ktak

Właściwie bez wiodącego tematu, takie tam pisanie co mi do głowy przyjdzie

Wpisy z okresu: 12.2017

AlkoStach

AlkoStach

AlkoStach

Drugim moim współlokatorem w szpitalu był Pan Stach. Ze względu na jego przeszłość po cichu nazywałem go AlkoStach. Lekarz przyjmując go na Oddział przywitał go następującymi słowami- trzustki nie ma , wątroba zasadniczo gąbka. Panie czysty alkohol. Pan Stach był słabiutki dosłownie chwiał się na nogach,  ale na pewno nie był sentymentalny. Brata rodzonego zaawansowanego alkoholika miał za śmiecia, bo” to Panie idiota, nawet herbaty nie ugotuje a od rana tylko piwo”. Matka , jak twierdził sama nie wiedziała kogo urodziła. Stacho zwracał uwagę Lumpowi Ziutkowi w stylu- nikt do Pana nie przyjdzie , jaka rodzina , jakby chcieli to już by byli. Ziutek cierpiał a Stach walczył z bratem . Na przykład co rano dzwonił do pewnej Ukrainki , która pracowała w sklepie osiedlowym i pytał czy brat już był? Uspokojony zasypiał. Zasypiał przy muzyce , bo bardzo był muzykalny. Starał się tez być elokwentny, a jako gaduła opowiadał ,ze on ma stałą rentę , ale ona jest tymczasowa. Martwił się ,ze mu dają mydełkamenty, które mu nie pomagają./ pisownia fonetyczna/ Żartował sobie z Ziutka ,że w Domu opieki to go położą na łóżku a jak będzie krzyczał to dostanie w w mordę i tyle. Poza tym uświadamiał go ,że Sfizohremia się nie da wyleczyć a w DPS  to mu dadzą prochy i on umrze. Sam co do siebie też nie miał złudzeń. Twierdził ,że jego troszkę podreperują i po tygodniu wyjdzie a jak się nie uda to umrze. I nie był to jakiś skomlący głos tylko beznamiętne stwierdzenia. Ja już wszystkie badania miałem i to gówno pomaga, więc za dwa lata mam szansę na dużo większy zasiłek , a najwyżej nie dociągnę. Lubił dobrze zjeść i porównywał szpitalną kuchnię z więzienną , bo tak bywał , ale porównania wypadały zdecydowanie na korzyść więzień, bo tam i kuchnia lepsza i kolorowa tv o Internecie nie wspomnę, rozmarzał się. Strasznie to było smutne i nawet jakieś uchwycone wesołe przejęzyczenia czy złote myśli nie zmieniały ogólnej oceny jego życia

Lump Ziutek

Lump Ziutek

 file (1)

W zasadzie jego charakterystyka jest prosta. Mocno chory facet przed siedemdziesiątką, znaleziony nieprzytomny z poziomem cukru powyżej 500, lekko sparaliżowane nogi, zapalenie płuc, rozwalona wątroba. I jeszcze inne. Miejsce pobytu Dom Pomocy Społecznej. Rodzina nieznana. Facet żyjący tak zwanym zżyciem równoległym , bo stwierdzono schizofrenię paranoidalną. Higieny brak tak samo jak i jej potrzeby. Gość nastawiony na jedzenie i spanie, ale z manią pozyskiwania czegoś. A to wołał o kapcie jakie stały pod łóżkiem a to o wózek , bo się gdzieś wybierał. I co dość charakterystyczne prosił słabiutkim głosikiem skrzywdzonego ptaszka, ale gdy mu się zwróciło uwagę , że coś zrobił nie tak to ryczał jak zarzynany wół. Kłamał na wszystkie sposoby ale tak by uzyskać to czego chciał. Miał jeszcze jeden talent , przy jedzeniu wydawał dźwięki we wszystkich barwach i tonacjach czym nie przysparzał sobie sympatii. Siorbanie, mlaskanie, odbijanie się czy też inne to bardzo skromne i niesprawiedliwe wyliczanie jego możliwości. Pod tym względem talent czystej wody. Chrapał w nocy jak skunks i zwykle sypiał w czapce, patrz zdjęcie. Może potomek hrabiów jakichś co sypiali w szlafmycach? Nie wiem ale były króciutkie momenty gdy wyrzucał z siebie jakieś na przykład teksty Kabaretu Starszych Panów czy inne. W porywach tęsknił za kimkolwiek z rodziny, ale jedynie jakaś Pani jaka się nim dawniej opiekowała odebrała telefon. Ludzi z Domu Pomocy nie uznawał za bliskich. Tak naprawdę postać tragiczna choć nie sposób było mu pomóc czy w jakikolwiek sposób dotrzeć. Nie słuchał co się mówi, żył we własnym dziwnym świecie z chęcią odizolowania się. Smutne ,że hej i dużo mówi o tym jak działa ta służba socjalna.

Powrót

Powrót

Wczoraj po raz czwarty od lipca wróciłem ze szpitala do domu. Tym razem po 12 dniach. Niestety wciąż bez diagnozy i mam tam wrócić 8 stycznia. Miałem już 9 transfuzji, a krew mi się gdzieś ulatnia. Jestem nieszczelny, ale nie nieszczery. Tym razem pobyt w publicznym ośrodku lecznictwa dał mi wiele przeżyć i możliwości obserwacji. Na Sali było nas trzech, jak w piosence Perfectu. Ja , czyli panna nikt , Lump Józek i alkoholik Stasio. Ci dwaj osobnicy zasługują na oddzielne wpisy więc ich opiszę potem. Na razie o dwóch sprawach. W sferze zapachowej to nasza sala przypominała wnętrza Coco Chanell z tym ,że jakby na odwrót. Ile razy wchodziłem musiałem wietrzyć , najbardziej dawał Józio, był z nami 8 dni bez ani jednego mycia. Naturszczyk rzec można. W tym zakresie ma się rozumieć. Strefa druga to kuchnia. Bardzo wczesny Wojciech Basiura, ten z okresu błędów i niepowodzeń kulinarnych czyli późniejszy Modest Amaro.  Z tym ,że ten szpitalny nie uczył się na błędach i stale popełniał błędy i zaniechania. Szczególnie w takich aspektach żywienia jak nieznajomość typów diet, walory smaków, warunki podania tych wykwintnych skądinąd posiłków , a o walorach estetycznych można w ogóle zapomnieć , bo nie istniały. Jak więc widać warunki ze wszech miar sprzyjały memu dążeniu do szybkiej diagnozy lecz sądząc z długości pobytu i na tym polu poległem.

Do tego szpital miał bardzo charakterystyczną cechę jakby korespondującą z systemem i czasami w jakich żyjemy. Szpital jest typu czeskiego więc na peryferiach i na tychże peryferiach znajduje się bardzo dużo przybytków typu dom starców i dom pomocy społecznej. Wszyscy chorzy pensjonariusze są do szpitala zwożeni, co powoduje dosyć wysoką średnią wieku pacjentów oraz niestety wysoką umieralność. W tej sytuacji wzrasta rola pielęgniarzy szpitalnych, co chwila potrzebnych aby pacjentów przenieść , poprawić bądź zapakować. Panowie robią to z dużą obojętnością, a nawet z humorem. Kiedy byłem przez jednego z nich wieziony na badanie w windzie pochwalił się ,że dziś dopiero dwóch, ale najwięcej to siedmioro zwiózł na ostatnią podróż. I mówił o tym w poczuciu dumy i dobrze spełnionego obowiązku. Dumny człowiek pracy. Inny przewijając naszego lumpa, który zabrudził pampersa pisał jedną ręką smsy do kogoś, w poszanowaniu polskiej mowy zapytał przewijającą wraz z nim salową ‘ czy zapach to się pisze przez c’? Prawdziwy purysta językowy. Takich obserwacji było więcej i tylko dzięki nim spokojnie przetrwałem te 12 dni, a po powrocie do domu doznałem dawno nie odczuwanego spokoju.