanim zatopiłem ust korale w tym cudownym płynie, rączka trzymająca kieliszek lekko mi zadrżała. Wypiłem , pokontestowałem smak trunku i do głowy przyszła refleksja. Nie, nie chodziło o sam fakt picia tylko o to ,że zwróciłem uwagę na to drżenie dłoni. Jeszcze parę miesięcy temu w ogóle bym tego nie zauważył. A tu jakby naprzeciw emocjonujących wydarzeń na ekranie, taka refleksja. Nigdy nie byłem przesadnie dbającą o swoje zdrowie osobą , a już żebym się tak wnikliwie obserwował? Nigdy. Właściwie całe swoje życie pilnowałem aby ten kawał mięcha mnie tworzący nie dominował mnie pod żadnym względem. Wykurzyłem się strasznie na to swoje ciało i postanowiłem się zemścić. To ty cholero będziesz się wzdrygać przed szlachetnym trunkiem jaki sączę? Niedoczekanie, masz go polubić i tyle. Wydałem ciału polecenie i zacząłem wprowadzać je w życie nalewając drugi tego wieczora kieliszek. Po ekranie latały bolidy F1 a ja kombinowałem, że może ten swój zezwłok pokonam pijąc butelkami zamiast kieliszków. I wtedy zrozumiałem ,że ono , znaczy to cielsko ma jednak przewagę, bo co będzie gdy odmówi współpracy? Nie skończy się to dla mnie sukcesem. Co zatem robić? Dupy sobie drżeniem nie zawracać i smakować ulubione trunki, do czego wszystkich namawiam i zachęcam.

Wyjaśnienie

Wyjaśnienie
Bardzo miło zaskoczyły mnie Wasze komentarze po opublikowaniu śniadanka 2. Nie wiedziałem ,że czytanie moich wypocin daje radość tylu osobom. W tej sytuacji muszę ssie wytłumaczyć dlaczego milczałem. Jak wspominałem miałem spore kłopoty zdrowotne od złamania nogi poprzez niedotlenienie aż do zawału. Niewiele brakowało aby m już w ogóle nic nie napisał. W czasie choroby miałem cztery pełne dni kalendarzowe gdzie byłem nieprzytomny a potem przez parę dni na przemian świadomość i odjazd w brak przytomności. W tym drugim stanie miałem jednak przeżycia , które postanowiłem opisać , bo i intensywne były i wszystko pamiętam. Szło mi bardzo ciężko dosłownie po parę linijek dziennie. Skupiłem się najpierw na faktach jakie pamiętam i to zarówno tych z rzeczywistości jak i i z tej wirtualnej strony stanu w jakim byłem. Z wielkim trudem to opisałem a teraz zbieram się aby dopisać do tych faktów całą stronę emocjonalną , a nie jest to zadanie łatwe. Nie wiem ile czasu mi to zajmie, ale póki co nawet nie zacząłem. Jak się uporam sam ze sobą to może uwolnię się od tego ciążącego nade mną obowiązku i będę w stanie pisać wesołe historyjki

Śniadanko 2

Dla wielu to najważniejszy posiłek w ciągu dnia. Dietetycy się na ten temat kłócą, ale zwykle to albo mleczko i płatki, czasem kawa i kanapka lub herbatka i kilka kanapek. Są jednak śniadania wyjątkowe, na przykład moje. Zaczyna się to śniadanie od pomiarów. Najpierw ciśnienie, pompowanie , powolne wypuszczanie powietrza i odczyt . Potem pomiar cukru. Igłą w palec , do przyrządu pomiarowego pasek i już wyciskam kropelkę krwi na pasek. Chwila oczekiwania i wynik, potem szybka kalkulacja i zastrzyk z insulinki. W brzuszek. Pierwszy tego dnia. Ktoś pomyśli teraz coś do jedzenia. Właśnie ,że nie. Teraz leki , najpierw te na nadciśnienie, potem cukrzycowe, potem leciutko moczopędne i na końcu zestaw probiotyczno-witaminowy z dodatkiem brakujących pierwiastków. Te ostatnie z polecenia małżonki. Jest tego niezła garstka i to trzeba łyknąć. Popijam herbatką i jakoś przechodzi przez gardło. Można przystąpić do konsumpcji. Kroję pomidorka , cienko w plasterki, doprawiam sola i pieprzem. Na talerzyk nakładam ulubiony biały serek, niezbyt dużo i też go doprawiam. Powoli zjadam go z połową porcji pomidora. Lubię te smaki i jakoś mi się nie nudzą. Druga część śniadanka to albo paróweczka z ketchupem, albo dwa plasterki żółtego sera z majonezem czy plasterki szynki z sosem Tao-Tao. Chlebka czy masła w zestawie nie ma. Po chlebie cukier skacze jak głupi, więc bye bye pieczywko. Nażarty jak dziki bawół wstaję od stołu, dopijam herbatkę i delektuję się kakao zrobionym przez Żonę. Czasem z łakomstwa opędzę jeszcze jakiś owoc. Wiem ,że to nienormalne tak jeść , ale pokazuję ,że i tak można. Najwięcej kalorii mam chyba od tabletek , dlatego z nich nie rezygnuję, ha, ha, ha.