AlkoStach

AlkoStach

Drugim moim współlokatorem w szpitalu był Pan Stach. Ze względu na jego przeszłość po cichu nazywałem go AlkoStach. Lekarz przyjmując go na Oddział przywitał go następującymi słowami- trzustki nie ma , wątroba zasadniczo gąbka. Panie czysty alkohol. Pan Stach był słabiutki dosłownie chwiał się na nogach,  ale na pewno nie był sentymentalny. Brata rodzonego zaawansowanego alkoholika miał za śmiecia, bo” to Panie idiota, nawet herbaty nie ugotuje a od rana tylko piwo”. Matka , jak twierdził sama nie wiedziała kogo urodziła. Stacho zwracał uwagę Lumpowi Ziutkowi w stylu- nikt do Pana nie przyjdzie , jaka rodzina , jakby chcieli to już by byli. Ziutek cierpiał a Stach walczył z bratem . Na przykład co rano dzwonił do pewnej Ukrainki , która pracowała w sklepie osiedlowym i pytał czy brat już był? Uspokojony zasypiał. Zasypiał przy muzyce , bo bardzo był muzykalny. Starał się tez być elokwentny, a jako gaduła opowiadał ,ze on ma stałą rentę , ale ona jest tymczasowa. Martwił się ,ze mu dają mydełkamenty, które mu nie pomagają./ pisownia fonetyczna/ Żartował sobie z Ziutka ,że w Domu opieki to go położą na łóżku a jak będzie krzyczał to dostanie w w mordę i tyle. Poza tym uświadamiał go ,że Sfizohremia się nie da wyleczyć a w DPS  to mu dadzą prochy i on umrze. Sam co do siebie też nie miał złudzeń. Twierdził ,że jego troszkę podreperują i po tygodniu wyjdzie a jak się nie uda to umrze. I nie był to jakiś skomlący głos tylko beznamiętne stwierdzenia. Ja już wszystkie badania miałem i to gówno pomaga, więc za dwa lata mam szansę na dużo większy zasiłek , a najwyżej nie dociągnę. Lubił dobrze zjeść i porównywał szpitalną kuchnię z więzienną , bo tak bywał , ale porównania wypadały zdecydowanie na korzyść więzień, bo tam i kuchnia lepsza i kolorowa tv o Internecie nie wspomnę, rozmarzał się. Strasznie to było smutne i nawet jakieś uchwycone wesołe przejęzyczenia czy złote myśli nie zmieniały ogólnej oceny jego życia