Rączka.

Powszechnie wiadomo ,że jestem kibicem Formuły 1 od lat. Wczoraj oglądałem eliminacje, a w ręku miałem kieliszek wina. Nawet zważywszy na niedawno przebyte choroby, nic zdrożnego. W pewnym momencie podniosłem go do ust i zanim zatopiłem ust korale w tym cudownym płynie, rączka trzymająca kieliszek lekko mi zadrżała. Wypiłem , pokontestowałem smak trunku i do głowy przyszła refleksja. Nie, nie chodziło o sam fakt picia tylko o to ,że zwróciłem uwagę na to drżenie dłoni. Jeszcze parę miesięcy temu w ogóle bym tego nie zauważył. A tu jakby naprzeciw emocjonujących wydarzeń na ekranie, taka refleksja. Nigdy nie byłem przesadnie dbającą o swoje zdrowie osobą , a już żebym się tak wnikliwie obserwował? Nigdy. Właściwie całe swoje życie pilnowałem aby ten kawał mięcha mnie tworzący nie dominował mnie pod żadnym względem. Wykurzyłem się strasznie na to swoje ciało i postanowiłem się zemścić. To ty cholero będziesz się wzdrygać przed szlachetnym trunkiem jaki sączę? Niedoczekanie, masz go polubić i tyle. Wydałem ciału polecenie i zacząłem wprowadzać je w życie nalewając drugi tego wieczora kieliszek. Po ekranie latały bolidy F1 a ja kombinowałem, że może ten swój zezwłok pokonam pijąc butelkami zamiast kieliszków. I wtedy zrozumiałem ,że ono , znaczy to cielsko ma jednak przewagę, bo co będzie gdy odmówi współpracy? Nie skończy się to dla mnie sukcesem. Co zatem robić? Dupy sobie drżeniem nie zawracać i smakować ulubione trunki, do czego wszystkich namawiam i zachęcam.